rafkop8
Dołączył/a: wrzesień 2010
Łęczyca
37 obserwujących
18 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
MichasMichas
Wydaje mi się, iż z tym siedliskiem imbecyli lekko przesadziłeś. Z jednym natomiast się zgadzam. Błędy ortograficzne występujące na tej stronie, jak zresztą i na innych, są rzeczą niedopuszczalną. Nie masz z kim pogadać na tej stronie w sposób kulturalny? Tutaj jesteś w błędzie. Nie szufladkuj ludzi, nie zasypuj inwektywami, nie kieruj informacji "ogólnie". "Najpierw należy pozbyć się tych i tamtych" - coś mi to przypomina. Smutne wydarzenia historyczne. Jesteś oficerem wojskowym - well done. Ja jestem po dziennikarstwie, niedługo urodzi mi się drugie dziecko, swoje też przeżyłem. Na temat Barcelony możemy pogadać w sposób kulturalny - zawsze i kiedy tylko zechcesz. Negatywnie odnosisz się do Constantine16 - wiedz zatem, iż jest osobą z którą ja zawsze wymieniam poglądy w sposób kulturalny i wyważony. Zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia. Nie zatrzymuje się na jednym zdaniu (co jest na tej stronie praktycznie normą. Ktoś napisze goooooool i zasypywany jest plusami. On natomiast napisze, nie kierując się przy tym owczym pędem, coś od siebie i bach - jakieś niezrozumiałe minusy), tylko w ciekawy sposób odnosi się do tematów związanych z naszym klubem. Z Twojej strony padają natomiast pouczenia. Nie jesteśmy w wojsku. Nie baw się w moralizatora, a tym bardziej w pewnego znanego medialnie polonistę (notabene mojego byłego wykładowcę).
0
Biorąc pod uwagę fakt, iż mecz był rozgrywany po dłuższej przerwie to wypadliśmy w nim naprawdę bardzo dobrze. Duże brawa należą się strzelcom bramek, a także naszemu Generałowi za trzy "pyszne" asysty. Świetnie wypadł Alves, którego wczorajszą grę można opisać tytułem piosenki zespołu Queen - "Don't stop me now". Dani biegał jak wariat wzdłuż i wszerz całego boiska. Z powierzonych zadań wywiązała się również obrona (jedna mała sugestia - Mascherano nie powinien już grać na lewej stronie defensywy. Troszkę czuł się niepewnie na początku spotkania). Pinto z kolei zagrał jak... Pinto. Potrafi przyprawić czasami o zawrót głowy, ale za takie zachowanie i grę na "ryzyko" chyba wszyscy go lubimy. Brakuje mi również Pedro z okresu gdy był w formie. Mam nadzieję, że szybko do takowej powróci. Jest nam teraz niezwykle potrzebny, zwłaszcza wobec długotrwałych absencji Villi i Afellaya. Wczorajsze zwycięstwo cieszy. Widać, iż jesteśmy w formie. Dłuższa przerwa wyzwoliła w naszych piłkarzach głód piłki, a to dobry prognostyk przed zbliżającymi się trudnymi meczami. Teraz czas na regenerację (i na grę w "dziadka" - dzisiejsza transmisja live z treningu była znakomitym pomysłem i ciekawą lekcją poglądową dla kibiców), a potem czas na derby.
0
Skład na dzisiejsze spotkanie jest bardzo dobry. Sanchez szykowany jest na mecz ligowy więc rozpocznie mecz na ławce. Messi jak to Messi - zapewne "wymusił" na lekarzach decyzję i jest z nami. Miłego meczu Panie i Panowie. Czas rozpocząć kolejny rok delektowania się grą naszego zespołu.
0
Jeśli to cała jego wypowiedź, to gdzie tu jest jakieś merytoryczne wyjaśnienie? Pele jest najlepszy... bo jest najlepszy, Messi usiadłby na ławce... bo usiadłby na ławce. "Gdyby wyjąć z ich kadry Messiego i Alvesa [...]" - nie wiem czy mam się śmiać, czy też płakać. Gdyby "wyjąć" ze składu, for example, Jordana i Pippena, Chicago nie zdobyłoby tylu pierścieni mistrzowskich - taki jest tok rozumowania tego pana. Na takie słowa powinni również zareagować kibice innych zespołów. Oni uważają przecież, że bez Xaviego i Iniesty młody Argentyńczyk nie istniałby w futbolu. Powoli mamy coraz więcej nazwisk... Prawda jest jednak taka, że wygrywamy bo jesteśmy zespołem. Nie ma "ja", "mój", "moje". Jesteśmy zjednoczeni i to czyni nas silnymi. Słaba wypowiedź tego pana. Może chciał po prostu zaistnieć w mediach.
0
Nowy rok trzeba rozpocząć mocnym akcentem i wygrać dzisiejsze spotkanie. Nie będzie to łatwe zadanie bowiem mecze rozgrywane po dłuższej przerwie są jedną wielką niewiadomą. Zagrajmy swoje, cieszmy się grą a wynik przyjdzie sam. Nie sądzę również aby nasi piłkarze zlekceważyli graczy Osasuny. Liczę na ciekawe spotkanie i na zwycięstwo. Czy rozstrzygające? - nie sądzę. Wszystko okaże się w rewanżu.
