- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1019 Culés
Gorące dyskusje
Batys
2
Macie już zaplanowane urlopy? Jakiś ciekawy kierunek?
102 odpowiedzi
Kgorecki2500
1
-Świadek każde z pytań skwitował milczeniem - powiedział rzecznik prokuratury Piotr Antoni... » Czytaj dalej
47 odpowiedzi
Rastafarnianin
1
Stanowski swoje zrobił, nabił wyświetleń i wpakował go na mine XDA teraz niech sie koleś... » Czytaj dalej
28 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1019 Culés
8
Josep Samitier, pierwszy „nowoczesny” trener Blaugrany:
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Safrani
8
@FCBparasiempre
Aby grać w piłkę nożną dla przyjemności, wystarczy grupa ludzi – najlepiej parzysta – piłka, która się toczy(lub coś podobnego) i boisko w miarę nadające się do gry a także ciche przyjęcie kilku prostych zasad. Kiedy gra ewoluuje w sport, aby zapewnić ścisłe przestrzeganie tych zasad, pojawiają się teoretycznie bezstronni sędziowie: sędzia główny i jego asystenci. Wymiary boiska, pola karne i bramki również podlegają regulacji a to, co zaczęło się jako zwykła rozrywka, z biegiem lat przerodzi się w masowe widowisko, w którym aktywni uczestnicy staną się profesjonalistami, opłacanymi w różnym stopniu. Aby zarządzać tymi grupami ludzi, utrzymywać ich w szczytowej formie fizycznej i technicznej oraz ustawiać na boisku z optymalnym ustawieniem taktycznym, aby pokonać przeciwnika, wyłania się postać trenera, który z biegiem lat zacznie zyskiwać obecność medialną, czasem porównywalną a nawet większą niż artysta a nawet polityk. Teraz przyjrzymy się losom różnych menedżerów, którzy zasiadali na ławce rezerwowych FC Barcelony, zawsze wymagającej i problematycznej. Na początek nie ma lepszego miejsca niż przyjrzenie się osobowości Josepa Samitiera, który(z całym szacunkiem dla hiszpańsko-filipińskiego Paulino Alcántary) był pierwszą „gwiazdą mediów”, która nosiła barwy Blaugrany. Był również pierwszym menedżerem, który podchodził do swojej pracy zgodnie z zasadami, które później stały się powszechne w tej roli, porzucając czysto amatorskie podejście, aby zanurzyć się w w pełni profesjonalnym przedsięwzięciu, które rozwijało się w tym samym tempie, w jakim piłka nożna stała się powszechnym widowiskiem masowym i tyglem namiętności, którymi nie zawsze dobrze zarządzano. Josep Samitier i Vilalta urodził się w Barcelonie 2 lutego 1902 roku. Z klubu Internacional z dzielnicy Sants, w 1919 roku, mając zaledwie 17 lat, przeszedł do FC Barcelona (podpisując kontrakt w zamian za garnitur, kamizelkę i zegarek ze świecącym światłem). Pozostał tam przez 13 sezonów, stając się najpopularniejszym hiszpańskim piłkarzem lat 20. XX wieku, dekady, która zapoczątkowała erę profesjonalnego futbolu w Hiszpanii, wraz ze swoim rodakiem Ricardo Zamorą, również kolegą z drużyny na wczesnym etapie jego kariery. Samitier był kluczową postacią pierwszej „złotej ery” klubu Blaugrana, tych samych „szalonych lat dwudziestych”, które zaowocowały zdobyciem 8 tytułów mistrza Katalonii, 5 tytułów mistrza Hiszpanii, a co najważniejsze, pierwszego tytułu mistrzowskiego w historii, w sezonie 1928/29. 21-krotny reprezentant Hiszpanii (zagrał w debiucie reprezentacji na Igrzyskach Olimpijskich w Antwerpii w 1920 roku), opuścił klub w 1932 roku – po 454 występach i imponujących 326 bramkach – po konflikcie z zarządem, któremu przewodniczył wówczas Joan Coma. Następnie podpisał kontrakt z Realem Madryt, który w tamtym czasie nie był jeszcze „odwiecznym rywalem” Barcelony. Spędził kilka sezonów w Los Blancos, zdobywając tytuł mistrza La Liga (1932-33) oraz Puchar Króla w 1934 roku, którego finał rozegrano w Barcelonie na stadionie Montjuïc. Tuż przed wybuchem hiszpańskiej wojny domowej próbował już swoich sił jako trener, prowadząc Atlético Madryt. Następnie przeniósł się do Francji, gdzie grał w OGC Nice do 1939 roku, kiedy to zakończył karierę piłkarską. W 1942 roku na krótko objął władzę nad całą Lazurowym Wybrzeżem, a dwa lata później, po należytym „oczyszczeniu” przez nowe władze hiszpańskie, będzie gotowy, by powrócić do naszej piłki nożnej. Początek lat 40., jak wiadomo, nie był dla Barcelony szczególnie udany, pomijając kwestie polityczne. Na boisku drużynie udało się zdobyć jedynie ostatnie Mistrzostwo Katalonii (1939/40) oraz Puchar Generalísimo w 1942 roku, pokonując Athletic Bilbao (ówczesną oficjalną nazwę baskijskiego klubu) 4:3 w emocjonującym finale rozegranym w Madrycie na starym stadionie „Chamartín”. W tym samym sezonie musieli zmierzyć się z traumatycznym doświadczeniem gry w barażach o utrzymanie w First Division, kończąc sezon na dwunastym miejscu. Ostatecznie jednak z łatwością zapewnili sobie utrzymanie, rozgromiawszy Real Murcia 5:1 na tym samym stadionie, na którym tydzień wcześniej zdobyli puchar. Potem, chociaż w kolejnych dwóch kampaniach (odpowiednio trzeciej i szóstej) sytuacja się poprawiła, równowaga również nie była satysfakcjonująca. Dlatego zarząd Barcelony, na którego czele stał wówczas wojskowy, pułkownik Josep Vendrell i Ferrer, były szef porządku publicznego w La Coruña, uznał, że „Sami” może być katalizatorem i powierzył mu zarządzanie drużyną, która nie funkcjonowała najlepiej. Zastąpił on byłego bramkarza Barcelony, Joana Josepa Noguésa.
Człowiek, który miał objąć kierownictwo techniczne Barcelony, nie był zwykłym człowiekiem. Był wyjątkowym piłkarzem, nieprzewidywalnym i błyskotliwym na boisku, a ten blask trwał również poza nim. Ekstrawertyczny i obyty w świecie, o kosmopolitycznym duchu, bon vivant i elegancki, był bliskim przyjacielem celebrytów takich jak Carlos Gardel – który nawet zadedykował mu jedno ze swoich tang – i Maurice Chevalier. Zawsze mówiono, że ma do dyspozycji na stałe pokój w Hotelu Oriente, tuż przy Ramblas, zarządzanym przez rodzinę Gaspart. Jeden z jej członków, Joan Gaspart i Solves (1944), ostatecznie został dyrektorem (wiceprezesem w latach 1978-2000), a w końcu prezesem Barcelony (2000-2003), chociaż nie zapisał się w historii ani jako wybitny sportowiec, ani jako osoba odpowiedzialna za rozsądne zarządzanie finansami, mimo że był niezaprzeczalnym i głęboko zakorzenionym fanem Barcelony. Nowy trener miał jednak do dyspozycji wspaniałą kadrę, pełną znakomitych młodych zawodników, wzmocnioną przez utalentowanego strzelca, Basilio z Castellón. Ta grupa zawodników skorzystała z doświadczenia reprezentantów kraju Raicha i Escolá, a także innego powracającego z przeszłości obrońcy Ramóna Zabalo, jednego z kluczowych obrońców hiszpańskiej piłki nożnej przed wojną domową. Byli to zawodnicy pozostający do dyspozycji byłego „Czarodzieja Piłki” w sezonie 1944/45: Velasco, Quique, Elías, Curta, Zabalo, Calo, Benito, Raich, Gonzalvo II, Calvet, Sierra, Sans, Sospedra, Valle, Escolá, Martín, Gonzalvo III, Bravo, Rueda, Basilio, Riba, César i Seguer. Samitier wprowadził szereg innowacji w przygotowaniu drużyn, zasad, które dziś wydają się nam podstawowe, ale były dalekie od nich w tamtych czasach, gdy futbol – teoretycznie profesjonalny – nie był tak wymagający i nie porzucił jeszcze całkowicie dobrowolnego amatorstwa, o którym wspominaliśmy wcześniej. Kontrolował na przykład, co jedzą i piją jego zawodnicy, ograniczając spożycie alkoholu (lub przynajmniej starając się to robić, gdy to możliwe) i monitorując ich dietę. Kładł nacisk na niezbędną dyscyplinę, ustalając harmonogramy treningów i ćwiczenia, które nie były uznaniowe, a przede wszystkim prowadząc wspólne sesje treningowe – bez indywidualnych, niezależnych treningów – zawsze dążąc do jak najlepszej spójności drużyny na boisku. Aby poznać przeciwników i przygotować się taktycznie do meczów, oczywiście nie dysponował zaawansowanymi środkami technicznymi dostępnymi dzisiaj, ale starał się to rekompensować na swój sposób. Na przykład zabierał swoich zawodników na mecze mniejszych drużyn, aby mogli dostrzec typowe błędy i uczyć się na błędach innych, wykorzystując swój autorytet na trybunach, jakby udzielał lekcji. Oczywiście, poprawił ich kondycję fizyczną, która wówczas była bardzo słaba, ale jego prawdziwą siłą było podejście psychologiczne. Wspierany przez swoją ogromną charyzmę w kontaktach z zawodnikami, stał się znakomitym motywatorem, wywierając na nich ogromny wpływ. Co więcej, relacje w drużynie budowały silne więzi koleżeństwa i przyjaźni, które następnie przenosiły się na boisko. Takie rzeczy mogły się zdarzać w tamtych czasach, gdy kontrakty i ego były jeszcze pod ścisłą kontrolą. Uciekał się również do starych sztuczek, takich jak powiększenie stadionu „Camp de Les Corts” poprzez usunięcie trybun otaczających murawę, zyskując w ten sposób kilka metrów i faworyzując styl gry Barcelony, który był bardziej techniczny niż styl większości rywali. Wprowadził również innowację taktyczną, cofając jednego z pomocników i ustawiając go między dwoma obrońcami jako środkowego obrońcę, inaugurując tym samym formację 3-2-5. Wdrożył wszystkie te innowacje w życie w swoim pierwszym sezonie na ławce rezerwowych, prezentując wizerunek, który stał się klasyczny: kapelusz, elegancki płaszcz i szalik, z wszechobecnym cygarem między ustami — prawdziwy dandys. Barça nigdy nie oddała swojej pozycji na szczycie tabeli, do czego jej członkowie i kibice nie byli już przyzwyczajeni. Do 17. kolejki objęli prowadzenie, utrzymując zaciętą walkę z Realem Madryt i Athletic Bilbao, aż matematycznie zapewnili sobie tytuł w przedostatniej kolejce, 16 lat po pierwszym zwycięstwie w inauguracyjnym turnieju. Kluczowe zwycięstwa obejmowały zwycięstwo 5:0 nad Realem Madryt na „Les Corts” i zwycięstwo 3:2 nad Valencią na Mestalla. Jednak w Copa del Rey Athletic Bilbao szybko rozprawił się z Barçą, pokonując ich w obu meczach. W kolejnym sezonie, 1945-46, Barça wzmocniła swój skład kilkoma napastnikami (Gamonalem, Morerą, Tito, Peraltą, Colino, a nawet najstarszym z braci Gonzalvo, Julim), którzy zastąpili Basilio – który nie zadomowił się i wrócił do CD Castellón – Ribą i Ruedą. Drużyna rozegrała kolejny dobry sezon, docierając do ostatniej kolejki z dużą szansą na obronę tytułu. Aby to zrobić, wystarczyło im pokonać Sevillę na „Les Corts” aby zdobyć tytuł mistrzowski. Jednak to Sevilla była drużyną, którą należało pokonać, ponieważ remis lub zwycięstwo gwarantowały „Nerviónowi” tytuł mistrzowski. I rzeczywiście, Sevilla zdołała zremisować i zapewnić sobie tytuł na własnym boisku Barçy(co pozostaje ich jedynym tytułem mistrzowskim jak dotąd). W Pucharze Sevilla po raz kolejny okazała się katem FC Barcelony, wygrywając u siebie miażdżącym zwycięstwem 8:0, po bardzo trudnym i emocjonującym meczu, dzięki czemu rewanż stał się jedynie formalnością(1:0 dla Barçy). Jedynym jasnym punktem sezonu był 23 grudnia 1945 roku, w wigilię Bożego Narodzenia, kiedy Barça zdobyła odległego poprzednika obecnego Superpucharu Hiszpanii – Złoty Puchar „Argentyny”. W meczu na Les Corts zmierzyli się mistrzowie ligi i pucharu poprzedniego sezonu, Barça i Athletic Bilbao. Mecz zakończył się spektakularnym wynikiem 5:4 dla gospodarzy.
Samitier czeka trzeci sezon na ławce rezerwowych w drużynie, w której grają Estanislau Basora, młody, zaledwie 20-letni prawoskrzydłowy, który wkrótce stanie się legendą a także napastnicy Amorós, Canal, Navarro II, Periche i Badenes. César Rodríguez, zwany „Pelucasem”, jest niekwestionowaną gwiazdą drużyny, jej głównym zagrożeniem w ataku. Escolá zbliża się do końca kariery a Mariano Martín, napastnik, zmaga się z poważnymi kontuzjami, a jego udział w rozgrywkach jest niemal symboliczny. Ostatecznie Valencia wygra ligę, mimo że Atlético Madryt – które w styczniu 1947 roku powróci do swojej pierwotnej nazwy, rezygnując z „Atlético Aviación” – wydaje się mieć wszelkie szanse na tytuł mistrza (Barça nie kończy wyżej niż na czwartym miejscu). A Puchar wciąż wymyka się Katalończykom, choć tym razem nie odpadną z drużyną tego samego poziomu, lecz z drużyną z drugiej ligi, która właśnie awansowała do najwyższej, historyczną Gimnàstic de Tarragona, „Nàstic”, która niespodziewanie triumfowała 0-2 w „Les Corts” w pierwszym meczu. Minimalne zwycięstwo Blaugrany w cesarskim mieście okazało się niewystarczające w rewanżu. Sportowe porażki niemal zawsze prowadzą do odejścia menedżera (czasami nawet sukcesy nie gwarantują dalszego zatrudnienia), a dla Samitiera, podobnie jak dla Noguésa trzy lata wcześniej, nadszedł czas pożegnania się z ławką rezerwowych Barcelony. Opuści więc swoje stanowisko, mając na koncie 89 oficjalnych meczów, 51 zwycięstw, 16 remisów i 22 porażki, 182 gole zdobyte i 127 straconych, ze skutecznością 57,3%. Nowy zarząd, pod przewodnictwem Agustí Montala i Galobarta, zastąpi go innym byłym zawodnikiem klubu, Urugwajczykiem Enrique Fernándezem, lewostronnym pomocnikiem o znakomitych umiejętnościach technicznych, którego karierę w Barcelonie przerwała wojna domowa w Hiszpanii. Od tego momentu Samitier został sekretarzem technicznym klubu, a Barça w pełni wykorzystała jego rozległą wiedzę piłkarską i niezaprzeczalne umiejętności interpersonalne tego światowego człowieka, znakomitego eksperta od „public relations”, jeszcze zanim termin ten ukuto. Jednak jego silna osobowość kłóciła się z niektórymi jego następcami na ławce rezerwowych Barçy, począwszy od samego Enrique Fernándeza. Po zwolnieniu Fernándeza na początku 1950 roku (po dwóch kolejnych tytułach mistrzowskich w sezonach 1947/48 i 1948/49), Samitier został „doradcą technicznym” tymczasowego trenera, Ramóna Llorensa, byłego bramkarza i jego kolegi z drużyny w szalonych latach dwudziestych. Jako sekretarz techniczny odniósł kilka ważnych zwycięstw. Pierwszym z nich było odebranie Ladislao Kubali Realowi Madryt w 1950 roku, który był o krok od jego pozyskania. Samitier przekonał Kubalę do wyboru Barcelony a wraz z nim dołączył jego szwagier, urodzony na Słowacji trener Ferdinand Daučik, który przez cztery sezony prowadził Blaugranę. Przychylność „Samiego” przyczyniła się również do zniesienia zawieszenia Lasziego przez federację za ucieczkę z Węgier. W końcu, w kwietniu 1951 roku, gwiazda Europy Środkowej mogła grać w oficjalnych meczach, rozpoczynając – zarówno dla siebie, jak i dla Barcelony – triumfalną passę. W 1953 roku sprowadził do Barcelony kolejny fenomen – Argentyńczyka Alfredo Di Stefano, który wówczas grał dla Millonarios w Bogocie. Jednak ostatecznie transfer ten został udaremniony przez szereg niejasnych okoliczności, które mogłyby z łatwością stać się kanwą znakomitego thrillera, a które historycy Barcelony od 1980 roku uznają za dzieło frankistowskiej „ukrytej ręki” działającej na korzyść interesów Realu Madryt. Aby zrekompensować fiasko z „Blond Arrow”, Samitier „wyłowił” kolejnego wspaniałego południowoamerykańskiego piłkarza, Ramóna Alberto Villaverde a kilka lat później brazylijskiego napastnika Evaristo de Macedo. Obaj odnosili sukcesy w Barcelonie, prezentując fenomenalne występy. Wraz z przyjściem Helenio Herrery na stanowisko menedżera Barcelony w 1958 roku, Samitier ostatecznie opuścił klub, ponieważ energiczny temperament Herrery wymagał od niego większej swobody decyzyjnej, wykraczającej poza przygotowania do pierwszej drużyny (na przykład w kwestiach transferów i premii). Następnie przez pewien czas współpracował ze swoim wielkim przyjacielem Santiago Bernabéu, jednak wkrótce wrócił do Barcelony, do ukochanej drużyny, pełniąc wówczas funkcję nieoficjalnego rzecznika prasowego klubu, dzieląc się swoją ogromną wiedzą piłkarską i ludzką na konferencjach, prelekcjach i wywiadach. Zmarł w Barcelonie 4 maja 1972 roku w wieku 70 lat a jego pogrzeb był szczerym wyrazem publicznego żalu, przyciągając całą hiszpańską społeczność piłkarską na jego ostatnie pożegnanie.