Przy Canaletes mówią. Przyszłość jest piękna

Mateusz Bystrzycki

4 maja 2014, 08:30

330 komentarzy

„Doszedłem do takiego stanu, że przy każdym skrzypnięciu drzwi kładłem rękę na pistolecie. W sobotę rano rozległy się na dworze odgłosy salw karabinowych i podniósł się krzyk: „Znowu się zaczyna!" Wypadłem na ulicę i okazało się, że to tylko kilku żołnierzy z Gwardii Natarcia strzela do wściekłego psa. Kto był w Barcelonie w owym czasie, ten zawsze będzie pamiętał tę straszną atmosferę - podejrzenia, nienawiść, cenzurowanie gazet, zatłoczone więzienia, ogromne kolejki po żywność i grasujące uzbrojone bandy".*

Dwadzieścia jeden dni. Dwadzieścia jeden ponurych, przygnębiających dni trwał koszmar transferowego zakazu FIFA. Czarne chmury nie zostały całkowicie przepędzone znad Les Corts, ale poprzez ołowiane obłoki zaczęło przebijać się słońce, które dotarło nawet do najciemniejszych zakątków Barri Gòtic. FC Barcelona odetchnęła. Wobec bieżącego niepowodzenia jest gotowa wskoczyć na karuzelę personalnych zmian. Nadchodzi gorące lato. Tak, w tym roku będzie wyjątkowo skwarnie. Wydaje się, że zbliżające się upały pochłoną wiele ofiar.

Barçę czeka niezbędna ewolucja. Świadomie przywołuję określenie subtelniejsze, aniżeli wywrotowa rewolucja. Szatnia pełna mistrzów świata i Europy potrzebuje przewietrzenia, a nie porywczego tornada, które „na dzień dobry" wysadzi z zawiasów drzwi. Wyniki osiągnięte przez drużynę Gerardo Martino nie są zadowalające, choć całościowej oceny wolę podjąć się po zakończeniu sezonu. Wrażenia optyczne, które w jakimś sensie towarzyszą barcelonismo już od dwóch sezonów, pozostają jednak niezmienne. „Blaugrana" utraciła swój tajny kod nieśmiertelności i została rozpracowana przez najtęższe trenerskie umysły świata. Obok oczywistej degradacji sportowej mamy do czynienia z mentalnym wypaleniem, znudzeniem i samozadowoleniem. Okazało się, że piłkarze „Dumy Katalonii" to także ludzie, tacy jak my, podatni na codzienne łechtanie próżności. Ponadto, nie pomagały im problemy pozasportowe - czynniki niezależne, zdarzenia losowe - oraz nieudolne decyzje zarządu Sandro Rosella, który swoje urzędowanie rozpoczął od wytoczenia najcięższych dział przeciwko tym, którzy Barçę wepchnęli na szczyt światowego futbolu. Jego wątpliwej jakości dzieło kontynuuje Josep Maria Bartomeu. Dotychczasowy wiceprezydent klubu bez wyborczego poparcia socios wpakował „Dumę Katalonii" w przebudowę stadionu i jego okolic za ok. 600 mln euro. Na czele wspomnianych zmian kadrowych stanąć ma Andoni Zubizarreta, tyleż doskonały bramkarz, co nieporadny dyrektor sportowy. Mimo to, barcelonismo może mieć powody do optymizmu więcej niż umiarkowanego.

Decyzja FIFA o zawieszeniu wykonania nałożonej na klub kary pozwala na dokonanie w drużynie niezbędnych zmian. Skojarzenia kibiców nieuchronnie wędrują w kierunku personalnej rewolucji z 2003 roku, której dokonali Joan Laporta, Txiki Begiristain i Frank Rijkaard. Na przestrzeni dwóch lat przebudowa „Blaugrany" pochłonęła 125 mln euro - za Ronaldinho i jego urzekający uśmiech wyłożono 32 mln euro, Rafael Márquez kosztował 6 milionów, Samuel Eto'o: 27, Deco: 21, Ludovic Giuly: 8,5, Edmílson: 8, Juliano Belletti: 6, a Sylvinho: 1,5. Henrik Larsson, Gio van Bronckhorst oraz Leo Messi zostali włączeni do drużyny bezgotówkowo. I zaczęło się.

Pieśń jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy" miała swój początek w sezonie 2004/05. Szaleńczy wyścig z Realem Madryt zakończył się pierwszym od sześciu lat triumfem „Dumy Katalonii" w La Liga. Rok później zapędy „Królewskich" Holender ostudził znacznie szybciej, tytuł mistrza Hiszpanii zgarniając z 12-punktową przewagą. Dorzucone w międzyczasie dwa Superpuchary Hiszpanii bledną przy anielsko przyjemnym wspomnieniu Ligi Mistrzów 2005/06. Kroczyliśmy razem z nimi, przez Ateny, Udine, Bremę, Londyn, Lizbonę, Mediolan i wreszcie Paryż. Magiczna noc nad Sekwaną zrodziła wielką drużynę, aby niemal w tej samej chwili pogrzebać ją na Pere Lachaise czy też Montmartre. A może Montjuïc?

A potem przyszedł On, Pep Guardiola. „Mundo Deportivo" napisało o nim kiedyś: „Najmłodszy bohater, jakiego Barça kiedykolwiek miała". W 1992 roku „Guardi" stał się filarem drużyny, która wywalczyła na Wembley pierwszy w historii Puchar Europy. Tego lata z reprezentacją Hiszpanii zdobył również złoty medal olimpijski. Dla „Blaugrany" zagrał w sumie 479 meczów, wygrał 16 różnych trofeów. W 2007 roku zrewolucjonizował młodzieżową drużynę FC Barcelony, aby rok później wstrząsnąć seniorami. To druga personalna wolta ostatniej dekady. Tamtego lata Camp Nou opuścili m.in. Lilian Thuram, Edmílson, Oleguer, Deco, Gianluca Zambrotta i wreszcie Ronaldinho Gaúcho. Samuel Eto'o wyleciał rok później. - Uznałem, że potrzebujemy nowej krwi. Drużyna była zmęczona i zbyt pewna siebie. Meczów nie da się wygrać na stojąco, mając w pamięci osiągnięte wcześniej sukcesy. My nie jesteśmy muzeum, a zespołem piłkarskim, który ma wygrywać - tłumaczył później Pep.

Zgodnie z tym podejściem FC Barcelona zakontraktowała Gerarda Piqué, Seydou Keitę, Daniego Alvesa, z juniorów doszedł Sergio Busquets, a nowe role i kompetencje otrzymali Éric Abidal, Xavi Hernández, Andrés Iniesta, Pedro Rodríguez i Leo Messi. Maszyna wystartowała. Osiągnięcia i styl gry tamtej drużyny sprawiają, że o Pepie myślę dziś: „Ten, który zabrał ze sobą wszystkie odpowiedzi". Wróć, proszę.

Dziś „Blaugrana" potrzebuje równie głębokich zmian. Tak na ławce trenerskiej, jak i wśród piłkarzy. Idzie o korekty innej jakości i wymiaru, bo w końcu po najlepszej erze w historii FC Barcelony. Jasnym jest, że drużyna z Les Corts będzie musiała zmierzyć się z odejściem Víctora Valdésa i Carlesa Puyola. To znacząco wpłynie zarówno na warstwę mentalną drużyny, jak i jej faktyczną wartość sportową. Zwłaszcza bramkarz z L'Hospitalet de Llobregat stanowił w ostatnim czasie znaczący zastrzyk jakościowy. A „Puyi"? O ile jego udział minutowy w funkcjonowaniu Barçy sukcesywnie ulegał degradacji, o tyle niepodważalny jest wpływ Carlesa na nastrój w szatni. To będą smutne rozstania. Oczami wyobraźni widzę jak symbole złotych pokoleń La Masíi wsiadają na Estació de França do pociągu, który wiedzie tylko w jedną stronę, z dala od ich domu, z dala od miejsca ich przeznaczenia, gdzie bohatersko przelali tak wiele krwi. Z dala od barcelonismo. A nam pozostają jedynie łzy i ckliwe „dziękuję", ledwie wyszeptane pod nosem, gdy najwłaściwszym byłoby ogłoszenie narodowej żałoby.

Wydaje się, że los takich piłkarzy jak Oier Olazábal, Jonathan dos Santos, José Manuel Pinto, Alex Song, Ibrahim Afellay, Cristian Tello, Isaac Cuenca, Keirrison (tak, ciągle pobiera od Barçy niemałą gażę) i Bojan Krkić jest przesądzony. Szkoda, że włodarze klubu potrzebowali kolejnych 365 dni, aby zrozumieć, że żaden z nich nie reprezentuje odpowiedniej jakości piłkarskiej. Niepewny jest również los Daniego Alvesa, Cesca Fàbregasa (przyczynek do studium ludzkiej psychiki - w pierwszej połowie sezonu i bez Messiego geniusz, w 2014 roku przekształcony w bezpłciowy wyrób piłkarzopodobny), Alexisa Sáncheza (mimo wszystko wartościowy, odeprzeć zaloty Juventusu!) oraz Javiera Mascherano. Culés pozostaje raczej nikła nadzieja, że wbrew doświadczeniom z przeszłości „Duma Katalonii" będzie w stanie właściwie wycenić i sprzedać wymienionych piłkarzy.

Podstawowym założeniem planu na nadchodzącą kampanię będzie oparcie drużyny na dziewięciu zawodnikach, spośród których sześciu jest nietykalnych. Leo Messi, Andrés Iniesta, Neymar, Gerard Piqué, Sergio Busquets i Jordi Alba uważani są za niezastąpionych graczy pierwszego składu. Mając to na uwadze, rozpoczęto poszukiwanie dublera dla Marca-André Ter Stegena (może nim być Jordi Masip z drugiej drużyny lub Pepe Reina albo Willy Caballero), stopera, prawego obrońcy, środkowego pomocnika oraz napastnika. O obecność w szatni na Camp Nou ducha barcelonismo zadbać mają Xavi, Marc Bartra i Martín Montoya. Ponadto, niejasna jest przyszłość Rafinhi oraz Gerarda Deulofeu. Kwestią czasu jest włączenie wymienionych piłkarzy do pierwszej drużyny. Obaj będą stanowili solidne wzmocnienie umiejętności piłkarskich, zapewniając przy tym głód sukcesów i niezbędną zadziorność oraz determinację. Póki co, jedynym pewnym wzmocnieniem Barçy obok Ter Stegena jest Alen Halilović, który w moim mniemaniu błyskawicznie zamieni Mini Estadi na Camp Nou. Jego dynamika, technika, nieszablonowość i fantazja sprawiają, że nietrudno wyobrazić sobie Chorwata w pierwszym składzie „Blaugrany" na przestrzeni dwóch lat. Ponadto, w odwodzie znajdują się Fabrice Ondoa, Alex Grimaldo, Sergi Samper, Denis Suárez (7 goli i 10 asyst na froncie Liga Adelante), Adama Traoré czy też Munir El Haddadi. Od nowego szkoleniowca „Blaugrany" zależy ich minutowy udział w występach pierwszej drużyny. Jeśli nie otrzymają stosownej dawki ogrania na Camp Nou, właściwym wydaje się uczynienie z nich filarów drugiej drużyny, którą z rąk Eusebio Sacristána winien przejąć twórca największych sukcesów juniorskich Barçy ostatnich lat, Jordi Vinyals.

- Jesteśmy Barçą, zawsze się podnosimy. Mocno wierzę w obecnych piłkarzy i w klub. Będę miał kiedyś możliwość powiedzenia swojemu synowi, że grałem w tej drużynie wraz z Messim. Mamy w składzie klasowych piłkarzy. Przyszłość jest piękna - powiedział niedawno Gerard Piqué. I ja mu wierzę. Bo „Blaugrana" faktycznie ma niezwykłą umiejętność wydobywania się z tarapatów wręcz beznadziejnych. I nie ma to nic wspólnego z aktualnym zarządem, trenerem czy zestawem piłkarzy. Bo Barça to więcej niż tu i teraz, niż sportowy wynik i ludzie, którzy akurat decydują o jej obliczu. Barça to historia, tożsamość i barwy, niezmienne nawet pomimo niesprzyjających wiatrów losu. I miasto, z niekończącą się Ramblą, majestatycznym Plaça de Catalunya, urzekającą Barcelonetą czy bliskim nieba wzgórzem Montjuïc. Z architektonicznymi fantazjami Antonio Gaudíego, eklektyczną El Clot i pachnącą morzem El Raval. Przegramy, odpadniemy i wyrżniemy o bruk, ale ciągle będziemy sobą. Ciągle będziemy Barçą.

* George Orwell, „W hołdzie Katalonii"

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (330)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze