Rafinha: Zawsze myślałem, że będę bramkarzem

Ola

3 lipca 2016, 16:20

Sport

14 komentarzy

Rafinha Alcântara udzielił ciekawego wywiadu dla dziennika Sport, w którym mówił m.in. o swoim dzieciństwie, początkach w Barcelonie i... grze na pozycji bramkarza. Zapraszamy do lektury.

Rafinha wychował się w Barcelonie, ale do futbolu i życia podchodzi jak Brazylijczyk. Kiedy czuje się dobrze, rozmawia z szerokim uśmiechem na twarzy. To coś, co w Brazylii nazywa się alto astral – pozytywna wibracja. Być może właśnie dzięki temu – oraz swojej wrodzonej skłonności do rywalizacji – pokonał ciężką kontuzję. Z tego samego powodu może też być jednym z ulubieńców Luisa Enrique.

Sport: Kiedyś twój tata powiedział mi, że z tobą nigdy nie wiadomo, czy mówisz poważnie.

Rafinha: (uśmiech) Tak. Uważam się za osobę bardzo wesołą i lubiącą żarty. Podchodzę do życia z dużą radością, ale kiedy robi się poważnie, i ja naturalnie staję się poważny.

Kiedy przechodziłeś testy w Barcelonie, Mazinho cię wkręcił, że nie zostałeś wybrany.

Tak, teraz już widzisz, że jesteśmy dość dowcipną rodziną (śmiech). Po testach przyszedł i powiedział mi, że nie przeszedłem. Tak po prostu. Że mnie nie chcieli, nie stawiali na mnie. Wyobraź sobie, co czuje wtedy 12-latek, w mniejszym lub większym stopniu się załamujesz. Jednak pięć minut później zadzwoniła moja mama i powiedziała, że żartowali. Wszyscy byli w wielkiej konspiracji.

Jaką rolę odegrał wtedy Thiago?

Troszeczkę się izolował, bo oczywiście nie mógł powstrzymać śmiechu. Patrzył w podłogę… W ten sposób wytrzymywał żart mojego taty, ale dobrze, wyobraź sobie, jaka na końcu była radość 12-letniego chłopaka, kiedy powiedziano mu, że w następnym roku będzie grał w Barcelonie.

Co sobie pomyślałeś w pierwszej kolejności, kiedy dotarło do ciebie, że wybrała cię taka drużyna jak Barcelona?

Dla dziecka jest to marzenie. Ja myślałem, że jest to coś niemożliwego. Wyobraź sobie, że 1,5 roku przed tymi testami byłem bramkarzem. Zawsze wyobrażałem sobie siebie na tej pozycji, więc gdy przeszedłem testy w Barcelonie, pomyślałem: co się tu dzieje? Nie wyobrażałem sobie tego.

Nie straciliśmy przypadkiem świetnego bramkarza?

Nie, ze względu na mój wzrost. Pomimo że mam 1,97 m (uśmiech). Żartuję, ale chciałbym. Chciałbym! A gdybym miał 1,90 m, chciałbym być bramkarzem. W zeszłym roku nawet zostawałem po treningu na bramce, aby koledzy mi postrzelali.

Co ci się podoba w byciu bramkarzem?

Pamiętam, że w dzieciństwie bardzo lubiłem stroje. Ubiór bramkarza. Te kolorowe koszulki… długie getry, rękawice. To wszystko bardzo mi się podobało. W Celcie zawsze patrzyłem na Dutruela, który był dla mnie porterazo. Bardzo go polubiłem. W Brazylii grałem na bramce we Flamengo. Następnie trafiłem do Galicji, gdzie dalej byłem bramkarzem, a potem już zmieniłem pozycję.

Twoja rodzina mówi na ciebie Rafa. Skąd wziął się pseudonim Rafinha?

Zaczęło mi się podobać to „Rafinha”, kiedy trafiłem do Barçy. Kiedy malowałem sobie koszulkę, pisałem tam Rafinha, a w Brazylii zawsze nazywali mnie tak pieszczotliwie. Tak zostało i to mi się podoba.

To właśnie w Brazylii spędzałeś wiele wakacji w Barra de Tijuca, grając w siatkonogę z ojcem, bratem i legendarnymi piłkarzami takimi jak Donato. Jak wspominasz tamte dni?

Było tam wielu byłych piłkarzy. Graliśmy w siatkonogę, rozgrywaliśmy mecze na jedną bramkę… z tatą, ale przede wszystkim z moim bratem Thiago.

Który z was był lepszy w tamtym czasie?

On. Zawsze Thiago. On był tym crackiem.

Bardzo ci dogryzał?

Trochę mnie wykorzystywał (śmiech). Ja jednak zawsze lubiłem rywalizację na tyle, by móc osiągnąć odpowiedni poziom, jeśli sytuacja tego wymagała. W tym przypadku graliśmy zawsze dwa na jednego. Mój tata i ja przeciwko mojemu bratu albo mój brat i ja przeciwko tacie… W ten sposób.

Kto zazwyczaj wygrywał?

Normalnie zawsze miałem wygrywać ja, bo byłem mały i w przeciwnym razie zaczynałem płakać. Bardzo lubiłem rywalizację. Dopóki nie wygrałem, nie można było zakończyć gry (śmiech).

A Mazinho musiał wprowadzać równowagę…

Musiał odgrywać rolę ojca: pół na pół. Być może troszeczkę bardziej był po mojej stronie, bo byłem mniejszy.

Teraz, kiedy obaj dojrzewacie i jesteście coraz starsi: który z was bardziej wdał się w Mazinho?

(myśli) Jeśli chodzi o sposób bycia… powiedziałbym, że mój brat. Thiago, który jest nieco bardziej poważny ode mnie. Jako osoba myślę, że mój brat, ale ja też mam wiele jego cech.

A piłkarsko?

Tutaj sądzę, że obaj jesteśmy inni. Mój ojciec był bardzo dobry technicznie, ale w obronie również. Był defensywnym pomocnikiem, który potrafił grać, dowodzić drużyną. Ja i Thiago jesteśmy bardziej ofensywni. Lubiliśmy robić różne głupoty z piłką.

Kto z całej piątki najbardziej lubi rywalizację?

Uff! Jesteśmy rodziną bardzo lubiącą współzawodnictwo. Myślę, że to nie jest przypadek, prawda? To nam wpoili nasi rodzice. Z całej piątki… powiedziałbym, że moja mama (śmiech).

Jest pewien historyczny mecz, w którym zagrałeś razem z Thiago w 2011 roku – przeciwko BATE. To jedyne spotkanie, w którym zagraliście obaj w pierwszej drużynie Barçy. Jak to przeżyłeś?

To było spełnienie marzeń. Coś, o czym zawsze marzysz, ale nigdy sobie tego nie wyobrażasz. Dla rodziny i dla nas było to coś niesamowitego. Powołali mnie do pierwszej drużyny na trening i pojawiła się myśl, że mogę znaleźć się w meczowej osiemnastce… Ostatecznie byliśmy tam obaj. Marzenie.

Później nadszedł moment, kiedy Thiago postanowił odejść z Barçy. Jak wspominasz ten dzień, w którym powiedział: Rafa, odchodzę?

Wiedziałem, że dla jego kariery jest to ważny krok. Wspieram go we wszystkim. Moim zdaniem była to dobra decyzja.

O tobie mówi się, że jesteś bardziej brazylijski niż Thiago w sposobie podchodzenia do różnych spraw.

Myślę, że tak, bo zawsze spędzałem tam wakacje. Thiago nie mógł, bo musiał grać w mistrzostwach Europy U-17, U-19… Ja spędzałem trzy miesiące w Brazylii. Byłem tam z przyjaciółmi i zawsze bardzo lubiłem Rio, miałem z nim więcej do czynienia niż Thiago. Zawsze się czułem bardzo brazylijski.

***

Szybki QUIZ:

Ulubiona pozycja: środek pomocy.

Najdowcipniejszy zawodnik w szatni: Gerard Piqué.

Najtwardszy zawodnik na treningach: Mascherano.

Zawodnik, który najgorzej się ubiera: (uśmiech i westchnięcie) Uff, kilku. Jest takich paru.

Zawodnik, który ma najgorszy charakter: Zły charakter to nie jest dobre słowo. Mocny charakter ma Dani Alves. Powiedziałbym też, że Mascherano. Charakter go wyróżnia.

Zawodnik, który ostatni opuszcza szatnię Barçy: Ja. Zawsze.

Twoja idealna jedenastka w systemie 4-3-3: Taffarel, Cafú... nie! Lepiej Alves, jest najlepszy w historii, Maldini, Thiago Silva, Roberto Carlos, mój ojciec, Thiago, Iniesta lub Xavi, Ronaldinho, Messi i Ronaldo, O Fenômeno.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (14)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze