Laporte wciąż numerem 1 na liście życzeń Barcelony

Dariusz Maruszczak

26 lutego 2016, 17:58

Mundo Deportivo

100 komentarzy

Barcelona ma w letnim okienku transferowym sprowadzić nowego środkowego obrońcę. Największym zainteresowaniem sztabu szkoleniowego ciągle cieszy się Aymeric Laporte.

Obrońca Athleticu Bilbao ma prawie wszystkie zalety, jakich poszukuje Barça, chcąc uzupełnić swoją defensywę, więc ma być on czołowym kandydatem do wzmocnienia zespołu przed sezonem 2016/2017. Laporte ma 21 lat, a mimo to nabrał już bardzo dużo doświadczenia w lidze hiszpańskiej, w której rozegrał 104 mecze od sezonu 2012/2013. Jest lewonożny, charakteryzuje się spokojem w wyprowadzaniu piłki, niezłą szybkością pomimo posiadania aż 189 cm wzrostu i jest przyzwyczajony do gry w wysoko ustawionej linii obronnej, co może ułatwić jego adaptację do stylu gry Barcelony. Mógłby jeszcze odważniej atakować piłkę w polu karnym rywali, a mimo to ma już w tym sezonie na koncie trzy bramki zdobyte w lidze.

Faworyzowanie Laporte'a na tle pozostałych kandydatów opiera się właśnie na wymienionych wyżej cechach, a także wrażeniu, że jego przybycie do Barcelony będzie oznaczało zapewnienie sobie solidnego stopera na najbliższe 10 lat. Z tego drugiego powodu, choćby patrząc z finansowego punktu widzenia, ta inwestycja wydaje się opłacalna, nawet jeśli porównamy te koszta z kosztami sprowadzenia innych potencjalnych kandydatów do gry dla Blaugrany. Cena za Laporte'a wynosi obecnie 50 milionów euro, zgodnie z klauzulą odstępnego zawartą na jego aktualnym kontrakcie. Nie można liczyć na niższe koszty, bo jak świadczą przykłady Andera Herrery i Javiego Martíneza, Athletic nie sprzedaje nikomu swoich gwiazd poniżej klauzuli odejścia. Bayern musiał więc zapłacić za Martíneza równe 40 milionów euro, natomiast Manchester United, żeby sprowadzić Herrerę, wyłożył 36 milionów euro.

Cena sprowadzenia pozostałych kandydatów do gry w Barcelonie powinna być podobna. Brazylijczyk Marquinhos również ma 21 lat i dawał już sygnały, że może odejść z PSG. Paryżanie odrzucili jednak ofertę w wysokości 35 milionów euro ze strony Romy, a nawet jeszcze wyższą propozycję Manchesteru United. W tym samym wieku jest John Stones, odkrycie Evertonu, który rozmawiał z Chelsea na temat jego przybycia w lecie do stolicy Anglii za 60 milionów euro. Jak widać, chcąc sprowadzić perspektywicznego środkowego obrońcę, trzeba liczyć się z wielkimi sumami.

Wycena Laporte'a jest nieusuwalna, zgodnie z polityką klubu z Bilbao: „kto go chce, musi zapłacić klauzulę”. W ciągu zaledwie trzech lat kontrakt stopera zmieniano kilkakrotnie, powiększając klauzulę odstępnego. Najpierw z 18 milionów zwiększono ją do 27.5 miliona, następnie do 36 i 42, aż w końcu w czerwcu zeszłego roku ustalono kwotę odejścia Baska na 50 milionów.

Zgodnie z informacjami Mundo Deportivo Barcelona przewiduje zainwestowanie w nowych graczy 60 milionów euro. Dodatkowo kolejne środki mogłyby być pozyskane poprzez sprzedaż Marca Bartry i Thomasa Vermaelena.

Pomysł trenerów jest taki, by sprowadzić w następnym okienku transferowym zarówno obrońcę, jak i skrzydłowego. W tej koncepcji Laporte ma być priorytetem na liście celów działaczy klubu. Ostatnio mówiło się jednak, jakoby Bask miał z niej wypaść. Wszystko przez wywiad udzielony przez Laporte'a dla Telefoot, w którym zawodnik miał powiedzieć, że odrzuca każdą ofertę i nie jest zainteresowany grą w Barcelonie. Pojawiły się podejrzenia, że Katalończycy nie zamierzają zawracać sobie nim głowy dopóki piłkarz nie zrobi jakiegoś konkretnego gestu. I otrzymali go. Laporte zaprzeczył, że takie słowa padły, i chwalił Barcelonę. Za to środowiska bliskie dyrektorowi sportowemu Robertowi Fernándezowi zdementowały przypuszczenia o lekceważeniu obrońcy. Laporte wciąż pozostaje głównym celem.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (100)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze