Barça to serial Davida Lyncha – felieton El País

Grzegorz Zioło

5 lipca 2018, 18:00

El Pais

6 komentarzy

Dziś w hiszpańskim El País ukazał się felieton Rafy Cabeleiry na temat ostatnich wydarzeń związanych z ujawnieniem rozmów Sandro Rosella o rzekomym nielegalnym zakupie wątroby do przeszczepu dla Érica Abidala. Artykuł nosi tytuł "Barça to serial Davida Lyncha".

Od pewnego czasu my, kibice Barçy, żyjemy w świecie serialu telewizyjnego napisanego i wyreżyserowanego przez Davida Lyncha. Nie ma innego wyjaśnienia. Klub przekształcił się w fabrykę afer, w których jedynym czynnikiem napędzającym bieżące wydarzenia zdaje się surrealizm. Żadna wiadomość nie jest już w stanie nas zaskoczyć. Kilka miesięcy temu, zmotywowany premierą drugiej części Twin Peaks, postanowiłem przypomnieć sobie pierwszą część serialu. Zostawiła ona we mnie dziwny posmak, bo ledwo pamiętałem cokolwiek oprócz imion niektórych postaci i poczucia, że niczego nie rozumiem. Tak jak się spodziewałem, drugie podejście okazało się zupełną stratą czasu, przez co dziś bez większych zastrzeżeń zaakceptowałbym, że Laurę Palmer zabił Jasper Cillessen.

Ostatnie wydarzenia przebijają jednak jakikolwiek osiągnięty przeze mnie limit tolerancji. Nie chodzi tylko o poznanie prawdy o rzekomym nielegalnym kupnie ludzkiego organu. To ekstremalna sytuacja, która wydaje się wysoce nieprawdopodobna, jeśli weźmiemy pod uwagę rygorystyczne procedury, którym poddany jest proces transplantacji w naszym kraju. Chodzi o zdjęcie jakiejkolwiek odpowiedzialności, która mogłaby wyniknąć z rozmów opublikowanych w środę przez El Confidencial. Stawką jest dobre imię Érica Abidala, obecnego prezydenta Josepa Marii Bartomeu, samego klubu FC Barcelona oraz tych socios i kibiców, którzy dziś mogą czuć się jedynie zawstydzeni zawartością wspomnianych rozmów.

– Kawał sukinsyna – mówi Sandro Rosell do tajemniczego Juanjo, pracownika klubu, do którego każdy zorientowany culé jest w stanie przypisać nazwisko. Oczywiście konieczne jest zrozumienie kontekstu, w jakim były prezydent i dawny pracownik odnoszą się do obecnego dyrektora sportowego w tak obraźliwych słowach. Wydaje mi się jednak niemożliwe znalezienie okoliczności, w których ta wypowiedź nie wywołałaby odrazy u wszystkich osób związanych z klubem (w tym zarządu) w kierunku autorów tak paskudnej wymiany słów.

– Dziś macie przed sobą człowieka bardzo szczęśliwego, któremu od małego ojciec wpajał barcelonismo, który zaczynał na Camp Nou zbierając piłki, a dziś dostępuje największego zaszczytu, jaki może spotkać każdego culé: bycia prezydentem Barçy. Nie zawiodę was – obiecywał Rosell w swojej pierwszej przemowie w roli prezydenta. Dziś te słowa brzmią jak farsa wobec zapisu rozmów, które pokazują jedynie arogancję i ignorancję; wywołują wręcz ból, ponieważ pokazują, do jakiego stopnia może upodlić się ludzka natura.

Piłeczka jest po stronie Josepa Marii Bartomeu i pozostałych członków zarządu, którzy nie mogą przejść do porządku dziennego nad dosłownością opublikowanych rozmów. Wyznawali i promowali oni kodeks etyczny, który obliguje do działania z całą stanowczością w obronie dobrego imienia klubu i, oczywiście, nienagannego wizerunku kogoś takiego jak Éric Abidal. To nie jest moment na zabijanie posłańca ani na przyzwalanie na rzucanie słów na wiatr. A przynajmniej nie takich słów.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (6)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze