Oceny zawodników za mecz z Sevillą

Błażej

25 października 2011, 00:58

22 komentarze

Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Villa 7, a Pedro  5.5". Tylko naprawdę rzeczowe komentarze będą brane pod uwagę.

Oceniający: Blazeq.

Víctor Valdés – 7 – Jeśli ktoś się spodziewał, że w pojedynku z Sevillą golkiper Barcelony będzie miał wreszcie więcej pracy, to musiał się obejść smakiem. Co prawda rywale z Andaluzji zmusili Víctora do trzech wymagających większej koncentracji i refleksu interwencji, ale to niewielka zmiana względem ubiegłych spotkań. Skupiając się na ilości pracy wykonywanej przez Valdésa, nie można jednak zapominać o jej jakości – stuprocentowa skuteczność w przypadku obron i wyjść do dośrodkowań, jak i wzorowe wywiązywanie się z obowiązków ostatniego obrońcy (brak strat), pozwoliły Barcelonie zachować ten jeden punkt. Jego wagę poznamy dopiero na koniec sezonu.

Dani Alves – 7 – Przez większą część spotkania Brazylijczyk musiał czuć się spętany obowiązkami w defensywie. W ustawieniu z trzema obrońcami nie mógł już sobie pozwolić na tak liczne wycieczki w okolice pola karnego rywali. Mimo to jego gra nie straciła na intensywności, a wrodzone ADHD sprawiało, że dla obrońców Sevilli Dani był niczym natrętna mucha w letni, gorący poranek (10 odbiorów). Można jedynie ponarzekać, że kiedy wreszcie musiał powrócić na bardziej naturalną dla siebie pozycję, to w jego poczynaniach brakowało skuteczności i precyzji, przez co owocem jego gry były raczej liczne straty (15) niż spektakularne asysty. Całkiem udany występ Brazylijczyk zakończył bez choćby jednego faulu, co należy uznać za sporą niespodziankę.

Mascherano – 8 – Najlepszym obrońcą Barcelony na początku sezonu jest defensywny pomocnik i nie oznacza to bynajmniej, że z defensywą Dumy Katalonii dzieje się coś strasznego. Argentyńczyk osiągnął po prostu tak wysoki poziom, że trudno wyobrazić sobie linię obronną bez niego. Kilkoma fantastycznymi wślizgami i szybkimi powrotami zachęcił standardowo dość leniwą publiczność do entuzjastycznej reakcji. Doskonały w odbiorze (11) i diabelnie precyzyjny w rozegraniu (tylko jedna strata!) – tego oczekuje się od stopera światowej klasy. Javier takowym się staje na naszych oczach.

Abidal – 7 – Tylko raz, w pierwszej połowie, swoim zagraniem spowodował szybsze bicie serc zgromadzonej na Camp Nou publiczności, ale na szczęście Valdés udowodnił swoją wartość i zdławił nadzieje gości, nim na dobre się narodziły. Poza tym grał pewnie i skutecznie, często przerywając akcje rywali (10) i rzadko tracąc piłki (1). Świetnie współpracował z Javierem i Alvesem, co pozwoliło Barcelonie kontynuować swoje, niestety bardzo nieskuteczne ataki. Sam zresztą sporadycznie też w nich uczestniczył. Pozytywny występ.

Keita – 7 – Powrócił na pozycję defensywnego pomocnika po dłuższej przerwie i nie zawiódł. Wyśmienita postawa Barcelony w odbiorze to również jego zasługa (7 przechwytów). Malijczyk dwoił się i troił, aby zespół nie musiał nawet na chwilę przerywać ataków, a przewaga w posiadaniu piłki (73:27%) jest doskonałym dowodem, że ta sztuka się udała. W polu karnym rywali był dość częstym gościem, co wprowadzało spore zamieszanie w szeregach obronnych gości, z uwagi na jego świetne warunki fizyczne. Niestety wygrane pojedynki główkowe nie zostały zamienione na choćby jedną bramkę. Szkoda.

Thiago – 7 – Oczekiwania wobec gry młodego pomocnika z każdym meczem są coraz większe, co doskonale pokazuje, jak bardzo ten chłopak się rozwinął. Guardiola wyraźnie wymaga od niego łączenia obowiązków defensywnych z nieszablonową grą na połowie przeciwnika. Efekt jest jak najbardziej pozytywny, aczkolwiek nadal można oczekiwać poprawy. O ile w odbiorze (6) i ustawieniu wszystko wygląda wręcz znakomicie, o tyle decyzje podejmowane podczas szybszych akcji pod polem karnym rywala są często naznaczone strachem przed stratą. Większa odwaga zapewne znalazłaby swoje odbicie w większej liczbie strat, ale zwłaszcza w tak trudnych meczach odrobina szaleństwa mogłaby mieć zbawienny wpływ na grę zespołu.

Xavi – 6 – Na pewno nie był to zły mecz w wykonaniu rozgrywającego Barcelony, ale jedna rzecz musiała się rzucać w oczy – Xavi był bardziej niż zwykle niezdecydowany. Brakowało podań w pierwsze tempo, do których przecież wielokrotnie każdy z napastników wybiegał. Oczywiście dokładności nie można wiele zarzucić (3 straty), jednak zbyt wiele było bezpiecznych zagrań na skrzydło z przesłaniem: „a niech teraz on się wykaże”. Można też było oczekiwać jakiegoś strzału z dystansu, zwłaszcza że w tym sezonie takie próby Xavi podejmował już wielokrotnie. Tego także jednak zabrakło. Bardzo poprawny występ, ale na Sevillę to trochę za mało.

Iniesta – 8 – Jeśli na boisku był zawodnik, który mógł popsuć święto Sevilli, to był nim właśnie Andrés. Jako jedyny starał się on często posyłać piłki otwierające lub po prostu wprowadzające zamęt w szeregach obronnych gości, nawet jeśli miało to się skończyć stratą (a stało się tak 12-krotnie). Swoimi rajdami także stwarzał ogromne problemy, a przynajmniej dwa z jego pięciu strzałów mogły znaleźć drogę do bramki. Ostatnia szansa na uratowanie kompletu punktów to również dzieło Iniesty, który przedarł się w pole karne i wywalczył „jedenastkę”. Zrobił wszystko co mógł, a nawet trochę więcej, ale tym razem nie mógł liczyć na szczęście i odpowiednie wsparcie kolegów z formacji ofensywnej.

Adriano – 6 – W początkowej fazie meczu wydawało się, że decyzja z wystawieniem w pierwszej jedenastce Adriano była strzałem w dziesiątkę. Brazylijczyk był bardzo aktywny w ofensywie, ale także skuteczny w destrukcji (5 odbiorów). Jego szybkość była widoczna, a dwa dośrodkowania mogły zostać zamienione na bramki. Im bliżej było jednak końca meczu, w zagraniach Adriano bardziej widoczne stawało się zmęczenie. Kilka niecelnych (6) lub spóźnionych podań i mniejsza aktywność w kluczowym fragmencie meczu trochę obniżają ogólną ocenę, która i tak jest dość wysoka.

Messi – 4 – Niemal każda akcja Lionela w tym meczu wyglądała tak, jakby była wykonywana od niechcenia. I tym razem wcale nie mówimy o jakiejś niewyobrażalnej lekkości w grze Messiego, ale o dziwnie apatycznej postawie, nie mającej wiele wspólnego ze zwyczajową dziecięcą radością, jaka charakteryzuje tego wciąż bardzo młodego wirtuoza futbolu. Owszem, i tak udało mu się kilka razy minąć rywali i stworzyć zagrożenie pod bramką, ale więcej było niecelnych podań, które przydarzały się Argentyńczykowi średnio co niespełna cztery i pół minuty (łącznie 21 strat!). Ten niezbyt udany występ Messi „spuentował” fatalnie wykonanym rzutem karnym. Owy wyraz bezradności pobudził publiczność do tego, by mającego gorszy dzień idola wesprzeć należycie. Mimo wielkiej sympatii, występ ocenić trzeba jednak dość surowo.

Villa – 6 – David po raz kolejny zasłużył na brawa tym, czego w Walencji nikt od niego raczej nie oczekiwał – ciężką pracą. To naprawdę rzecz godna uznania, że gwiazdor takiego formatu jest gotów walczyć na całej długości boiska, by mniej obłożeni przez Pepa obowiązkami defensywnymi koledzy mogli błyszczeć. Sam David miał w tym meczu jedną wyśmienitą okazję, ale Varas tego dnia okazał się lepszym.

Rezerwowi:

Pedro – 3 – Pep Guardiola dokonał w meczu z Sevillą trzech zmian – dwie całkiem dobre i jedną fatalną. Niestety wprowadzenie Pedro było najgorszą decyzją trenera Barcelony, a na domiar złego dostał on najwięcej czasu spośród rezerwowych. Filigranowy skrzydłowy mylił się w co drugim swoim zagraniu, notując w trochę ponad pół godziny pięć zupełnie niezrozumiałych strat i przegrywając niemal każdy pojedynek „jeden na jeden”. Bez wątpienia nie wykonał zadania, które zostało mu przez Pepa powierzone.

Fàbregas – 6 – Cesc wrócił po kontuzji i sam ten fakt musi cieszyć. Jego gra w sobotnim pojedynku również, choć można było oczekiwać trochę więcej. Dostał on od Pepa blisko pół godziny i miał odmienić losy meczu, a dał jedynie spokój i większą kontrolę. Odebrał co prawda trzy piłki, uniknął straty, ale czy naprawdę o to w tej zmianie chodziło? Niechby nawet posłał trzy piłki poza stadion, byleby choć jedno zagranie otworzyło drogę do pilnie strzeżonej bramki. Jego wejście należy ocenić pozytywnie, bo gra uległa poprawie, jednak ucieszylibyśmy się jeszcze bardziej, gdyby zamiast szarpaniną z Kanouté, zaakcentował swoją obecność bramką lub asystą.

Busquets – 7 – Wejście na boisko w ostatnich minutach Sergio wydawało się być żartem z kibiców, kiedy jednak ten wbiegł na murawę, wszystko zostało wyjaśnione. Busquets doskonale odnalazł się w środku pola, przerywając dwie próby wyjścia z kontratakiem i przyczyniając się do założenia hokejowego zamka przed polem karnym Sevilli. Może gdyby grał od początku, wynik byłby trochę inny, ale to już nie ma znaczenia.

 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (22)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze