Kempes: Messi to symbol Barçy

Xoaniño

25 listopada 2017, 22:33

Mundo Deportivo

1 komentarz

Mario Alberto Kempes to nie tylko legenda Valencii, lecz także gwiazda światowego formatu. Argentyńczyk niedawno wydał swoją biografię El Matador, a od wielu lat pracuje w amerykańskiej stacji telewizyjnej ESPN.

Kempes, który zapoczątkował modę na 10 jako numer najlepszych piłkarzy w reprezentacji Argentyny (po nim ten numer nosili Diego Maradona i Leo Messi), udzielił wywiadu dla Mundo Deportivo. Poruszone zostały w nim kwestie dotyczące LaLigi, Messiego na mundialu oraz świetnie spisującej się w tym sezonie Valencii, która w niedzielę zmierzy się z Barçą u siebie – na stadionie Mestalla.

Jak według ciebie będzie wyglądał mecz Barcelony z Valencią?
Myślę, że wynik jest sprawą otwartą i nie mówię tak tylko dlatego, że obecnie Los Che dobrze się spisują. Z Valencią, tak jak zresztą z każdym rywalem, należy grać mądrze, zwłaszcza że obecnie jest bardzo mocna i to dla niej idealny moment, żeby utrzymać dobrą passę. Traci do Barçy cztery punkty, ale jeśli wygra, różnica zmniejszy się do jednego. To zrozumiałe, że po paru trudnych latach ma nadzieję na zwycięstwo.

Co sądzisz o samej Barcelonie?
To co zwykle – nadal rywalizują i nadal wygrywają. Choć prawdą jest, że nie błyszczą tak, jak kilka lat temu. Należy jednak docenić fakt, że cały czas grają na najwyższym poziomie. Ponadto, mimo niektórych zmian w składzie, trzon drużyny stanowią ci sami piłkarze: Messi, Piqué, Mascherano, Iniesta, Busquets. Nie ma już Valdésa ani Bravo, ale jest za to ter Stegen, który wydaje mi się bardzo dobrym bramkarzem. No może poza momentami, kiedy brawurowo postanawia grać nogami. Na szczęście stara się to ograniczyć. Oprócz niego bardzo podoba mi się Umtiti – to silny, skoncentrowany i perspektywiczny piłkarz.

Są tacy, którzy już porównują Umtitiego do Puyola.
Nie powinno tak być! Takie porównania są co najmniej na wyrost i wydają mi się brakiem szacunku. Puyol oraz Migueli to piłkarze jedyni w swoim rodzaju. 

Jak to możliwe, że Messi gra już tyle lat na najwyższym poziomie?
To coś niesamowitego, że cały czas znajduje się w światowej czołówce. Potrafi dostosować się do czasów i zmieniającej się piłki nożnej. Messi to symbol Barcelony. To piłkarz, który od wielu lat bierze na siebie ciężar gry. Przejął po Ronaldinho wyjątkowy numer 10 i cały czas z nim gra. Obecnie odpowiedzialność za grę w ataku w głównej mierze biorą na siebie Messi i Luis Suárez, a w następnej kolejności Alcácer czy Deulofeu. Niemniej jednak Messi jest obecny w każdej akcji.

Jak oceniasz grę Messiego w reprezentacji?
W reprezentacji z wielu różnych przyczyn gra mu się trudniej, ale uwaga, nigdy nie mów nigdy. Zobaczymy, co przyniesie czas. Mówi się, że faworytami do wygrania mistrzostw świata są takie kraje jak Brazylia, Niemcy czy Hiszpania. Ale ja Argentyny Messiego nigdy z góry bym nie skreślił. Mundial dopiero za rok – jeszcze jest czas na dokonanie zmian w drużynie.

Czy Real Madryt i Atlético ciągle mają szansę na wygranie ligi?
Mimo że tracą do Barcelony 10 punktów, to nierozsądnie byłoby ich skreślić. Cały czas mają szansę. Jest Liga Mistrzów, a w styczniu Puchar Króla – to dość napięty terminarz, dlatego wszystko może się jeszcze zmienić.

A Valencia?
Nie wiem, czy Valencia jest w stanie powalczyć o mistrzostwo. Obecnie świetnie sobie radzi, co jest powodem do radości dla kibiców. Udało jej się wyjść z kryzysu, dzięki temu, że trener trenuje, gracze grają, a właściciele siedzą na trybunach. Każdy musi znać swoje miejsce. Fakt faktem, od kiedy poprawiły się wyniki, to właściciele dużo częściej pojawiają się na stadonie.

Odebrano ci tytuł ambasadora Valencii...
Minione lata były naznaczone działaniami zarządu, który nic nie robił, a drużyna robiła, co chciała. Powiedziałem rzeczy, które nie spodobały się ludziom, i odebrano mi tytuł ambasadora. Co mam na to powiedzieć? Zawsze czułem się ambasadorem Valencii, nawet nieoficjalnie, teraz też tak jest. Ten klub jest w moim sercu i mogę wyrażać swoją opinię. Byłem tam przez wiele lat i czuję, że ludzie darzą mnie ciepłymi uczuciami.

Alcácer, z którym nie miałeś okazji zagrać, powiedział w jednym z wywiadów, że uważa cię za swojego idola.
Grałem w Valencii wiele lat i zostałem w klubie po tym, jak w 1978 wygraliśmy mistrzostwa świata. Dla Valencii poświęciłem wszystko. To pewnie dlatego mnie tam szanują.

Czy Real albo Barça chcieli cię pozyskać?
Nikt osobiście do mnie nie zadzwonił. Byłem jednak świadomy, że po zwycięskim mundialu kilka klubów się mną interesowało.

Ile teraz kosztowałby Kempes?
Nie mam pojęcia. Dzisiejsza piłka nożna nie ma nic wspólnego z tą, w którą grałem. Patrząc z perspektywy czasu, wiem tylko, że to, co mi płacili kiedyś, dziś możnaby nazwać piłkarskim napiwkiem.

Ale byłeś crackiem dawniej i teraz też byś nim był. Ten nieziemsko mocny strzał, ta siła i technika...
Miałem swoje wady.

Jakie?
Cóż, prawa noga i gra głową były do poprawienia. Ale jak na swoje rozmiary, to szło mi całkiem nieźle [śmiech].

Niedawno wydałeś swoją autobiografię El Matador. Kiedy możemy się jej spodziewać w Hiszpanii?
Najpewniej na początku przyszłego roku, w lutym.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze