Pod Madrytem powiało nudą... Getafe 1-1 Barça
Każdy, kto przed spotkaniem spojrzał na skład, który skompletował (duże słowo) Frank Rijkaard zdawał sobie sprawę, iż Dumę Katalonię będzie czekało dziś ciężkie zadanie. Co prawda Getafe nie jest jaką piłkarską potęgą, ale motywacji Alexisa i spółki była ogromna. Zespół z przedmieść Madrytu jak dotąd nigdy nie zdołał urwać Azulgranie choćby punktu. Do dzisiaj. Po ‘zaciekłym' boju spotkanie pomiędzy obiema drużynami zakończyło się remisem 1:1. Szkoda, bo ewentualna wygrana dałaby awans na pozycję lidera, ale lepszy remis niż porażka...
Jak można się było spodziewać piłkarze Bernda Schustera zgodnie z tym co zapowiadali na konferencjach prasowych, od pierwszych minuty ruszyli do ataku. Gospodarze zepchnęli osłabionych Katalończyków do obrony, ale przez pierwszy kwadrans nie potrafili stworzyć sobie dogodnej sytuacji do zdobycia bramki. Okazję na objęcie prowadzenia mieli za to przyjezdni. W 12 minucie pojedynku dobrą centrą popisał się Rafa Márquez. Piłka zagrana przez Meksykanina trafiła do Eidura Gudjohnsena, ale ten minimalnie przestrzelił. Kilka chwil później odgryźli się gracze spod stolicy. Składną akcję przeprowadził Motelo, zagrał w pole karne, ale doskonałą interwencją popisał się Márquez. Początek meczu w wykonaniu ‘Cesarza' musiał robić wrażenie, ale w późniejszej fazie meczu nie było już tak dobrze...
W 24 minucie Getafe po raz pierwszy oddało groźny strzał na bramkę Valdésa. Ciekawy kontratak starał się wykończyć Guiza, który precyzyjnie uderzył na bramkę Mistrzów Hiszpanii, ale kapitalną robinsonadą popisał się Victor Valdés. Po dwóch kwadransach gry na murawie zrobiło się małe zamieszanie. Po jednej z akcji w polu karnym Blaugrany, gospodarze domagali się rzutu karnego. O ‘jedenastce' nie mogło być mowy, ale nad Coliseum Alfonso Perez była dość gęsta mgła, więc zachowanie graczom Getafe można ewentualnie wybaczyć. Na całe szczęście arbiter nie dał się nabrać na protesty ‘niebieskich' i nawet bez pomocy noktowizora orzekł, iż żadnego nieprzepisowego zagrania nie było. Niestety mgła zalegająca nad stadionem uśpiła zawodników, którzy z każdą chwilą grali coraz słabiej chcąc chyba uśpić także swoich kibiców. Ci widząc powolne ruchy piłkarzy ucichli w swoim dopingu, ale może to i dobrze, bo zapewne każdy pamięta niezbyt przyjemne ekscesy z poprzednich spotkań. Chodzi oczywiście o okrzyki rasistowskie, ale pech chciał, że dziś Kameruńczyka pod Madrytem nie było. Zabrakło także Thurama i Ronaldinho więc ‘kibice' gospodarzy nie mieli okazji do wykazania się swoją nieprzeciętną głupotą.
Dopiero na chwilę przed zejściem na przerwę Barça stworzyła dogodną sytuację do zdobycia gola, niestety ‘Gooljohnsen' jak został ochrzczony Islandczyk przez dziennikarzy Sportu nie był dziś za bardzo skuteczny i zmarnował sytuację sam na sam. Szkoda bo jak się później okazało, składnych akcji i okazji do pokonania ‘El Pato' zbyt wiele nie było. Dokładnie w 46 minucie arbiter zagwizdał po raz ostatni w pierwszej połowie i zaprosił ‘bohaterów' dzisiejszego wieczora na przerwę.
Druga część gry zaczęła się od ataków obu zespołów, ale ani jedni ani drudzy niczym specjalnym się nie wyróżnili. Stadion oszalał w 53 minucie, kiedy to gola dla Getafe zdobył Guiza. Napastnik gospodarzy wykorzystał kardynalny błąd Rafy Márqueza (co może dziwić, bo dotychczas kapitan reprezentacji Meksyku był dla przeciwnika niczym ściana nie do przejścia). Tym razem Victor Valdés nie zdołał zatrzymać Guizy i Getafe objęło prowadzenie.
360 sekund później boisko opuścił Ezquerro (to on w ogóle grał?), a jego miejsce zajął Javier Saviola. Zmiana ‘Mistera' wydawała się być trafiona. Pibito wzrostem nie grzeszy, więc może on, będąc niezauważonym ustrzeli coś we mgle? Jak się okazało chwilę później, Argentyńczyka wyręczył Xavi Hernandez, który pięknym strzałem z rzutu wolnego wyrównał stan gry. Okazuje się, że nie tylko Ronnie i Deco fantastycznie biją ze stałych fragmentów gry. Chwila niezłej gry i... znowu nuda jak na meczach Serie A lub Chelsea Londyn. Może trudno w to uwierzyć, ale kolejna akcja godna uwagi miała miejsce... w 88 minucie meczu. Piłkę meczową otrzymał wprowadzony z ławki Manu, ale w sobie tylko znanym stylu przestrzelił. Całe szczęście, już remis na pewno nie jest wymarzonym wynikiem, więc porażka byłaby ciosem w samo serce. Dokładnie 92 minucie arbiter zakończył tę ‘katorgię'.
Mecz zapowiadał się ciekawie, ale zapewne mało kto nie żałował kupna biletu. Lepszym rozwiązaniem byłoby obejrzenie meczu w TV przed kominkiem, dziś na Coliseum Alfonso Perez mgła przyniosła za sobą dużą porcję nudów. Oby jak najmniej takich meczów w La Liga. Pojedynek z Getafe dał pierwszy punkt w 2007 Barcelonie, ale zapewne pozostanie pewien niedosyt. Mogliśmy mieć lidera...
Getafe CF - FC Barcelona 1-1
1-0 Güiza 53'
1-1 Xavi 69'
Składy:
Getafe: Abbondanzieri, Contra, Belenguer, Alexis, Paredes, Cotelo, Casquero, Celestini, Vivar Dorado (72' Sousa), Güiza (74' Verpakovskis), Pachón (82' Del Moral)
Barcelona: Valdés, Belletti, Márquez, Puyol, Sylvinho (72' van Bronckhorst), Edmílson (90' Olmo), Xavi, Iniesta, Giuly, Gudjohnsen, Ezquerro (59' Saviola)
Żółte kartki: Alexis (28') - Gudjohnsen (61')
Czerwona kartka: Alexis (91' - druga żółta kartka)
Sędzia: Mejuto González
Stadion / widzów: Coliseum Alfonso Pérez / 14 000
Jak można się było spodziewać piłkarze Bernda Schustera zgodnie z tym co zapowiadali na konferencjach prasowych, od pierwszych minuty ruszyli do ataku. Gospodarze zepchnęli osłabionych Katalończyków do obrony, ale przez pierwszy kwadrans nie potrafili stworzyć sobie dogodnej sytuacji do zdobycia bramki. Okazję na objęcie prowadzenia mieli za to przyjezdni. W 12 minucie pojedynku dobrą centrą popisał się Rafa Márquez. Piłka zagrana przez Meksykanina trafiła do Eidura Gudjohnsena, ale ten minimalnie przestrzelił. Kilka chwil później odgryźli się gracze spod stolicy. Składną akcję przeprowadził Motelo, zagrał w pole karne, ale doskonałą interwencją popisał się Márquez. Początek meczu w wykonaniu ‘Cesarza' musiał robić wrażenie, ale w późniejszej fazie meczu nie było już tak dobrze...
W 24 minucie Getafe po raz pierwszy oddało groźny strzał na bramkę Valdésa. Ciekawy kontratak starał się wykończyć Guiza, który precyzyjnie uderzył na bramkę Mistrzów Hiszpanii, ale kapitalną robinsonadą popisał się Victor Valdés. Po dwóch kwadransach gry na murawie zrobiło się małe zamieszanie. Po jednej z akcji w polu karnym Blaugrany, gospodarze domagali się rzutu karnego. O ‘jedenastce' nie mogło być mowy, ale nad Coliseum Alfonso Perez była dość gęsta mgła, więc zachowanie graczom Getafe można ewentualnie wybaczyć. Na całe szczęście arbiter nie dał się nabrać na protesty ‘niebieskich' i nawet bez pomocy noktowizora orzekł, iż żadnego nieprzepisowego zagrania nie było. Niestety mgła zalegająca nad stadionem uśpiła zawodników, którzy z każdą chwilą grali coraz słabiej chcąc chyba uśpić także swoich kibiców. Ci widząc powolne ruchy piłkarzy ucichli w swoim dopingu, ale może to i dobrze, bo zapewne każdy pamięta niezbyt przyjemne ekscesy z poprzednich spotkań. Chodzi oczywiście o okrzyki rasistowskie, ale pech chciał, że dziś Kameruńczyka pod Madrytem nie było. Zabrakło także Thurama i Ronaldinho więc ‘kibice' gospodarzy nie mieli okazji do wykazania się swoją nieprzeciętną głupotą.
Dopiero na chwilę przed zejściem na przerwę Barça stworzyła dogodną sytuację do zdobycia gola, niestety ‘Gooljohnsen' jak został ochrzczony Islandczyk przez dziennikarzy Sportu nie był dziś za bardzo skuteczny i zmarnował sytuację sam na sam. Szkoda bo jak się później okazało, składnych akcji i okazji do pokonania ‘El Pato' zbyt wiele nie było. Dokładnie w 46 minucie arbiter zagwizdał po raz ostatni w pierwszej połowie i zaprosił ‘bohaterów' dzisiejszego wieczora na przerwę.
Druga część gry zaczęła się od ataków obu zespołów, ale ani jedni ani drudzy niczym specjalnym się nie wyróżnili. Stadion oszalał w 53 minucie, kiedy to gola dla Getafe zdobył Guiza. Napastnik gospodarzy wykorzystał kardynalny błąd Rafy Márqueza (co może dziwić, bo dotychczas kapitan reprezentacji Meksyku był dla przeciwnika niczym ściana nie do przejścia). Tym razem Victor Valdés nie zdołał zatrzymać Guizy i Getafe objęło prowadzenie.
360 sekund później boisko opuścił Ezquerro (to on w ogóle grał?), a jego miejsce zajął Javier Saviola. Zmiana ‘Mistera' wydawała się być trafiona. Pibito wzrostem nie grzeszy, więc może on, będąc niezauważonym ustrzeli coś we mgle? Jak się okazało chwilę później, Argentyńczyka wyręczył Xavi Hernandez, który pięknym strzałem z rzutu wolnego wyrównał stan gry. Okazuje się, że nie tylko Ronnie i Deco fantastycznie biją ze stałych fragmentów gry. Chwila niezłej gry i... znowu nuda jak na meczach Serie A lub Chelsea Londyn. Może trudno w to uwierzyć, ale kolejna akcja godna uwagi miała miejsce... w 88 minucie meczu. Piłkę meczową otrzymał wprowadzony z ławki Manu, ale w sobie tylko znanym stylu przestrzelił. Całe szczęście, już remis na pewno nie jest wymarzonym wynikiem, więc porażka byłaby ciosem w samo serce. Dokładnie 92 minucie arbiter zakończył tę ‘katorgię'.
Mecz zapowiadał się ciekawie, ale zapewne mało kto nie żałował kupna biletu. Lepszym rozwiązaniem byłoby obejrzenie meczu w TV przed kominkiem, dziś na Coliseum Alfonso Perez mgła przyniosła za sobą dużą porcję nudów. Oby jak najmniej takich meczów w La Liga. Pojedynek z Getafe dał pierwszy punkt w 2007 Barcelonie, ale zapewne pozostanie pewien niedosyt. Mogliśmy mieć lidera...
Getafe CF - FC Barcelona 1-1
1-0 Güiza 53'
1-1 Xavi 69'
Składy:
Getafe: Abbondanzieri, Contra, Belenguer, Alexis, Paredes, Cotelo, Casquero, Celestini, Vivar Dorado (72' Sousa), Güiza (74' Verpakovskis), Pachón (82' Del Moral)
Barcelona: Valdés, Belletti, Márquez, Puyol, Sylvinho (72' van Bronckhorst), Edmílson (90' Olmo), Xavi, Iniesta, Giuly, Gudjohnsen, Ezquerro (59' Saviola)
Żółte kartki: Alexis (28') - Gudjohnsen (61')
Czerwona kartka: Alexis (91' - druga żółta kartka)
Sędzia: Mejuto González
Stadion / widzów: Coliseum Alfonso Pérez / 14 000
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)