Carles Puyol: Przyjście Mascherano do Barcelony uwolniło mnie

Julia Cicha

17 listopada 2020, 16:30

La Vanguardia

20 komentarzy

Fot. Getty Images

Javier Mascherano ogłosił zakończenie kariery, a w mediach społecznościowych żegnało go wielu przyjaciół i kolegów z boiska. Carles Puyol opublikował z tej okazji tekst na łamach dziennika La Vanguardia.

Javier Mascherano był bez wątpienia jednym z największych profesjonalistów, jakich poznałem w karierze. Był zwycięzcą oddanym drużynie, kiedy do nas przyszedł, zdałem sobie sprawę, że rozumiał piłkę tak jak ja. Masche, tak zawsze go nazywałem, czuł się piłkarzem zespołowym i tak się zachowywał. Stawiał cele drużynowe ponad indywidualnymi popisami, identyfikuję się z tą cechą.

Na boisku nie przeszkadzało mu wykonywanie czarnej roboty, być może najmniej atrakcyjnej dla widza, ale niezwykle istotnej dla równowagi każdej drużyny. W szatni był liderem, analizował wydarzenia i jasno się wypowiadał. Jako kapitan zawsze bardzo nam pomagał. Mieliśmy podobne wizje i dobrze się rozumieliśmy w trakcie rozmów.

Osobiście pamiętam, że jego przyjście mnie odstresowało. W tamtym okresie mieliśmy problemy na środku obrony, a jego świetna postawa na tej pozycji, która na początku nie była jego nominalną, uwolniła mnie. Kiedy nie mogłem grać ze względu na jakąś kontuzję, czułem się źle, ale kiedy Masche się zaadaptował, jego gra była wspaniała, co mnie uspokajało. Jak można by zapomnieć zagranie, którym uratował nas w Lidze Mistrzów, unikając gola Bendtnera. Odnoszę wrażenie, że tamtego dnia na dobre stał się częścią grupy.

Teraz kończy karierę, a mnie przyszły do głowy lekkie treningi dzień po meczu. Po rozgrzewce i kilku podaniach lubiliśmy razem ćwiczyć na siłowni. Bieżnia, rowerek… Zawsze starając się o jak najlepszą formę w codziennej pracy. I w dobrej atmosferze. Z nostalgią wspominam te chwile.

Na boisku przebywaliśmy razem mniej, niż można by pomyśleć. Mieliśmy podobny profil jako stoperzy, więc normalne było, że któryś z nas partnerował Piqué. Zawsze myślałem, że Argentyna straciła świetnego środkowego obrońcę, choć ze względu na jej styl i jakość napastników logiczne było, że Masche grał tam jako „piątka”. Zawsze był w tym dobry. Finał mundialu między Argentyną a Niemcami oglądałem na żywo. Organizatorzy zaprosili mnie, by zaprezentować trofeum na murawie Maracany. Jako jeden z niewielu byłem za Argentyną. Dla Masche i Leo. Jaka szkoda.

Kto wie. Być może Javier zrewanżuje się pewnego dnia jako trener. Nie wątpcie w to. To jest trener. Lider, zwycięzca, typ z charakterem, umiejący świetnie się komunikować.

Szczęścia, Masche.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (20)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze