Cesc wpasował się w najlepszą Barçę

Jan Kidawa

2 grudnia 2012, 21:16

Mundo Deportivo

70 komentarzy

Debata nad „bandą" czterech środkowych pomocników w ekipie Barçy, której boi się cały piłkarski świat, zdawała się nie ustawać ostatnimi czasy. Wydaje się, że problem ten raz na zawsze rozwiązał Tito Vilanova. Niewątpliwie dokonał tego dzięki swoim zdolnościom psychologicznym, niezwykłej piłkarskiej inteligencji oraz hartowi ducha godnego pierwszego trenera FC Barcelony.

Dodatkową trudność stanowi fakt, że objął stery w niezwykle „gorącym" momencie, gdyż musiał stawić czoła wielkości swojego poprzednika, Pepa Guardioli. Pep jednak nie był w stanie nawet po części rozwiązać problemu.

W swoim pierwszym sezonie długo wyczekiwany, wielki transfer - Cesc Fàbregas, zaliczył co prawda „wejście smoka", ale później było już tylko gorzej. Pod sam koniec rozgrywek on sam wydawał się trochę zagubiony. Odrodzenie nadeszło na mistrzostwach Europy, a Tito Vilanova od początku nowego sezonu ligowego twardo na niego stawiał. Cesc odwdzięcza się strzelając gole i czując się dobrze na boisku. Zasługa w tym również Iniesty, który z całkowicie uzasadnionym pomrukiem niezadowolenia, poświęcił się, zostawiając mu więcej miejsca w środku.

Alternatywa

Sam Cesc przyznał, że w Barcelonie "jest nas czterech na trzy pozycje". W reprezentacji Hiszpanii też jest ich czterech, ale tam z kolei nie ma Messiego. Tito Vilanova w tym samym czasie twierdził, że kwartet tych pomocników może grać razem "tylko w systemie 3-4-3, albo z Iniestą zbliżonym do pozycji lewoskrzydłowego". To niewątpliwe wyzwanie dla całej drużyny, a w szczególności dla Andrésa, który okazał się największą „ofiarą" tej całej komplikacji. Jednak dążenie do perfekcji wymaga poświęceń. Wie o tym Tito Vialnova, który na początku był oskarżany o dawanie Cescowi tego, co wcześniej odebrał Inieście.

I nie wyglądało to dobrze. Wydawało się, że ten bałagan na boisku, może wkrótce zniszczyć wszystko od środka. Dziś już bezdyskusyjnie możemy zaliczyć Tito podwójną zasługę. Po pierwsze przywrócenie do życia Cesca, który był na najlepszej drodze ku przepaści. Po drugie przekonanie Iniesty, który nigdy nie czuł się dobrze grając na skrajnej pozycji, do nowej roli na boisku.

Zawsze preferował grę jako typowy środkowy, ale dzięki trenerowi zdaje się, że zaczyna lubić swoją nową boiskową przestrzeń. Była to jedna z najważniejszych kwestii do rozwiązania, od kiedy do klubu dołączył Cesc Fàbregas. Piłkarz, którego wymienność pozycji, ze względu na cechy jego oraz innych, była stosunkowo niska. Jednak nikt wcześniej nie odważył się stawić ów problemowi czoła z taką determinacją, jak zrobił to Tito Vilanova.

Szczęśliwe zakończenie

Rezultat jest taki, że oglądamy Barçę odrodzoną, która znowu błyszczy i jest niepokonana. Mieliśmy okazję dostrzec to w ostatnim meczu. Wszystkie części ponownie do siebie pasują, a maszyna działa na najwyższych obrotach. Oczywiście jest to także zasługa Messiego, który strzela zawsze i często przesądza sprawę. Mieliśmy tego dowód chociażby wczoraj. Zanotował dwa trafienia i znowu wszystkich oczarował.

Jednak wczoraj także bardzo ważną część układanki stanowił Cesc Fàbregas oraz Andrés Iniesta. Ten drugi kolejny raz pokazał dzieło sztuki godne samego siebie. I to na innej pozycji i w innym stylu. To coś, czego prawdopodobnie mógł dokonać tylko on. Po pierwsze dlatego, że potrafi, a po drugie, dlatego, że robi to dla Barçy.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (70)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze