Saviola - jedyny udany transfer Gasparta
Nie rozstrzygnięta wciąż sprawa nowego kontraktu Javiera Savioli z Barceloną, z prowokowała mnie do zastanowienia się nad ewentualnymi przyczynami takiego stanu rzeczy.
Argentyńczyk prezentujący ostatnio wyśmienitą wręcz formę strzelecką, w dalszym ciągu nie może uzgodnić warunków nowego kontraktu z Barçą. A od samego początku okresu transferowego w Europie, Saviola przypomina klubowego rzecznika prasowego dementującego na okrągło wciąż nowe pojawiające się spekulacje dotyczące jego osoby.
Ileż to razy mogliśmy przeczytać pełne emocji zapewnienia piłkarza o jego przywiązaniu do Barcelony i wielkiej chęci kontynuowania swojej piłkarskiej kariery w klubie ze stolicy Katalonii. Najlepszym przykładem tego jest, odsunięcie od negocjacji z Barçą nad nowym kontraktem, skonfliktowanego z władzami Barcelony agenta piłkarza. Ale czy jego zapewnienia w ogóle są nam potrzebne, by nas przekonać? Nie ma chyba takiego fana Barcelony, który nie zdawał by sobie z tego doskonale sprawy.
Oba wypożyczenia Savioli, najpierw do AS Monaco, a później do Sevilli, tak naprawdę nie były ani pod względem sportowym, ani ambicji piłkarza, spełnieniem jego marzeń. Grą też nie zachwycał, w całym sezonie w Ligue 1, mimo że był graczem podstawowej "jedenastki" strzelił zaledwie 9 goli. W stolicy Andaluzji też nie miał łatwo, co prawda w pierwszej części sezonu trener Juande Ramos regularnie stawiał na niego w ataku razem z Frederic'iem Kanoute, ale po zimowym transferze do Sevilli Luisa Fabiano, stracił to miejsce. A jego 10 trafień dla Sevilli, też raczej nie rzucają na kolana.
Zanim "El Conejo" opuścił Barcelonę na te dwa lata, to w ciągu trzech sezonów ligowych strzelił dla Barcelony 44 gole, znakomicie rozumiejąc się w ataku Blaugrany, zarówno z Kluivertem i Rivaldo, jak i z Ronaldinho. Do tego dorobku należy jeszcze dodać 11 goli strzelonych w dwóch sezonach Ligi Mistrzów, w tym ten najważniejszy strzelony na 3:1 w rewanżowym meczu na Camp Nou z Panathinaikosem Ateny, dający awans Barçie do półfinału tych rozgrywek w 2002 roku.
Statystycznym okiem patrząc, widać że tylko grając w Barcelonie popularny "Królik", czuł się komfortowo i potrafił udowodnić to jak się należy na boisku. Nie jest to dziełem przypadku, ale nie należy też tych faktów przeceniać.
Co tak naprawdę, stoi na przeszkodzie do kariery Savioli na Camp Nou? Czy tylko nie chęć Rijkaarda do tego zawodnika?
Początkowo sugerowano, że między piłkarzem a trenerem musi być jakiś konflikt, później wskazywano bardziej merytoryczne powody, że Holender po prostu nie lubi tego typu napastników, niskich i słabych fizycznie. Ostatnie tygodnie dowodzą jednak czegoś zupełnie odmiennego, albowiem to właśnie sam Frank Rijkaard stał się przecież inicjatorem pomysłu o przedłużeniu kontraktu z Argentyńczykiem, mimo że nic tego do tej pory nie zapowiadało. Gudjohnsen zdawał się być w oczach Holendra pewnym zastępca kontuzjowanego Samuela Eto'o, a Saviola nie został nawet zgłoszony do rozgrywek Ligi Mistrzów.
Propozycja nowego kontraktu została w końcu przedstawiona przez Txikiego Beguristaina. Oferta ta, nie pozostawiła jednak żadnych złudzeń. Władze Barcelony nie chcą filigranowego Argentyńczyka w barwach Blaugrany! Redukcja jego zarobków o prawie połowę w stosunku do jego umowy z 2001 roku, to kolokwialnie rzecz ujmując "śmiech na sali"!? Przypomnijmy, że Savioli zaproponowano rocznie zarobki w granicach 2,5 - 3 mln dolarów. A fakt, że nawet sam piłkarz nie odniósł się do tej propozycji w żadnej oficjalnej wypowiedzi i wciąż czeka na "prawdziwe" rozpoczęcie dyskusji o warunkach nowej umowy, najlepiej o tym świadczy.
Moim zdaniem w całej sprawie jest drugie dno, a problem jest bardziej złożony i nie ma on nic wspólnego ze sportem. Każdy zna stare przysłowie, że "jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze". W tym przypadku, też pewnie ma ono swoje uzasadnienie, ale nie tylko. Równie ważną kwestią jest pozycja Savioli w klubie i fakt, że jest on ostatnim "udanym" transferem Juana Gasparta. Znienawidzonego przez "Cules" byłego prezydenta Barcelony, który o mały włos nie doprowadził klub do ruiny, by w końcu w lutym 2003 roku pod naciskiem "socios" i pod osłoną nocy, zrezygnować ze stanowiska na półtora roku przed wygaśnięciem jego kadencji.
Gaspart już na początku swojej prezydentury, musiał przełknąć gorzką pigułkę - stratę Luisa Figo. Później przyszły kompletnie nieudane a bardzo kosztowne transfery, Overmarsa i Petita za 45 mln euro, Gerarda Lópeza za 20 mln, Geovanniego za 17 mln i równie nieudane bramkarza Bonano, Christanvala, Alfonso Pereza i Fabio Rochembacka. Natomiast ponowne zatrudnienie na stanowisku trenera Barçy Holendra Louisa Van Gaala, okazało się już szczytem bezradności i głupoty Gasparta! Jego zwolnienie kosztowało Barcelonę ponad 8 mln euro oraz upokarzającą wypowiedź Van Gaala na jego ostatniej konferencji prasowej, na której to powiedział, że " z Ajaxem Amsterdam w ciągu czterech lat zdobyłem więcej niż Barcelona w swojej ponad stuletniej historii"!
Transfer Javiera Savioli z River Plate Buenos Aires w 2001 roku za ponad 25 mln dolarów, miał być dla Gasparta "pijarowym panaceum" wobec rozwścieczonych "Culés" z powodu, nie tylko nic nie wygrywającej wciąż Barcelony, ale także Barçy grającej nudną i oczywistą dla rywali piłkę. Jego kontrakt też był tego dowodem, tylko Kluivert i Rivaldo mogli pochwalić się wyższym. Saviola stał się, obok dwóch wspomnianych wyżej piłkarzy, największą gwiazdą zespołu. A do Barçy trafił przecież już w tak młodym wieku, jako Piłkarz Roku w Ameryce Południowej w 1999 roku oraz jako król strzelców i najlepszy bezsprzecznie piłkarz MŚ under-20 z 2001 roku.
U trenera Carlesa Rexacha stał się absolutnie najważniejszym graczem drużyny, a 21 goli strzelonych w Primera Devision i Lidze Mistrzów, uczyniły z niego bardzo szybko prawdziwą gwiazdę zespołu! Większą ilością trafień od Argentyńczyka zaliczył tylko Holender Patrick Kluivert. U Van Gaala Saviola stracił swoją pozycję w klubie, ale odzyskał ją prawie natychmiast, gdy stery w Barcelonie przejął Serb Radomir Antić, strzelając dla Barçy w 17 meczach, aż 11 goli!
Po objęciu rządów w Barcelonie przez Joana Laportę, w klubie doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi. Rewolucja kadrowa dopełniła się natomiast rok później, a pozostał w niej (oprócz naturalnie kilku wychowanków, jak Puyol, Gabri, Xavi, Valdés, Iniesta czy Motta) tylko Javier Saviola. Nie na długo, gdy tylko w Barcelonie zjawił się Samuel Eto'o - nowa gwiazda Barçy, prezydent Laporta i trener Rijkaard nie potrzebowali już Argentyńczyka w zespole. Nikt nie chciał już pamiętać, że to właśnie Saviola z Ronaldinho w premierowym sezonie Franka Rijkaarda jako szkoleniowca Barçy, strzelając razem 29 goli, pociągnęli Barcelonę do drugiego miejsca w La Liga, a dzięki temu Blaugrana mogła po roku banicji powrócić do elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów.
Laporta nie chciał dłużej ponosić kosztów lukratywnego kontraktu Savioli, który podpisał z nim Gaspart i wolał go wypożyczyć do AS Monaco. Zaryzykuje również stwierdzenie, że obecna propozycja nowego kontraktu skierowana do Argentyńczyka, jest potwierdzeniem stawianej przeze mnie tezy, że Laporta nie chce głośno przyznać Gaspartowi racji, że transfer Savioli do Barcelony był po prostu prawdziwym strzałem w "dziesiątkę"! Usilne poszukiwania Beguristaina nowego środkowego napastnika oraz spekulacje wokół Rodrigo Palacio, Huntelaara czy Daniela Carvalho , wydają się to potwierdzać.
Reasumując, wydaje mi się że w tej sprawie zderzają się interesy, ambicje i duma Joana Laporty, który swoje zwycięstwo w wyborach na prezydenta Barcelony, zbudował na totalnej krytyce "dokonań" Gasparta. Nie pozostawiając sobie w ogóle miejsca na obiektywną refleksję w sprawie Javiera Savioli.
Może i moja teza jest zbyt odważnie postawiona, ale jak w takim razie racjonalnie wytłumaczyć postępowanie władz Barcelony w stosunku do tego wspaniałego piłkarza?
Argentyńczyk prezentujący ostatnio wyśmienitą wręcz formę strzelecką, w dalszym ciągu nie może uzgodnić warunków nowego kontraktu z Barçą. A od samego początku okresu transferowego w Europie, Saviola przypomina klubowego rzecznika prasowego dementującego na okrągło wciąż nowe pojawiające się spekulacje dotyczące jego osoby.
Ileż to razy mogliśmy przeczytać pełne emocji zapewnienia piłkarza o jego przywiązaniu do Barcelony i wielkiej chęci kontynuowania swojej piłkarskiej kariery w klubie ze stolicy Katalonii. Najlepszym przykładem tego jest, odsunięcie od negocjacji z Barçą nad nowym kontraktem, skonfliktowanego z władzami Barcelony agenta piłkarza. Ale czy jego zapewnienia w ogóle są nam potrzebne, by nas przekonać? Nie ma chyba takiego fana Barcelony, który nie zdawał by sobie z tego doskonale sprawy.
Oba wypożyczenia Savioli, najpierw do AS Monaco, a później do Sevilli, tak naprawdę nie były ani pod względem sportowym, ani ambicji piłkarza, spełnieniem jego marzeń. Grą też nie zachwycał, w całym sezonie w Ligue 1, mimo że był graczem podstawowej "jedenastki" strzelił zaledwie 9 goli. W stolicy Andaluzji też nie miał łatwo, co prawda w pierwszej części sezonu trener Juande Ramos regularnie stawiał na niego w ataku razem z Frederic'iem Kanoute, ale po zimowym transferze do Sevilli Luisa Fabiano, stracił to miejsce. A jego 10 trafień dla Sevilli, też raczej nie rzucają na kolana.
Zanim "El Conejo" opuścił Barcelonę na te dwa lata, to w ciągu trzech sezonów ligowych strzelił dla Barcelony 44 gole, znakomicie rozumiejąc się w ataku Blaugrany, zarówno z Kluivertem i Rivaldo, jak i z Ronaldinho. Do tego dorobku należy jeszcze dodać 11 goli strzelonych w dwóch sezonach Ligi Mistrzów, w tym ten najważniejszy strzelony na 3:1 w rewanżowym meczu na Camp Nou z Panathinaikosem Ateny, dający awans Barçie do półfinału tych rozgrywek w 2002 roku.
Statystycznym okiem patrząc, widać że tylko grając w Barcelonie popularny "Królik", czuł się komfortowo i potrafił udowodnić to jak się należy na boisku. Nie jest to dziełem przypadku, ale nie należy też tych faktów przeceniać.
Co tak naprawdę, stoi na przeszkodzie do kariery Savioli na Camp Nou? Czy tylko nie chęć Rijkaarda do tego zawodnika?
Początkowo sugerowano, że między piłkarzem a trenerem musi być jakiś konflikt, później wskazywano bardziej merytoryczne powody, że Holender po prostu nie lubi tego typu napastników, niskich i słabych fizycznie. Ostatnie tygodnie dowodzą jednak czegoś zupełnie odmiennego, albowiem to właśnie sam Frank Rijkaard stał się przecież inicjatorem pomysłu o przedłużeniu kontraktu z Argentyńczykiem, mimo że nic tego do tej pory nie zapowiadało. Gudjohnsen zdawał się być w oczach Holendra pewnym zastępca kontuzjowanego Samuela Eto'o, a Saviola nie został nawet zgłoszony do rozgrywek Ligi Mistrzów.
Propozycja nowego kontraktu została w końcu przedstawiona przez Txikiego Beguristaina. Oferta ta, nie pozostawiła jednak żadnych złudzeń. Władze Barcelony nie chcą filigranowego Argentyńczyka w barwach Blaugrany! Redukcja jego zarobków o prawie połowę w stosunku do jego umowy z 2001 roku, to kolokwialnie rzecz ujmując "śmiech na sali"!? Przypomnijmy, że Savioli zaproponowano rocznie zarobki w granicach 2,5 - 3 mln dolarów. A fakt, że nawet sam piłkarz nie odniósł się do tej propozycji w żadnej oficjalnej wypowiedzi i wciąż czeka na "prawdziwe" rozpoczęcie dyskusji o warunkach nowej umowy, najlepiej o tym świadczy.
Moim zdaniem w całej sprawie jest drugie dno, a problem jest bardziej złożony i nie ma on nic wspólnego ze sportem. Każdy zna stare przysłowie, że "jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze". W tym przypadku, też pewnie ma ono swoje uzasadnienie, ale nie tylko. Równie ważną kwestią jest pozycja Savioli w klubie i fakt, że jest on ostatnim "udanym" transferem Juana Gasparta. Znienawidzonego przez "Cules" byłego prezydenta Barcelony, który o mały włos nie doprowadził klub do ruiny, by w końcu w lutym 2003 roku pod naciskiem "socios" i pod osłoną nocy, zrezygnować ze stanowiska na półtora roku przed wygaśnięciem jego kadencji.
Gaspart już na początku swojej prezydentury, musiał przełknąć gorzką pigułkę - stratę Luisa Figo. Później przyszły kompletnie nieudane a bardzo kosztowne transfery, Overmarsa i Petita za 45 mln euro, Gerarda Lópeza za 20 mln, Geovanniego za 17 mln i równie nieudane bramkarza Bonano, Christanvala, Alfonso Pereza i Fabio Rochembacka. Natomiast ponowne zatrudnienie na stanowisku trenera Barçy Holendra Louisa Van Gaala, okazało się już szczytem bezradności i głupoty Gasparta! Jego zwolnienie kosztowało Barcelonę ponad 8 mln euro oraz upokarzającą wypowiedź Van Gaala na jego ostatniej konferencji prasowej, na której to powiedział, że " z Ajaxem Amsterdam w ciągu czterech lat zdobyłem więcej niż Barcelona w swojej ponad stuletniej historii"!
Transfer Javiera Savioli z River Plate Buenos Aires w 2001 roku za ponad 25 mln dolarów, miał być dla Gasparta "pijarowym panaceum" wobec rozwścieczonych "Culés" z powodu, nie tylko nic nie wygrywającej wciąż Barcelony, ale także Barçy grającej nudną i oczywistą dla rywali piłkę. Jego kontrakt też był tego dowodem, tylko Kluivert i Rivaldo mogli pochwalić się wyższym. Saviola stał się, obok dwóch wspomnianych wyżej piłkarzy, największą gwiazdą zespołu. A do Barçy trafił przecież już w tak młodym wieku, jako Piłkarz Roku w Ameryce Południowej w 1999 roku oraz jako król strzelców i najlepszy bezsprzecznie piłkarz MŚ under-20 z 2001 roku.
U trenera Carlesa Rexacha stał się absolutnie najważniejszym graczem drużyny, a 21 goli strzelonych w Primera Devision i Lidze Mistrzów, uczyniły z niego bardzo szybko prawdziwą gwiazdę zespołu! Większą ilością trafień od Argentyńczyka zaliczył tylko Holender Patrick Kluivert. U Van Gaala Saviola stracił swoją pozycję w klubie, ale odzyskał ją prawie natychmiast, gdy stery w Barcelonie przejął Serb Radomir Antić, strzelając dla Barçy w 17 meczach, aż 11 goli!
Po objęciu rządów w Barcelonie przez Joana Laportę, w klubie doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi. Rewolucja kadrowa dopełniła się natomiast rok później, a pozostał w niej (oprócz naturalnie kilku wychowanków, jak Puyol, Gabri, Xavi, Valdés, Iniesta czy Motta) tylko Javier Saviola. Nie na długo, gdy tylko w Barcelonie zjawił się Samuel Eto'o - nowa gwiazda Barçy, prezydent Laporta i trener Rijkaard nie potrzebowali już Argentyńczyka w zespole. Nikt nie chciał już pamiętać, że to właśnie Saviola z Ronaldinho w premierowym sezonie Franka Rijkaarda jako szkoleniowca Barçy, strzelając razem 29 goli, pociągnęli Barcelonę do drugiego miejsca w La Liga, a dzięki temu Blaugrana mogła po roku banicji powrócić do elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów.
Laporta nie chciał dłużej ponosić kosztów lukratywnego kontraktu Savioli, który podpisał z nim Gaspart i wolał go wypożyczyć do AS Monaco. Zaryzykuje również stwierdzenie, że obecna propozycja nowego kontraktu skierowana do Argentyńczyka, jest potwierdzeniem stawianej przeze mnie tezy, że Laporta nie chce głośno przyznać Gaspartowi racji, że transfer Savioli do Barcelony był po prostu prawdziwym strzałem w "dziesiątkę"! Usilne poszukiwania Beguristaina nowego środkowego napastnika oraz spekulacje wokół Rodrigo Palacio, Huntelaara czy Daniela Carvalho , wydają się to potwierdzać.
Reasumując, wydaje mi się że w tej sprawie zderzają się interesy, ambicje i duma Joana Laporty, który swoje zwycięstwo w wyborach na prezydenta Barcelony, zbudował na totalnej krytyce "dokonań" Gasparta. Nie pozostawiając sobie w ogóle miejsca na obiektywną refleksję w sprawie Javiera Savioli.
Może i moja teza jest zbyt odważnie postawiona, ale jak w takim razie racjonalnie wytłumaczyć postępowanie władz Barcelony w stosunku do tego wspaniałego piłkarza?
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)