Piłkarz, który z wielkim rozmachem wdarł się na piłkarskie salony. Mimo nieprzychylności rodziny wciąż realizował swoje marzenia o grze na najwyższym poziomie. W pewnym momencie kariery o jego usługi rywalizowały FC Barcelona i Real Madryt. Antonio Pais Castroagudín ostatecznie zdecydował na grę w stolicy Katalonii, jednak niefortunnie trafił na bardzo burzliwy okres w historii Barcelony, przez co jej barwy reprezentował zaledwie przez rok. Mimo to swoją postawą podczas całego życia zasłużył na miejsce w pamięci sympatyków futbolu na całym świecie.
Antonio Pais Castroagudín urodził się 7 grudnia 1938 roku w miejscowości Padrón (Galicja). Okruchy sławy zyskał już w wieku 16 lat w klubie Club Arenal de Santiago de Compostela, kiedy zaczął być powoływany do młodzieżowych reprezentacji Hiszpanii. Jego trener, który również był selekcjonerem kadry do lat 19 w 1957 roku powołał go na młodzieżowe Mistrzostwa Europy, gdzie zdobył srebrny medal (Hiszpania jako gospodarz przegrała dopiero w finale z Austrią 2:3 – przyp. red.). Tak więc jego kariera piłkarska rozpoczęła się z rozmachem, mimo nieprzychylnych podszeptów ze strony rodziny – ojca, działającego w handlu nieruchomościami w rodzinnym Padrón, oraz starszego rodzeństwa, Hermitasa, José i Alfonso, którzy woleli pójść ścieżką nakreśloną przez rodziców.
Eksplozja talentu
Jego umiejętności nie umknęły uwadze silniejszych klubów, dlatego w niedalekiej przyszłości młody Antonio Pais zamienił Club Arenal na Deportivo La Coruña, które w tamtych latach miało opinię drużyny grającej bardzo dobry futbol. Jednak warunki umowy nie satysfakcjonowały rodziny – zwłaszcza ojca – przez co najmłodszy z braci Pais po krótkim czasie wrócił w rodzinne strony, ale tym razem do Club Santiago, który występował Tercera División. To właśnie tam zbudował swoją markę i stał się pożądanym celem dla zawodowych klubów w Hiszpanii. W takich okolicznościach Galijczyk postanowił podnieść poprzeczkę i w wieku 20 lat, przed sezonem1958/59, podpisał kontrakt z Celtą Vigo, która dopiero co spadła z Primera División do drugiej ligi. W klubie z rodzinnego regionu przez dwa lata ugruntował swoją pozycję, jednak był bardzo rozgoryczony, że zespół dwukrotnie zaprzepaścił szansę na awans do najwyższej klasy rozgrywkowej (Celta dwa sezony pod rząd traciła szansę na promocję do Primera po porażkach w barażach – najpierw z Valladolid, następnie z Realem Oviedo – przyp.red.). „To było straszne” – wspomina Pais.
„Mój ojciec wyraźnie nic nie wiedział o tym, że piłka nożna była grą mojego życia” – powiedział Antonio Pais. Jednak młody piłkarz wykazał się bardzo silnym charakterem, ponieważ mimo nieprzychylności rodziny kontynuował marsz po swoje marzenia. I one się spełniły. Podczas, gdy z Celtą rozpaczliwie walczył o awans do Primera División po jego usługi zgłosiła się… FC Barcelona. Pais wspomina zabawne okoliczności, kiedy dowiedział się o ofercie Katalończyków. „Byłem na wakacjach w Santiago i grałem w domino, kiedy się o tym dowiedziałem” – wspomina. „Później powiedziano mi również, że oprócz Barçy o mój transfer starał się również Real Madryt. Dzień przed podpisaniem kontraktu z Barceloną, Madryt wysłał jeszcze ostateczną ofertę transferową, ale finalnie dogadałem się z Barçą” – wyjaśnił Antonio. W takich okolicznościach piłkarz z Galicji przeniósł się z Santiago do Vigo, gdzie spotkał się z panem Tamburinim, który reprezentował interesy FC Barcelony. Wkrótce obaj wsiedli na pokład samolotu i udali się do stolicy Katalonii, aby sformalizować umowę. „Negocjacje były dla mnie trudne” – wspomina z uśmiechem.
Czas chaosu w Barcelonie
FC Barcelona ostatecznie zapłaciła Celcie za transfer Antonio Paisa kwotę 1,8 miliona peset oraz zagwarantowała piłkarzowi zarobki na poziomie 300 tysięcy peset rocznie. Jednak jego wielki czas w Barcelonie trwał zaledwie chwilę – jeden sezon (1961/62). Wpływ na to mało wiele czynników, to był jeden z najbardziej skomplikowanych momentów w historii Klubu. Zespół stracił szansę na zdobycie Pucharu Europy i na domiar złego największa gwiazda drużyny - Luis Suárez został sprzedany do Interu Mediolan za astronomiczną kwotę 25 milionów peset. Z pieniędzy otrzymanych za sprzedaż jedynego hiszpańskiego zdobywcy Złotej Piłki sztab szkoleniowy zdecydował się kupić piłkarzy takich, jak Zaldúa, Zaballa, Pereda... „To nie funkcjonuje” – słyszał zewsząd Pais. W klubie panował chaos. W efekcie Galijczyk zagrał tylko w ośmiu oficjalnych meczach, najpierw pod batutą Miró, a następnie pod skrzydłami wielkiego Kubali. Nic z tego, brak tytułów. Klub po zakończeniu sezonu starał się wycofać z nieudanych inwestycji, zmienić koncepcję zespołu i zacząć od nowa. Ofiarą wielkich zmian był również Antonio Pais, który został wypożyczony do RCD Mallorca, choć był o krok od podpisania kontraktu z lokalnym rywalem - Espanyolem.
Dla Antonio Paisa Castroagudína sytuacja była jasna – przyszłości na Camp Nou dla niego nie było. Pragnął ustabilizowanej sytuacji i regularnej gry. Przebywał rok na wypożyczeniu w klubie z Palma de Mallorca. Barcelona zastrzegła sobie prawo pierwokupu, jednak nie wyegzekwowała tego podpunktu zawartego w umowie. Jednak z tego krótkiego okresu Pais posiada niezwykłą anegdotę, która była swojego rodzaju vendettą wobec katalońskiego klubu. „Z Mallorką graliśmy mecz ligowy w świątyni Barcelony… Kiedy zostały dwie minuty do zakończeniu spotkania oddałem potężny strzał na bramkę, który niemal wrzucił (Salvadora) Sadurníego (wychowanek i wielki bramkarz Barçy, który reprezentował barwy pierwszej drużyny w latach 1960-1976, zdobywca Trofeo Zamora – przyp.red.) do bramki… Kiedy piłka wpadła do siatki, koledzy nosili mnie na rękach” – wspomina.
Najlepsza lata w Saragossie i odkrycie kamienia filozoficznego
Po roku zdecydował się na transfer definitywny do Realu Saragossa (1963/64), gdzie zbiegł się z wielkim Antonim Ramalletsem (legendarny bramkarz Barcelony, który bronił jej barw w latach 1947-1962, w latach 50. i 60. był najlepszym bramkarzem Primera División – pięciokrotny zdobywca Trofeo Zamora – przyp.red.), który był jego szkoleniowcem. W klubie z Saragossy przeżył swoje najlepsze sportowe lata. Spędził sześć lat na La Romareda i w tym czasie zdobył dwa Puchary Króla i jeden Puchar Miast Targowych. „Mam stamtąd naprawdę bardzo dobre wspomnienia” – wspomina Pais. Właśnie tam w wieku 30 lat zawiesił buty na kołku. „Fizycznie czułem się w porządku, ale brakowało mi entuzjazmu, który towarzyszył mi podczas moich pierwszych lat. Tam znalazłem również mój kamień filozoficzny i zacząłem się trudnić handlem w hutnictwie żelaza. Robiłem to do niedawna” – wyjaśnia przyczyny przedwczesnego zakończenia kariery Antonio Pais Castroagudín.
Obecnie kolejny z Wielkich Zapomnianych mieszka w Bertamiráns (Galicja) z ludźmi, których kocha. FC Barcelony nie zapomni nigdy. „Nigdy, przenigdy nie zapomnę tego, co jest schowane głęboko w głębi mego serca. Jaki stadion! Madre mía!” – wyznał. Niedawno pomyślnie przeszedł zabieg wymiany stawu biodrowego i uważnie obserwuje sytuację, zwłaszcza swoich wnuków - Alfonso i Jorge, odpowiednio 12 i 10 lat -, którzy podobnie jak dziadek błogosławią futbol.
Komentarze (6)