Barcelona Xaviego bardzo dobrze punktuje w lidze, co pozwoliło jej wspiąć się na piątą lokatę i realnie myśleć o miejscu w pierwszej czwórce na koniec sezonu. Każdy punkt przychodzi jednak z ogromnym wysiłkiem, a dotychczasowe testy przeciwko topowym drużynom kończyły się niepowodzeniem. Dziś naprzeciw stanie Atlético, które musi się zmagać ze swoimi demonami, ale niewątpliwie pozostaje rywalem z najwyższej półki. Tymczasem w stolicy Katalonii znów mamy spore zmiany.
Kiedy Barcelona rozpoczynała rozgrywki ligowe w świetnym stylu, ogrywając 4:2 Real Sociedad, na środku obrony oglądaliśmy Érica Garcíę, nie do ruszenia był Griezmann, a Memphis i Braithwaite wspólnie mieli udział przy wszystkich golach zespołu. Później drużyna przechodziła przez różne okresy, odchodzili Emerson i Antoine, a przy wielu urazach na rewelacje sezonu wyrastać zaczęli Gavi i Nico. Bladła natomiast gwiazda Memphisa, ustępując Luukowi de Jongowi, a swoje minuty zaliczyli także Jutglà i Abde z Barçy B. Dopiero zimowe okienko transferowe pozwoliło zakończyć kadrową rewolucję, której pierwsze efekty powinniśmy zobaczyć dzisiaj.
Więcej szybkości i znaków zapytania
Po transferze Ferrana Torresa wydawało się, że do istotnych zmian w kadrze Barcelony już nie dojdzie. Tymczasem ostatnie dni okienka były wyjątkowe emocjonujące i o ile nie udało się rozwiązać problemu Dembélé, o tyle do zespołu dołączyli dwaj szybcy napastnicy. Klub wypożyczył Adamę Traoré oraz podpisał kontrakt z Aubameyangiem. Statystyki Hiszpana z Premier League czy sam sposób rozstania Gabończyka z Arsenalem musiały budzić wątpliwości, co do jakości tych wzmocnień, ale mając jako alternatywę Abde i Jutglę, nikt nie miał prawa narzekać. Trochę więcej doświadczenia i szybkości w ataku powinno dodać nieprzewidywalności, która w walce o Ligę Europy i awans do Ligi Mistrzów w kolejnym sezonie będzie nieoceniona.
Xavi musi to teraz sobie bardzo szybko poukładać, a czasu nie ma wcale, bo na Camp Nou przyjeżdża Atlético, które ma przed sobą podobne wyzwania. Wszystko wskazuje na to, że już w tym meczu zadebiutuje zarówno Adama, jak i Aubameyang, przy czym Gabończyk raczej nie wystąpi od pierwszej minuty. Na grę od początku ma natomiast szansę Dembélé, który po wielu groźbach ze strony włodarzy Barcelony ostatecznie zyskał poparcie Xaviego i nie zostanie odsunięty na boczny tor. W takiej sytuacji na środku ataku powinien wystąpić Ferran Torres, zwłaszcza w obliczu niedyspozycji Depaya i mimo wszystko dość ograniczonym repertuarze zagrań Luuka de Jonga. Jedno jest pewne - w nowej linii ataku Barçy nie powinno zabraknąć szybkości.
Środek pola bez braków, defensywa bez planu B
W pomocy Barcelony w zasadzie jedyną niespodzianką mogłoby być odsunięcie od gry Sergio Busquetsa. Poza weteranem nie ma zawodników nietykalnych, choć Pedri zdaje się być tym gwarantującym najlepszą płynność gry. Zaraz za tą dwójką w kolejce pozostają Gavi i Frenkie de Jong, a w odwodzie jest jeszcze Nico. W defensywie jedyne wątpliwości dotyczą obsady prawej obrony. Do gry wrócił dość nieoczekiwanie Dest i trudno przewidywać, czy Dani Alves wciąż będzie pierwszym wyborem Xaviego. Poza tym obsada obrony jest jasna - parę stoperów stworzą Piqué i Araujo, a formację uzupełni Jordi Alba. Wszystko jasne? Nie do końca. Ustawienie z czwórką w defensywie jest bowiem tylko jednym z możliwych.
Xavi może postawić także na grę z trójką stoperów i choć jest to rozwiązanie wymagające skorzystania z wszystkich dostępnych środkowych obrońców, to otwiera nowe możliwości w pozostałych formacjach. W przypadku ustawienia 3-5-2 na wahadłach mogliby wystąpić Adama i Alba bądź Dest, z kolei parę napastników utworzyć Ferran i Aubameyang. Innym możliwym wariantem jest 3-4-3, przy czym wtedy najprawdopodobniej na ławce rezerwowych usiadłby Alba, a w środku pola przed Busquetsem zagraliby Frenkie, Gavi i Pedri. Tercet napastników to już dylemat dokładnie taki sam, jak w przypadku ustawienia 4-3-3. Gdyby zdrowy był Éric García bądź Clement Lenglet, to właśnie ta ostatnia opcja mogłaby przynieść najwięcej korzyści, gwarantując przewagę w środku pola i dużo szybkości na skrzydłach. A co na to wszystko Diego Simeone?
Atlético wraca do swoich korzeni
Ekipa z Madrytu zaliczyła w ostatnim czasie podobną serię porażek w rozgrywkach pucharowych jak Barça Xaviego. Atlético przegrało bowiem z Athletikiem w półfinale Superpucharu Hiszpanii, a następnie odpadło z Pucharu Króla po porażce z Realem Sociedad. Diego Simeone szukał równowagi i pod nieobecność kontuzjowanych Griezmanna i Marcosa Llorente trzymał się bezpiecznego ustawienia 4-4-2. Przez 90 minut meczu z Valencią wydawało się, że nie przyniesie to dobrych rezultatów, jednak w doliczonym przez sędziego czasie Correa i Hermoso zapewnili drużynie z Madrytu zwycięstwo 3:2 i utrzymanie się w najlepszej czwórce. Sam mecz pokazał jednak, że pewne problemy trudno będzie rozwiązać.
Prawdziwym kłopotem Atlético jest skuteczność napastników. Najlepszym w tym sezonie jest Ángel Correa z ośmioma trafieniami, a za nim 35-letni Luis Suárez, który co mecz marnuje jednak przynajmniej kilka dobrych okazji. Poza tą dwójką tylko Cunha (4), Griezmann (3) i Lemar (3) mają więcej niż dwie bramki. Ponadto przeciwko Barcelonie na pewno nie wystąpi trójka, bez której Simeone musiał sobie radzić już w meczu z Valencią. Griezmann, Kondogbia i Marcos Llorente wciąż leczą bowiem urazy. Klub pozyskał natomiast Wassa, który może z marszu wejść do pierwszego składu i wystąpić na prawej obronie. Przy naprawdę szerokiej kadrze, jaką ma bez wątpienia Atlético, trenerzy jednak nie mają prawa narzekać.
Trudno cokolwiek przewidywać
Wnioskując jedynie z formy zespołów w ostatnich dwóch miesiącach, zdecydowanym faworytem jest Barcelona. Gospodarze nie przegrali od sześciu spotkań, a pod wodzą Xaviego punktują w lidze naprawdę dobrze. Z kolei Atlético na wyjeździe wygrało ostatnio w listopadzie ubiegłego roku, aż trzy z ostatnich sześciu spotkań wyjazdowych przegrywając. Ostatnie zwycięstwo nad Valencią tchnęło jednak trochę wiary w zespół i biorąc pod uwagę doświadczenie, goście bardzo utrudnią grę ekipie Xaviego.
Ostatnie lata przyzwyczaiły nas, że rywalizacja z zespołem Diego Simeone nie należy do najprzyjemniejszych do oglądania. Sposób gry Atlético z zespołami preferującymi atak pozycyjny jest bardzo klarowny. Podstawą jest wybijanie przeciwnika z rytmu i wykorzystywanie kontrataków oraz własnym dobrych momentów, kiedy przeciwnik zbiera siły przed kolejnym natarciem. Kiedy nie szwankowała skuteczność, taka taktyka przynosiła znakomite efekty. Jak będzie dzisiaj? Czy zobaczymy Atlético jak za dawnych lat, czy może Barcelona dzięki szybkim skrzydłom obnaży wszystkie słabości ekipy Diego Simeone? Wszystko jest możliwe.
Komentarze (7)