Już jutro (niedziela) o godzinie 11.30 (CET) na stadionie Yokohama Stadium w Japonii odbędzie się finał Klubowych Mistrzostw Świata, w którym zmierzą się FC Barcelona (zdobywca Ligi Mistrzów) oraz Santos FC (zdobywca Copa Libertadores). Najlepsze drużyny dwóch najbardziej piłkarskich kontynentów na świecie staną naprzeciwko siebie w walce o prymat na całej kuli ziemskiej i wbrew opinii ignorantów, z pewnością nie będzie to łatwy mecz dla piłkarzy Guardioli. Jednak zacznijmy od początku…
FC Barcelona z każdym kolejnym dniem udowadnia wszystkim sympatykom futbolu, że jest najlepszą drużyną na świecie. Po jednodniowej niedyspozycji, po której pojawiają się głosy zwątpienia, piłkarze Guardioli natychmiastowo z dokładnością chirurga wyjaśniają w jak wielkim błędzie byli ludzie słabej wiary, ludzie, którzy mieli czelność podważyć ich umiejętności, motywację do gry i pragnienie zwycięstwa. Co więcej, z niebywałą skrupulatnością i bezwzględnością Barcelona ery Guardioli wpaja w umysły nawet największych jej przeciwników, że jest jedną z najlepszych drużyn w historii, a być może w niedalekiej przyszłości nawet tą najwspanialszą w dziejach piłki kopanej.
Jednak aby tego dokonać trzeba ponownie udowodnić wszystkim wyższość nad rywalem. W tym miejscu ktoś może podnieść głos i z oburzeniem wykrzyczeć: „Barca wygrała już wszystko strzelając rywalom grad bramek! Wygrywała z Anglikami w Anglii, z Królewskimi w Madrycie i z każdą inna drużyną, nawet w najdalszych i najbardziej niebezpiecznych zakątkach świata. Z pewnością nie musi już niczego nikomu udowadniać!”. Zgoda, lecz droga do na sam szczyt historii często jest kręta, niebezpieczna oraz pełna ludzi, którzy zrobią wszystko, aby w trakcie kroczenia tą ścieżką zabłądzić, poddać się, upaść na kolana.
Jedni głoszą – Barcelona jest najdoskonalszą drużyną na świecie, ponieważ prezentuje futbol wyjęty z opowieści fantasy, gdzie piłka jak zaczarowana krąży od nogi do nogi, będąc rozkołysana w karuzeli podań. Inni odpowiadają – o wielkości drużyny świadczą zdobywane tytuły, już nie jedni grali pięknie i przegrywali. W przypadku Barcelony ta dyskusja traci na wartości, ponieważ piłkarze Guardioli zgrabnie łączą oba kryteria wielkości. Jednak, aby zamknąć usta drugiej ze wspomnianych „grup rozumowania futbolu” FC Barcelona musi pokonać brazylijski Santos. Tylko wtedy będzie w przeświadczeniu kibiców, ale również na przysłowiowym papierze „najlepszą drużyną na świecie”. W innym wypadku wielu z przekąsem będzie mówiło, że to klub Pele i Neymara jest najwspanialszy na globie, jak kiedyś Jose Mourinho, który wyrzucił z siebie: „Jaka hegemonia Barcelony? Hegemonia Barçy nie istnieje, przecież oni nie są mistrzemi świata czy nawet mistrzemi Europy. Są tylko mistrzami Hiszpanii”.
Brazylijczycy zmorą Dumy Katalonii
Wielu nieświadomych kibiców jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek ‘z urzędu’ przypisuje zwycięstwo w turnieju drużynie z Europy. Skąd taka buta i pycha w postawie Europejczyków? Marzeniem każdego piłkarza jest gra na Starym Kontynencie, dlatego, że to właśnie tutaj zastanie się najlepsze drużyny, największe pieniądze i prestiż. Europę śmiało można nazwać kolebką futbolu i sercem układu krwionośnego piłki nożnej na całym świecie. Jednak te „mało znane i mało znaczące” drużyny z pozostałych kontynentów również potrafią świetnie grać w piłkę. „Ludzie często niedoceniają pozostałych zespołów występujących w Klubowych Mistrzostw Świata, ponieważ ich nie znają. Jednak żadna z tych drużyn nie znalazła się tutaj przypadkowo”, powiedział pełen pokory i szacunku do rywala, Javier Mascherano. Święta racja, Szefuńciu! A Barcelona już nie raz się o tym przekonała…
Jeśli powyższy akapit nie przekonał pewnych siebie Culés, co do poziomu trudności jutrzejszej potyczki, to z pewnością uczynią to następujące fakty. FC Barcelona w przeszłości dwukrotnie grała z brazylijskimi zespołami w finale Pucharu Interkontynentalnego i Klubowych Mistrzostw Świata odpowiednio z Sao Paulo i Internacionalem Porto Alegre i… oba te spotkania przegrała. Co ciekawsze oba turnieje ze wspomnianymi niefortunnymi finałami odbywały się w Japonii.
W 1992 roku Dream Team po zwycięstwie w Lidze Mistrzów wystąpił w Pucharze Interkontynentalnym, lecz w finale turnieju
Komentarze (256)