Stuttgart - Barça 0:2, szpital w Barcelonie
Szumne zapowiedzi ekipy Stuttgartu, która miała ochotę utrzeć nosa faworyzowanej Barcelonie, dzisiejszego wieczora mogły spełnić się gdyby nie kilka okoliczności, o których napiszę poniżej. Ostatecznie Katalończycy zwyciężyli 2:0 odnosząc tym samym piątą z rzędu wygraną, strzelając siedemnastą i osiemnastą bramkę w sezonie. Całą radość ze zwycięstwa psują niestety kontuzje, których doznali kolejni obrońcy - Márquez i Puyol. Tym samym obaj dołączą do już leczących urazy Toure, Milito i Zambrotty, a to w efekcie daje prawdziwy szpital jeśli chodzi o defensywę zespołu Franka Rijkaarda.
Przed meczem ktoś mógł zapytać jaką krzywdę Barcelonie może wyrządzić drużyna, która przegrała w tym sezonie wszystkie mecze wyjazdowe, a w Bundeslidze zajmuje dopiero 10. miejsce? Okazuje się, że mogła, bo o ile przez pierwsze pół godziny grała Barca, o tyle w kolejnym kwadransie rozstrzelali się goście. Aktywny był zwłaszcza ten, który najbardziej podziwia kunszt bordowo-granatowego futbolu - Mario Gomez. Znakomitej sytuacji tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania nie wykorzystał Farnerud, lecz i wcześniej sam Gomez mógł pokonać Valdésa. Bramkarz gości rozgrywał jednak wyborną partię i niejednokrotnie ratował swój zespół przed stratą gola.
Wcześniej, bo na samym początku meczu kontuzji doznał Márquez, a w jego miejsce na placu gry pojawił się, jak się później okazało, strzelec pierwszej bramki - Puyol. Co Barça zrobiłaby gdyby latem drużyny nie zasilili Abidal i Milito, kto zastąpiłby Meksykanina? Strach pomyśleć który z zawodników pod nieobecność w pomocy Yaya Toure, miałby radzić sobie w obronie z całkiem śmiałymi atakami gospodarzy. Tym bardziej, że nie był to koniec zdrowotnych problemów Azulgrany, a i luki w drugiej linii były widoczne gołym okiem.
Drugą połowę Katalończycy rozpoczęli podobnie jak zakończyli pierwszą, czyli bez pomysłu. Ale tym razem dopisało im szczęście w postaci gola Puyola, który wykorzystał zamieszanie w polu karnym VfB i z czterech metrów wepchnął piłkę do siatki. Bramka podcięła gospodarzom skrzydła i grę zaczęli prowadzić podopieczni Rijkaarda. Statystyka posiadania piłki 39-61% nie była dla nikogo zaskoczeniem, choć mistrzowie Niemiec poczynali sobie naprawdę dobrze. Tyle że do momentu utraty gola, Katalończycy mimo że nie zachwycali, grali swoje czego efektem było trafienie Messiego. Świetnie w tej sytuacji zachował się Henry, który ograł obrońcę i wyłożył piłkę Argentyńczykowi. Dwie minuty wcześniej podczas niefortunnej interwencji kontuzji nabawił się Puyol, który musiał opuścić boisko na rzecz Sylvinho.
Pogodzeni z losem gospodarze już się nie podnieśli, za to rezultat mogła podwyższyć Barca. Spokojną grę jej piłkarze przerywali błyskami geniuszu, tym razem jednak zakończyło się na "skromnym" 2:0. Bardziej niż o wynik fani Azulgrany drżeli w końcówce o to, by kolejnej "niespodziewanej" kontuzji nie doznał któryś z czołowych zawodników. Rijkaard na 10 minut wpuścił jeszcze Bojana, a dał odpocząć rekonwalescentowi Ronaldinho. Skończyło się na dwóch golach okupionych dwoma urazami. Czy ktoś będzie potrafił wytłumaczyć dlaczego dzieje się to w kolejnym z rzędu spotkaniu?
Wynik cieszy, gra mimo że nie zachwycająca, to momentami ładna i efektywna. Barça pozostaje liderem tabeli grupy E Ligi Mistrzów i wespół z Glasgow Rangers, który dzisiaj we Francji rozbił Lyon 3:0, zgromadziła 6 punktów. Za trzy tygodnie czeka nas szlagier na Ibrox Park. Czy przed rozpoczęciem zmagań w tej grupie wielu było takich, którzy przewidzieli, iż to Lyon i Stuttgart po dwóch rundach gier będą bez punktów? O tym, że Barcelona jest faworytem wiedział każdy, Szkoci zrobili natomiast wszystko, by u bukmacherów za ich końcowy triumf, czy nawet pokonanie Azulgrany w kolejnym meczu, płacono kilka funtów mniej.
Stuttgart: Schäfer; Osorio (Marica, 63'), Tasci, Fernando Meira, Boka; Pardo, Hilbert, Farnerud (Meissner, 76'), Khedira (Magnin, 76'); Cacau, Mario Gómez.
FC Barcelona: Valdés; Oleguer, Márquez (Puyol, 6' (Sylvinho, 64')), Thuram, Abidal; Xavi, Deco, Iniesta; Ronaldinho (Bojan, 81'), Henry, Messi.
Gole: 0-1; Puyol (52'); 0-2, Messi (67').
Arbiter: Hansson.
Żółta kartka: Messi.
Przed meczem ktoś mógł zapytać jaką krzywdę Barcelonie może wyrządzić drużyna, która przegrała w tym sezonie wszystkie mecze wyjazdowe, a w Bundeslidze zajmuje dopiero 10. miejsce? Okazuje się, że mogła, bo o ile przez pierwsze pół godziny grała Barca, o tyle w kolejnym kwadransie rozstrzelali się goście. Aktywny był zwłaszcza ten, który najbardziej podziwia kunszt bordowo-granatowego futbolu - Mario Gomez. Znakomitej sytuacji tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania nie wykorzystał Farnerud, lecz i wcześniej sam Gomez mógł pokonać Valdésa. Bramkarz gości rozgrywał jednak wyborną partię i niejednokrotnie ratował swój zespół przed stratą gola.
Wcześniej, bo na samym początku meczu kontuzji doznał Márquez, a w jego miejsce na placu gry pojawił się, jak się później okazało, strzelec pierwszej bramki - Puyol. Co Barça zrobiłaby gdyby latem drużyny nie zasilili Abidal i Milito, kto zastąpiłby Meksykanina? Strach pomyśleć który z zawodników pod nieobecność w pomocy Yaya Toure, miałby radzić sobie w obronie z całkiem śmiałymi atakami gospodarzy. Tym bardziej, że nie był to koniec zdrowotnych problemów Azulgrany, a i luki w drugiej linii były widoczne gołym okiem.
Drugą połowę Katalończycy rozpoczęli podobnie jak zakończyli pierwszą, czyli bez pomysłu. Ale tym razem dopisało im szczęście w postaci gola Puyola, który wykorzystał zamieszanie w polu karnym VfB i z czterech metrów wepchnął piłkę do siatki. Bramka podcięła gospodarzom skrzydła i grę zaczęli prowadzić podopieczni Rijkaarda. Statystyka posiadania piłki 39-61% nie była dla nikogo zaskoczeniem, choć mistrzowie Niemiec poczynali sobie naprawdę dobrze. Tyle że do momentu utraty gola, Katalończycy mimo że nie zachwycali, grali swoje czego efektem było trafienie Messiego. Świetnie w tej sytuacji zachował się Henry, który ograł obrońcę i wyłożył piłkę Argentyńczykowi. Dwie minuty wcześniej podczas niefortunnej interwencji kontuzji nabawił się Puyol, który musiał opuścić boisko na rzecz Sylvinho.
Pogodzeni z losem gospodarze już się nie podnieśli, za to rezultat mogła podwyższyć Barca. Spokojną grę jej piłkarze przerywali błyskami geniuszu, tym razem jednak zakończyło się na "skromnym" 2:0. Bardziej niż o wynik fani Azulgrany drżeli w końcówce o to, by kolejnej "niespodziewanej" kontuzji nie doznał któryś z czołowych zawodników. Rijkaard na 10 minut wpuścił jeszcze Bojana, a dał odpocząć rekonwalescentowi Ronaldinho. Skończyło się na dwóch golach okupionych dwoma urazami. Czy ktoś będzie potrafił wytłumaczyć dlaczego dzieje się to w kolejnym z rzędu spotkaniu?
Wynik cieszy, gra mimo że nie zachwycająca, to momentami ładna i efektywna. Barça pozostaje liderem tabeli grupy E Ligi Mistrzów i wespół z Glasgow Rangers, który dzisiaj we Francji rozbił Lyon 3:0, zgromadziła 6 punktów. Za trzy tygodnie czeka nas szlagier na Ibrox Park. Czy przed rozpoczęciem zmagań w tej grupie wielu było takich, którzy przewidzieli, iż to Lyon i Stuttgart po dwóch rundach gier będą bez punktów? O tym, że Barcelona jest faworytem wiedział każdy, Szkoci zrobili natomiast wszystko, by u bukmacherów za ich końcowy triumf, czy nawet pokonanie Azulgrany w kolejnym meczu, płacono kilka funtów mniej.
Stuttgart: Schäfer; Osorio (Marica, 63'), Tasci, Fernando Meira, Boka; Pardo, Hilbert, Farnerud (Meissner, 76'), Khedira (Magnin, 76'); Cacau, Mario Gómez.
FC Barcelona: Valdés; Oleguer, Márquez (Puyol, 6' (Sylvinho, 64')), Thuram, Abidal; Xavi, Deco, Iniesta; Ronaldinho (Bojan, 81'), Henry, Messi.
Gole: 0-1; Puyol (52'); 0-2, Messi (67').
Arbiter: Hansson.
Żółta kartka: Messi.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)