Zubizarreta: Jesteśmy w dobrych rękach

Ola

3 grudnia 2012, 15:46

El Pais

14 komentarzy

51-letni Andoni Zubizarreta godnie sprawuje funkcję dyrektora sportowego w klubie, który wyróżnia się siłą swoich trenerów. FC Barcelona wreszcie posiada pomysł, sposób i organizację potrzebną do rozwoju i pokazania się światu. Wywiad odbył się przed sobotnim meczem Barçy z Athletikiem.

Pytanie: Jakie uczucie wywołuje w panu to, że w meczu na Camp Nou pojawi się 11 Basków w drużynie Athletiku - gdzie pan grał i pełnił funkcję dyrektora sportowego - oraz to, że w niedzielę 11 zawodników wyszkolonych w La Masíi zagrało przeciwko Levante.
Odpowiedź: Obydwa kluby zawsze były bardzo wyjątkowe, przywiązane do swoich kibiców. Inaczej było z ideą futbolu. Teraz, natomiast, poza instytucjonalną bliskością, widać wiele podobieństw jeśli chodzi o grę. W Athletiku mówiliśmy, że naszym obowiązkiem jest produkować graczy, którzy byli potrzebni każdego dnia, czasami się ich sprzedawało. W Barcelonie pracowało się w ten sposób od dłuższego czasu i teraz widać efekty.

Jak to rozwinęło się w przypadku Barcelony?
Już nie tylko włączamy utalentowanych zawodników do grupy, ale mamy na uwadze proces rozwoju tego talentu w naszej własnej organizacji. Utrzymując zdolność nabywczą do podpisania kontraktu, wspiera się włączanie tych zawodników do pierwszej drużyny. Na rozwój zawodnika ma wpływ wiele okoliczności: trener, który go obserwuje, który go wystawia albo i nie, ten kto z nim idzie do domu, nauczyciel, wiele osób. Bierzemy za to odpowiedzialność. Tak właśnie wyglądają procesy szkolenia w Barçy i Athletiku.

Nieoczekiwanie tę historyczną jedenastkę, stworzoną z samych zawodników szkółki, wystawił na stadionie w Walencji Tito Vilanova. Jedną z osób, które, być może, nie były zaskoczone jego osiągnięciem jest pan, przede wszystkim dlatego, że to pan zaproponował go jako następcę Guardioli. Była to decyzja, której większość się nie spodziewała.
Odpowiedź nadeszła w dniu jego prezentacji. Warto było kontynuować tę niezakończoną myśl szkoleniową, poprowadzić tych zwycięskich zawodników i nie zatracić tego stylu, który charakteryzował i wyróżniał nasz klub. Byliśmy z niego znani na całym świecie. A mieliśmy przecież osobę, która mogła to rozwijać: Tito. I nie oceniam jego walorów po wynikach, ale dla mnie jego wartością jest to, jak rozwinął ideę futbolu i sposób, w jaki podejmował decyzje w skomplikowanych sytuacjach, kiedy, na przykład, ustawił Adriano na pozycji stopera w meczu z Realem. Nie zaskoczyła mnie jego umiejętność podejmowania decyzji i wykonywania swoich założeń. Czasem problemem nie jest stwierdzić kogo muszę zdjąć albo wstawić na boisko, ale ośmielić się to zrobić i zrobić to z takim zdecydowaniem i przekonaniem, żeby wszyscy uważali, że to najlepsze wyjście. Ja, kiedy widzę jak Tito pracuje, czuję, że jesteśmy w dobrych rękach. Nie można też zapominać, skąd przyszliśmy. Musimy pamiętać o dziedzictwie i filozofii Pepa i wiedzieć, że dziś ją kontynuujemy z innym człowiekiem, który ma inną osobowość i sposób bycia, ale gdy zespół jest na boisku, to go rozpoznamy.

Nie nastąpił wcale regres, ale progres gry wraz ze zmianą trenera. Swoistą próbą było porównanie ostatniego składu Guardioli z meczu z Realem, być może wymuszonego nadmiernie przez sytuację, z pierwszym ustawieniem Vilanovy, bardziej naturalnym. Zgodzi się pan?
Jedną z największych wartości jest zachowywać się naturalnie, normalnie traktować rzeczy, wiedząc, że to tylko piłka nożna. Kwestia leży w tym, żeby każdego dnia starać się znaleźć małe rozwiązanie. Prawdą jest też, że proces, w miarę jak się przedłuża, staje się bardziej skomplikowany. Pamiętam, że gdy trenerem był Cruyff mówił do nas: „Zaczynamy grać od A, potem B i C...". Z Pepem dotarliśmy do Z, a z Tito wróciliśmy do T, aby znowu dojść do końca. Nie chcę powiedzieć, że w innych rzeczach nie było w ogóle podobieństwa, jak na przykład w wystawianiu trójki obrońców, ale proces był bardziej naturalny. Nie było poczucia, że trzeba coś zrobić, lecz trener próbował wdrożyć pewną gamę nowych rozwiązań, kiedy rozumiał, że powinien zainterweniować, a później znowu zostawić grę zawodnikom.

Teraz gra jest bardziej ofensywna?
Na początku sezonu, przeważne do października, zawsze jest nam trudno złapać rytm. Tak już było za Guardioli. Teraz być może znaleźli inne rozwiązania. A z drugiej strony, drużyna musiała się wysilić, żeby wygrać kilka meczów w ostatnich minutach. Trzeba też mieć na uwadze udział niektórych zawodników, np. Alby i Adriano, w akcjach ofensywnych. Zapuszczają się oni daleko pod pole karne, w przeciwieństwie do Abidala, który gra bardziej defensywnie, chociaż on też strzelał gole. Czasem przeważa prawa strona, a czasem lewa, boczni obrońcy wychodzą wysoko i zdobywają więcej bramek. Dopóki nie osiągniesz równowagi we wszystkim, ciężko jest wyciągać wnioski. W każdym razie, nie można zapominać, że w zeszłym sezonie mieliśmy duże straty i ograniczały one ofensywne zapędy naszych obrońców.

Odejście Guardioli, który był symbolem tego zespołu, sprawiło, że piłkarze są bardziej w centrum uwagi?
Kiedy odchodzi ktoś tak ważny dla tego klubu i dla piłki nożnej jak Pep, z wszystkim co wniósł i zabrał ze sobą, jest taki moment, że każdy szuka swojego miejsca. Nie sądzę, żeby zawodnicy wzięli na siebie większą odpowiedzialność, bo zawsze byli odpowiedzialni, nic się nie zmieniło. Może chodzi o to, że teraz wszystkie oczy są zwrócone na piłkarzy, nie patrzy się już na nich przez pryzmat trenera. Patrzę na grę Busquetsa, czy Leo i nie widzę, żeby przykuwali większą uwagę. Widzimy w nich po prostu piłkarzy, a nie zakodowany jakiś system, czy coś innego.

Prognozował pan, że w nowym etapie będzie więcej spokoju. Straty są mniejsze, gdy nie ma pojedynku Guardiola - Jóse Mourinho?
Chciałem powiedzieć, że z Pepem zawsze szukaliśmy odpowiedzi na wiele kwestii: niektóre dotyczyły pilłki nożnej, inne ekonomii, spraw społecznych, polityki. Wiele spraw odnosiło się do Pepa, przyciągał wiele rzeczy, tych pozytywnych i negatywnych, szczególnie gdy na drugim biegunie był Mourinho. Debata, którą teraz prowadzimy bardziej skupia się na piłce. Nikt nie idzie na konferencje, aby pytać naszego trenera o rzeczy nie związane z futbolem, nie zapominając o naszej świadomości społecznej. To nas uwolniło od pewnych spraw, które się za nami ciągnęły, ale doświadczenie mnie nauczyło, że te rzeczy rosną z czasem i nagle, nie zdając sobie sprawy dlaczego, przez wyniki czy cokolwiek innego, to powraca.

Ligę może przegrać już tylko Barça?
Słowo „przegrywać" ma czarodziejską moc, a wygrywanie zawsze przynosi splendor. Nie zrezygnujemy z miejsca, które mamy, wciąż będziemy zbierać punkty, aby pozostać na górze, wiedząc, że tytuł się zdobywa, kiedy się przekracza linię mety. La Liga to futbol, a futbol  jest bardzo zmienny, tak samo jak warunki gry.

Jedynym problemem jest poskromienie ego?
W moim wydziale twierdzimy, że mówi się tak, kiedy inne problemy są już rozwiązane. Mówiąc „inne problemy" mam na myśli: trenera, taktykę i inne rzeczy. A to, co jest zmienne? Dziś możemy mieć w głowach skład na finał Ligi Mistrzów, a nie widzimy, że najpierw trzeba tam dojść i dopiero później spojrzeć na okoliczności. Na przykład, czy nie ma jakichś kontuzji. Poskramianie ego to rzecz, która występuje w każdym klubie i w każdej korporacji.

Zmiana pokoleniowa jest zapewniona?
Kiedy widzisz jak trenuje i gra druga drużyna, odczuwasz, że są tam piłkarze z planami. Cieszysz się widząc kontynuację procesu rozpoczętego przed laty, być może nawet czegoś spontanicznego. Z drugiej strony, jak powiedział ostatnio Tito w odniesieniu do Deulofeu, o graczu nie świadczą jedynie dwie akcje. Wielcy zawodnicy Barçy, jak Xavi czy Iniesta, ukształtowali się po długim czasie, a nie w wieku 18 lat. Nie próbujemy przemienić Sergiego Roberto w Xaviego w ciągu jednego dnia. Prawdą jest też, że w tym klubie jesteśmy przyzwyczajeni, że gdy się coś wydarzy, bierzemy gracza z rezerw i ten piłkarz rozumie sposób gry i gra. Ale to nie są części, które się wymienia, ani proces klonowania, lecz piłkarze, choć w wielu przypadkach podobni, to jednak każdy jest inny.

Messi chciałby, żeby Pinto przedłużył kontrakt. Jak to odbiera dyrektor sportowy: jako rozkaz, życzenie, czy propozycję?

Ta odpowiedź świadczy o dobrych relacjach w szatni. Zarówno Leo, jak i Pinto wiedzą, że jest to decyzja, która należy, po pierwsze, do trenera, a dopiero później do dyrektora sportowego. I nikogo więcej. Trzeba poznać formę, w jakiej Leo się wypowiada: nie ma innych intencji, ukrytych interesów, czy czegoś innego, chodzi mu jedynie o kwestie sportowe.

Z kolei Cruyff uważa, że Barça nie potrzebuje Neymara.
Futbol jest tematem, na który cały świat może mieć swoje zdanie, tym bardziej Cruyff. Nie ma nic złego w tym, że Johan się wypowiada.

Łatwiej jest obchodzić się z Vilanovą niż z Guardiolą?
W gruncie rzeczy jest tak samo, relacje są identyczne, zmienia się tylko forma komunikowania się. Z Pepem znaliśmy się od 20 lat, a Tito poznałem 4 lata temu. No i każdy z nich ma swój sposób bycia, do którego staram się przyzwyczaić. To, co jest bardzo pomocne, to zaufanie pomiędzy obiema stronami.

Vilanova odpowiedział „to jest sprawa prywatna", kiedy go zapytano o relacje z Guardiolą. A kiedy pan ostatni raz widział się lub rozmawiał z Guardiolą?
Tak jak powiedział Tito, to są bardzo prywatne rzeczy.

Jak pan zanalizuje sytuację w Madrycie i relacje z Mourinho?
Wolę tego nie komentować.

A Athleticu?
Jednym z fundamentalnych elementów tego zespołu zawsze była stabilność. Bardzo typowe dla Madrytu. Athletic to był klub prosty, w którym dyskutowało się o futbolu i nagle, w ostatnich miesiącach, wprowadził nowoczesność na miarę XXI wieku. W takich wiekowych instytucjach jest to ciężkie do przetrawienia. Cokolwiek by się nie działo, ja zawsze odnoszę wrażenie, że kiedy zawodnik ubiera koszulkę tego klubu to broni go w stu procentach. Dziś marka Athletiku także jest rozpoznawalna.

Deulofeu jest nietypowym produktem szkółki Barcelony? Bardziej przypomina Ronaldo niż Messiego? A może to jest nowy Lo Pelat (Iván de la Peña - przyp. red.)?
Gerard to chłopak gotowy do nauki i do bycia nauczanym. Jest nawet trochę nieśmiały, więc może cię zaskoczyć jego bezczelność na boisku, umiejętność gry jeden na jednego. Teraz musi dojrzeć i zintegrować się z kolektywem. Potrzebuje więcej pomocy i ochrony niż pośpiechu. W nauce nie chodzi tylko o piłkę nożną, ale o przystosowanie do życia. Jedną z rzeczy, którymi się zajmujemy, jest rozwój jego talentu do czasu, aż osiągnie konkurencyjny poziom. Trzeba stworzyć warunki i rozporządzać potrzebnymi narzędziami, żeby się rozwinął zgodnie z naszym stylem gry. Musimy starać się, żeby nic nie wpływało na szatnię i żeby takie rzeczy, jak na przykład przedłużenie kontraktu, nie miały znaczenia.

Pan również jest zmartwiony, ponieważ Manchester City, z Ferranem Soriano i Txikim Begiristainem w swoich strukturach, może zaszkodzić marszowi Barcelony poprzez oferty dla najlepszych zawodników?
Ja zawsze dostrzegam atrakcyjność Barcelony dla innych klubów, kiedy się spotykamy i rywalizujemy i wiem też, że kiedy nie udało nam się podpisać jakiegoś kontraktu, to tylko dlatego, że zawodnik miał finansowo lepsze oferty. Nie sądzę, aby coś się zmieniło przez nowe struktury City.

A pan, który ma możliwość każdego dnia obserwować Messiego, też jest nim coraz bardziej zafascynowany?
Uwielbiam jego zdolność do ciągłego uczenia się i szukania nowych możliwości w każdym meczu, w tak zmiennym świecie jakim jest świat futbolu. Nie znam nikogo, kto tworzy tyle rozwiązań najróżniejszych problemów w tak krótki sposób. Podam przykład: jeśli chodziłoby o łowienie ryb, Leo odrzuciłby najlepszą wędkę, która mogłaby mu dać natychmiastowe rezultaty. Wolałby, żebyś mu wytłumaczył jak się łowi ryby. Skończyłby jako najlepszy wędkarz na świecie. Ma szybkość i intuicję w szukaniu rozwiązania.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (14)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze