José Mourinho zaskoczył wyjściową jedenastką, ale to Pep Guardiola lepiej dostosował się do warunków meczowych.
Największą niespodzianką w sobotnim spotkaniu pomiędzy Realem Madryt i Barceloną była wyjściowa jedenastka, jaką posłał na boisko José Mourinho. Przedmeczowe analizy zakładały wariant z dodatkowym, środkowym pomocnikiem w ustawieniu Realu, ale portugalski trener postawił od pierwszych minut na Mesuta Özila i de facto zagrał z Barceloną swoim typowym ustawieniem 4-2-3-1. W miejsce Khediry zaczął Lassana Diarra, a Fabio Coentrao rozpoczął mecz na prawej obronie. W przypadku Barcelony, jedynym zaskoczeniem była decyzja o grze Alexisa Sáncheza zamiast Davida Villi.
Podstawowe pytanie stawiane przed meczem „Czy Real będzie grał pressingiem?” otrzymało odpowiedź już po 25 sekundach. Barcelona starała się tradycyjnie rozgrywać piłkę od tyłu, ale błąd Víctora Valdésa sprawił, że Karim Beznema zdobył najszybszą bramkę w historii El Clásico.
Pressing i Özil
Gospodarze nie mogli sobie wyobrazić lepszego startu w tym meczu. Przez pierwsze 20-30 minut skutecznie utrudniali Barcelonie kreowanie jakichkolwiek akcji - co nie było żadną niespodzianką – aczkolwiek zawodnicy Guardioli uparcie kontynuowali grę w swoim stylu, co mogło skończyć się dla nich źle. Mogło, a nie skończyło, bo trójka atakujących Realu nawet jeśli dochodziła do piłki, to nie potrafiła stworzyć większego zagrożenia. Cristiano Ronaldo, jak zwykle, w meczu o dużą stawkę był kompletnie niewidoczny, Özil nie rozgrywał piłki jak to zwykł robić w innych meczach i został szybko zmieniony w drugiej połowie. Di María walczył dzielnie, ale na walce się kończyło. Być może intensywny pressing, jaki nakazał stosować swoim piłkarzom Mourinho, za mocno nadwyrężał kondycyjnie Królewskich i w momencie ataku brakowało siły.
Ryzykowna decyzja i postawienie na Özila okazała się być błędna. O ile w pierwszej połowie dość często znajdował się przy piłce, to rzadko decydował się na kończące, czy bezpośrednie podanie. W pressingu niemal zawsze wydawał się być spóźniony o kilka metrów i piłkarze Realu musieli dodatkowo uzupełniać środek pola, co dawało więcej miejsca, cofającemu się po piłkę, Leo Messiemu.
Barcelona zaczyna grać swoje
Nawet mając na uwadze niezwykłą płynność i uniwersalność, ciężko było rozgryźć początkowe ustawienie Barcelony. Przyjmując tradycyjne ustawienie 4-3-3 jako bazę, Andrés Iniesta był ustawiony zdecydowanie szerzej niż zwykle, Messi grał bardziej jako „klasyczna dziesiątka”, niż „fałszywa dziewiątka”, Fábregas błąkał się gdzieś w środku pola nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić, gdyż nie grał w linii ataku – jak to często miało miejsce w tym sezonie – a Alexis zaczął mecz na lewej stronie, ale raz po raz szarżował w kierunku obszaru, gdzie nominalnie znajdować się powinien środkowy napastnik. Można w tym dopatrzyć się pewnej analogii do zeszłorocznej wygranej na Bernabéu (2:0), kiedy to Messi zagrał głębiej, a Pedro szeroko na lewej stronie. Sánchez skutecznie absorbował dwóch środkowych obrońców Realu – często nawet też Coentrao wraz z Iniestą zmuszając Portugalczyka do podjęcia wyboru o kryciu, któregoś z zawodnika.
Mając już w pamięci wspomniane zwycięstwo 2:0 Guardiola tym razem poszedł jeszcze dalej i pierwszych korekt dokonał około dwudziestej minuty. Wtedy to Dani Alves przesunął się do przodu, jego miejsce na prawej stronie zajął Carles Puyol, a do tyłu cofnął się Sergio Buesquets i stworzył parę stoperów z Piqué. Fábregas uzupełnił lukę po Sergio i Barcelona przeszła do ustawienia 4-4-1-1. Powody takowej roszady pozostają niejasne, ale dało to kilka ważnych korzyści:
1)Busquets, który jest bardzo ważną postacią w rozpoczynaniu ofensywnych akcji Barcelony został oddalony od strefy pressingu Özila, co ułatwiło mu przekazywanie piłek do linii pomocy. Dodatkowo, kiedy Barça atakowała, odważnie wchodził do środka pola co pozwalało Xaviemu na włączanie się do niemal do linii ataku.
2) Cristiano Ronaldo, który na początku spotkania dał się we znaki graczom Barcelony (i zmarnował doskonałą sytuację na podwyższenie wyniku na 2:0) został kompletnie zneutralizowany. Nie radził już sobie tak dobrze w pojedynkach z Puyolem, a momentami przy podwojonym kryciu z Piqué, czy nawet potrojonym – przy pomocy Alvesa – był kompletnie bezradny. Mourinho starał się nieco pobudzić Ronaldo przez przesunięcie go na prawą stronę w drugiej części gry, co jeszcze lepiej pokazuje jak skuteczny był manewr Guardioli.
3) Wyższe ustawienie Alvesa dało Barcelonie dużo szersze pole gry – coś czego brakowało na początku spotkania. Duża luka powstająca między Marcelo i Ronaldo (który nie angażował się w akcje defensywne) była idealnie wypełniona przez Brazylijczyka, co w drugiej połowie zaowocowało golem Fábregasa, po pięknym dośrodkowaniu właśnie z prawej strony.
4)Wspomniany Cesc, z nieco bardziej defensywnymi zadaniami, też wreszcie lepiej odnalazł się na boisku i zaczął być bardziej produktywny.
To po tej zmianie Özil powinien mieć dużo większy wpływ na grę – teoretycznie rzecz biorąc, między liniami obrony i pomocy Barcelony była spora dziura – ale ciągły pressing ze strony Busquetsa wyeliminował go z roli łącznika między pomocą a atakiem Realu.
Messi
W odróżnieniu od Superpucharu Hiszpanii, kiedy to Mourinho zalecił Carvalho indywidualne krycie Messiego, Argentyńczyk miał tym razem dużo miejsca dla siebie. Środkowi obrońcy nie bez powodu pozostawali na swoim miejscu, gdyż Leo grał bardziej jako typowy rozgrywający, niż fałszywy środkowy napastnik. Aczkolwiek walka Diarry i Alonso z Fábregasem i Xavi oznaczała, że Leo miał ogromną ilość przestrzeni wokół siebie.
Przy pierwszym golu Leo zdołał się rozpędzić po uprzednim minięciu Alonso i Diarry, by podać piłkę do wybiegającego Alexisa. Podobnie było przy trzecim golu z tą różnicą, że Messi zagrał do wbiegającego prawą stroną Alvesa. Pomijając wszelkie inne czynniki taktyczne, brak indywidualnego krycia było bardzo ważne. Argentyńczyk miał po prostu za dużo miejsca.
Dalsza część meczu i zmiany
Przy drugim golu Real miał dużego pecha, ale trzecia bramka wydała się zakończyć spotkanie, mimo tego, iż była dopiero 66 minuta. Morale podopiecznych Mourinho runęły, a Barcelona skupiła się na utrzymywaniu piłki. To była właśnie część, w której Real ustawił się głęboko i czekał. Ale mając dwa gole straty powinien być bardziej aktywny.
Kaká wszedł za Özila, Khedira za Diarrę i na koniec Higuain za Di Maríę, który prawdopodobnie wniósł więcej w tamtym meczu niż Ronaldo. Higuain ustawił się na szpicy, a Benzema zszedł na lewą stronę i stworzył jedną okazję po tym, jak łatwo ograł Puyola. Jednakże zmiany w Realu, oprócz dozy energii do biegania, nie dały specjalnego efektu.
Barcelona z kolei umiejętnie zwolniła tempo meczu i niewiele brakło, by jedna z kontr zakończyła się bramką na 1:4. Guardiola na wszystkie zmiany decydował się dopiero po 80 minucie i raczej nie miało to na celu zaangażowanie zespołu w dalsze działania ofensywne.
Podsumowanie
Mourinho często był krytykowany za brak wystarczającej odwagi w meczach przeciwko Barcelonie – ale w sobotę jego drużyna wyszła z nastawieniem ofensywnym i miała za zadanie naciskać od samego początku. W ogólnym rozrachunku pressing zadziałał, ale postawienie na Özila nie.
Gra z rozgrywającym w środku pola dała Realowi jedynie minimalną korzyść, która została notabene zniweczona przez ilość wolnego miejsca, jaką miał Messi. Z pewnością nie miałoby to miejsca, gdyby zamiast Niemca na boisku pojawił się dodatkowy pomocnik z zadaniami defensywnymi. Ciężko wyrokować, czy alternatywne ustawienie przyniosłoby oczekiwany efekt – mogłoby to dać Barcelonie więcej przestrzeni w innej części boiska, ale pozwolenie na większą swobodę jakiemukolwiek zawodnikowi niż Messiemu jest rozwiązaniem lepszym.
Mourinho narzekał po meczu na brak szczęścia i na to, że Guardiola musiał zmienić taktykę, by przejąć inicjatywę. Ale to właśnie trener Barcelony zareagował, a Real nie odpowiedział. Zawodnicy Barçy, którzy zmienili pozycję rozegrali świetne zawody – Busquets doskonale spisał się w roli środkowego obrońcy – coś, z czego mało kto wywiązałby się tak dobrze; Puyol rzadko przegrywał pojedynki jeden na jeden z Ronaldo i Alves biegający po całej długości prawej strony boiska byli kluczowi w drugiej połowie. Taktyczne zwycięstwo dla Guardioli.
Komentarze (111)