Po nieudanym meczu na Estadi Ciutat de Valencia Barça zmuszona jest do odrabiania strat, by awansować do ćwierćfinału Copa del Rey. Na szczęście wynik w Walencji brzmiał "tylko" 2:1 dla gospodarzy, zatem każde zwycięstwo bez straty bramki będzie dobrym rezultatem dla zawodników Ernesto Valverde. Rewanżowe starcie z Levante już dziś o 21:30 na Camp Nou.
Napisać, że Barça nie zachwyca, to nie napisać nic. Nawet pozornie pewna wygrana z Eibarem w miniony weekend przysporzyła wielu kibicom ogromnych wątpliwości co do rzeczywistej formy zespołu. Przyjezdni z Kraju Basków długimi momentami utrzymywali się przy piłce, potrafili zamknąć Blaugranę na jej połowie i stworzyli sobie kilka niezłych, choć nie do końca klarownych okazji. Przeważyły jednak indywidualności, szczególnie trio Messi-Suárez-Coutinho, które kilkoma akcjami odebrało Eibarowi jakiekolwiek nadzieje na wywiezienie punktów ze stolicy Katalonii. Czy to wystarczy na co najmniej równie zdyscyplinowaną taktycznie drużynę Levante?
Takiego zdania musi być sam Ernesto Valverde, gdyż na ten mecz powołał wszystkich dostępnych graczy podstawowej jedenastki. Nie znalazł w niej tym samym miejsca dla tych, którzy zawiedli w pierwszym spotkaniu: Malcoma, Juana Mirandy czy Chumiego, przed którymi długa droga do odbudowania zaufania trenera. O ile nieobecność dwóch ostatnich nie jest olbrzymim zaskoczeniem, gdyż nominalnie i tak są to piłkarze rezerw, o tyle brazylijski skrzydłowy może powoli zacząć się rozglądać za nowym klubem, gdyż trudno uwierzyć w to, by Txingurri w najbliższym czasie pozwolił mu na pokazanie swoich umiejętności.
Tymczasem zadowoleni z wyniku gracze i trener Levante jednoznacznie zapowiadają: Barcelona musi, my możemy. To nastawienie nie zwiastuje otwartej gry ekipy Granotas na Camp Nou, co jest absolutnie zrozumiałe i sugeruje coś na kształt oblężenia twierdzy, która jednak wcale nie musi skapitulować. Wszystko tak naprawdę zależeć będzie od ofensywy Barçy, której potencjał wszyscy dobrze znamy. Jeśli Leo Messi i spółka nastawieni będą wystarczająco bojowo, to pytanie "czy" będzie można zamienić na "ile" goli straci drużyna Paco Lópeza. Jeśli jednak atakujący Azulgrany postanowią przejść obok meczu i liczyć na pojedyncze zrywy, skoncentrowana obrona gości może okazać się nie do przejścia. Wszyscy culés mają oczywiście nadzieję na ten pierwszy scenariusz.
Barça jest oczywistym kandydatem do zwycięstwa, jednak o niespodziankę nie będzie trudno. Wystarczy spojrzeć na wczorajszy mecz Atlético, które przebyło drogę z nieba do piekła, ostatecznie odpadając z waleczną Gironą po remisie 3:3 na Wanda Metropolitano. Szybkie otwarcie spotkania bramką i 200% koncentracji - taka musi być recepta Ernesto Valverde na ten mecz. W przeciwnym razie wrócą koszmary z maja, gdy Levante niejako "popsuło" jego drużynie perfekcyjny sezon w lidze, z tą różnicą, że tym razem porażka pozbawi jego zespół nie tylko szansy na zapisanie się w historii, lecz również okazji na zdobycie kolejnego trofeum.
Komentarze (25)