La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1351 Culés

10

Żywe legendy rodzimego futbolu:

17 kwietnia 1958 r. urodził się Marek Motyka, obrońca, mistrz Polski z Wisłą Kraków. ,,Ojciec lał mnie sznurem od maszynki za to że grałem w piłkę, bo on chciał żebym był pięściarzem. Dzięki futbolowi Trzymałem się przy życiu, mimo że moja mama zmarła gdy miałem 12 lat a ojciec był pijakiem i rzadko bywał w domu"- przypomina pan Marek. Napisanie że życie go nie rozpieszczało byłoby banałem. Wszystko mu się zaciekle walczyć od najmłodszych lat. W momentach gdy najtwardsze charaktery mogłyby się poddać, on ciągle usiłował patrzeć do przodu a gdy już świat zupełnie walił mu się na głowę poświęcał się grze w piłkę a w niej desperacko szukał optymizmu. ,, Piłka była mi pisana, choć mogła okazać się też moim przekleństwem. W każdym razie babcia kiedyś powiedziała że Pan Bóg mnie ukarał bo zamiast być na komunii młodszej siostry wolałem grać w meczu. Byłem już wtedy piłkarzem Koszarawy Żywiec. Mieliśmy ważne spotkanie z Wiktorią Jaworzno, no a w domu komunia. Oni będą grali a ja będę sobie siedział przy stole i opychał się smakołykami? Na pewno nie! Uciekłem na mecz. Wszystko szło dobrze do momentu, gdy nasz bramkarz wychodząc do piłki nie zapomniał krzyknąć: ,, moja!". Z takich wrzasków był znany aż kibice czasem się śmiali. Tym razem nie dał żadnego sygnału, więc też ruszyłem do piłki. Kopnął mnie w plecy, upadłem na ziemię, momentalnie pośmiałem, z trudem łapałem powietrze. Okazało się że dwa żebra strzeliły. Moje szczęście że chwilkę wcześniej lekarz Wiktorii udzielał pomocy swojemu piłkarzowi i był jeszcze za bramką. Koledzy z drużyny myśleli że mam jakiś problem z żołądkiem, więc trzeba mnie unieść, żebym złapał oddech. Lekarz surowo zabronił, gdyż złamane żebra mogły przebić przeponę i to byłby mój koniec. Zawieźli mnie do szpitala, dostałem zastrzyk rozluźniający, powoli zajęli się problemem. Tego samego dnia przywieźli też chłopaka z meczu drużyny rezerw, któremu bramkarz przy próbie interwencji wybił chyba wszystkie zęby. Leżeliśmy potem razem. W każdym razie ta historia przeniosła też dobre owoce. Wtedy interesował się mną już Hutnik Kraków ale nie byłem przekonany. Pojawiały się różne wątpliwości czy powinienem tam iść. Najpierw w hutniku przestraszyli się że połamałem nogi, i Jednak gdy usłyszeli że to ,, tylko" żebra, bez wahania zaproponowali transport do Krakowskiego szpitala na Żeromskiego i leczenie na ich koszt. Nie skorzystałem ale miałem znak że naprawdę im na mnie zależy i chcą pomagać. Wtedy już wiedziałem że chcę iść do Hutnika. Ojciec bardzo dobrze zarabiał, Lecz wszystko przepijał. Jeszcze gorzej że gdy sobie wypił źle nas traktował. Włączała mu się agresja, nieraz uciekaliśmy z domu. Mama miała z nim ciężkie życie ale była bardzo dzielna. Pracowała jako pielęgniarka w przychodni. Po pracy żeby dorobić, no bo ojciec nie dawał pieniędzy, chodziła robić zastrzyki chorym na cukrzycę i zwykle zabierała mnie, małego dzieciaka ze sobą. Miała stałych pacjentów i gorąco życzyłem im żeby żyli jak najdłużej, gdyż dzięki temu mama będzie miała dodatkowy zarobek. Wszyscy ją przeżyli. Mama nagle poczuła się źle, choć wcześniej nigdy nie narzekała na zdrowie. Wreszcie pobrali jej krew do badania, gdyż pracowała w przychodni i każdy widział że wygląda coraz gorzej. Wracała akurat do domu, gdy Przyszły wyniki. Zaawansowana białaczka. Natychmiast przyjechało pogotowie. Lekarze uznali że trzeba ją przewieźć do Krakowa. Miałem z nią jechać karetką. Sprawy poszły jednak tak szybko że wezwano helikopter. W nim już nie było dla mnie miejsce. W najczarniejszych myślach nie mogłem przypuszczać że już nigdy nie zobaczę mamy... W Krakowie Zrobili jej transfuzję krwi ale pomogło tylko na chwilę. W mojej szkole intendentką była znajoma mamy. Zaproponowała że zadzwonimy do niej do szpitala. Mama nie wiedziała że mam ucho przy słuchawce i słyszałem co mówi do koleżanki. ,, Władziu ja już wiem że nie wrócę. Proszę cię, na ile będziesz mogła, dowiaduj się co z Kasią i Markiem". Wpadłem w szał, gdy to usłyszałem. Płakałem i nie mogłem się uspokoić. Czy 12-letnie dziecko kochające swoją matkę mogło usłyszeć coś gorszego? Mama zmarła 3 tygodnie od zdiagnozowania białaczki. Zostałem sam z ojcem. Czteroletnią siostrę wzięła na wychowanie rodzina.

Ciężko mi się żyło, ojciec nadal specjalnie się mną nie interesował. Dopiero później sprowadziła się babcia, gdyż wiedziała jak mi trudno i że trzeba zadbać żebym miał co zjeść. Ojciec rzadko bywał w domu a jeśli już to był pijany. Musiałem sam Jakoś zarabiać pieniądze. Żeby kupić sobie spodnie chwytałem za łopatę i ładowałem nad rzeką żwir, płacili od przyczepy. No i przede wszystkim piłki pilnowałem. Gdy już byłem w Krakowie, z ojcem doszedłem do jako takich relacji. Moja siostra wyszła już wtedy za mąż ale zabiegałem o jej powrót do Żywca żeby przy okazji zaopiekowała się też tatą nie chcę opowiadać o szczegółach, jednak nic z tego nie wyszło i znowu powodem było jego pijaństwo. Siostra musiała się z Żywca wyprowadzić. Gdy miała 24 lata zginęła z mężem w wypadku samochodowym... Pewne sprawy spowodowały że do ojca potem dotarło że jego zachowanie było powodem tych strasznych nieszczęść. Pierwszy raz widziałem go tak przygnębionego i płaczącego. Zbyt późne były te łzy... Zmarł na raka krtani w wieku 60 lat. Ojciec chciał żebym został pięściarzem bo kiedyś podczas treningu uderzył trenera i go wylali. Miał charakter bitnika z wiejskiej zabawy, chyba rozumiecie o co mi chodzi. Z tą piłką się jednak zawziąłem i nie mógł mnie powstrzymać nawet pijący i agresywny ojciec. Byłem coraz starszy, już się go nie bałem. Gdy grałem w Wiśle Kraków ojciec spotkał kolegów na rynku w Żywcu, którzy zaczęli mnie chwalić że Marek zdobył mistrzostwo polski i że gra w europejskich pucharach oraz że trafił do kadry narodowej A on na to z dumą: ,, moja krew!". Eh ten mój ojciec... Z Wisłą Kraków zdobyły mistrzostwo ale niech ktoś nie myśli że drogę do tych zaszczytów miałem usłaną różami. W ogóle Niewiele brakowało a z Hutnika zamiast do Wisły trafiłbym do Ruchu Chorzów. Byłem już dogadany, coś tam podpisałem. Przyjąłem nawet zaliczkę 30 000 zł. Przywiozłem pieniądze do Żywca. Kładę na stół i mówię że trzeba je gdzieś dobrze ukryć żeby ojciec nie znalazł bo wiadomo co z nimi zrobi. Babcia aż zaniemówiła bo nigdy tylu banknotów nie widziała. Zaczęła nerwowo chodzić po mieszkaniu i zastanawiać się, gdzie to schować. W końcu rozpruła poduszkę i tam włożyła. Spała na niej i Cieszyła się że będą bezpieczne. Szybko jednak je zabrałem bo okazało się że trzeba oddać ruchowi. Gdy rozniosło się że idę do Chorzowa, Wisła ruszyła do ataku. Przywieźli mnie do prezesa Zbigniewa Jabłońskiego. Dał mi to samo co Ruch, też łącznie z mieszkaniem i nawet z lepszym autem. Na szczęście udało się odkręcić sprawę w Chorzowie. Wejście do wiślackiej szatni Miałem trudne bo jednak dla miejscowych byłem intruzem z Żywca. Na dodatek trener oraz Lenczyk za chwilę odstrzelił Adama musiała, który właściwie został zmuszony do odejścia do Arki Gdynia A skoro ja byłem nowym obrońcą, w oczach szatni mnie to obciążało. Było parę ostrych spięć, nie powiem ale broniłem się, jak umiałem. Walczyłem o swoje. Na przykład Antoni Szymanowski, jeden z moich idoli, którego grę specjalnie przychodziłem oglądać, kiedy jeszcze byłem w hutniku, przyjął mnie bardzo chłodno. Nie zaproponował żebym mówił do niego na ty. Najważniejsze że on został przesunięty na pozycję Libero a ja zacząłem grać na prawej obronie. Wiosną 1978 roku byłem podstawowym piłkarzem, zdobyliśmy Mistrzostwo Polski zaczęła mnie doceniać. Nie chodziłem z nimi w miasto na imprezy, alkoholu po doświadczeniach z ojcem w ogóle nie piłem. Do dzisiaj się dziwię dlaczego w tamtych czasach nie zdobyliśmy Mistrzostwa Polski 5-6 razy, całą serią. To był młody skład utalentowanych piłkarzy, który powinien być coraz lepszy ale nie był. To jest jednak niepojęte. W tych dobrych czasach grałem też w reprezentacji polskiej Dopiero gdy nastał Antoni Piechniczek już nie dostawałem powołań. Czułem że chyba miał do mnie żal że gdy był trenerem w Bielsku-Białej i Opolu nie zgadzałem się na transfery, mimo że właśnie on bardzo mnie chciał. Na długi czas pozostałym wierny Wiśle Kraków, choć gdy miałem 24 lata mocno zabiegało o mnie belgijskie Charleroi. Gdy właściciel klubu zobaczył I jak gram w sparingu, nazwał mnie ,,Le bulldozer". W tak młodym wieku nie było jednak szans żebym dostał w Polsce zgodę na zagraniczny transfer. Zwisło przeżyłem spadek ale podobnie jak Leszek Lipka Zostałem w zespole żeby pomóc w drugiej lidze. Grałem w niej trzy sezony aż do powrotu do ekstraklasy. Dopiero wtedy odszedłem. Miałem już 32 lata a potem nawet zaliczyłem epizod w Krakowie. To było trudne piłkarskie życie, parę ostrych zakrętów musiałem pokonać. Najważniejsze że nigdy nie dałem się złamać. Potrafię to docenić"- kończy swoją opowieść Marek Motyka.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?