Hiszpan wzbudzał zainteresowanie Barcelony jeszcze w okresie gry w Máladze, gdy jego talent eksplodował. Isco wydawał się idealnie pasować do stylu gry Blaugrany. Świetna technika, zdobywanie przestrzeni poprzez drybling i podanie czy dobry strzał z dystansu sprawiały, że wszechstronny ofensywny pomocnik, mogący również występować na skrzydłach, pojawił się na celowniku największych europejskich klubów. Jak podaje Sport, raporty Dumy Katalonii potwierdzały te zalety, ale też niewielką pracę bez piłki, skłonność do nadwagi i kilka innych wad.
Ostatecznie Isco w 2013 roku trafił do Realu Madryt za 30 milionów euro. Na Bernabéu miewał różne okresy, co było uzależnione również od trenerów, którzy obejmowali ekipę Los Blancos. Obecność takich gwiazd jak Cristiano Ronaldo, Gareth Bale czy Karim Benzema obligowała Hiszpana do przeformułowania swojego stylu i skupienia się w większym stopniu niż wcześniej na pracy w defensywie. Isco często notował około po 10 bramek i asyst w każdym sezonie, ale w rozgrywkach 2018/2019 nadszedł kryzys, ponieważ zawodnik nie dogadywał się z nowym trenerem Santiago Solarim. Późniejszy powrót Zinedine’a Zidane’a na stanowisko szkoleniowca nie poprawił sytuacji. A właśnie w 2018 roku Isco przedłużył kontrakt z Realem, mimo że miał ofertę z Barcelony.
Stracone lata wielkiego talentu
Ostatecznie 31-latek nie trafił na Camp Nou, a jego dalszy pobyt w zespole Królewskich należy uznać za zmarnowane lata. Isco nie czuł zaufania w klubie, zdarzały mu się kontuzje, miał wyraźną nadwagę i popadł w piłkarską apatię. Dopiero w 2022 roku odszedł do Sevilli na zasadzie wolnego transferu. Tam jednak sytuacja się nie poprawiła, doszło nawet do otwartych konfliktów z Monchim czy Sampaolim. Dyrektor sportowy podczas jednej z kłótni miał nawet złapać zawodnika za szyję, a inne osoby musiały ich rozdzielać.
Odrodzenie
W końcu doszło jednak do odrodzenia Isco w Sewilli. Jednak nie w klubie z Pizjuán, tylko w Betisie, do którego piłkarz trafił 26 lipca. Zacznijmy jednak od początku. Isco od grudnia ubiegłego roku pozostawał bez drużyny po rozwiązaniu kontraktu z Sevillą. Wydawało się, że jako gracz na poziomie Primera División jest już skończony, ale rękę wyciągnął do niego były trener z okresu gry w Máladze Manuel Pellegrini. Za wszystkim stoją jednak nie znajomości, tylko ciężka praca, co tłumaczył sam Isco: „Przeszedłem trudny okres w ostatnich latach, ale nigdy się nie poddałem. Ciężko pracowałem fizycznie i mentalnie, aby wrócić silny, i jestem gotowy. Potrzebowałem tylko wdrożenia tego na boisku, teraz to robię. Kiedy zdecydowałem się na kilkumiesięczną przerwę, zrobiłem to po to, żeby przygotować się lepiej niż kiedykolwiek na wszystkich poziomach. Postanowiłem pokazać, że mam głód, ambicję i zdolności. Mogę grać lepiej lub gorzej, ale przede wszystkim pokazuję moje zaangażowanie i chęć pomocy drużynie”.
MVP x4
W przypadku Isco w tym sezonie nie ma jednak słowa gorzej. Hiszpan we wszystkich czterech meczach tego sezonu LaLigi sięgał po nagrodę dla piłkarza spotkania. Nawet po przegranym starciu z Athletikiem. Isco ma na koncie tylko jednego gola, ale żeby docenić jego grę, musimy sięgnąć do bardziej zaawansowanych statystyk portalu fbref.com. 31-latek zanotował 13 kluczowych podań, co jest drugim wynikiem w Primera División i ósmym w pięciu najsilniejszych ligach europejskich. W zakresie udziału w akcjach z oddaniem strzału Isco jest drugi w Hiszpanii (23) i szósty w rozgrywkach TOP5. Progresywne podania? Trzecia lokata w LaLidze (29). Celne strzały? Siódma pozycja w Primera División (4). Rywalom bardzo trudno jest też zatrzymać pomocnika. Jest drugim najczęściej faulowanym piłkarzem LaLigi (wymusił 13 przewinień), zajmując pod tym względem trzecie miejsce w pięciu najsilniejszych ligach europejskich.
Isco wygląda na piłkarza, który rzeczywiście odbudował się w Betisie, zwłaszcza że do tej pory grał na tle tak wymagających rywali jak Villarreal, Atlético czy Athletic. Dziś wyzwaniem dla niego będzie rywalizacja z Barceloną. Oriol Romeu, Frenkie de Jong czy stoperzy Barcelony będą musieli zwrócić na 31-latka szczególną uwagę.
Komentarze (0)