Samokrytyka za niewykorzystane okazje
Epicki triumf nad Arsenalem i awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów nie mogą przysłonić tego, czego ostatnio Barcelonie bardzo brakuje. To skuteczność, nie można marnować tak wielu znakomitych okazji do zdobycia gola.
Pep Guardiola jest wśród tych, którzy wierzą, że jednostka i grupa mogą rozwijać się jedynie wtedy, gdy skłonne są poddać się samokrytyce. A w dwumeczu z Arsenalem Barça stworzyła wystarczająco dużo sytuacji, aby nie musieć drżeć o awans do ostatniej minuty i ratować się świetną interwencją Mascherano, który w końcówce spotkania na Camp Nou wygarnął piłkę spod nóg Bendtnera. W najbliższych dniach Guardiola będzie starał się uświadomić swoich zawodników, że sytuacje strzeleckie muszą kończyć z większą precyzją. Przede wszystkim po to, by nie cierpieć w meczach, w których absolutnie dominuje.
Jeśli porównać piłkę nożną do boksu, Barça znakomicie wypunktowała we wtorek Arsenal. Ale jeśli był to boks, to skoro Barcelona nie potrafiła, choć powinna, znokautować słaniającego się na nogach przeciwnika, ten mógł zadać decydujący cios za sprawą Bendtnera i tym samym pozbawić rywala złudzeń. W kolejnej rundzie graliby Kanonierzy i mimo że w przekroju dwumeczu to nie oni byli lepsi, tylko za sprawą skuteczności znaleźliby się w ćwierćfinale. Skuteczności, którą Barça zatraciła i musi odzyskać.
To ważne nie tylko w kontekście Ligi Mistrzów, ale też Primera Division i finału Pucharu Króla. Barçę czekają m.in. mecze z Realem Madryt czy trudne ligowe spotkania z Sevillą, Villarrealem, Espanyolem. W ostatnich czterech pojedynkach (Athletic, Valencia, Zaragoza, Arsenal) Duma Katalonii zmarnowała mnóstwo okazji. Ale Guardiola jest samokrytyczny i widzi niedoskonałości, czyli ma coś, co odróżnia go od Wengera, który słabą grę swoich piłkarzy wolał zatuszować krytykując postawę sędziego za czerwoną kartkę dla Robina van Persie.
[źródło: Mundo Deportivo]
Pep Guardiola jest wśród tych, którzy wierzą, że jednostka i grupa mogą rozwijać się jedynie wtedy, gdy skłonne są poddać się samokrytyce. A w dwumeczu z Arsenalem Barça stworzyła wystarczająco dużo sytuacji, aby nie musieć drżeć o awans do ostatniej minuty i ratować się świetną interwencją Mascherano, który w końcówce spotkania na Camp Nou wygarnął piłkę spod nóg Bendtnera. W najbliższych dniach Guardiola będzie starał się uświadomić swoich zawodników, że sytuacje strzeleckie muszą kończyć z większą precyzją. Przede wszystkim po to, by nie cierpieć w meczach, w których absolutnie dominuje.
Jeśli porównać piłkę nożną do boksu, Barça znakomicie wypunktowała we wtorek Arsenal. Ale jeśli był to boks, to skoro Barcelona nie potrafiła, choć powinna, znokautować słaniającego się na nogach przeciwnika, ten mógł zadać decydujący cios za sprawą Bendtnera i tym samym pozbawić rywala złudzeń. W kolejnej rundzie graliby Kanonierzy i mimo że w przekroju dwumeczu to nie oni byli lepsi, tylko za sprawą skuteczności znaleźliby się w ćwierćfinale. Skuteczności, którą Barça zatraciła i musi odzyskać.
To ważne nie tylko w kontekście Ligi Mistrzów, ale też Primera Division i finału Pucharu Króla. Barçę czekają m.in. mecze z Realem Madryt czy trudne ligowe spotkania z Sevillą, Villarrealem, Espanyolem. W ostatnich czterech pojedynkach (Athletic, Valencia, Zaragoza, Arsenal) Duma Katalonii zmarnowała mnóstwo okazji. Ale Guardiola jest samokrytyczny i widzi niedoskonałości, czyli ma coś, co odróżnia go od Wengera, który słabą grę swoich piłkarzy wolał zatuszować krytykując postawę sędziego za czerwoną kartkę dla Robina van Persie.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)