0
Chakuo96
Odpowiem na Twoje pytanie krótko. W powieści Witolda Gombrowicza "Ferdydurke" padają takie słowa: "Słowacki wielkim poetą był i koniec". Pewnych rzeczy lub zjawisk nie trzeba próbować, być tam, widzieć, czy też słyszeć. Rosell stwierdza po prostu fakt. Pozdrawiam.
Ten rok, podobnie jak poprzednie pod rządami Pepa, przysporzył nam wiele radości. Zdobyliśmy pięć pucharów, piłkarze wciąż byli głodni sukcesów. Zagraliśmy wiele spektakularnych meczów, a nasi zawodnicy grali z pasją i zaangażowaniem. Jeśli chodzi o transfery to były to strzały w przysłowiową "10". Zarówno Fabs jak i Sanchez dodali do zespołu coś od siebie, coś nowego. Dwa genialne transfery z zewnątrz cieszą, podobnie jak wewnętrzny transfer Pepa - Cuenca. Z dużym optymizmem patrzę w przyszłość obserwując grę młodych piłkarzy z drugiej drużyny. Sergi Roberto, Tello i wielu wielu innych stanowić będzie trzon naszego zespołu już za kilka lat. Możemy zatem spać spokojnie. Największy "+" kieruję w stronę naszego trenera. Trochę się obawiałem, iż w przypadku sprowadzenia Cesca talent Thiago zostanie zmarnowany. Pep jednak tak to poustawiał, iż każdy z zawodników swoje minuty dostał i nikt nie może czuć się pokrzywdzony. Brawo!!! Największe brawa należą się jednak Guardioli za motywowanie zespołu do walki o kolejne puchary. Zespół, który zdobył już wszystko, wciąż chce więcej i więcej. Nikt nie spoczął na laurach - to zasługa Pepa. Patrząc na grę naszych zawodników wciąż widzę w ich oczach radość. Jak u małych dzieci. Dla Pepa, oprócz pucharów, liczy się piękno gry. Który zespół może się tym pochwalić? - chyba żaden. Największy cios to z pewnością kontuzja Villi. Mam nadzieję, że szybko powróci do zdrowia ponownie siejąc postrach wśród bramkarzy.
Wszystkim sympatykom Barcy życzę kolejnego roku zakrapianego piękną grą i pucharami.
0
Constantine16
Tak tak, po trzykroć tak. Nareszcie ktoś określił pytanie "Gdzie są ci, którzy nie chcieli Fabregasa?" głupim. Dziękuję Ci bardzo. Próbowałem to kiedyś skomentować, wyśmiać, a potem opublikować komentarz, ale zalała mnie fala identycznych pytań. Fabregas strzela bramkę i już owczy pęd wystukuje na klawiaturze: "Gdzie są ci, którzy nie chcieli Fabregasa?". Cesc zalicza asystę z pogranicza mistycyzmu i.... znów pojawiają się id(en=io)tyczne pytania. Jeśli zatem Fabregas nie strzeli (o zgrozo! a jak nie strzeli do pustej bramki), poda pod nogi rywala zamiast wyłożyć koledze "patelnię" to logika (w tym przypadku niezwykle płaska) nakazuje zadać pytanie: "Gdzie są ci, co chcieli Fabregasa?". Czyż nie? Błagam zatem tych "pytających" - nie spłaszczajcie takich rzeczy. Ten temat wart jest potężnego felietonu zakrapianego licznymi kwerendami.
Pozdrawiam serdecznie dziękując raz jeszcze.
0
Pewne rzeczy powinno się już omijać szerokim łukiem. Nie bardzo rozumiem po co Alves mówi o Madrycie. Jak dla mnie jest to woda na młyn dla piłkarzy Realu. Przeanalizujmy wypowiedzi Guardioli. Nasz trener, jeśli już musi mówić o graczach Realu, to robi to ze spokojem i klasą. Strasznie musi to denerwować naszych rywali. Oni prowokują, a nasz trener nic. Odcina się od tematu poruszając tylko (aż) meritum sprawy - pojedynki na boisku. Tam wychodzi cała prawda - ostatnimi czasy jakże szczęśliwa dla nas. Piłkarze też powinni przyjąć taką postawę. Wystarczy, że niszczą ich na boisku. Jedna z ploteczek mówiąca o tym, iż stery Realu przejmie trener reprezentacji Niemiec "zaniepokoiła" mnie. Jak dla mnie Mourinho powinien być trenerem graczy z Madrytu tak długo jak to tylko możliwe. On podchodzi do tych pojedynków "morderczo" osobiście. Wkradają się przez to nerwy i gdy dochodzi już do bezpośredniej konfrontacji piłkarze Realu "spalają" się na starcie. Trener z zewnątrz podejdzie do tych pojedynków inaczej. Wprowadzi spokój, a w konsekwencji lepszą grę Ronaldo i spółki. Tego nie chcemy. Nasi piłkarze naprawdę nie muszą już niczego udowadniać zawodnikom Realu. Jesteśmy po prostu lepsi. Na boisku - to jest najważniejsze.
0
Constantine16
Myślę, że jest to po prostu odruch każdego normalnego Homo Sapiens (z naciskiem na normalnego. Przytoczę wypowiedź jednego z kibiców Realu: "Szkoda, że to nie spotkało Messiego"). Powrotu do zdrowia życzyłbym każdemu zawodnikowi, nie tylko temu który przywdziewa strój Barcelony. Przez takie ciężkie kontuzje zawodnik po prostu nie może wykonywać swojego zawodu. Od naszych gadek i życzeń składanych w przestrzeń szybciej do zdrowia nie wróci, formy nie odzyska tym bardziej, ale nie bardzo wiem jak moglibyśmy przejść obojętnie wobec takiej informacji... a że niektórzy nagle nawrócili się i polubili El Guaje - to już zupełnie inna historia.
Pozdrawiam serdecznie.
0
Dziennikarzom wystarczy podsłuchanie części rozmowy, barwne wyjęcie jej z kontekstu, dodanie szczypty koloru i już mamy kolejną informację z gatunku fantasy. Ja rozumiem, że mają płacone za wierszówkę (sam to przeżywałem) i "ciężko" znaleźć temat w sezonie ogórkowym, ale nie przesadzajmy. Milan kupuje Keitę, zarzuca sieci na Mascherano. Jutro okaże się, że zaklepany jest Pique i narzekający na brak porozumienia z zarządem Cuenca (chociaż nie. Akurat na niego zęby ostrzy sobie Real). Nie bardzo rozumiem po co takie informacje zamieszczane są na tej zacnej stronie. Kiedyś, w Polsce, "przyłapano" znanego zawodnika z klubu X w mieście gdzie grała drużyna Y. Na drugi dzień obwieszczono sensacyjny transfer okraszając to wszystko "pikantnymi" zdjęciami z Pałacem Kultury w tle. Co się okazało? Piłkarz pojechał po prostu do rodziny. Wybaczcie tę dygresję, ale tak mniej więcej rodzi się sensacja pod piórem dziennikarzy. Coś usłyszą, coś dodadzą od siebie. Jest info i fruuuu - można lecieć do kasy. Łatwiej jest przecież napisać krótką notkę niż posiedzieć nad potężnym felietonem (nie mówiąc już o eseju).
Odnośnie Javiera. W tym sezonie jest bezapelacyjnie jednym z najważniejszych ogniw w układance Pepa. Wielki to gracz, który na boisku zostawia całego siebie. Przeszedł na pozycję środkowego obrońcy właściwie bezboleśnie. Za pierwszą część sezonu śmiało mogę i wystawiam mu notę 8/10. Dzielił i rządził obroną, grał twardo, nieustępliwie a przy tym w miarę "czysto". Gra Argentyńczyka wywiera na mnie duże wrażenie. Jak dla mnie powinien zostać w Barcelonie as long as he can.
0
Gdy dowiedziałem się o kontuzji Villi pierwszą rzeczą o której pomyślałem był ewentualny finał Ligi Mistrzów w Monachium. Odnosimy zwycięstwo, a Puyol – po raz drugi – wykonuje wspaniały gest oddając puchar – tym razem w ręce Davida. To takie moje ciche marzenie. Mam nadzieję, że się sprawdzi. Odnośnie El Guaje. Wielokrotnie pisałem na tej zacnej stronie, iż od „zawsze” był moim marzeniem transferowym numer jeden. Nawet gdy w składzie mieliśmy Samuela. Nie mogę obiektywnie oceniać tego gracza bowiem jest on nie tylko znakomitym graczem, ale również wspaniałym człowiekiem. Mam po prostu do niego „słabość” i tyle. Strzelał dla nas ważne gole? - a jakże, miał również obniżkę formy? - nie ma co ukrywać. Cały czas jednak w niego wierzyłem. Podobnie i teraz. Wiem, iż szybko powróci do zdrowia i znów będzie postrachem bramkarzy. Nie tylko na boiskach ligowych, ale również na stadionach w Polsce i na Ukrainie. Ten piłkarz, urodzony środkowy napastnik, musiał przejść w naszym klubie piłkarską metamorfozę. Przesunięty został na skrzydło. Szybko jednak załapał co i jak. Strzelał bramki, a dodatkowo zaczął harować na całej długości boiska. Do tego wszystkiego pogodził się z faktem, iż numerem jeden w zespole jest Messi i wszyscy mają się „podporządkować” młodemu Argentyńczykowi. Nie wszyscy to rozumieli (patrz: Zlatan). David to rozumiał, a mogło być z tym ciężko bowiem w Valencii cała gra była poukładana pod El Guaje. Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia i do piłkarskiego „życia”. Wszyscy na ciebie czekamy. To tyle.
0
Ciężkie czasy dla klubu były wtedy jak tułaliśmy się w środkowej części tabeli. Wtedy modliłem się chociażby o udział w Pucharze UEFA. Zlot przypadkowych piłkarzy z Brazylii, cała kolonia Holendrów. Do tego słabi bramkarze jak choćby Bonano. Na sam koniec mizerna obrona. Wtedy klub wychodził z założenia, iż mecze można wygrywać nawet i - dla przykładu - 4:3. Nie zawsze jednak to się sprawdzało. Te czasy trzeba wspominać jednak z sentymentem bowiem pozwalają nam one inaczej patrzeć na dzisiejsze dokonania zespołu Guardioli (a wcześniej Rijkaarda). XXI wiek, bez wątpienia, należy już tylko do naszego klubu. Każda hegemonia, nie tylko zresztą w futbolu, kiedyś się jednak skończy. My natomiast powinniśmy się cieszyć, że żyjemy w czasach Guardioli. Powinniśmy dziękować temu, który zaryzykował i postawił na młodego, "nieopierzonego" trenera. Pierwszy rok jego pracy i już zapisaliśmy się złotymi zgłoskami w historii futbolu. Następne sezony również zaowocowały kolejnymi pucharami. Dlaczego? Nareszcie w Barcelonie postanowiono wyrównać różnicę pomiędzy poszczególnymi liniami. Nie tylko linia ataku, ale również i linia obrony powinna składać się z graczy wybitnych. Nie zawsze tak było stąd brak sukcesów na arenie międzynarodowej (przed paryskim zwycięstwem z Arsenalem mieliśmy mniej Pucharów Europy niż chociażby Nottingham Forest). Do tego dochodzi futbol totalny prezentowany przez naszych chłopaków. Mamy bramkarza i 10 pomocników - genialne słowa naszego trenera. Na sam koniec La Masia - kuźnia talentów, które brane są do pierwszego zespołu całymi garściami. Nasza siła to nasi wychowankowie - nie zawsze wychodzono w klubie z takiego założenia. Optymistycznie zatem spoglądam w przyszłość i wiem, że czeka nas jeszcze masa wzruszeń i radości z kolejnych pucharów. Wiem też, iż kiedyś inny zespół zajmie nasze miejsce. Oby jak najpóźniej...
0
Kaka grający w Mediolanie to zupełnie inna historia niż Kaka "obserwujący" grę swoich kolegów z Madrytu. Kilka przykrych kontuzji, obniżka formy i powolny schyłek tego, niegdyś bardzo dobrego, zawodnika. Odnośnie naszej Barcelony gracz z Kraju Kawy powiedział po prostu prawdę i za to należy mu się szacunek. Młodsi i mniej doświadczeni gracze Realu powinni brać przykład ze zdobywcy Złotej Piłki. Czasami odnoszę wrażenie, iż ten co mniej osiągnie ma więcej do powiedzenia (patrz: wypowiedź chociażby Pepe) niż ten, który osiągnął już wiele. W każdym bądź razie znów zapowiadają się kolejne wielkie emocje związane z pojedynkami Barcy z Realem. Najpierw jednak trzeba będzie awansować do kolejnej rundy co wcale łatwym zadaniem nie będzie. Jeśli obie drużyny pokonają swoich rywali zacznie się stara śpiewka, czyli Real ponownie ogłosi Urbi et Orbi, że są mocni jak nigdy, Ronaldo jest lepszy niż Messi (dobrze przynajmniej, że nie piszą już o wyższości Mesuta Ozila nad Iniestą). My natomiast ponownie zachowamy spokój, a swoją wyższość udowodnimy na boisku. Który to już raz, Panie Mourinho?
Przyszedł czas na podziękowania. Za cały rok, kolejny wspaniały, wielkie dzięki dla Pep Teamu. Za każdy mecz, za każde magiczne podanie, asystę, strzał i bramkę, ale przede wszystkim za to, iż pomimo wielu sukcesów wciąż nasze chłopaki cieszą się grą. Wspaniały zespół, wspaniały rok. Oby tak dalej.
0
Niezwykle miłe zakończenie tego wspaniałego roku. Za każdy mecz, za każdą asystę, strzał i gol wielkie podziękowania dla ekipy Guardioli. Oby przyszły rok obfitował w kolejne sukcesy chłopaków z Barcelony.
Wszystkim sympatykom naszego klubu składam serdeczne życzenia Świąt Bożego Narodzenia. Dużo szczęścia i radości, nie tylko podczas oglądania kolejnych spotkań Pep Teamu.
0
Potężny skład na zakończenie roku. Bardzo mądra decyzja Guardioli. Do każdego przeciwnika podchodzi z szacunkiem i za to należą mu się wielkie brawa. Miłego meczu Panie i Panowie.
0
Kolejna plotka wyssana prosto z palca. Piłkarze odpoczywają, mamy przerwę w rozgrywkach więc można śmiało pisać co się chce i jak się chce. Zapewne dziennikarze mają tam płacone, podobnie jak u nas ("niestety", sam jestem po dziennikarstwie) za wierszówkę stąd też kolumny muszą się codziennie zapełniać kolejnymi tanimi sensacjami. Nie bardzo wiem po co i czemu ma to służyć. Keita, z przykrością muszę to stwierdzić, jest najbardziej niedocenianym przez kibiców Barcy graczem. Przed każdym meczem pojawiają się, niczym w "owczym pędzie", na tej zacnej stronie wpisy typu: "Po co Keita?", "Tylko nie Keita" itp. itd. Jest to gracz, który rzetelnie i z pasją wykonuje każde powierzone mu zadania. Nie jest tytanem techniki, ale takich zawodników mamy w składzie pełno. Jego wzorowe zachowanie oraz realizacja strategii powierzonej mu przez Pepa robi na mnie duże wrażenie. Powinien zostać w klubie dopóki zdrowie i "latka" mu na to pozwolą.
P.S. Czy ukazujące się codziennie informacje związane z Neymarem czegoś Wam nie przypominają? - "Santos dementuje plotki dotyczące Neymara" to wypisz wymaluj - "Arsenal dementuje plotki dotyczące Fabregasa". Czyżby początek kolejnej nużącej telenoweli?
0
Z jednej strony zachowujemy spokój, ale z drugiej chcielibyśmy jak najszybciej usłyszeć co postanowi nasz trener. Żadnej innej odpowiedzi niż "zostaję" nie przyjmiemy. Pep jest najważniejszą częścią tej wspaniałej drużyny. To on poukładał nasz zespół, śmiało wprowadzał graczy z rezerw, którzy później stali się gwiazdami na arenie międzynarodowej. Guardiola jest znakomitym trenerem, ale przede wszystkim psychologiem. Jak żaden inny trener na świecie potrafi zmotywować swój zespół by ten, po tylu wspaniałych sezonach, wciąż pragnął kolejnych zwycięstw. Nasi zawodnicy wciąż są głodni kolejnych pucharów. Wszystko co robią traktują tak naprawdę jak dobrą zabawę. Grają swoją piłkę, którą wyssali z mlekiem La Masii. To wielka sztuka, której reżyserem jest Guardiola. Odnośnie dzisiejszego meczu - musimy zagrać skoncentrowani i robić po prostu swoje. Zakończmy ten rok, wspaniały rok, zwycięstwem i awansem do kolejnej rundy Pucharu Króla. Riposta w kierunku trenera Realu - bezbłędna. Być spokojnym wobec całej madryckiej rzeszy "furiatów" - wspaniała rzecz, która jeszcze bardziej sfrustruje ludzi związanych z Realem.
0
"Jesteśmy najlepszym zespołem na świecie?" - bez dwóch zdań, "gramy najpiękniej na świecie?" - to pewne, "mamy najlepszych zawodników globu?" - nie możemy zaprzeczyć, "zdobyliśmy ostatnimi laty najwięcej pucharów?" - może nie najwięcej, ale ten jeden z gatunku najważniejszych trafił do nas. Barcelona natomiast wszystkie puchary zdobywa bo: a) mają szczęście b) symulują c) sędziowie im pomagają d) rozgrywają tylko "meczyki". Taki tok rozumowania przyjęli wszyscy ludzie związani z Madrytem. Począwszy od chłopców do podawania piłki a skończywszy na samym Panu Prezesie Perezie. Jest to chora sytuacja, która nie powinna mieć miejsca. Nie wiem co tli się w ich głowach, ale takimi wypowiedziami narażają się na coraz to większą śmieszność. Brakowało mi tylko wypowiedzi Pepe, iż w meczu na Camp Nou "rozjedziemy" Barcelonę... bo jesteśmy mocni jak nigdy. Wystarczy jednak cofnąć się do ostatniego meczu. Co widzimy? Bezradność, cierpienie i powolna agonia piłkarzy z Madrytu. My natomiast graliśmy swoją piękną piłkę, co - można śmiało powiedzieć - jest już normą w spotkaniach z "najlepszą drużyną na świecie". Do tego dochodzi widok "najlepszego trenera na świecie", który stoi bezradnie przy linii końcowej i nie wie co ma robić. A może jednak już wie? Tak, na konferencji powie, iż piłkarzom Barcelony dopisało szczęście. Pepe - jak dla mnie jesteś żartem sezonu.
P.S. Wybaczcie prywatę. Pod koniec sierpnia będę miał drugie dziecko. Cieszę się jak "diabli".
0
Pamiętam jak Alves grając jeszcze w Sevilli zamęczał naszych piłkarzy swoimi rajdami. Już wtedy był niesamowitym graczem biegającym wzdłuż boiska przez pełne 90 minut. Jego transfer był marzeniem wielu kibiców. Marzenie to zostało spełnione i śmiało możemy powiedzieć, iż był to strzał w "10". Jeden z najlepszych transferów ostatnich lat. Bezapelacyjnie. Ten człowiek w każdym meczu oddaje murawie całego siebie. Wszystko to dla dobra klubu. Potrafi chyba wszystko. Haruje jak wół, jest nieustępliwy, często "szalony" w swoich poczynaniach. Za to właśnie lubimy Brazylijczyka najbardziej. Gra przeważnie na obronie, ale tak naprawdę jego nazwisko figuruje tam tylko na przedmeczowych planszach. Jak prawdziwy diabeł tasmański jest wszędzie. Obrona? - proszę bardzo, pomoc? - służę, atak? - dam radę. Często wymyka się "romantycznie" spod kontroli pozostałych graczy Barcy (pamiętacie zapewne drobną sprzeczkę z Pique zakończoną puknięciem się w czoło Gerarda). Ponadto Dani to gargantuiczna ilość asyst, atomowe uderzenie (mógłby próbować częściej) - ot i cała wizytówka Alvesa. Do tego wszystkiego dochodzi znakomita pozaboiskowa współpraca z kolegami z drużyny. Żartowniś, który swoje "szalone" zachowanie przenosi również poza boisko. Wielki to gracz, którego pomoc w pewnym stopniu wpłynęła na to kim jest teraz Messi.
0
Niezwykle ciężko jest porównać tych zawodników. Który z nich jest lepszy? - na to pytanie chyba nikt nie zna odpowiedzi. Możemy jedynie pobawić się i ułożyć ten ranking. Pele legendą był - to fakt. Najłatwiej powiedzieć jednak, że wtedy były inne czasy. Grano systemem w którym miejsce koło siebie znajdowało kilku napastników a gole sypały się jak z rogu obfitości. Pele miał również znakomitych towarzyszy przygód z którymi rządził niepodzielnie na arenie międzynarodowej. Nie grał w Europie... a to jest duży minus. Liga brazylijska jaka wtedy była - wszyscy doskonale wiemy. "Wielki mały człowiek" również legendą był - to fakt. Pomijając życie pozaboiskowe możemy śmiało uznać, iż Maradona był geniuszem futbolu. Niezapomniane rajdy, traktowanie rywali jak tyczki narciarskie - to znak rozpoznawczy boskiego Diego. Maradona, w przeciwieństwie do gracza z Kraju Kawy, nie miał również tylu wartościowych partnerów w reprezentacji. Mundialu w Meksyku nie pamiętam za dobrze, ale cztery lata później praktycznie sam doprowadził znienawidzoną wtedy reprezentację Argentyny do finału (przy pomocy dwóch zawodników: Caniggi i Goycochei). Kolejny "+" to występy na europejskich boiskach chociażby w Napoli i naszej Barcelonie... And the winner is: Leo Messi. Zawodnik, który z Barcą zdobył już wszystko i wciąż mu mało. Genialny zawodnik, który potrafi pokazywać swoje "boskie umiejętności" w erze prawdziwych atletów. Trudno jest napisać coś nowego o Leo. Wszystko zostało już napisane. Widzieliśmy jego początki kariery, a dalej stopniowe wchodzenie na sam szczyt. Długo z niego nie zejdzie bo jak na razie następców nie widać. Wielki piłkarz, który wymyka się ze schematów futbolu. Pozostaje jedna rysa - reprezentacja. Tutaj Messi cierpi. Może przez system gry panujący w tej kadrze? może (raczej na pewno) brak pomocy ze strony partnerów? Nie wiem.
0
Zaczęło się od szumnych zapowiedzi. "Umarł król, niech żyje król" - to hasło przyświecało wszystkim fanom drużyny z Kraju Kawy. Nie tylko zresztą "zwykłym" kibicom. To hasło wypowiedział sam król który "umarł", czyli legenda futbolu i rzekomo najlepszy piłkarz w historii - Pele. Neymar, bo o nim rzecz jasna mowa, miał przyćmić wszystkich piłkarzy występujących na boiskach w Japonii. Wszystkich, ale przede wszystkim jednego - Messiego. Finał pokazał jednak, iż młody piłkarz musi się jeszcze wiele nauczyć. Może nawet nie to. On musi grać w klubie europejskim. W dobrym bądź nawet bardzo dobrym zespole. Samemu meczu nie wygra choć wielcy piłkarze potrafią i powinni umieć to robić (for example: Messi, Ronaldo, czy też Rooney). Neymar jeszcze tego nie potrafi. Poza tym tak (podobno) dobrze zapowiadający się piłkarz musi mieć wokół siebie zawodników grających na wysokim poziomie. Tego w pojedynku finałowym nie widziałem. Santos zagrał na katastrofalnie niskim poziomie do którego, siłą rzeczy, przyłączył się Neymar. Co możemy powiedzieć zatem o jego grze? - praktycznie nic. Powtórzę się zatem. Zawodnik z Brazylii powinien jak najszybciej spakować swoje walizki i uciekać do Europy. Nie tylko w Ameryce Południowej gra się "romantyczną" piłkę. W Europie wiele klubów też to potrafi... zwłaszcza jeden. Nasza Barcelona. Pytanie: Czy chcemy by reprezentował nasz klub? Podobnie jak w przypadku transferu Fabregasa czekam na kolejną niekończącą się telenowelę. Jedni będą za, inni przeciw. Ja natomiast jestem przeciwny sprowadzeniu Neymara do naszego klubu. Patrząc na to zdjęcie próbuję sobie wyobrazić tych dwóch graczy w jednym zespole... i jakoś nie mogę. Pamiętacie sytuację z Riquelme i Ronaldinho? Oni nie potrafili i nie mogli grać razem. Boję się, że tu będzie podobnie. Może się mylę, ale takie jest moje zdanie.
0
pap_fsw
Zauważ tylko, iż mój komentarz pojawił się kilka godzin po zakończonym meczu. To jest moja opinia do której mam prawo, tak jak Ty masz prawo ją skrytykować (za co dziękuję. Krytyka zawsze mile widziana). Redaktor Tomasz Wołek swoją opinię wyrażał natomiast już w trakcie meczu. Mało tego, po trzeciej (a właściwie drugiej) bramce spotkanie było już dla niego rozstrzygnięte. Jest to rzecz niedopuszczalna, zwłaszcza dla komentatora sportowego. Nie podjąłem się komentarzy w trakcie meczu. Cierpliwie czekałem aż sędzia zakończy to jednostronne spotkanie. Czy grała jedna drużyna? - grała, czy przeciwnik poddał się już przed meczem? - a jakże, czy ten mecz zasługiwał na miano spotkania finałowego? - nie, bowiem w takich meczach wymaga się wysokiego poziomu od dwóch drużyn. Zawsze wychodzę z założenia, że mecz trwa dopóty, dopóki sędzia go nie zakończy. Sędzia już dawno go zakończył, a stadion opustoszał. Jest więc czas na analizy i komentarze. Także na ostrą krytykę. Pozdrawiam.
0
Nie spodziewałem się takiego finału. Właściwie powinienem zapytać: "Co to był za finał?". Drużyna z Brazylii zagrała na dramatycznie niskim poziomie. Istnieliśmy tylko my. Grał tylko nasz zespół, a Santos był tylko tłem... lichym tłem. Zawiodła praktycznie cała drużyna, która praktycznie już w szatni poddała się. Można wrócić z tarczą, można na tarczy, ale... Neymar i spółka wrócą do kraju bez tarczy. To w sporcie jest najgorsze. Nasz zespół bawił się dzisiaj grą. Dzisiejsza jedenastka była gwarantem nieustannych podań, ciągłego męczenia przeciwnika. Zagraliśmy swoje przy całkowitej aprobacie drużyny przeciwnej. Czekałem tylko, aż po meczu zawodnicy z Brazylii podejdą do naszych chłopaków z prośbą o autograf i koszulkę do kolekcji. Ciekawy jestem komentarzy Pelego, który uważał swój były zespół za najlepszy na świecie, a Neymara za kogoś kto strąci z boskiego Olimpu Messiego. Po drużynie z Kraju Kawy pozostał jedynie niesmak. Guardiola wspomniał, iż gwarantem sukcesu jest ciągłość bycia na szczycie. To właśnie nasz trener wpoił to swoim graczom. Oni wciąż są głodni sukcesów, wciąż bawią się piłką. Jak młodzi ludzie, którzy dopiero zaczynają przygodę z futbolem. To jest w naszym zespole niesamowite. Nie wiem kiedy to się wszystko skończy, ten piękny sen. Kiedyś na pewno... oby jak najpóźniej. Dziękujemy za ten rok, za każdy mecz, każde zwycięstwo, każde magiczne podanie...strzał...gol.
0
Ja do tego meczu podchodziłem wyjątkowo ostrożnie. Real, patrząc lub też całkowicie lekceważąc ich terminarz, wydawał się mocny jak "nigdy". Podejrzana wydawała się również przedmeczowa cisza trenera Realu. Do tego mecz wyjazdowy, a te są w tym sezonie potężnymi kamieniami w zielonym ogrodzie Pepa. Zaczęło się. Dwa najsilniejsze zespoły na świecie, niczym rzymscy gladiatorzy, wkroczyły na arenę. Tłum chciał igrzysk i szybko dostał zastrzyk niewyobrażalnej energii. Po drugiej stronie my - kibice Barcy. Przez moment odcięto nam tlen. Na szczęście tylko na moment. Wyrwani jak ze złego snu zapomnieliśmy o golu Benzemy. Piłkarze też zapomnieli. Zaczęła się gra. Nasza gra. Taka, której żaden zespół na świecie nie jest w stanie się przeciwstawić. Real z każdą minutą cierpiał coraz bardziej. Czasami się odgryzał. Jak ranne zwierzę, które wie że przegra, ale pomimo tego raz czy dwa "kłapnie" jeszcze zębami. Widziałem też twarz człowieka, który (być może po raz pierwszy w karierze) stojąc przy linii bocznej nie wiedział co ma robić. Widziałem w jego oczach bezradność... a może już szukał kolejnych wymówek (jak się później okazało winnym okazało się "szczęście"). Ostatni gwizdek i radość wszystkich ludzi związanych z Barceloną. Odetchnąłem z ulgą. Byłem dumny z piłkarzy, ale przede wszystkim z Guardioli, Znakomicie przygotował zespół do tego meczu. Przede wszystkim mentalnie. To Pep robi najlepiej i to jest gwarantem kolejnych sukcesów. Dziękujemy trenerze!!!... Na drugi dzień wybrałem się z córką na spacer. Spotkałem ojca (sympatyka MU). Jedyne co powiedział to: "Oni nie potrafią grać z Barcą"... Nic dodać nic ująć.
0
Bardzo dobre losowanie dla naszego zespołu. Bałem się drużyn typu Zenit czy też CSKA. Na szczęście trafiliśmy na drużynę z Niemiec. Zapowiadają się interesujące mecze. Zawodnicy z Leverkusen nóg nie odstawią i będą walczyć do końca. Dla nas, kibiców to lepiej. Najciekawsza para to na tę chwilę Arsenal - Milan. Kanonierzy coś nie mają szczęścia do losowań...
P.S. Jeśli zamierzamy obronić ten zacny puchar nie powinniśmy patrzeć na losowania. Grajmy swoje i bądźmy pierwszą drużyną, która dwa razy z rzędu wygra Ligę Mistrzów... czego sobie i wszystkim sympatykom Barcy życzę.
0
Jeśli nasi gracze skupią się tylko i wyłącznie na Neymarze to może być kiepsko. Nie sądzę jednak aby tak się stało. Nie ma jednak co ukrywać - jesteśmy faworytami meczu finałowego co nie znaczy, że go wygramy. Drużynom z Europy zawsze szło jak "po grudzie" z ekipami z Ameryki Południowej. Dlatego musimy zagrać w niedzielnym spotkaniu z maksymalnym zaangażowaniem. Jeśli będziemy grać "swoją" piłkę to powinno być dobrze. Dodatkowy bodziec stanowić będzie gra dla Villi. Wczoraj, gdy kontuzję odniósł El Guaje pomyślałem sobie: rok temu na Wembley Abidal wznoszący Puchar Europy, a w tym David odbierający to trofeum na stadionie w Monachium. Czemu nie... z ekipą Guardioli wszystko jest możliwe... wszystko!!! Jesteśmy przecież czymś więcej niż klubem.
0
Niestety, w dzisiejszym meczu "najlepsze" nie istnieje. Wygraliśmy i jesteśmy w finale. To było do przewidzenia. Nikt jednak nie mógł przewidzieć, nawet w najgorszych koszmarach, takiej kontuzji jakiej nabawił się Villa. Koszmarny cios dla piłkarza, który (oby nie) nie wystąpi już do końca sezonu. Trzymajmy kciuki za Davida. Oby jak najszybciej wrócił do nas i znów "nękał" bramkarzy. Jesteśmy z Tobą El Guaje!!!
P.S. Z zażenowaniem przeczytałem komentarz jednego z "sympatyków" naszego klubu. Napisał on, iż bardziej martwi się o Sancheza niż o Villę... Ten bowiem jest i tak bez formy. Smutne.
0
Bardzo dobrze, że grają Adriano, Thiago i Keita. Xavi odpocznie przed ewentualnym finałem. Jak dla mnie optymalny skład. Zagrać maksymalnie skoncentrowanym i finał będzie nasz. Dzisiaj wolne w pracy więc można zasiąść przed telewizorem i oglądać... chyba, że córka się obudzi i zażąda bajek.
0
Zarówno jutro jak i w ewentualnym finale będziemy faworytami. Jeśli jednak nie damy z siebie wszystkiego możemy wrócić do domu bez tego, bądź co bądź, ważnego pucharu. Na szczęście oprócz gigantycznych umiejętności i pasma sukcesów nasi piłkarze wciąż posiadają ogromny szacunek dla rywali... w przeciwieństwie do niektórych kibiców. Ja liczę przede wszystkim na piękną, "naszą autorską" grę. Jeśli to będzie - w niedzielę znowu będziemy cieszyć się razem z naszymi piłkarzami.
0
buzinga
Dokładnie tak. Młody Argentyńczyk od trzech lat jest po prostu najlepszym zawodnikiem na świecie. Nie wiem co musi się stać, aby nie był nim również za rok, dwa... i tak dalej i tak dalej. Messi wyprzedził swoją epokę, pełną atletów, dodając od siebie nieprzebrane ilości finezji, polotu i magii. "Messi gra źle gdy nie ma obok niego Xaviego, czy też Iniesty" - totalna bzdura. Nie będę wymieniał gradu goli, które zdobył właściwie sam i dzięki sobie. Constantine16 (przy okazji serdecznie pozdrawiam) zrobił to za mnie. Nie każdy mistyczny rajd musi zakończyć się golem... czasami też zobaczymy magiczne podanie Leo do któregoś ze swoich kolegów (by nie szukać daleko cofnijmy się do sobotniego meczu z Realem). To jest cały Leo. Czasami wydaje mi się, iż Argentyńczyk przed meczem ustala scenariusz meczu, myśląc sobie: "Dzisiaj strzelę trzy bramki", albo "Dzisiaj będę tylko asystował". Tak to moim zdaniem wygląda i prawie w 100% się sprawdza. Podobnie jak Ty nie jestem fanatykiem Leo. Cenię sobie graczy "niewidocznych" takich jak Keita, Mascherano (mój ulubiony gracz Barcy). Messi, temu nikt nie zaprzeczy, jest jednak wielki. Być może najlepszym graczem w historii. Tego nie wiem. Odnośnie Złotej Piłki przyznawanej w roku rozgrywania Mistrzostw Świata - od chwili gdy przyznano nagrodę Fabio Cannavaro (co wywołało burzę słusznie argumentowanych protestów) "decydenci" zrobili się bardziej ostrożni. Jedno wiem na pewno. W tym roku Messi ponownie zdobędzie tę nagrodę przechodząc na wieki do Panteonu Sław. Pozdrawiam.