Kataloński Sport w zdecydowany sposób wyraził swój sprzeciw wobec powołania Arthura Melo na mecze reprezentacji Brazylii w Singapurze. Pomocnik Barcelony będzie zmuszony odbyć długie podróże samolotem i zostanie narażony na niepotrzebne ryzyko odniesienia urazu.
Brazylia ma rozegrać w przeciągu kilku najbliższych dni dwa mecze towarzyskie z reprezentacjami Senegalu i Nigerii, odpowiednio 10 i 13 października. Brazylijska federacja piłkarska zgodziła się, aby miejscem pojedynków stał się daleki Singapur. W praktyce oznacza to, że występujący w Barcelonie Arthur pokona blisko 22 tysiące kilometrów i będzie się musiał zmierzyć z trudami zmiany strefy czasowej. Oprócz męczącej i wielogodzinnej podróży należy dodać ryzyko kontuzji oraz warunki klimatyczne, które potęgują fizyczne wyeksploatowanie organizmu. Przewiduje się, że w godzinie rozgrywania obu spotkań temperatura może sięgać 30 stopni, a wilgotność powietrza może wynieść ponad 80%.
Sport zauważa, że nawet zazwyczaj przychylna związkowym pomysłom prasa brazylijska krytykuje stawianie na pierwszym miejscu chęci zysku i jednoczesne ignorowanie rozgrywek ligi brazylijskiej, która nie zostaje wstrzymana na czas nieoficjalnych meczów towarzyskich Canarinhos. Tite powołał ośmiu graczy, którzy na co dzień występują w Brasileirão.
Podobne problemy pojawiły się już przy okazji wrześniowych spotkań towarzyskich. Arthur został powołany na zgrupowanie do Stanów Zjednoczonych i w Miami rozegrał cały mecz przeciwko reprezentacji Kolumbii. Następnie jego Seleção przeniosła się do Los Ángeles (lot z Miami trwał ok. pięć godzin) i zmierzyła się z Peru. Zawodnik Barçy obejrzał całe spotkanie z ławki rezerwowych. W efekcie Arthur przeleciał ponad 21 tysięcy kilometrów tylko po to, aby wziąć udział w niemającym większego znaczeniu meczu. Do treningów Barcelony dołączył jako ostatni.
Komentarze (28)