Piłka wodna na remis; Athletic 2:2 Barça

Makaj

6 listopada 2011, 20:52

własne/stat.ESPN

645 komentarzy

W dzisiejszym meczu nie zabrakło niczego. Było mnóstwo walki, wiele strzałów, kilka bramek, żółte i czerwone kartki oraz emocje do samego końca. Atmosfera również była niecodzienna, gdyż mecz toczył się przy akompaniamencie ulewnego deszczu, który wyraźnie przeszkadzał obu drużynom. Po ostatnim gwizdku sędziego na tablicy wyników widniał remis 2:2 i jest to rezultat, który z pewnością nie satysfakcjonuje żadnej ze stron.

Kiedy piłkarze Barcelony przybyli dziś rano do stolicy Kraju Basków, powitał ich ulewny deszcz. Padało od samego rana, hiszpańscy dziennikarze zastanawiali się nawet, czy w obliczu tak fatalnej pogody uda się dzisiaj zorganizować mecz. Deszczowa pogoda nawiedziła dziś znaczną część południowej Europy, doprowadzając między innymi do odwołania meczu Napoli-Juventus czy Genoa-Inter. Mecz w Bilbao, chociaż toczony w bezustannej ulewie, odbył się zgodnie z planem.

Pep Guardiola postanowił zmienić nieco skład i w miejsce Thiago pojawił się Sergio Busquets, natomiast zamiast Villi w ataku od pierwszej minuty zagrał Cesc Fábregas. Wobec kontuzji Pedro na lewej stronie ataku wystąpił Adriano. To właśnie Brazylijczyk mógł wpisać się na listę strzelców już w 3. minucie po bardzo ładnej akcji z Xavim, ale strzelił zbyt lekko, by sprawić Iraizozowi problemy. Była to chyba jedyna składna akcja w pierwszym kwadransie gry obfitującym w bardzo dużo walki w środku pola. Piłkarze gospodarzy grali dosyć ostro, o czym przekonał się między innymi kilkakrotnie faulowany Iniesta.

Gospodarze nie ograniczali się jednak do murowania własnej bramki, ale próbowali stwarzać zagrożenie pod bramką gości. W 20. minucie spotkania 40 metrów od własnej bramki poślizgnął się Javier Mascherano. Tę sytuację wykorzystał Markel Susaeta, który popędził w kierunku bramki Barçy. Gipuzkoański piłkarz wyłożył futbolówkę Anderowi Herrerze, a Bask plasowanym uderzeniem zmusił do kapitulacji Víctora Valdésa, kończąc wspaniałą passę 896 minut bez straconej bramki. Jak pokazały powtórki, piłka odbiła się jeszcze od uda Gerarda Piqué, utrudniając bramkarzowi Barcelony interwencję.

Barcelona nie załamała się jednak po stracie bramki i od razu ruszyła do odrabiania strat. W 23. minucie świetnie rzut wolny rozegrał Messi. Argentyńczyk zagrał po ziemi do Alvesa, ale Brazylijczyk w doskonałej sytuacji uderzył zbyt lekko i trafił wprost w Iraizoza. Minutę później bramkarz gospodarzy nie miał jednak tyle szczęścia. Lewą stroną popędził Abidal i dośrodkował wprost na głowę Fábregasa, który idealnie przymierzył i doprowadził do wyrównania. Po zdobyciu gola podopieczni Guardioli przejęli kontrolę nad spotkaniem, wyraźnie dominując w środku pola. W 26. minucie na indywidualną akcję zdecydował się Messi, ale uderzył minimalnie niecelnie. Kilka chwil później Argentyńczyk przerzucił piłkę nad obrońcami. Futbolówka trafiła do Iniesty, Hiszpan w sytuacji sam na sam z Iraizozem trafił w bramkarza gospodarzy. Messi biegł do wolno toczącej się piłki, ale poślizgnął się na nasiąkniętej wodą murawie i nie był w stanie oddać strzału.

W 36. minucie chwila nieuwagi mogła kosztować Barcelonę stratę gola. Herrera zagrał w uliczkę do Muniaina, który miał przed sobą tylko Valdésa. Piłkarz gospodarzy uderzył jednak na tyle lekko, że portero Barçy z łatwością złapał piłkę. W odpowiedzi strzelał z dystansu Xavi, jednak strzał poszybował obok bramki.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. W strugach deszczu Barcelona nadal atakowała, a Athletic wyprowadzał groźne kontry, grając twardo i nieustępliwie. W 50. minucie goście powinni objąć prowadzenie. Javi Martínez chciał zagrać do wysuniętego Iraizoza, ale piłka ugrzęzła w wodzie i najszybciej dopadł do niej Iniesta. Hiszpan bez trudu powinien przelobować golkipera gospodarzy, ale zrobił to tak nieudolnie, że piłka trafiła wprost w ręce Iraizoza. Pięć minut później do siatki trafił Messi, ale znajdował się na pozycji spalonej, co dobrze wychwycił sędzia boczny. Messi mógł wpisać się na listę strzelców chwilę później, ale będąc w polu karnym uderzył zbyt lekko, by pokonać Iraizoza.

Kiedy wydawało się, że Barça kontroluje przebieg gry i mimo fatalnych warunków pogodowych w końcu strzeli drugą bramkę, po raz drugi skapitulował Valdés. W zupełnie niegroźnej sytuacji piłkę z połowy (!) boiska wyekspediował na rzut rożny Mascherano. Po dośrodkowaniu w pole karne Abidal nastrzelił Llorente, a zmierzającą do bramki piłkę próbował jeszcze wybić Piqué, ale zrobił to tak nieudolnie, że trafił do własnej siatki.

San Mamés oszalało ze szczęścia, natomiast Barcelona, podobnie jak po stracie pierwszego gola, rzuciła się do ataku. W 83. minucie po raz pierwszy strzelał David Villa, ale jego uderzenie nie sprawiło absolutnie żadnych problemów Iraizozowi. Dwie minuty później Asturyjczyk odegrał piętką do innego wprowadzonego po przerwie gracza, Alexisa Sáncheza, który posłał piłkę wzdłuż bramki. Dopadł do niej Iniesta i huknął ile sił w nogach, ale trafił tylko w boczną siatkę. Chwilę potem Villa miał kolejną okazję do zdobycia gola, ale strzał lewą nogą po raz kolejny zatrzymał bramkarz gospodarzy.

Doliczone trzy minuty to prawdziwy dramat gospodarzy i ogromne szczęście gości. W 91. minucie Iniesta nie opanował piłki w polu karnym. Do futbolówki rzucił się Iraizoz, ale z rąk wybił mu ją San José. Piłki wyekspediować nie potrafił też Iturraspe, a z prezentu skorzystał Messi, pakując piłkę do pustej bramki. W ostatnich sekundach meczu Barcelona miała jeszcze szansę na zdobycie gola, ale zamiast dośrodkowując z rzutu wolnego w pole karne gości, Messi szybko rozegrał piłkę i zaczął się kiwać. Kiedy Argentyńczyk stracił piłkę, pan Paradas Romero użył gwizdka po raz ostatni.

Czy Barcelona może czuć niesmak? Z pewnością tak, bo była dziś drużyną lepszą, stworzyła sobie więcej sytuacji. Z drugiej zaś strony trzeba jasno powiedzieć, że podopieczni Guardioli mogli w tym spotkaniu zdobyć trzy punkty, ale mogli również wyjechać z Bilbao na tarczy. Dlatego też, w obliczu zaistniałej sytuacji, jeden punkt to mała, ale jednak nagroda za ogromne nakłady sił włożone w ten ciężki mecz. Dzielni Baskowie, dowodzeni przez dobrego trenera Marcelo Bielsę, mądrze bronili się dziś na San Mamés: nie murowali bramki, kontrując dużą liczbą zawodników. Czy w osiągnięciu dobrego dla nich rezultatu pomogła im pogoda? Z pewnością nie, bo aura w równym stopniu przeszkadzała obu drużynom i nie może być ani wymówką dla Barcelony, ani wyjaśnieniem dobrej postawy gospodarzy.

Dzisiejszego wieczoru skończyły się w przypadku Barcelony dwie passy, jedna dobra, jedna zła. Licznik Víctora Valdésa zatrzymał się na 896 minutach bez puszczonej bramki (koniec dobrej passy), natomiast swoją pierwszą bramkę na stadionie Athletiku Bilbao zdobył Leo Messi, zdobywając dodatkowo pierwszą bramkę na wyjeździe w obecnych rozgrywkach ligowych. Remis na pewno nie zadowala żadnej ze stron, ale taki jest futbol: piękny i nieprzewidywalny.

Athletic Bilbao 2:2 FC Barcelona

Bramki: 19’ Herrera, 79’ Piqué (sam.) – 24’ Fábregas, 90 + 1’ Messi.

Żółte kartki: 22’ Herrera, 49’ Martínez, 54’ Iturraspe, 69’ Amorebieta – 63’ Piqué.

Czerwone kartki:  90’ Amorebieta (druga żółta).

Sędzia: Paradas Romero

Widzów: 35 000.

Athletic: Iraizoz; Iraola, Javi Martínez, Amorebieta, Aurtenetxe; Iturraspe, De Marcos, Herrera; Muniain (88’ Ibai) Llorente (90’ San José) i Susaeta (85’ Íñigo Pérez).

FC Barcelona Valdés; Alves, Mascherano, Piqué (80’ Thiago), Abidal; Busquets, Xavi (61’ Alexis), Iniesta; Messi, Cesc i Adriano (72’ Villa).

 

Statystyki:

2 Bramki 2
4 (4) Strzały (celne) 16 (9)
26 Faule 12
3 Rzuty rożne 5
2 Spalone 1
37% Posiadanie piłki 63%
3 Żółte kartki 1
1 Czerwone kartki 0

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (645)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze