W pierwszej części wywiadu dla oficjalnej strony klubu Alexis Sánchez skupił się na aspektach czysto piłkarskich. Druga część zawiera więcej pytań osobistych. Mimo swojej nieśmiałości chilijski skrzydłowy Barçy z dystansem i spontanicznością odpowiedział na większość pytań dotyczących jego sfery prywatnej. Zapraszamy do lektury drugiej części rozmowy z popularnym Tocopillano.
FCBarcelona.es: Dlaczego wybrałeś numer „9" na koszulce?
Alexis Sánchez: Powiedziano mi, że był to jeden z wolnych numerów. Jako że bardzo podziwiałem brazylijskiego Ronaldo, Fenómeno, chciałem nosić właśnie „9". Kiedy Ronaldo ją wybrał, grał bardzo dobrze, więc głównie dzięki niemu mam taki a nie inny numer na koszulce.
Miałeś wielu idoli?
Moją mamę. Moim jedynym idolem była i jest moja mama.
Czego w Barcelonie brakuje ci z Chile?
Mojej rodziny, jedzenia, czasami również ludzi. Jednak dobrze zaadaptowałem sie w Barcelonie i czuję się tu szczęśliwy.
A z Włoch?
Stamtąd najbardziej brakuje mi jedzenia. Posiłki były bardzo smaczne i o dobrych porach. Tam z reguły jadałem o 8 lub 9, tutaj robię to około 10, ale do tego można się przyzwyczaić.
Męczy cię ciągłe wypominanie słów o „wielkim graczu" (hiszp. jugadorazo - swego czasu Alexis tak scharakteryzował samego siebie - przyp. tłum.)?
Nie wiem, czy męczy, ale nieco irytuje mnie fakt, że trzeba tu uważać na każde słowo wypowiedziane w mediach. Szczególnie, gdy grasz w tak wielkim klubie jak Barcelona, gdzie zawsze zwraca sie ogromna uwagę na każdy szczegół.
Czy koledzy wciąż nazywają cię cachai?
Tak, czasem mówią cachai a czasem Alexis. Cachai oznacza „rozumiesz?". Jest to bardzo popularne powiedzenie w Chile, więc gdy przyszedłem tutaj, wciąż go używałem, weszło mi to w nawyk. Teraz nie mówię już cachai, zamiast tego używam „rozumiesz?", wtedy nikt się mnie nie czepia.
Jakie danie zasmakowało ci podczas pobytu w Barcelonie?
Bardzo lubię paellę. Zawsze ją jem, gdy tylko nadarza się okazja.
Wspominałeś swego czasu, że jesteś wielkim fanem kina. Jakie filmy lubisz?
Z reguły oglądam filmy w domu, czasami oglądamy z rodziną horrory. Nie pamiętam, na jakim filmie byłem ostatnio w kinie, choć nie ukrywam, że bardzo lubię tam chodzić.
Jakiej muzyki słuchasz?
Wszystkiego po trochu. Salsy, reggaetonu, cumbii... Zależy od nastroju.
Wielu z twoich kolegów ma konta w serwisach społecznościowych. Masz w planach założenie takowego?
Nie jestem zbyt wielkim fanem Twittera czy Instagrama. Na początku to całkiem zabawne, ale później staje się męczące i nudne, bo cały czas spędzasz z komórką w ręku.
Komentarze (39)