Przy Canaletes mówią. Ostatni gol Bartu

Mateusz Bystrzycki

10 czerwca 2015, 11:31

92 komentarze

We wtorek 9 czerwca Josep Maria Bartomeu i Floreta przeprowadził swoją ostatnią akcję w barwach Barcelony. Przynajmniej na razie. Subtelnie przyjął piłkę, efektownie minął kilku rywali, zasługując przy tym na rzęsisty deszcz braw zachwyconej gawiedzi, efektownym balansem ciała „złamał” akcję do środka, po czym oddał plasowany, płaski strzał. Nie do obrony, w sam narożnik bramki, do której dostępu bronił golkiper w swojej aparycji łudząco podobny do Joana Laporty.

To było prawdziwe arcydzieło. Jego adekwatnemu opisowi nie sprostałby nawet niezawodny Ray Hudson, i to przy wsparciu niepodrabialnych mistrzów mikrofonu z redakcji RAC1. Zaczęło się od efektownej, zachwycającej swoim artystycznym rozmachem, mistrzowskiej fety. Trudno oprzeć się wrażeniu, że poszarzałe mury Camp Nou do chwili obecnej wracają na swoje miejsce po tym, jak zachwyceni culés wzięli udział w kunsztownej, spektakularnej celebrze. To był majstersztyk, kosztowny, ale przecież niecodziennie zdobywa się tryplet.

Otwarcie nowego cyklu

Jeszcze nie opadł kurz po hucznej uroczystości, a Barcelona już ogłosiła pozyskanie Aleixa Vidala. Jakby wbrew nałożonemu przez FIFA transferowemu zakazowi, klub ze stolicy Katalonii wysłał piłkarskiemu światu wiadomość, że odniesiony właśnie sukces to dopiero początek. Osiągnięcie przez drużynę Luisa Enrique trypletu ma być otwarciem nowego cyklu, opartym na zatrzymaniu najlepszych zawodników z jednej strony oraz pozyskaniu nowych - potencjalnie lepszych - z drugiej. 25-letni były zawodnik m.in. Blaugrany, ale i Realu Madryt oraz Espanyolu, w barwach Sevilli zagrał na pozycji obrońcy raptem 9 meczów (dane za portalem transfermarkt.de). Wszystkie wygrał. Co ciekawe, dokonania Vidala z kampanii 2014/15 wypadają na tle liczb Daniego Alvesa całkiem okazale. Katalończyk zagrał w 47 meczach, zaliczając w nich 6 goli, 9 asyst i 42 udane dryblingi. Osiągnięcia Brazylijczyka to 0 bramek, 12 ostatnich podań i 43 dryblingi (dane optasports.com). 18 mln euro przeznaczonych z klubowej kasy na Katalończyka nie wydaje się więc kwotą wysoką, biorąc pod uwagę choćby fakt, że to piłkarz w optymalnym wieku, znajdujący się na celowniku innych klubów i świeżo po spektakularnym sukcesie odniesionym w barwach Sevilli. Jego umiejętności ofensywne nie budzą zastrzeżeń, grę w destrukcji zdąży jeszcze poprawić. Ma czas, mniej więcej jakieś pół roku.

I gdy wydawało się, że Vidal będzie jedyną nadzieją barcelonismo na jakościową obsadę prawej obrony, stolicą Katalonii wstrząsnęła wieść o przedłużeniu umowy z Danim Alvesem. Będący ostatnio w znakomitej dyspozycji Brazylijczyk rzutem na taśmę, niemal w ostatniej chwili doszedł do porozumienia z klubem w sprawie nowego kontraktu. Były gracz Sevilli pozostanie na Camp Nou przynajmniej do 30 czerwca 2017 roku. To oznacza, że Bartomeu, w porozumieniu i współpracy z Lucho, zagwarantował Barçyodpowiedni poziom na newralgicznej dotąd pozycji. Dwa w zasadzie proste ruchy wystarczyły, aby odegnać krążące nad tym skrawkiem boiska demony i zjawy niekompetencji klubowych decydentów.

Wilczy apetyt Bartomeu

Zdaje się jednak, że w ostatnich dniach Bartomeu nie potrafił pohamować apetytu na wygranie zbliżających się wyborów prezydenckich. Drzwi od jego gabinetu jeszcze dobrze się nie zamknęły, wszak przemknęli po nich niemal niezauważenie szybcy jak błyskawica Pedro (odnowienie umowy do 2019 roku i klauzula odstępnego w wysokości 150 mln euro) oraz Jordi Alba (przedłużenie kontraktu do 2020 roku i również klauzula odstępnego w wysokości 150 mln euro), a już w eleganckie, prezydenckie przecież progi wkroczył Luis Enrique. Jakby jedną nogą na urlopie, w swawolnym ubiorze i ze zmienioną, wakacyjną fryzurą. Naprędce zebrał swoją niezawodną drużynę, aby przelotem podpisać z Blaugraną nowy kontrakt (do 2017 roku). Tym samym, zakończył się ciut przydługawy sitcom z Asturyjczykiem w roli głównej. Co ciekawe, jeszcze w poniedziałek Bartu zapewniał: „W tym momencie nie mogę zaproponować trenerowi nowego kontraktu. Chciałbym, ale nie wiem, czy będę prezydentem. Mam wielkie nadzieje, ale muszę poczekać do wyborów”.

Na sam koniec 52-latek postanowił wykonać jeszcze jeden zwód, ot mały, subtelny, acz znaczący trik. W poniedziałkowe popołudnie katalońskie media ogłosiły, że Barça doszła do porozumienia z firmą Qatar Airways ws. przedłużenia umowy sponsorskiej aż do 2020 roku. Obecna wygaśnie zaraz po zakończeniu sezonu 2015/2016. Wg doniesień Mundo Deportivo katarskie konsorcjum miałoby przelewać na konto Barcelony 60 milionów euro rocznie. To niemal dwa razy więcej niż obecnie. Nowa umowa nie zostanie jednak podpisana przed lipcowymi wyborami na sternika Blaugrany, ponieważ Bartomeu chce, by o kwestii głównego sponsora zadecydował już nowy prezydent.

Złote strzały Zubiego

Lipcowa elekcja to wypadkowa złożonej przez Bartomeu deklaracji, która na początku 2015 roku znacząco uspokoiła wrzenie w środowisku barcelonismo. Zwołanie przyspieszonych wyborów było jednym z kluczowych elementów narodzin nowej, zwycięskiej Barcelony. Podwaliny pod olśniewający sukces zgrai Lucho zostały jednak usypane już wcześniej, w chwili dokonywania kadrowej rewolucji. Ta latem 2014 roku objęła pozyskanie kilku nowych piłkarzy za rekordową w historii klubu kwotę 166 mln euro. I choć jej główny autor, jak przyszłość pokazała niedoceniany (także przeze mnie), Andoni Zubizarreta zapłacił za wstępne niepowodzenia docierającej się Barçy głową, to jednak należy uznać, że dokonane przez niego transfery w większości były trafione. Najlepszym potwierdzeniem powyższej tezy był berliński finał Ligi Mistrzów, w którym kluczowe role odegrali m.in. Luis Suárez oraz Ivan Rakitić. To zresztą nie przypadek, że Luis Enrique zadedykował sobotni triumf Zubiemu, któremu na jednym z portali społecznościowych dziękował także sam Carles Puyol. Dziś Zubizarretyna Camp Nou już nie ma, ale po pozyskaniu Vidala Barcelona planuje kolejne wzmocnienia. Kilka dni temu Bartomeu powiedział: „Paul Pogba to świetny piłkarz. Interesujemy się nim, ale w tej chwili nie mogę nic więcej powiedzieć”. Tempo i dyskrecja, z jakimi działają ostatnio ludzie prezydenta,każą traktować tę wypowiedź w kategoriach co najmniej obiecującej.

Rozliczenie z Rosellem

Nigdy nie byłem entuzjastą działań Sandro Rosella i jego załogi (o czym szerzej pisałem np. tu i tu). Były już prezydent Barcelony startował w wyborach w 2010 roku z hasłami wypełnionymi treścią o transparentności, uczciwości i przejrzystości działania. Warto w tym miejscu przytoczyć kilka najbardziej soczystych cytatów (za lucasammr.com):

  • „Darzę Johana Cruyffa bezgranicznym szacunkiem”.
  • „Chcę, aby w najbliższych latach o sile naszych drużyn stanowiło więcej zawodników z La Masíi”.
  • „Będziemy dokonywać rozsądnych transferów. Będziemy sprzedawać zawodników poprzez dokładne planowanie”.
  • „Model Barcelony będzie opierał się na ludziach i wartościach”.
  • „Nie będę ingerować w kompetencje sztabu technicznego”.
  • „Chcę zjednoczyć środowisko Barcelony”.


Po przeczytaniu powyższych słów na twarze culés może jedynie wpełznąć gorzki grymas niezadowolenia. W przypływie trypletowej euforii nie można zapominać o: odebraniu honorowej prezydentury Cruyffowi; konflikcie z Pepem Guardiolą, który w ostateczności doprowadził do odejścia trenera z Santpedor z Camp Nou; wejściu na drogę sądową i żądaniu rekompensat finansowych od członków zarządu Laporty; wprowadzeniu na koszulkę Blaugrany znaku towarowego głównego sponsora; niejasnych odejściach Thiago, Víctora Valdésa i Érica Abidala; przedwyborczym flircie z Boixos Nois; nieprawidłowościach przy transferze Neymara, które postawiły w stan oskarżenia (zagrożenie karą więzienia i grzywną) Rosella, ale także Bartomeu i cały klub; konflikcie z firmą MCM, dotyczącym ekranów LED na budynku nowej La Masíi; błędach przy pozyskiwaniu niepełnoletnich zawodników, skutkujących nałożeniem przez FIFA transferowego zakazu; nieeleganckich rozstaniach z Txemą Corbellą i Guillermo Amorem; degradacji sportowej drużyny rezerw oraz ekip juniorskich i wreszcie o poziomych pasach na meczowych trykotach.

Jak widać, lista wykroczeń ustępującej ekipy jest całkiem pokaźna. Ale projekt zapoczątkowany przez Rosella, a następnie kontynuowany przez Bartomeu, zawiera również pozytywy, sportowe i ekonomiczne wzloty (redukcja klubowego długu o ok. 300 mln euro). Wszystkie profesjonalne drużyny Barcelony zdobyły w kampanii 2014/15 17 trofeów, co oznacza powtórzenie rekordowego rezultatu z sezonu 2011/12. Perłą w koronie Bartu jest rzecz jasna tryplet drużyny piłkarskiej. Wszystkie decyzje, jakie zarząd 52-latka podjął od stycznia, były prawidłowymi, opartymi o racjonalne przesłanki i troskę o dobry interes barcelonismo. A już sam finał to, jak wspomniałem we wstępie, koncertowy popis Katalończyka. Późno i z widmem przegranych wyborów w oczach Bartomeu wyciągnął wnioski z popełnionych błędów i zawrócił z drogi, na której końcu widniała tabliczka z napisem „klęska”. 52-latek zakończył swoje urzędowanie z przytupem, w wielkim stylu, jakby rzutem na taśmę chciał wyłożyć na stół najlepsze karty. Przyznaję to otwarcie, choć Rosell i spółka nie są bohaterami mojej bajki. Agustí Benedito, Toni Freixa, a nawet Joan Laporta powinni drżeć o wynik starcia z rozpędzonym Bartomeu.

Mateusz Bystrzycki, autor książki „Gerard Piqué. Urodzony na Camp Nou"

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (92)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze