Cesc Fàbregas udzielił obszernego wywiadu katalońskiemu dziennikowi sportowemu Mundo Deportivo. Wśród tematów poruszonych w rozmowie z piłkarzem Barçy nie zabrakło pytań o formę drużyny po porażce z Realem Sociedad, postawę Realu Madryt w Lidze Mistrzów, dyspozycję piłkarską Leo Messiego oraz o to, jak z medialną presją radzi sobie trener, Gerardo Martino.
Minął już tydzień od waszej porażki.
W tym sezonie nie mieliśmy tak wielu długich tygodni. Rozgrywki zawsze narzucają bardzo wysokie tempo, jednak kiedy przegrywasz, cierpisz nieco bardziej. Wtedy chcesz, żeby już nadszedł ten kolejny mecz, żeby można było wymazać to, co się stało. Jednak taka sytuacja ma też tę zaletę, że możemy odpocząć i dobrze przygotować się do kolejnego spotkania.
Minęło wystarczająco czasu, żebyście przestali przeżywać porażkę 1:3 na Anoeta?
Było sporo czasu żeby porozmawiać o tym, co się stało. Kiedy rozgrywamy mecze co trzy dni, wtedy mamy możliwość udowodnienia, że nasze potknięcie było jedynie wypadkiem przy pracy. Wtedy można się obudzić i zacząć myśleć o innych sprawach. Ostatnie tygodnie były perfekcyjne, gdy notowaliśmy zwycięstwa, jednak kiedy jest inaczej, tak jak na Anoeta, wtedy bardzo się cierpi.
A jest jeszcze gorzej, kiedy podczas tego tygodnia Madryt zwycięża 6:1 w meczu z Schalke...
W Lidze Mistrzów zwykle nie spotyka się takich rezultatów, jednak jeśli chodzi o to, czy Real Madryt mi zaimponował, to nie, nie zaimponował. Real posiada bardzo ważnych zawodników, kiedy wyjdą już na prowadzenie 2:0, zaczynają grać na luzie. Schalke złożyło broń, choć mieli swoją szansę, która mogła doprowadzić do wyrównania 1:1. My, w sezonie 2011/12, także wygraliśmy z Bayerem Leverkusen 7:1 i w ostatecznym rozrachunku nic to nie znaczyło. To tylko kolejny mecz w Lidze Mistrzów, nie ma większego wpływu na to, co stanie się później.
Czego więc brakuje Barcelonie, by mogła urządzić taki pokaz siły jak Bayern czy Madryt?
Bayern zanotował w Lidze Mistrzów taki sam rezultat jak my. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Czasem wybiegamy myślami zbyt daleko. Bayern seryjnie wygrywa w Bundeslidze, od wielu tygodni ma przewagę 15 punktów. W końcu, na 90% sięgnie po ligę i Puchar, ale do mnie to nie przemawia. Zupełnie. Za to Liga Mistrzów tak. Jak na tę chwilę, w dwumeczu z angielską drużyną, wygrywają 2:0.
Co z City, nadal jest żywe w tym dwumeczu?
Tak, oczywiście. Tak samo jak Arsenal czy Manchester United. Dwumecz trwa 180 minut. Na razie rozegraliśmy dobrych 90 minut, jednak musimy być świadomi faktu, że to będzie bardzo trudne spotkanie. Mamy doświadczenie po meczu z PSG, choć wynik 2:2 to zupełnie odmienny rezultat. Strzelają nam jedną bramkę i już pojawiają się wątpliwości. Co powinniśmy zrobić? Atakować, czy może bronić się, żeby nie wbili nam drugiej... Musisz mieć bardzo klarowną wizję tego, co drużyna powinna wykonać. To, co stało się w sobotę, było bardzo złym meczem całej ekipy, wszyscy o tym wiemy. Jednak to dla nas lekcja. Jeśli miałoby się tak zdarzyć, jak jest teraz, że w lidze, Lidze Mistrzów oraz Pucharze wszystko zależy od nas, musimy być przygotowani i nie dać się zaskoczyć. Jeśli nie będziemy gotowi na sto procent, wtedy te dwa i pół miesiąca gry, które pozostały, nic nie przyniosą. I odwrotnie. Jeśli będziemy grać tak jak w drugiej połowie meczu z Sevillą, z Realem Sociedad w Pucharze Króla, w pojedynku z Rayo czy z City, wtedy jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko. Pisałem już o tym na portalach społecznościowych: to jest ścieżka, którą powinniśmy podążać. Chodzi mi o intensywność, o sposób, w jaki na boisku tworzymy jedną drużynę, o to, jak się czujemy, o grę, która zapewnia nam bezpieczeństwo, o płynność w tej grze, o wysoki pressing, gdy nie jesteśmy przy piłce. O to, żebyśmy mieli jasność, co powinniśmy robić w kluczowych momentach spotkania.
Twoja wypowiedź wydaje się bardziej autokrytyczna niż słowa Jordiego Alby...
Każdy mówi to, co chce przekazać. Dla mnie oczywistym jest, że kiedy jesteśmy chwaleni, podoba się to wszystkim, jesteśmy wtedy zadowoleni i czujemy się dobrze. Jednak kiedy dotyka nas krytyka, musimy robić to samo - próbować wciąż grać lepiej, ponieważ wiemy, że jesteśmy w stanie to zrobić. Na pewno możemy się poprawić w stosunku do sobotniego meczu na Anoeta. Wymówki nie istnieją. Wiemy, że jeśli gra się dobrze i przegrywa, to dlatego, że w futbolu po prostu tak bywa. Jednak zdajemy sobie sprawę z tego, i jesteśmy pierwsi, by to przyznać, że jeśli Barça gra na sto procent, to wygrywa praktycznie wszystkie spotkania.
Mówiłeś coś o zamknięciu ust niektórym.
Słyszałem po prostu komentarze niektórych osób związanych z futbolem, nic więcej. W tamtym meczu, który był bardzo ważny, zagrałem dobrze. Teraz wszystko jest w naszych rękach. To my, piłkarze, gramy i to my musimy sprawić, by drużyna zrobiła krok do przodu. Musimy być zjednoczeni jak nigdy i jesteśmy w stanie tego dokonać, ponieważ mamy wspaniały skład.
Kolacja w Can Ferran wam pomogła? [Can Ferran - restauracja na przedmieściach Barcelony, w której zorganizowano kolację dla zawodników; przyp. Eoren]
To, co stało się na Anoeta, było dla nas poważnym ciosem, który nie powinien się już powtórzyć. Nie sądzę żeby należało skupiać się na tym, czy poszliśmy na kolację, czy nie. W końcu spędziliśmy ze sobą pięć godzin. W reprezentacji Hiszpanii to zwykle osiem czy dziewięć godzin. Nie sądzę, żeby to spotkanie miało na nas aż tak wielki wpływ. To dobrze, że się spotykamy i konsolidujemy szatnię, jednak to nie wpływa znacząco na to, co dzieje się na boisku.
Czy Tata oceniany jest niesprawiedliwie?
W świecie futbolu, w szczególności w Barcelonie, która jest najbardziej wymagającym klubem, wiesz, w co się pakujesz. Jeśli on tego nie wiedział, to jestem pewien, że już się tego nauczył. Martino mówił o tym wiele razy. Zdaje sobie sprawę z tego, że po meczu z City na wszystkich okładkach gazet opowiadano się za nim, cztery dni później - wręcz przeciwnie. To są wzloty i upadki, taki jest futbol, to zdarza się na przestrzeni całego sezonu i we wszystkich klubach, jednak w Barcelonie to zjawisko jest nasilone. Wszyscy dzielimy odpowiedzialność; Tata Martino czuł się odpowiedzialny, powiedział to po meczu. Teraz trzeba skupić się na pracy.
Czy bardzo go to dotknęło?
Jest trenerem, profesjonalistą, nie może opuszczać głowy, ponieważ jest naszym liderem i jeśli widzimy z jego strony pozytywną reakcję, wtedy my też staramy się być lepsi. Tata dobrze zareagował na to, co się wydarzyło. Ja to przeżywałem już, gdy byłem dzieckiem, choć osiem lat spędziłem poza Barceloną, w innym kraju i w innej lidze, znam to bardzo dobrze. Barça to najbardziej wymagający klub świata, do zwycięstw obligują cię nie tylko kibice, ale też prasa i oczywiście ty sam. Jednak nie chodzi tylko o to, by grać dobrze, chodzi o to, by robić to w określony, jasno zdefiniowany sposób. Właśnie dlatego jest to najbardziej wymagający klub na świecie.
Czy drużyna ma braki pod względem fizycznym?
Sądzę, że jest pod tym względem dobrze. Wczoraj na treningu, podczas małej gry, graliśmy naprawdę z dużą intensywnością i wychodziło nam to świetnie. To cieszy kiedy widzi się taką intensywność, agresję i jakość w grze. Cały czas trzeba mieć to w pamięci i przed oczami, że ta drużna może dać z siebie jeszcze więcej i ma wiele do powiedzenia. Dlatego jestem przekonany, że jeśli wszyscy będziemy tego chcieli i damy z siebie wszystko, możemy osiągnąć coś wielkiego.
A ty, nareszcie czujesz się ważny?
Czuję się tak samo ważny jak wszyscy, jednak jeśli chodzi o trzy sezony, które spędziłem w Barcelonie, to fakt - w tym sezonie najczęściej pojawiam się w pierwszym składzie, mój udział w drużynie jest znaczący. Osiągnąłem regularność, na którą pracowałem całe lata i której mi wcześniej brakowało. To przynosi owoce. Tego właśnie potrzebuje piłkarz. Przed trzema miesiącami rozegrałem cztery spotkania z rzędu w pełnym wymiarze czasowym. Rozmawiałem o tym z Atlimirą, coś takiego nie zdarzyło się od czasów, gdy grałem w Arsenalu i miałem 23 lata. Dzięki temu czuję się o wiele stabilniej, mam znaczniej więcej pewności siebie. Znów mogę kontrolować swoją formę fizyczną na sto procent... W moim ostatnim roku w Arsenalu było inaczej, tak samo w ostatnim sezonie pracy Guardioli. Wtedy, pod koniec, niemal wcale już nie grałem... Tak bywało w przeszłości. Zobaczymy, czy w tym roku osiągnę ciągłość, która jest konieczna, i dam radę być w najwyższej formie aż do końca sezonu.
Czujesz się doceniony?
O tak, na nic nie mogę się skarżyć. To dla mnie bardzo udany sezon, wszystko świetnie się układa zarówno na poziomie osobistym, jak i zawodowym oraz piłkarskim. Z każdym dniem czuję się coraz bardziej ważny w drużynie i w szatni. Moje relacje z mediami są dobre. Najważniejsze jest to, żeby drużynie układało się dobrze i żeby każdy z nas, indywidualnie, dawał z siebie wszystko co najlepsze.
Tymczasem Leo oskarża się o pasywność...
Leo ma styl gry, który w większości przypadków jest nieprzewidywalny. Od wielu lat widzimy go, jak rywalizuje i gra. Wiemy, w jaki sposób to robi. W każdym meczu, przez cały sezon, wykonuje swoją robotę. Oczywiście zdarzają się lepsze i gorsze dni, każdy z nas tak ma. Messi jest jak maszyna, ale mimo wszystko jesteśmy tylko ludźmi. Ten rok znów rozpoczął do zdobycia bramki. Powrót po kontuzji tak poważnej jak ta, której doznał, nie jest łatwy, mówię to z własnego doświadczenia, a Leo zrobił to bardzo dobrze. Nie zapominajmy, że on zawsze chce tego, co jest najlepsze dla drużyny, i bardzo wiele od niego zależy. Mamy świetny skład, jednak to Leo zawsze robi różnicę.
Czy to możliwe, że za bardzo gracie pod Messiego?
Szukasz go podczas gry, ponieważ wiesz, że jest najlepszy i może rozstrzygnąć losy meczu. To jest podświadome - jeśli masz najlepszego gracza, to dla drużyny lepiej będzie, gdy to on dostanie piłkę. To pewne, w zeszłym sezonie zbyt wiele od niego uzależniliśmy aż do chwili, gdy doznał kontuzji. Ale teraz nasi napastnicy zdobywają więcej bramek niż w zeszłym roku. W chwilach, gdy Leo nie jest w najwyższej formie, mamy czterech czy pięciu graczy, którzy grają bardzo dobrze i są ważni dla drużyny.
Jak się ma twój przyjaciel Song?
Nie jest łatwo, kiedy grasz co trzeci czy co czwarty mecz. Song jest ofiarą braku regularności i świeżości. Wydaje się, że gdy nie grasz, powinieneś czuć się świeży i wypoczęty, ale tak nie jest, jest gorzej. Lepiej grać sześć spotkań z kolei niż przez sześć meczów nie grać wcale. To zupełnie inny rytm niż ten, który zdobywamy na treningu. Song wie, że w kolejce do wyjściowego składu są przed nim najlepsi zawodnicy na świecie. Jest zawodowcem i trenuje na sto procent. Dotyka go krytyka, a nikt nie lubi być jej poddany, ale to silny facet, poradzi sobie.
Tymczasem przed spotkaniem Barçy z Almeríą czekają nas jeszcze derbi madrileño...
To będzie interesujący i ważny mecz, ktoś z tej dwójki polegnie. Dlatego my nie możemy pozwolić sobie na błąd.
Komentarze (67)