Okiem Johana Cruyffa. Czas na rezerwowych!
Kolejny felieton Johana Cruyffa na łamach fcbarca.com. Oryginał pojawił się w El Periódico 10.01.2011
Barça wchodzi w tę część sezonu, gdzie kluczową rolę odgrywają gracze spoza pierwszej jedenastki. Ma to szczególne znaczenie w zespole, którego kadra nie jest szeroka.
Najbliższe tygodnie przyniosą trenerom Barçy wiele radości. Powtarzają oni, że dla utrzymania pełni formy i rytmu gry, zespół potrzebuje regularności w grze. Trudno o większą. Drużyna jest w ciągłym ruchu i, dzięki postawie w Pucharze Króla, nadal będzie. To idealny dla zespołu scenariusz: dwa mecze na tydzień, skondensowany skład i obecność we wszystkich rozgrywkach. Nadchodzi pora na efektywne zarządzanie zespołem.
Nie możesz przecież zamęczać ciągle tej samej jedenastki, którą masz w głowie jako najlepszą. Mistrzostwa - a tym bardziej: mistrzostw - nigdy nie wygrywa się tą samą jedenastką. Skład drużyny jest niewielki, za to poziom jest bardzo zbliżony. Wszyscy są po prostu dobrymi piłkarzami. Każdy ze swoimi zdolnościami. I na dodatek, wszyscy są w dobrej kondycji. Praktycznie zero kontuzji. Co prawda, zawsze istnieje ryzyko urazu, ale ono zmniejsza się przy ciągłych rotacjach w drużynie. Nadeszła godzina graczy rezerwowych. Tych, którzy w innych momentach sezonu nie zawsze pojawiają się na boisku.
Uważam - i myślę, że Guardiola również - że to jest prawdziwa siła zespołu. Ławka musi być krótka jeśli potrzebujesz stałej gotowości i natychmiastowego efektu.
Postęp względem zeszłego roku
Mając w dłoni kalendarz rozgrywek Pucharu Króla, wynik na San Mamés był bardzo ważny. Ten mecz jest pewnym krokiem naprzód w porównaniu do minionego sezonu, gdy Barcelona na tym samym etapie Barça odpadła po dwumeczu z Sevillą; nie wiedząc, tak naprawdę, jak ani dlaczego. Grając dwa mecze, u siebie i na wyjeździe, zawsze możesz zostać wyeliminowany, ale są pewne momenty, sytuacje, które sprawiają, że stajesz się mocniejszy, jeśli je przezwyciężysz. Po nie najlepszym, bezbramkowym wyniku na Camp Nou (choć oczywiście gorszy był zeszłoroczny wynik z Sevillą, gdzie przegraliśmy 1:2), piłkarze pierwszego składu uzupełnieni kilkoma rezerwowymi sprawili, że w Bilbao nie powtórzyła się zeszłoroczna historia.
Im więcej, tym lepiej
Barça w swej obecnej postaci spogląda odważnie w stronę wyzwań czekających ją we wszystkich trzech rozgrywkach. Im więcej frontów, tym lepiej. Im więcej meczów, tym lepiej.
Nie chodzi tu tylko o umiejętności i talent. Ta grupa jest stworzona tak, by dawać z siebie wszystko, jeśli kalendarz spotkań jest bardzo napięty. I dawać z siebie wszystko to nie znaczy "biegać więcej" czy "więcej się męczyć". Nie oznacza wyciskania jak cytryny kilku tych samych piłkarzy. Ja rozumiem to jako: wydobyć wszystko, co najlepsze z całej grupy. Dziś odpoczywa ten, a będzie grał ten. Pozwala to osiągnąć coś jeszcze trudniejszego: być panem tempa gry, teraz przyspieszam, teraz zwalniam. Ale zawsze panuję nad tą grą.
Kto ma piłkę?
Cztery gole na Riazor. Maksymalna efektywność. Choć zabrzmi to bluźnierczo, to po co strzelać więcej? Mecz był całkowicie zdominowany przez Barçę, niezależnie od tego, czy na koniec byłoby 0:0, 0:2 czy 0:4.
Na boisku jest tylko jedna piłka. Jeśli zawsze jest pod Twoimi nogami, poruszasz się z nią po murawie uważnie, to Twój rywal wreszcie znudzi się i zmęczy. Raz prędzej, raz wolniej. W końcu nic bardziej nie męczy - fizycznie i psychicznie - jak bieganie za piłką, którą widzisz, ale nie możesz jej dotknąć. A jeśli już ją masz, to jesteś tak daleko od Valdésa, tyle metrów od bramki, że twój własny bramkarz kończy jak ten na Riazor: częściej mając piłkę przy nodze niż w rękach. Na domiar złego: te piłki, które jakoś już zbliżą się do Valdésa, są przez niego ciągle zatrzymywane. Dla rywali nie ma nic bardziej depresującego.
Swoją drogą, cóż za wspaniała bramka Messiego w tym meczu! To już nie ten sam Leo, który samotnie pędził przez 30, 40 czy 60 metrów, aby powtórzyć gol Maradony z Meksyku czy swój przeciwko Getafe. Teraz to zawodnik, który swój własny wysiłek potrafi fenomenalnie zamienić w korzyść ogółu. Strzela mniej więcej tyle bramek ile wcześniej - ale teraz, bardziej niż kiedykolwiek, ułatwia strzelanie innym. To "dwa w jednym": Messi strzelający i asystujący. Argentyńczykowi pozwala to oszczędzić siły, a jednocześnie pomnaża radość zespołu, poczynając od Villi i Pedro, a kończąc na obrońcach i trenerze.
Dwumecz z Arsenalem
Z pewnością nie zobaczymy nominalnego pierwszego składu aż do połowy lutego, gdy to spotkamy się z Arsenalem w Lidze Mistrzów. Jeśli tak będzie, finalna efektywność tego zespołu będzie uwarunkowana tym miesiącem międzyczasu, zależnie od tego, jak odpoczną podstawowi piłkarze i jakie wyniki staną się udziałem ich zastępców. Zobaczymy, jak Guardiola potrafi zarządzać swoją ekipą.
Nierówny Puchar
Do spotkania w Londynie zostało nam jeszcze dwanaście spotkań. Trzy w Pucharze i dziewięć w lidze. Mając na uwadze to, co oglądamy co weekend w telewizji, myślę, że moglibyśmy zaoszczędzić na kilku meczach. Na przykład kolejne fazy Pucharu Króla mogłyby składać się z jednego meczu, a nie dwóch. Do takich wniosków skłania to, co obserwujemy w Anglii. Jeden mecz, pełne stadiony, wielkie emocje i, od czasu do czasu, spore niespodzianki. To się nazywa Puchar, o tak!
To, co widzimy w Anglii - że drużyna z Pierwszej przegrywa z zespołem z Drugiej czy Trzeciej Ligi - w Hiszpanii jest praktycznie niemożliwe. Ekipy z Segunda A czy B stawiają się twardo, grają na całego. Ale dwumecz, u siebie i na wyjeździe, sprawia, że ten lepszy ma szansę nadrobić wpadkę, co daje wielką przewagę. Tak wielką, że dla klubu z niższej klasy rozgrywkowej jest ona praktycznie niemożliwa do przeskoczenia.
[źródło: El Periódico]
Barça wchodzi w tę część sezonu, gdzie kluczową rolę odgrywają gracze spoza pierwszej jedenastki. Ma to szczególne znaczenie w zespole, którego kadra nie jest szeroka.
Najbliższe tygodnie przyniosą trenerom Barçy wiele radości. Powtarzają oni, że dla utrzymania pełni formy i rytmu gry, zespół potrzebuje regularności w grze. Trudno o większą. Drużyna jest w ciągłym ruchu i, dzięki postawie w Pucharze Króla, nadal będzie. To idealny dla zespołu scenariusz: dwa mecze na tydzień, skondensowany skład i obecność we wszystkich rozgrywkach. Nadchodzi pora na efektywne zarządzanie zespołem.
Nie możesz przecież zamęczać ciągle tej samej jedenastki, którą masz w głowie jako najlepszą. Mistrzostwa - a tym bardziej: mistrzostw - nigdy nie wygrywa się tą samą jedenastką. Skład drużyny jest niewielki, za to poziom jest bardzo zbliżony. Wszyscy są po prostu dobrymi piłkarzami. Każdy ze swoimi zdolnościami. I na dodatek, wszyscy są w dobrej kondycji. Praktycznie zero kontuzji. Co prawda, zawsze istnieje ryzyko urazu, ale ono zmniejsza się przy ciągłych rotacjach w drużynie. Nadeszła godzina graczy rezerwowych. Tych, którzy w innych momentach sezonu nie zawsze pojawiają się na boisku.
Uważam - i myślę, że Guardiola również - że to jest prawdziwa siła zespołu. Ławka musi być krótka jeśli potrzebujesz stałej gotowości i natychmiastowego efektu.
Postęp względem zeszłego roku
Mając w dłoni kalendarz rozgrywek Pucharu Króla, wynik na San Mamés był bardzo ważny. Ten mecz jest pewnym krokiem naprzód w porównaniu do minionego sezonu, gdy Barcelona na tym samym etapie Barça odpadła po dwumeczu z Sevillą; nie wiedząc, tak naprawdę, jak ani dlaczego. Grając dwa mecze, u siebie i na wyjeździe, zawsze możesz zostać wyeliminowany, ale są pewne momenty, sytuacje, które sprawiają, że stajesz się mocniejszy, jeśli je przezwyciężysz. Po nie najlepszym, bezbramkowym wyniku na Camp Nou (choć oczywiście gorszy był zeszłoroczny wynik z Sevillą, gdzie przegraliśmy 1:2), piłkarze pierwszego składu uzupełnieni kilkoma rezerwowymi sprawili, że w Bilbao nie powtórzyła się zeszłoroczna historia.
