W ciszy stadionu. Odszedł król...

Karol Chowański 'Challenger'

11 września 2009, 21:24

45 komentarzy

Pamiętam o niewykorzystanych sytuacjach przez wszystkie te pięć lat. Pamiętam o chimerycznej formie pod koniec zeszłego sezonu. Pamiętam o kontrowersyjnym charakterze. Pamiętam o ogromnej podwyżce, jaką Samu uważał za warunek pozostania na Camp Nou dłużej niż rok. Pamiętam o tym wszystkim. Tylko, że w żaden sposób pamięć ta nie ułatwiała pożegnania z Eto'o.

Sprzedaż Samuela Eto'o - złe emocje i podłe oskarżenia

Niewątpliwie istniały powody, dla których tego lata Klub mógł się pożegnać z Samuelem Eto'o. Jestem w stanie je zrozumieć i uszanować - o czym za chwilę. Ale potępić trzeba fakt, że wraz z pożegnaniami Kameruńczyk otrzymał od barcelonismo wiele ciosów, na które nie zasłużył.
Samuel Eto'o przez 5 pełnych sezonów walczył dla FC Barcelony i jej fanów. Okazywał na boisku pełne oddanie. Tymczasem o należnym tak zasłużonemu piłkarzowi honorze wnet zapomniało wielu kibiców, pisząc i mówiąc w bardzo niepochlebnym tonie. W trakcie całej tej transferowej epopei półsłówka i oskarżenia nie-wprost padały również ze strony Laporty, Txikiego, nawet Guardioli. Gorzkie słowa formułowali dziennikarze na łamach hiszpańskiej i katalońskiej prasy - słowa nienależne piłkarzowi, który odegrał tak istotną rolę w historycznych triumfach. Zbudowano latem mur niewdzięczności wobec Kameruńczyka - a czy to naprawdę kosztuje tak wiele, by niezależnie od osobistych odczuć na temat Eto'o i jego odejścia z Klubu, przynajmniej dobierać subtelniej słowa?

Z drugiej strony: krytyce poddawano zarząd - że telenowela z Eto'o po roku się powtarza; że sama myśl o pozwoleniu odejść takiemu napastnikowi to idiotyzm; że ten zarząd nie ma kwalifikacji; że wobec tego ten zarząd musi odejść... Tylko, że za obecnego zarządu drużyna wygrała tryplet. To on napisał historię Klubu. I niezależnie od sytuacji - również zasługuje na szacunek i powściągliwość w osądach. Nawet mniejsza o sukcesy sportowe tej ery; przypomnę, iż największą zasługą obecnej ekipy jest aktualna kondycja finansowa Klubu. Gdy Joan Laporta obejmował swój urząd, było gorzej niż jest dziś w Valencii.

Niezależnie od ew. pomyłek - to i tak najlepszy zarząd w nowożytnej historii FC Barcelony. Dlatego w rodzącej tak wiele emocji kwestii transferu Samuela Eto'o, cała społeczność członków, fanów i sezonowych sympatyków Barçy powinna starannie dobierać słowa pod jego adresem. Bo ci ludzie zasługują na wieczny szacunek... Bo może jednak sprzedaż Eto'o była ich dobrą decyzją?

"Broniłem honoru Barçy jak własnego życia"

W 199 oficjalnych meczach kameruński napastnik zdobył dla Dumy Katalonii 130 bramek, co ex aequo z Rivaldo daje mu 3. miejsce w historii Klubu, za Césarem i László Kubalą. Strzelił 104 bramki w lidze (3. wynik za Césarem i Kubalą). Z Eto'o w składzie Barça 2 razy triumfowała w Lidze Mistrzów (2006, 2009), 3-krotnie zdobywała mistrzostwo Hiszpanii (2005, 2006, 2009), wygrała Puchar Króla (2009) oraz zwyciężała dwukrotnie w Superpucharze Hiszpanii (2005 i 2007). Kameruński napastnik przyczynił się w ogromny sposób do wszystkich tych triumfów - nie tylko bramkami, lecz również asystami, kluczowymi podaniami czy ciągłym absorbowaniem uwagi przeciwników, które pozwalało zdobywać bramki kolegom. Ponadto, wyjątkową cechą Samu jako napastnika była jego funkcja "pierwszego obrońcy" Barçy. Gdy zespół tracił piłkę, to on inicjował pressing i wysokie krycie - czyli wprowadzone przez Rijkaarda, a ulepszone przez Guardiolę elementy taktyki, które w ostatnich latach zmieniły filozofię gry Azulgrany. Prócz inwestycji w klasowych obrońców, zmiana ta pozwoliła wreszcie uzyskać na Camp Nou balans pomiędzy siłą ofensywną a troską o defensywę. Tożsamość gry nabrała nowej jakości - drużyna zaczęła tracić znacznie mniej bramek, doszła w tym do perfekcji (dowód: dwukrotne zdobycie przez Valdésa Trofeum Zamory - wynikające z najmniejszej liczby straconych goli w sezonie), a to doprowadziło Klub do sukcesów. Niesamowitych sukcesów.

W tej jakościowej metamorfozie tożsamości gry Barçy, Samuel Eto'o odegrał niebagatelną rolę, jego aktywność na rzecz defensywy będzie służyła za wzór każdemu następcy i należy o tym pamiętać. Prócz najlepszych akcji bramkowych, mam teraz przed oczami powtórki główkującego Eto'o przy rzutach rożnych przeciwników i jego odbiorów wślizgiem na własnej połowie...

Przyszłość Barçy wartością najwyższą

A jednak wszystkie te zasługi i jakże aktywny udział w historycznych dla Klubu chwilach, nie powinny zacierać drugiej strony medalu - przesłanek do opuszczenia Barçy przez Samuela Eto'o. Pod koniec minionego sezonu doszło do niepokojącej zniżki jego formy, a lato przyniosło brak gotowości na kompromisy z Klubem w kwestii przedłużenia kontraktu. Ewidentna rozbieżność interesów. Eto'o miał jeden cel - ugrać dla siebie możliwie najwięcej. Inne cele miał zarząd: płacowy balans w drużynie, wynikająca stąd atmosfera w szatni i przede wszystkim sukces sportowy. A co do ceny: 20 mln euro to ok. 50% faktycznej wartości rynkowej zawodnika, któremu za rok kończył się kontrakt. Patrząc na inne tego typu transakcje, 50% to nie jest zła cena. Naprawdę.

Żałuję, że doszło do rozstania z Samu, ale jednocześnie nie mam wątpliwości, iż w zaistniałej sytuacji było to rozwiązanie pod każdym względem bardziej przyszłościowe dla Klubu. Czyli lepsze.

Samuel Eto'o musi(ał) odejść

Mistrzostwa, puchary, Pichichi, bramki w dwóch finałach Ligi Mistrzów... Nie należy się dziwić, że osiągnąwszy z Barçą praktycznie wszystkie możliwe zaszczyty w klubowej piłce, z celów sportowych "przestawił" się Kameruńczyk na cele finansowe. Nie należy też tego potępiać (!), bo Eto'o zbliża się do 29. urodzin i w maju br. miał świadomość, iż najbliższa umowa (podpisana albo bieżącego lata, albo za rok) będzie dla niego najważniejszym kontraktem w życiu. Oczywiście, zarząd nie mógł przystać na tak wygórowane żądania - oznaczałoby to precedens bardzo szkodliwy dla sytuacji w szatni i efekt ten odniósłby każdy, choćby minimalny, wzrost pensji Kameruńczyka...

Bo niby za co należała mu się jakakolwiek podwyżka? To inny przypadek niż Touré, którego płaca nie wzrosła od czasu gry w AS Monaco, a z którą zrównała się ostatnio barcelońska młodzież; czy Iniesty, który zasługuje na docenienie względnie niedawnego awansu do czołowej roli w drużynie. Eto'o tymczasem po prostu wykonywał swoją pracę jak każdy inny członek zespołu. A to już dość słabe uzasadnienie pretensji o podwyżkę - w innym przypadku po każdym zdobytym tytule wzrostu tygodniówki domagałaby się cała drużyna... Strzelanie bramek jest głównym zadaniem napastnika, więc trudno tu mówić o jakichś specjalnych zasługach godnych automatycznego awansu finansowego. Oczywiście Eto'o odnosił w tym niebanalne sukcesy - ale za to są premie. Te finansowe aspiracje Kameruńczyka fanów zaskoczyły, ale wyczulonego na punkcie atmosfery w drużynie Guardiolę niewątpliwie musiały zrazić. Dobro zespołu przede wszystkim.

Druga, może nawet ważniejsza kwestia, to próba analizy jego przyszłej przydatności sportowej. Wspomniane nasycenie Kameruńczyka tytułami bynajmniej nie jest gwarantem utrzymania wysokiej dyspozycji. Patrząc na to, ile Eto'o zdobył z Barçą, wcale nie trzeba być Jackiem Welchem, by stwierdzić "bardzo prawdopodobne, że on wkrótce będzie miał problemy z motywacją". Dlatego prócz obciążenia finansowego, decyzja o przedłużeniu kontraktu z Samu niosłaby jeszcze cięższe brzemię: a co, jeśli forma głównego napastnika nagle i drastycznie spadnie? Na 4- czy 5-letni związek obarczony takim ryzykiem zarząd nie mógł sobie pozwolić tym bardziej. Oczywiście, że były podstawy do tego pesymizmu: w końcówce minionego sezonu barcelońska "9" dała popis nieskuteczności. Cała drużyna wspomagała Kameruńczyka w utrzymaniu pozycji lidera klasyfikacji Pichichi, tymczasem on marnował nawet po 5 setek w meczu, a z Mallorcą nie wykorzystał karnego. Brak umiejętności? Nie. Brak motywacji i koncentracji? Możliwe. A to poważny mankament. Tym bardziej, że w Rzymie Eto'o nie raził już nieporadnością, lecz imponował aktywnością, błysnął wspaniałą bramką i został jednym z głównych aktorów widowiska. To nie przypadek.
Dlatego jestem wdzięczny zarządowi, że zbędnego ryzyka nie podjęto. I zrobiono miejsce dla napastnika głodnego zwycięstw i tytułów. To rozwiązanie o wiele mniej ryzykowne dla przyszłości Klubu niż kosztowne przedłużenie kontraktu z piłkarzem już spełnionym... Eto'o dał barcelonismo i mi osobiście wiele radości; z całego serca życzę mu, by w Mediolanie był szczęśliwy. Niemniej, to był właściwy moment na rozstanie. A lepsze wcale nie musi być wrogiem dobrego. W przypadkach rzadkich może być tego, co dobre, kontynuacją - na lepsze, właśnie. Oby tak było z Ibrahimoviciem.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (45)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze