Szansa na powtórzenie historycznego sukcesu Barçy Pepa Guardioli z 2009, czyli sześciu trofeów, przepadła wraz z końcowym gwizdkiem finału Superpucharu Hiszpanii przeciwko Athletikowi Bilbao. Wciąż istnieje jednak możliwość przynajmniej zbliżenia się do tego osiągnięcia i wyrównania sukcesu z roku 2011, czyli zdobycia pięciu pucharów. Już jutro o godz. 11:30 w Jokohamie piłkarze Blaugrany rozpoczną rywalizację o trzecie w historii Klubowe Mistrzostwo Świata. Rywalem podopiecznych Luisa Enrique będzie chińskie Guangzhou Evergrande.
Przeciętny europejski kibic o futbolu w Chinach wie... niewiele. Nie powinno to nikogo dziwić, zważywszy na egzotykę tamtejszej ligi, inną kulturę i małą popularność tamtejszych drużyn. Jednak w ostatnim czasie w chińskie kluby zaczęło inwestować coraz więcej bogatych firm, dzięki czemu wielu piłkarzy o wyrobionej marce w Europie decyduje się na spędzenie tam piłkarskiej emerytury. I tak w barwach czwartkowego rywala Barçy występują m.in. znany z Realu Madryt Robinho oraz występujący wcześniej w barwach Tottenhamu Paulinho. W innych ekipach też jest ciekawie: w drużynie o nazwie Shanghai Greenland Shenhua występuje znany wszystkim culés Eidur Gudjohnsen, znajdziemy tam również Tima Cahilla (wcześniej m.in. Everton) czy Dembę Ba (Chelsea, Newcastle).
Guangzhou to klub założony w 1954 roku, jednak dopiero w 1993 stał się on drużyną profesjonalną, zresztą pierwszą tego typu w Chinach. Do 2010 roku nie odnosił on większych sukcesów, jednak wówczas spory zastrzyk gotówki od drugiego największego dewelopera mieszkaniowego w tym kraju, Evergrande Group, sprawił że skład został poważnie wzmocniony i zaczął walczyć o najwyższe cele. Wraz z nowym właścicielem nadeszła era sporych sukcesów: Guangzhou od czterech lat nieprzerwanie zdobywa mistrzostwo kraju, raz (w 2012) zdobyło zaś chiński superpuchar. Aby awansować do półfinału KMŚ, piłkarze tej drużyny pokonali meksykańską Americę po zaciętym pojednku 2:1.
Jeśli chodzi o skład rywali, poza kilkoma Brazylijczykami, m.in. wymienionymi wczesniej Robinho i Paulinho oraz jednym Koreańczykiem drużyna składa się z samych Chińczyków, nigdy nie występujących w innej niż chińska lidze. Trenerem Guangzhou jest Luiz Felipe Scolari, doskonale kojarzony przez fanów europejskiego i południowoamerykańskiego futbolu. Co ciekawe, za jego kadencji ekipa ta nie przegrała jeszcze żadnego spotkania, pozostając niepokonaną od maja bieżącego roku.
Co słychać w Barcelonie? Po sobotniej wpadce z Deportivo i niedzielnym zwycięstwie Atlético nad Athletikiem Bilbao przewaga nad ekipą z Calderón pozostała tylko wspomnieniem. Marnym pocieszeniem jest fakt, że dzięki porażce Realu z Villarreal Barça utrzymała pięciopunktową przewagę nad Los Blancos. Walka w lidze w okresie styczeń-luty na pewno będzie bardzo zacięta, zwłaszcza że już na początku roku Atléti przyjedzie na Camp Nou. Teraz jednak trzeba skupić się na rywalu z Chin i bardzo prawdopodobnym pojedynku z River Plate w finale rozgrywek. O tym, że nie będą to wbrew pozorom łatwe spotkanie, nikogo nie trzeba przekonywać. W ekipie Blaugrany na pewno zabraknie kontuzjowanych Rafinhi oraz Neymara. Ten drugi powinien jednak zdążyć wyleczyć się na finał, bowiem już dziś wziął udział w treningu z drużyną.
Cóż więcej można napisać o tak egzotycznym rywalu? Oczywiście Guangzhou nie wolno zlekceważyć, gdyż nawet mimo średniego poziomu zawodników tej drużyny przy jakiejkolwiek dekoncentracji ze strony Barçy może dojść do niemałej niespodzianki. Wszyscy ostrzą sobie już zęby na niedzielny finał z River Plate i oby Barça zaprezentowała w nim o wiele lepszą formę niż w ostatnim meczu z Depor. Do boju, vamos!
Komentarze (111)