Ciężka przeprawa w Alicante; Hércules - Barça 0:3

IceMan

29 stycznia 2011, 19:16

Brak komentarzy
Ten kto nie oglądał dzisiejszego meczu i spojrzał na sam tytuł, może pomyśleć, że jestem niespełna rozumu (delikatnie mówiąc). Może i jestem, ale Barça zagrała dziś spotkanie jakiego nie widzieliśmy od dawien dawna. Ostatnie miesiące na ligowych boiskach w wykonaniu Mistrzów Hiszpanii były tak samo przewidywalne jak Scott Thomas z Eurotripa. Katalończycy swoich rywali pytali tylko o to, czy akceptują piątaka, czy jednak wychodzą na boisko i walczą o niższy/wyższy wymiar kary. Jeszcze jedną niewiadomą było tylko to, czy Valdés puści łaskawie jakiegoś gola, czy znów będzie niepokonany. Dziś było inaczej. Hércules zagrał bardzo ambitnie i długo stawiał skuteczny opór Barcelonie.

Katalończycy rozpoczęli bardzo spokojnie, ale równie spokojnie, co piłkarze Guardioli zaczęli piłkarze Estebana Vito. Hercules od początku grał bez żadnego respektu dla Mistrza Hiszpanii, w przeciwieństwie do poprzednich rywali Barcelony. Pierwszą groźną akcję występujący w zielonych trykotach gracze z Camp Nou przeprowadzili w 10. minucie, jednak uderzenie Messiego nie znalazło drogi do bramki strzeżonej przez Calatayuda. Sygnał do ataku dał w 15. Minucie Pedro, który przeprowadził wspaniałą, indywidualną akcję. Urodzony na Teneryfie skrzydłowy w efektowny sposób poradził sobie z defensorami gospodarzy i potężnie huknął na bramkę Herculesa. Prawdziwą bombę Pedro w efektowny sposób wybronił Calatayud, który przeniósł piłkę nad poprzeczką. Minutę później pokaz brazylijskiej samby pod polem karnym beniaminka dał Dani Alves, ale świetnym dryblingiem defensor Barçy zaskoczył nawet swoich kolegów, którzy nie potrafili wykorzystać podania byłego gracza Sevilli. Świetną kontrą odpowiedzieli piłkarze Herculesa, a konkretnie najbardziej znany, duet napastników z Alicante. Piłkę głową w polu karnym do Trezegeut zgrywał Valdez czym kompletnie zaskoczył Piqué z Abidalem, jednak francuski snajper nie potrafił wykorzystać efektownego zgrania Paragwajczyka. Valdez z niesamowitą łatwością ograł środkowych obrońców , ale katalońskiego króla wszelakich portali społecznościowych można tłumaczyć tym. Nie wiem jak Wy, ale ja bym jej oddał.

Barcelona nie potrafiła rozpracować defensywy beniaminka i po dwóch kwadransach na tablicy świetlnej nadal widniał wynik bezbramkowy. Swoich sił próbowali Messi, Pedro, Alves, ale żaden z nich nie trafił do siatki rywali. Niespodziewana niemoc Mistrza Hiszpanii trwała do 43. minuty. Mający oczy dookoła głowy (dosłownie) Xavi dostrzegł wolnego Pedro, ten przyjął, przymierzył i nie dał najmniejszych szans portero gospodarzy. Niesamowity sezon Pedro trwa w najlepsze! Po bramce dającej prowadzenie z większym spokojem mogliśmy udać się na 15-minutową przerwę i cierpliwie czekać na rozpoczęcie drugiej części gry.

Bez respektu dla rywala Hércules rozpoczął także drugą połowę. Podopieczni Estebana Vito grali bardzo uważnie, wysokim pressingiem z którym nie mogła poradzić sobie znacznie bardziej utytułowana Barcelona. Piłkarze Alicante nie ograniczali się tylko do gry defensywnej. Całkiem nieźle poczynali sobie także w ofensywie, czego dowodem była akcja z 54 minuty. Ładnie zza pola karnego z woleja uderzał Nelson Valdez, ale jego uderzenie pewnie wybronił znudzony bezczynnością Victor Valdés. Pragnę zwrócić uwagę na nazwiska obu Panów, których nie sposób spamiętać i odróżnić pewnemu dziennikarzowi często goszczącemu w studio Nsportu z fryzurą bujną niczym wyobraźnia działaczy PZPN-u. Goście przez długi okres gry nie potrafili przebić się przez szczelną obronę beniaminka i zagrozić bramce Calatayuda. Pierwsza ładna akcja Katalończyków miała miejsce dopiero w 64. minucie, kiedy to Pedro strzelił na 2:0. Niezawodny instynkt zabójcy z niepełnym uzębieniem znów dał znać o sobie. Bramki jednak nie uznano gdyż ku górze została uniesiona chorągiewka sędziego liniowego. Czy słusznie? Nie wiem ponieważ realizator spotkania zapewne zajadał się bacadillo i popijał Estrellą Damm zapominając o pokazaniu precyzyjnej powtórki. Ta akcja niewątpliwie dodała wigoru zawodnikom Guardioli, którzy przypuścili szturm na bramkę biało-niebieskich. W 67. minucie ładnie z piłką w polu karnym obrócił się Messi po czym technicznie uderzył na bramkę Calatayuda, niestety niecelnie. Nie minęło 60 sekund, a ten sam Messi strzelał jeszcze raz jednak i tym razem techniczne uderzenie Leo minęło słupek bramki Herculesa. Strzał Argentyńczyka poprzedziła kapitalna akcja indywidualna Xaviego, który efektowną piłkarską siatką pozdrowił Farinósa, szepnął gromkie ole i popędził pod pola karne. Ośmieszonemu Farinósowi szybko odechciało się gry w dzisiejszym meczu, co potwierdził niedługo później.

W 76. minucie znów spróbował Messi. Teraz w światło bramki już trafił, ale świetną interwencją popisał się Calatuyad, który sparował sprytny strzał wychowanka Blaugrany na rzut rożny. Kapitalną okazję na zdobycie gola goście mieli w 83. minucie. Trójkowa kontra Barcelony skończyła się jednak na niedokładnym zagraniu Pedro do Villi i wszystkie znaki na niebie wskazywały na to, iż czeka nas nerwowa końcówka. Z pomocą Barcelonie przyszedł ten, który 20 minut wcześniej pojawił się na boisku będąc przywitanym przez Xaviera Hernandeza Creusa, którego zwą Generałem. Bezmyślny faul w środku pola Farinósa na Busquetsie skończył się dla 33-latka drugą żółtą kartką i powrotem do szatni. Schodząc z murawy Farinós nabluzgał tyle ile przeciętny polski drogowiec podczas pracy łatając dziury. O ile rzeczywiście pracuje, a nie podpiera łopatę i udaje, że myśli.

Takiego prezentu Barça nie mogła nie wykorzystać. Jak bardzo doświadczonym zespołem jest Duma Katalonii przekonaliśmy się już 120 sekund później. O tym, że Leo Messi wielkim piłkarzem jest wie każdy. Ten, kto jakimś cudem jeszcze tego nie wie niech odstawi flaszkę i położy się spać, jutro też jest dzień. Dzisiejszego wieczora Argentyńczykowi za wiele nie wychodziło. Kilkanaście strat, jeden celny strzał na bramkę to jak na najlepszego piłkarza stąpającego po planecie Ziemia wynik skromny jak ilość włosów na głowie Józefa Oleksego. W dwie minuty Messi strzelił dwa gole i nadzieje gospodarzy na dobry wynik zostały rozwiane. Najpierw w 86. minucie urodzony w Rosario, nie grzeszący wzrostem napastnik z dziecinną łatwością minął obrońców Herculesa i pięknym technicznym uderzeniem nie dał najmniejszych szans na skuteczną interwencję Calatuyadowi. Nie minęło 100 sekund, a było już 3:0. Wolnego Iniestę doskonale dostrzegł Nolito, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku, Andrés zagrał do wbiegającego w pole karne Alvesa, a Brazylijczyk idealnie podał do Messiego, któremu nie pozostało nic innego jak trafić do pustej siatki. Dwie minuty, które wstrząsnęły Alicante stały się faktem. Gospodarzy w ostatniej minucie spotkania dobić chciał jeszcze Nolito, ale jego uderzenie ostatecznie nie znalazło drogi do siatki. Trzeba jednak przyznać, że jak na 3 minutowy występ, Nolito zaprezentował się znakomicie.

Barcelona po ciężkim spotkaniu pokonała Hérculesa 3:0 rewanżując się tym samym za porażkę w pierwszym meczu na Camp Nou. Na koniec jeszcze taka ciekawostka. 21 meczów, 19 zwycięstw, 1 remis i 1 porażka. 67! strzelonych bramek. Odwieczny rywal ze stolicy ma ich 65. Jeśli dodamy również te stracone. Visca El Barça!

0 - Hércules: Calatayud; Cortés, Sarr, Rodríguez, Peña, Fritzler (Farinós, m.67), Abel Aguilar, Tote, Valdez (Portillo, m.80), Kiko (Cristian, m.63) i Trezeguet.

3 - Barcelona: Valdés; Alves, Piqué, Abidal, Maxwell, Busquets, Xavi (Keita, m.88), Iniesta (Afellay, m.89), Pedro, Villa (Nolito, m.88) y Messi.

Gole: 0-1. Min.43: Pedro. 0-2. Min.87: Messi. 0-3. Min.8: Messi.

Arbiter: Fernández Borbalán.

Kartki: Żółte: Peña i Abel Aguilar (Hércules); Dani Alves Barcelona). Czerwona: Farinós (Hércules).
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze