Barça w fotelu lidera Primera División; Sporting - Barcelona 0:1

Makaj

2 października 2011, 20:04

390 komentarzy

Sporting Gijón

SPO

Herb Sporting Gijón

0:1

Herb Sporting Gijón

FC Barcelona

FCB

    

 

 

 

 

 

 

 

Barcelona pokonała w wyjazdowym spotkaniu Sporting Gijón 1:0, dzięki czemu awansowała na pierwsze miejsce w ligowej tabeli. Spotkanie nie było jednak kolejnym z serii lekkich, łatwych i przyjemnych o czym świadczy nie tylko wynik, ale i styl gry podopiecznych Pepa Guardioli.

Przed spotkaniem zarówno Adriano, jak i Pep Guardiola ostrzegali, że nie będzie to łatwy mecz. Obaj panowie przypomnieli ostatnie starcia na El Molinón, w których Barcelonie szło wybitnie ciężko. Jak się okazało, mieli rację – również dziś Barça nie mogła rozwinąć skrzydeł i zagrać w swoim stylu, a Sporting, czerwona latarnia ligi, postawił dość twarde warunki.

Początek meczu nie zwiastował jednak takiego obrotu sprawy. Barça od początku atakowała, w pełni kontrolując grę. W 12. minucie na uderzenie zza pola karnego zdecydował się Xavi. Piłka trafiła w słupek, po czym znalazła się pod nogami Adriano, który uderzeniem w długi róg pokonał Juana Pablo. Po stracie bramki obraz gry nie uległ zmianie. Barcelona dalej atakowała, ale dobrze spisywała się defensywa gospodarzy. Może o tym świadczyć chociażby liczba spalonych, na których łapani byli bądź Villa, bądź też Messi. W 35. minucie gościom należał się rzut karny. Messi wpadł w pole karne, zaczął swój taniec z piłką, ale sprytnym kopniakiem w ścięgno Achillesa został powalony na murawę przez De Las Cuevasa. Gwizdek arbitra jednak milczał, bo bardzo zirytowało Argentyńczyka.

Nieco uśpiona Barcelona jeszcze przed przerwą mogła stracić bramkę. W ostatniej minucie pierwszej połowy Nacho mocno strzelił z 16 metrów, ale świetną interwencją popisał się Víctor Valdés. Po ostatnim gwizdku kilku piłkarzy Barcelony nie zeszło jednak do szatni, pomagając podnieść się z murawy Javierowi Mascherano, który przy interwencji wślizgiem został uderzony w głowę przez Daniego Alvesa. Na szczęście Argentyńczyk doszedł do siebie i mógł kontynuować grę.

 Jeśli nie jeden bardzo przykry fakt, o drugiej połowie można byłoby napisać tylko tyle, że się odbyła. Barcelona wyraźnie spuściła z tonu, wymieniając piłkę w środkowej części boiska. Sporting nie kwapił się do huraganowych ataków, jednak w porównaniu z pierwszymi 45 minutami miał nieco więcej do powiedzenia w drugiej odsłonie. Ten przykry incydent, o którym wspomniałem wyżej, miał miejsce w 54. minucie. Na murawie położył się Éric Abidal, sygnalizując kłopot z nogą. Pap Guardiola od razu zdecydował się na zmianę, a Abidal, utykając, opuścił plac gry. To kolejna kontuzja mięśniowa w drużynie z Camp Nou, a Abidal dołączył do Iniesty, Afellaya i Fàbregasa. Wobec takiego stanu rzeczy, trener Barcelony postanowił zmienić taktykę z 3-4-3 na 4-3-3 i oprócz zmiany Abidal-Maxwell zdecydował się na wprowadzenie Piqué w miejsce Pedro. Na szczęście uraz nie jest poważny i Abidal powinien być do dyspozycji Guardioli już podczas następnego meczu ligowego, który odbędzie się 15 października.

W końcówce meczu Barcelona jeszcze dwukrotnie mogła zdobyć bramkę. W 77. minucie Messi podał do Adriano, który dośrodkował w pole karne. Argentyńczyk, będąc na siódmym metrze, uderzył głową, ale trafił wprost w ręce Juana Pablo. Dziesięć minut później ‘10’ Barçy uderzył mocno sprzed pola karnego, bramkarz Sportingu wypuścił piłkę. Do futbolówki dopadł Dani Alves, zagrał spokojnie do wprowadzonego za Adriano Keity, który trafił do siatki. 0:2? Niestety, w momencie strzału Messiego Dani Alves był na spalonym, co słusznie zauważył sędzia liniowy. Po doliczeniu trzech minut pan Clos Gómez zakończył zawody.

 Barcelona wygrała w Gijón zasłużenie, chociaż trzeba przyznać, że w kiepskim stylu. O ile pierwsza połowa była prowadzona w dość szybkim tempie i pod dyktando Barçy, to w drugiej części gry zobaczyliśmy obraz Barcelony grającej bez pomysłu i polotu. Bardzo słabo funkcjonował atak, szczególnie Messi, który często tracił piłkę i nie radził sobie w pojedynkach z obrońcami Sportingu. Liczą się jednak trzy punkty, a takie spotkanie to dobra lekcja dla tych, którzy myśleli, że piłkarze z Camp Nou każde spotkanie wygrywać będą różnicą kilku bramek. Na pochwałę zasługuje linia obrony, na czele z Javierem Mascherano, który rządził i dzielił w defensywie. Dobry mecz zagrał Sergio Busuqtes, który był niemiłosiernie kopany przez graczy gospodarzy, a mimo to wytrwał na murawie do końcowego gwizdka.

 „Takimi meczami wygrywa się mistrzostwo” – może to wytarte stwierdzenie, jak ulał pasuje jednak do dzisiejszego meczu. Barcelona nie grała dobrze ani pięknie, ale zainkasowała cenne trzy punkty, które dają jej pozycję lidera w tabeli Ligi BBVA.

Sporting Gijón 0:1 FC Barcelona

Sporting Gijón: Juan Pablo, Lora, Botía, Iván Hernández, Canella, Rivera, Cases (79’ Bilic), Trejo (75’ Ayoze), André Castro, De las Cuevas i Barral.

FC Barcelona: Víctor Valdés; Dani Alves, Mascherano, Abidal (55’ Maxwell); Sergio Busquets, Xavi, Thiago, Adriano (79’ Keita); Pedro (56’ Piqué), Messi i Villa.

Sędzia: Clos Gómez.

Bramki: 12’ Adriano, 0:1.

Stadion: El Molinón.

Widzów: 23 000.

Statystyki:

0 Bramki 1

4 (1) Strzały (celne) 14 (4)

19 Faule 7

4 Rzuty rożne 5

1 Spalone 8

25% Posiadanie piłki 75%

2 Żółte kartki 2

Źródło: Własne/ESPN/fot.Sport

 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (390)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy