Wielki talent z wielkim kontraktem

Kacper Piskorsk

27 marca 2007, 16:55

Brak komentarzy
Kim tak właściwie jest Javier Saviola? Czy jest to pazerny człowiek, jak mówią niektórzy, czy może wspaniały piłkarz, który chce pomóc Barcelonie w obronie pucharu mistrzów i mistrzostwa Hiszpanii? Wielki talent z wielkim kontraktem, który pozostaje niezrealizowany. Takie opinie na jego temat słyszy się najczęściej. Czy jest to charakterystyka w pełni mu odpowiadająca? W tej chwili niewątpliwie tak. Ale co będzie za kilka lat nie sposób przewidzieć. Jedno jest pewne: Argentyńczyk jest najbardziej kontrowersyjnym piłkarzem z obecnie grających w "Dumie Katalonii".
Wszystko zaczynało się pięknie. Saviola stał się sławny na długo przed swoim przybyciem do gorącej Hiszpanii. Może trudno w to uwierzyć, ale Argentyńczyk zyskał popularność dzięki wirtualnemu menadżerowi piłkarskiemu, w który grają miliony ludzi na całym świecie. Sława zdobyta w ten sposób nie była bezpodstawna. Okazało się to już kilka miesięcy potem, kiedy "Pibito" jak nazywają go kibice, przedstawił się szerszej publiczności, bez kompleksów wdzierając się w 1998 roku do podstawowego składu nie byle jakiej drużyny bo wielokrotnego mistrza jego ojczystego kraju: River Plate. Jakby tego było mało rok po debiucie w pierwszej drużynie, w wieku 18 lat Saviola został królem strzelców ligi argentyńskiej, która do słabych przecież nie należy.

Do Barcelony przyszedł w 2001 roku podpisując sześcioletni kontrakt. Był wtedy uznawany za najbardziej obiecującego piłkarza globu. Osławiony zdobyciem 11 bramek na Mistrzostwach Świata do lat 20 Argentyńczyk porównywany był z samym Diego Maradoną. W słonecznej Hiszpanii również w niego wierzono. Świadczy o tym suma jaką zapłacono za tego niespełna 20-letniego wtedy zawodnika- 25 milionów euro. Zapewniono mu również bardzo duże zarobki. W stolicy Katalonii przywitano go niczym zbawiciela. Samej Barcelonie nie wiodło się wtedy najlepiej, a "pibito" miał być lekiem na całe zło. Czy był? Trudno powiedzieć. Na pewno prezentował się bardzo dobrze, lecz chyba nie do końca tego spodziewali się "Culés". W swoim pierwszym sezonie na starym kontynencie strzelił 21 bramek tworząc zabójcze trio z Rivaldo i Patrickiem Kluivertem. W kolejnym sezonie nie było już tak różowo. Saviola stracił miejsce w podstawowym składzie i nie mógł go odzyskać. Wszystko zmieniło się w przerwie zimowej. Po zmianie trenera Argentyńczyk 2003 rok zaczął bardzo dobrze. Odzyskał skuteczność i na zakończenie sezonu mógł się pochwalić strzeleniem 20 bramek.
Sezon 2003/2004 miał być dla Argentyńczyka przełomowy. Do klubu przyszedł nowy trener: Frank Rijkaard i zawodnik, który zmienił oblicze Barcelony: Ronaldinho. Niestety, nasz główny bohater choć nie spisał się źle, to wielkiego progresu nie zaliczył. Znów strzelił 20 bramek. Holender bardzo często wystawiał go na skrzydle, ponieważ miejsce na szpicy ataku (Rijkaard preferuje ustawienie z jednym napastnikiem) przeważnie zajmował ktoś inny. Nie podobało się to Argentyńczykowi, który nie mógł do końca wykorzystać swojego potencjału. Coraz częściej również go krytykowano. Sezon, który miał być przełomowy okazał się klapą, której "zwieńczeniem" była wypowiedź holenderskiego trenera, w której stwierdził on, że nie widzi Savioli w składzie na następny sezon. Cóż pozostało "Pibito"? Szukać nowego zespołu.

Argentyńczyk po długich spekulacjach trafił do francuskiego Monaco na zasadzie wypożyczenia. Miał być następcą Fernando Morientesa, który w poprzednim sezonie wraz z Ludoviciem Giuly (który minął się z Saviolą, kiedy ten trafił do księstwa Francuz wylądował w Barcelonie) doprowadził Monaco do finału Ligi Mistrzów. Niestety, nadzieje te okazały się bezpodstawne. Saviola strzelił jedynie 7 bramek w słabszej niż liga hiszpańska Ligue 1, a sezon zakończył z ogólnie 15 golami. Javier znów wrócił do Barcelony, lecz tylko na kilka tygodni. Został ponownie wypożyczony, tym razem do Sewilli w której wiodło mu się zdecydowanie lepiej. Zdobył z klubem Puchar UEFA oraz strzelił 16 bramek walnie przyczyniając się do wielkiego sukcesu Andaluzyjczyków.

Sytuacja Savioli przed sezonem 2006/20007, mimo zdobycia pucharu, ciągle była niejasna. Frank Rijkaard wciąż nie widział Argentyńczyka w składzie. Ofert oczywiście nie brakowało, lecz Javier postanowił postawić na swoim i pozostać w klubie z Katalonii. Mimo wielu propozycji z renomowanych klubów, filigranowy napastnik postanowił podjąć wyzwanie. Nie było to rzecz jasna wyzwanie Actimela proponowane nam przez Martynę Wojciechowską z ekranów telewizorów, lecz chęć udowodnienia sobie i wszystkim na około, że jeszcze potrafi grać w piłkę na najwyższym światowym poziomie w najlepszym klubie na globie.

Jedni tłumaczyli tą bądź co bądź kontrowersyjną decyzję ambicją zawodnika, a drudzy nazwali go osobą pazerną na pieniądze. Miało to pewne podstawy, ponieważ Javier Saviola zainkasuje za ten sezon około 6 milionów euro, które zagwarantował sobie w kontrakcie podpisywanym w 2001 roku. Argentyńczyk nie mógłby rzecz jasna liczyć na takie pieniądze od potencjalnego nowego pracodawcy po dość miernych wynikach w poprzednich latach.

Z tego właśnie powodu kibice Barcelony podzielili się na dwa, jakże wyraziste obozy: "prosaviolowski" i "antysaviolowski". Pierwsi chwalili go za umiejętności i wielką ambicję, a drudzy gardzili nim uznając, że jest za słaby na grę w "Dumie Katalonii" i mówiąc, że chodzi mu jedynie o pieniądze.

Kiedy sezon się zaczął więcej asów w talii mieli ci przeciwni "Pibito". Lecz wina samego piłkarza była w tym jedynie marginalna. Frank Rijkaard nie stawiał na napastnika, twierdząc że ma zawodników lepszych. O ile Samuel Eto'o jest piłkarzem wybitnym i o klasę lepszym, to co do Santiago Ezquerro i Eidura Gudjonhsena już taki pewny nie jestem. No ale niestety, futbolem rządzi pieniądz i Holender nie mógł pozwolić sobie na posadzenie na ławce wartego 12 milionów euro Islandczyka.

Sytuacja taka trwałaby pewnie do teraz, gdyby nie dżoker uzyskany przez stronnictwo "prosaviolowskie" w jednej z partii. Dokładnie 27 września poważnego urazu doznał Samuel Eto'o. Wyrok: 5 miesięcy bez "Czarnej Perły". Z takiego obrotu sprawy w Barcelonie mógł cieszyć się chyba jedynie Javier. Niestety, Argentyńczyk sam doznał kontuzji i został wyłączony z gry na miesiąc. Wydawało się, że to już koniec Savioli w Barcelonie. Nic bardziej mylnego. W obliczu małych umiejętności Ezquerro i strasznie słabej postawy Gudjonhsena Frankowi Rijkaardowi nie pozostało nic innego jak postawić na "Pibito" po wyleczeniu przez niego urazu. I ten daną mu okazję wykorzystuje. W lidze strzelił już 5 bramek, dorzucając do tego konta 5 goli w Copa del Rey (puchar Hiszpanii). I to wszystko w jedynie 14 meczach. Jakby tego było mało, Argentyńczyk tylko 6 z nich zaczął w podstawowej jedenastce. Wynik jest imponujący, trzeba mu to oddać.

Tak więc kto przed sezonem miał rację? Ci którzy wyzywali filigranowego zawodnika od pazernych, czy ci którzy wychwalali go za ambicję? Na odpowiedź na to pytanie musimy zaczekać do końca sezonu. Jedno jest jednak pewne: wokół Savioli znów zrobił się szum i to już jest jego sukces. W obliczu kończącego kontraktu zgłaszają się po niego coraz to nowe kluby, a sam zawodnik trzyma wszystkich w niepewności. Zdanie zmienił również Frank Rijkaard, który przed sezonem wykluczał dłuższą przygodę "Pibito" z Barceloną, a teraz sam mówi że bardzo chciałby aby ten w klubie pozostał. Wpływ Savioli na grę Dumy Katalonii jest niezaprzeczalny. Szczególnie wobec kontuzji Samuela Eto'o.

Javier Saviola jest dla Barcelony kimś takim, jak Jan Rokita dla Platformy Obywatelskiej. Sprawia spore kłopoty (bardzo duże zarobki), ale jest osobą bardzo wartościową, której szkoda się pozbyć. Mimo tego, że po powrocie "Czarnej Perły" do pełni formy Argentyńczyk znów zasiądzie na ławce, to jego rola już teraz porównywalna jest z rolą jaką pełnił Henrik Larsson w poprzednim sezonie.

Czy Saviola jest wart płaconych mu 6 milionów euro? Na pewno nie. Nie jest ani wielką gwiazdą jaką był przed 6 laty, kiedy przybywał do Katalonii, ani zawodnikiem na jakiego się zapowiadał. Ale czy dobrze byłoby gdyby Barcelona pozbyłaby się tego zawodnika przed sezonem? Trudno sobie to teraz wyobrazić. Ezquerro jest zawodnikiem zbyt "drewnianym" i słabym aby grać na tak wysokim poziomie, a Gudjonhsen ma kłopoty z zaaklimatyzowaniem się w Hiszpanii. Jako kibic Barcelony dziękuję w tej chwili Argentyńczykowi za ambicję. Uratowała nas ona od katastrofy w momencie kontuzji Eto'o.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Czy Saviola ma szansę stać się jeszcze zawodnikiem na miarę oczekiwań jakie wobec niego były, czy może powinniśmy już mówić o niespełnionym talencie? Czy jest on jeszcze w stanie stać się jednym z wiodących zawodników na świecie? Czy stanie się zawodnikiem z jednej z wersji "Championship Managera", kiedy to każdy gracz zaczynający nową grę starał się ściągnąć jego wirtualnego odpowiednika do swojego klubu? Moim zdaniem na pewno tak. Javier ma dopiero 26 lat, wchodzi właśnie w najlepszy czas dla piłkarza, a zdobyte doświadczenia będą procentowały. Jeśli kontuzje go ominą, to jestem pewny, że gorszym piłkarzem już się nie stanie, a może być zdecydowanie lepszy.

Pozycja Savioli jest bardzo mocna. Teraz to on rozdaje karty i czeka na przebieg partii. Na początku sezonu podjął ryzyko i to ryzyko zdecydowanie mu się opłaciło. Sprawa jego przyszłości jest teraz tak ważna i tajemnicza niczym ustalenie tego, kto jest ojcem dziecka Anety Krawczyk. Nikt nie jest w stanie przewidzieć jak zachowa się Saviola po sezonie. Czy przedłuży kontrakt z Barceloną zgadzając się na obniżenie zarobków i godząc się z rolą dżokera, czy może przejdzie do innego klubu gdzie być może zostanie gwiazdą i zrealizuje swój potencjał. Przed Javierem znów wielki wybór, czy i tym razem wybierze dobrze? O tym przekonamy się w momencie zakończenia przez niego kariery. Czy za kilkanaście lat dziennikarze informujący o tym fakcie będą mówić o nim jako o wielkim, nie do końca spełnionym talencie czy może o wspaniałym piłkarzu, który w piłce osiągnął bardzo dużo i w pełni się zrealizował. Samemu zawodnikowi życzę oczywiście tego drugiego. Mile przeze mnie widziane byłoby wykonanie tego zadania w Katalonii. Czy tak się stanie? O tym zdecyduje on sam. Potencjał na pewno posiada wielki.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze