Casillas: Barcelona ma ludzkie oblicze
W wywiadzie udzielonym dziennikowi Marca Iker Casillas przyznał, że nie zauważa w drużynie Barcelony objawów kryzysu.
Bramkarz Realu Madryt zapytany o sytuację w obozie odwiecznego rywala Królewskich stwierdził, że porażka Barcelony w spotkaniu z Sevillą nie jest objawem kryzysu w zespole Pepa Guardioli: "Przez długi czas grali na najwyższym poziomie i kiedy zdarzył się wypadek, niektórzy przestali być optymistami".
Casillas dodaje, że przegrana Barçy w Copa del Rey nie powinna być sygnałem do podniesienia alarmu: "To oczywiste, że oni są zwykłymi ludźmi i nie mogą przez cały czas grać tak samo. W poprzednim sezonie na dziesięć spotkań wygrywali dziewięć, teraz osiem".
Bramkarz Realu odniósł się także do coraz głośniejszej ostatnimi czasy krytyki pod adresem arbitrów w Hiszpanii. Casillas nie zauważa, żeby którykolwiek z zespołów był faworyzowany przez sędziów, a ich ewentualne pomyłki tłumaczy tym, że "zarówno Barça jak i Real w trakcie spotkania są dwadzieścia, czasem trzydzieści razy pod polem karnym przeciwnika. W takiej sytuacji, nietrudno o błędną decyzję". "Czasem niesłuszne rzuty karne, czy faule są odgwizdywane, a wtedy można się po prostu wkurzyć", wyjaśnił.
Na koniec, Casillas nie mógł nie odnieść się do sytuacji panującej w jego drużynie. Przyznał, że początek sezonu był trudny z racji dużej liczby nowych zawodników, którzy dopiero mieli stworzyć drużynę. Przełomowym momentem była w jego ocenie porażka na Camp Nou z Barceloną: "Byliśmy wściekli. Powiedzieliśmy sobie, że przegraliśmy spotkanie, które powinniśmy wygrać. Wtedy też zrozumieliśmy, że wcale nie jesteśmy gorsi od najlepszej drużyny Barcelony w jej historii", skonkludował reprezentant Hiszpanii.
[źródło: Sport]
Bramkarz Realu Madryt zapytany o sytuację w obozie odwiecznego rywala Królewskich stwierdził, że porażka Barcelony w spotkaniu z Sevillą nie jest objawem kryzysu w zespole Pepa Guardioli: "Przez długi czas grali na najwyższym poziomie i kiedy zdarzył się wypadek, niektórzy przestali być optymistami".
Casillas dodaje, że przegrana Barçy w Copa del Rey nie powinna być sygnałem do podniesienia alarmu: "To oczywiste, że oni są zwykłymi ludźmi i nie mogą przez cały czas grać tak samo. W poprzednim sezonie na dziesięć spotkań wygrywali dziewięć, teraz osiem".
Bramkarz Realu odniósł się także do coraz głośniejszej ostatnimi czasy krytyki pod adresem arbitrów w Hiszpanii. Casillas nie zauważa, żeby którykolwiek z zespołów był faworyzowany przez sędziów, a ich ewentualne pomyłki tłumaczy tym, że "zarówno Barça jak i Real w trakcie spotkania są dwadzieścia, czasem trzydzieści razy pod polem karnym przeciwnika. W takiej sytuacji, nietrudno o błędną decyzję". "Czasem niesłuszne rzuty karne, czy faule są odgwizdywane, a wtedy można się po prostu wkurzyć", wyjaśnił.
Na koniec, Casillas nie mógł nie odnieść się do sytuacji panującej w jego drużynie. Przyznał, że początek sezonu był trudny z racji dużej liczby nowych zawodników, którzy dopiero mieli stworzyć drużynę. Przełomowym momentem była w jego ocenie porażka na Camp Nou z Barceloną: "Byliśmy wściekli. Powiedzieliśmy sobie, że przegraliśmy spotkanie, które powinniśmy wygrać. Wtedy też zrozumieliśmy, że wcale nie jesteśmy gorsi od najlepszej drużyny Barcelony w jej historii", skonkludował reprezentant Hiszpanii.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (18)