Im więcej, tym lepiej
Barça w swej obecnej postaci spogląda odważnie w stronę wyzwań czekających ją we wszystkich trzech rozgrywkach. Im więcej frontów, tym lepiej. Im więcej meczów, tym lepiej.
Nie chodzi tu tylko o umiejętności i talent. Ta grupa jest stworzona tak, by dawać z siebie wszystko, jeśli kalendarz spotkań jest bardzo napięty. I dawać z siebie wszystko to nie znaczy "biegać więcej" czy "więcej się męczyć". Nie oznacza wyciskania jak cytryny kilku tych samych piłkarzy. Ja rozumiem to jako: wydobyć wszystko, co najlepsze z całej grupy. Dziś odpoczywa ten, a będzie grał ten. Pozwala to osiągnąć coś jeszcze trudniejszego: być panem tempa gry, teraz przyspieszam, teraz zwalniam. Ale zawsze panuję nad tą grą.
Kto ma piłkę?
Cztery gole na Riazor. Maksymalna efektywność. Choć zabrzmi to bluźnierczo, to po co strzelać więcej? Mecz był całkowicie zdominowany przez Barçę, niezależnie od tego, czy na koniec byłoby 0:0, 0:2 czy 0:4.
Na boisku jest tylko jedna piłka. Jeśli zawsze jest pod Twoimi nogami, poruszasz się z nią po murawie uważnie, to Twój rywal wreszcie znudzi się i zmęczy. Raz prędzej, raz wolniej. W końcu nic bardziej nie męczy - fizycznie i psychicznie - jak bieganie za piłką, którą widzisz, ale nie możesz jej dotknąć. A jeśli już ją masz, to jesteś tak daleko od Valdésa, tyle metrów od bramki, że twój własny bramkarz kończy jak ten na Riazor: częściej mając piłkę przy nodze niż w rękach. Na domiar złego: te piłki, które jakoś już zbliżą się do Valdésa, są przez niego ciągle zatrzymywane. Dla rywali nie ma nic bardziej depresującego.
Swoją drogą, cóż za wspaniała bramka Messiego w tym meczu! To już nie ten sam Leo, który samotnie pędził przez 30, 40 czy 60 metrów, aby powtórzyć gol Maradony z Meksyku czy swój przeciwko Getafe. Teraz to zawodnik, który swój własny wysiłek potrafi fenomenalnie zamienić w korzyść ogółu. Strzela mniej więcej tyle bramek ile wcześniej - ale teraz, bardziej niż kiedykolwiek, ułatwia strzelanie innym. To "dwa w jednym": Messi strzelający i asystujący. Argentyńczykowi pozwala to oszczędzić siły, a jednocześnie pomnaża radość zespołu, poczynając od Villi i Pedro, a kończąc na obrońcach i trenerze.
Dwumecz z Arsenalem
Z pewnością nie zobaczymy nominalnego pierwszego składu aż do połowy lutego, gdy to spotkamy się z Arsenalem w Lidze Mistrzów. Jeśli tak będzie, finalna efektywność tego zespołu będzie uwarunkowana tym miesiącem międzyczasu, zależnie od tego, jak odpoczną podstawowi piłkarze i jakie wyniki staną się udziałem ich zastępców. Zobaczymy, jak Guardiola potrafi zarządzać swoją ekipą.
Nierówny Puchar
Do spotkania w Londynie zostało nam jeszcze dwanaście spotkań. Trzy w Pucharze i dziewięć w lidze. Mając na uwadze to, co oglądamy co weekend w telewizji, myślę, że moglibyśmy zaoszczędzić na kilku meczach. Na przykład kolejne fazy Pucharu Króla mogłyby składać się z jednego meczu, a nie dwóch. Do takich wniosków skłania to, co obserwujemy w Anglii. Jeden mecz, pełne stadiony, wielkie emocje i, od czasu do czasu, spore niespodzianki. To się nazywa Puchar, o tak!
To, co widzimy w Anglii - że drużyna z Pierwszej przegrywa z zespołem z Drugiej czy Trzeciej Ligi - w Hiszpanii jest praktycznie niemożliwe. Ekipy z Segunda A czy B stawiają się twardo, grają na całego. Ale dwumecz, u siebie i na wyjeździe, sprawia, że ten lepszy ma szansę nadrobić wpadkę, co daje wielką przewagę. Tak wielką, że dla klubu z niższej klasy rozgrywkowej jest ona praktycznie niemożliwa do przeskoczenia.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)