Xavi twierdzi, że Barcelona jest w budowie i dlatego przydarzają się jej wpadki oraz gorsze występy. Gdyby jednak tak było, w drużynie, po ponad dwóch latach pracy trenera, powinno być zdecydowanie więcej symptomów tego, że zespół zmierza w dobrym kierunku. Nawet przy uwzględnieniu wszystkich komplikacji związanych ze zmianą pokoleniową i trudnościami finansowymi. Tymczasem wczorajszy pojedynek z Antwerpią może jedynie podsycić negatywne wrażenia co do ekipy Xaviego.
Ostatnie spotkanie fazy grupowej, mając awans w kieszeni, powinno posłużyć przede wszystkim temu, żeby poprawić atmosferę wokół klubu, pogorszoną także spięciami w zakresie zarządzania kadrą. Nie obraziłbym się na skromne (jak to w ogóle brzmi, znając ostateczny wynik starcia...) zwycięstwo 2:0, bez porywającej gry, ale spokojne w przebiegu, z kilkoma niezłymi akcentami, z dużymi minutami dla młodych graczy. To już byłby krok w jakimś pożądanym kierunku.
Porażka na każdym polu
Tymczasem w zasadzie wszystko poszło źle i znowu mamy wylew negatywnych emocji względem drużyny Xaviego. Znowu były nerwy i kompromitująca porażka z jedną z najsłabszych drużyn obecnej edycji Ligi Mistrzów (tylko trzy ekipy zdobyły mniej punktów). Xavi ma już na koncie sześć porażek w tych rozgrywkach, czym zrównał się z Luisem Enrique i Pepem Guardiolą. Problem w tym, że obecny trener na ten wynik pracował zaledwie 14 meczów, a więc przegrywa niemal co drugie spotkanie. Nie jest to dobry prognostyk przed fazą pucharową, tak ważną dla klubu.
Porażka jest tym bardziej bolesna, że od pierwszej minuty zagrał tylko jeden piłkarz spoza pierwszego zespołu – Hector Fort. Jules Koundé czy Robert Lewandowski to wręcz podstawowi zawodnicy, który mają coś do udowodnienia po ostatnich słabszych tygodniach. Pozostali gracze konkurują (a przynajmniej chcieliby) o miejsce w wyjściowym składzie. Nie był to więc mecz pozbawiony znaczenia dla zawodników, a o władzach klubu nie ma nawet co mówić, bo nie po to interweniowali, aby w kadrze znaleźli się trzej gracze, którzy początkowo mieli odpocząć, aby olać spotkanie, które mogło im załatać budżet kolejnymi milionami. Niestety, jak się okazało, nie tylko nie było dobrej gry, ale też nie będzie pieniędzy z tego pojedynku. Nie było też odpoczynku dla kilku podstawowych graczy.
Nie chodzi nawet o samą porażkę. Rzecz w tym, że Barcelona znów pokazała się jako zespół pozbawiony większej myśli taktycznej po obu stronach boiska. Nie ma schematów, nie ma dobrej organizacji. Rywale wjeżdżają w jej strefę obronną bez większych trudności. Za to Barça bardzo powoli posuwa się z piłką, a rozmontowanie defensywy rywala przysparza jej ogromnych trudności. Fakt, że klub pokroju Antwerpii oddał więcej strzałów (nie licząc zablokowanych – 11:6) musi być kompromitujący dla drużyny Xaviego. W ostatnich dwóch starciach Barcelona straciła aż siedem goli, a jak porównamy potencjał piłkarski (z całym szacunkiem dla Girony i jej osiągnięć) to trener Barçy dysponuje nieporównywalnie mocniejszą kadrą. Wczoraj w Blaugranie nie było widać nawet zalążków dobrej gry, w jakimkolwiek obszarze.
Budowla się rozsypała
Oczywiście fatalny obraz ekipy Xaviego nie polega wyłącznie na wizerunku z wczorajszego meczu. To jest bardzo długa tendencja okraszona wyjątkami w postaci spotkań z Betisem czy Atlético. Odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat w tamtych pojedynkach drużyna potrafiła wyglądać bardzo dobrze, pozostaje zagadką. W pozostałych starciach nie widać bowiem większego pomysłu ze strony trenera. Statystyki też są bezlitosne dla Xaviego. Barça od 19 września nie wygrała więcej niż jedną bramką. Takich zwycięstw ma zresztą w całym sezonie zaledwie trzy na 22 mecze. Zespół nie jest już nawet tak dobrze zorganizowany w defensywie jak w poprzednim sezonie. Ogromnym problemem jest brak defensywnego pomocnika stabilizującego środek pola. Braki mentalne (koncentracja, momentami determnacja) rzucają się w oczy. Gdzie ma tkwić ten progres w porównaniu do poprzednich rozgrywek? Jeśli Barcelona jest w budowie, to rozsypała się ona w ostatnich miesiącach i wygląda to tak, jakby trener zaczynał od nowa. Nie powinno to tak wyglądać po ponad dwóch latach pracy.
Brak postępów u piłkarzy
Poza tym, jeżeli Barcelona jest w budowie, to powinna mieć przynajmniej kilku graczy wykazujących tendencję wzrostową. Zadajmy sobie pytanie, który z piłkarzy poprawił się w porównaniu do poprzedniej kampanii. Wielu zawodników miewało problemy z kontuzjami, ale nie da się ukryć, że Jules Koundé, Alejandro Balde, Andreas Christensen czy Robert Lewandowski w różnym stopniu obniżyli poziom. U Raphinhi nie widać żadnych postępów. Formę utrzymał może Ronald Araujo, poprawił się Ferran Torres, choć ten akurat raczej mimo dynamiki zespołu (nie dostaje przecież tak dużo szans, jest rzucany po pozycjach), a w większym stopniu poprzez pracę mentalną.
Młodzi przyhamowani
W budowanym zespole powinni też błyszczeć młodzi gracze. Tymczasem Fermin López po udanym początku stanął w miejscu, nawet Lamine Yamal tak nie zachwyca. Barça ma coraz wyższą średnią wieku, wprowadza coraz więcej weteranów, a „młoda drużyna” Xaviego okazała się starsza np. od wyjściowej jedenastki Porto. Trener zdaje się korzystać z utalentowanych graczy dopiero wtedy, kiedy naprawdę musi. W konfrontacji z Antwerpią posłał do gry w środku pola Oriola Romeu i Sergiego Roberto, komponując w zasadzie najgorszą możliwą drugą linię do rozgrywania piłki w starciu ze słabszym rywalem. Stąd też brak jakiejkolwiek płynności i kontroli w grze Barcelony. A miał na ławce Marca Casado czy Aleixa Garrido. Czy Xavi chce budować długofalowy projekt z 32-letnim Oriolem Romeu, który nigdy nie nadawał się na ten poziom i pokazuje to ostatnio w każdym spotkaniu, bądź rok młodszym Sergim Roberto? Gdyby tu była jakaś wizja, to przynajmniej jeden z nich zasiadłby na ławce kosztem młodego, lepiej radzącego sobie z piłką pomocnika. Projekt powinien być ważniejszy od hierarchii.
Warto wrócić zwłaszcza do Casado. Nie jest to idealny defensywny pomocnik, brakuje mu zwłaszcza siły fizycznej. Jednak Barcelona nie ma w tym sezonie żadnego gracza na tę pozycję poza Oriolem Romeu. Można było chociaż przetestować Casado w niektórych starciach, mając na uwadze, że walory Frenkiego de Jonga czy İlkaya Gündoğana nie polegają na grze w obronie. Tymczasem ile minut dostał 20-latek w tej trudnej sytuacji kadrowej? 22. Oriol Romeu w liczbie katastrofalnych wpadek niebezpiecznie zbliża się do tej liczby. A przecież Xavi zatwierdził wydanie milionów na ponad trzydziestoletniego gracza, oddając młodszego Nico. Nie sposób więc zwalać całej winy na posiadaną kadrę, ponieważ trener też miał wielki udział w jej projektowaniu. O ile zrozumiałe wydaje się zwlekanie z awansem Marca Bernala czy Pau Prima ze względu na ich wiek, to jednak brak szans dla Casado świadczy już o kompletnym braku perspektywicznego spojrzenia na BUDOWĘ zespołu.
Problemy finansowe są zrozumiałym wątkiem, ale Barça od zatrudnienia Xaviego wydała na nowych graczy ponad 200 milionów euro, za darmo przybyli piłkarze pokroju Christensena, Gündoğana i Martíneza, a w ramach wypożyczenia do klubu trafili Cancelo i Felix. Do tego klub ma jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) szkółkę na świecie, która cały czas wypuszcza ciekawych zawodników, których można choć próbować wprowadzać. Garrido zaraz skończy 20 lat, a w pierwszym zespole grał przez 6 minut. I to przy tylu kontuzjach w drużynie.
Kiedy ci pomocnicy będą dostawali szanse, jeśli nie przy absencjach Pedriego i De Jonga (wcześniej) czy Gaviego (teraz)? Czy w sytuacji braku robiących różnicę skrzydłowych naprawdę nie można co jakiś czas rzucić chociaż na kwadrans Unaia Hernándeza czy Daniego Rodrígueza? Czy Marc Guiu musi strzelać gole jeszcze częściej (na razie robi to co 22 minuty), żeby móc tak jak wczoraj zmieniać co jakiś czas nie rokującego żadnych perspektyw Roberta Lewandowskiego? Ci młodzi gracze raczej nie zmieniliby oblicza zespołu, ale jeśli mówimy o budowie zespołu na lata, to jednak warto byłoby z nich skorzystać w większym stopniu, zwłaszcza że La Masia częściej ratowała drużynę niż ją pogrążała.
Budowa na piasku
Podsumowując, nie dostrzegam w obecnej Barcelonie żadnych stworzonych podstaw do budowy silnego zespołu. Wiele już widziałem w futbolu i jest oczywiście możliwość, że nagle, w cudowny sposób, wszystko zatrybi i Barça będzie krążyć od zwycięstwa do zwycięstwa. Nic jednak tego nie zapowiada, bo trudno uznać wspomniane starcia z Betisem czy Atlético za jakiś trwały model drużyny. W tytule tego artykułu nie chodzi o to, że nie ma materiału na budowę sensownego domu, ale jej kierownik (Xavi) najwyraźniej postanowił zbudować w złym miejscu (w oparciu o mylne/niewłaściwe założenia). Oczywiście sezon nie jest jeszcze stracony, wręcz przeciwnie, ale trudno obecnie o powody do większego optymizmu, zwłaszcza że drużyna nie wydaje się robić postępów i mało jest pozytywnych elementów w jej grze. Co gorsza, zaczynają pojawiać się doniesienia o niesnaskach oraz niepewności na linii trener - władze klubu, co taką budowę może jeszcze bardziej utrudnić.
Komentarze (40)