Czy Wisła przepłynie przez Madryt ?

Dżemik

17 lipca 2005, 16:39

1 komentarz
Polska, czyli taki dziwny kraj w samym sercu Europy zamieszkiwany przez blisko 38 milionów ludzi. Ludność zamieszkująca na terytorium owego państwa, to w większości Polacy - dumny naród z przeszłością i bynajmniej nie chodzi mi tu o historię jako taką, ale o fakt, że w naszym ukochanym kraju wszystko co najlepsze już było, stało się historią. Był Chrobry, który zdobył dla nas koronę, był Kaziu Wielki, było Włodek Jagiełło, który przejechał się po Krzyżakach, była husaria i Janek III Sobieski, którzy przejechali się po Turkach, był Kościuszko, byli wielcy patrioci walczący o wolność dla Polski, ale nie tylko, bo dla USA i kilku innych także, była Konstytucja 3 Maja, był Piłsudski, była Armia Krajowa i Powstanie w 44r., była Solidarność, był Wałęsa, był okrągły stół, był Mazowiecki i demokratyczny rząd, był Balcerowicz, który do dziś "musi odejść". W tym wszystkim jedno jest wyjątkowo smutne, a mianowicie, że to już BYŁO. Podobnie rzecz ma się z naszą piłką nożną - tu też wszystko co najlepsze już było - był trener Górski, byli Lato, Gadocha, Szarmach , Ćmikiewicz, Dejna i wielu innych, później był Boniek. Oni już byli. Nawet była już Liga Mistrzów w Polsce, tylko że te dwa wydarzenia możemy potraktować jako wyjątki potwierdzające regułę - a reguła brzmi "wszystko co najlepsze już było".

Skoro dotarliśmy juz do tematyki piłkarskiej, to warto zwrócić uwagę na fakt, iż po wielu latach posuchy zostaliśmy obdarowani pewnym dobrem mogącym zaprzeczyć przedstawionej powyżej regule. Dobro to nazywa się Wisła Kraków. Od wielu już lat w Polsce nie było tak silnego klubu piłkarskiego opartego na stabilnych podstawach finansowych, skupiającego tak wielu zawodników reprezentacji kraju, mającego mocarstwowe plany i jawnie się do nich przyznającego, a nawet nie tylko przyznającego, gdyż klub ten podejmując kolejne działania wprowadza plany te w życie inwestując w drogiego, ale sprawdzonego trenera, sprowadzając coraz lepszych zawodników, rozpoczynając inwestycje infrastrukturalne. Aż ręce same składają się do oklasków, bowiem, tzw. "gołym okiem" widoczny jest postęp tego klubu, zespolu, samych zawodników. Na krajowej arenie Wisła dominuje od kilku lat, a każdy jej mecz jest niejako podwójnym sprawdzianem - z jednej strony dla Białej Gwiazdy, która ciągle musi udowadniać swoją wyższość, z drugiej strony dla każdego przeciwnika, aby wiedział ile klas musi nadrobić, żeby zbliżyć się poziomem do Wisły. Jest to zespół stworzony do wygrywania i na przestrzenie kilku lat widać, iż zadania to wypełnie należycie, o czym się można przekonać licząc tytuły mistrzowskie z ostatnich sezonów. Nie zawsze wszystko wychodzi jak sobie to działacze i piłkarze z małopolskiego zaplanowali, ale są to pewne odstępstwa, które trafiają się nawet tym najznamienitszym przedstawicielom świata piłki nożnej.

Zrobił nam się tutaj prawie sielankowy krajobraz, dlatego pora go troszkę zmącić. W tym wszystkim brakuje błysku prawdziwego triumfu, czegoś, co nie udało się nikomu, lub nielicznym, czegoś co pozwoliłoby stać się kimś więcej, niż klubem z państwa leżącego w centrum Europy. Brakuje sukcesu na arenie miedzynarodowej, brakuje awansu do Ligi Mistrzów i dopóki Wisła tego nie dokona, będzie tylko prowincjonalnym klubem piłkarskim zbyt cicho pukającym do drzwi odgradzjących ją od prawdzwej piłki nożnej, od prawdziwych pieniędzy, od prawdziwego triumfu. Możemy się pocieszać udanymi występami w pucharze UEFA, wspaniałymi i niezapomnianymi pojedynkami z Parmą, Lazio, Schalke, ale nie oszukujmy się i powiedzmy sobie szczerze - to jest tylko zaplecze, rezerwowe rozgrywki, dla tych, którzy nie mieszczą się przy "pańskim" stole. Pomimo kilku prób piłkarzy z Karkowa i innych zespołow od siedmiu lat żadem polski klub nie dostąpił zaszczytu rozegrania meczu w fazie grupowej Championes League. W zeszłym roku, kiedy przeciwnikiem Wisły był Anderlech Bruksela, wydawało się, iż uda się przełamać tą polską niemoc, ale zła polityka tranferowa i nadmierne osłabienie zespołu doprowadziło do tego, o czym wszyscy pamiętają, więc nie ma potrzeby przypominać. Inaczej miało być w tym roku - zespół został wzmocniony wartościowymi zawodnikami - byłymi lub obecnymi repreztantami kraju, powrotami z nieudanych podbojów klubów zagranicznych. Jak co roku postanowiono udać się do Francji, aby szlifować formę wśród wymagających przeciwników, na normalnych (czyli innych niż polskie realia) stadionach i w ciepłym klimacie. Na efekty znów nie trzeba było czekać. W drugiej rundzie kwalifikacji do LM do Białej Gwiazdy został dolosowany mistrz Gruzji, z którymi to Gruzinami nie zawsze nam sie dobrze gra i potrafili już w przeszłości naszą reprezentację ośmieszyć. Z pewnymi obawami kibice w Polsce czekali na wynik, nie było możliwości obejrzenia tego pojedynku, gdyż ważna umowa okazała sie nieważna, pomimo iż była ... nikt tego nie rozumie, bynajmniej transmisji telewizyjnej nie było. Wynik dotrał i po kraju rozeszła się fala etuzjazmu, bo 8:2 częściej trafia się w hokeju, niż w piłce nożnej. Teraz bez względu na rewanż można już było ze spokojem oczekiwać na losowanie trzeciej rundy kwalifikacji.

Były nadzieje na w miarę przystępnego przeciwnika, czyli znajdującego się w zasiegu Wisły, byle nie tafić na potentata - jak to zwykle bywa w takich sytuacjach los okazał się dla Polaków złośliwy i podarował na Real Madryt przez wielu uważany za najlepszy klub świata (jest to twierdzenie wywołujące wiele kontrowersji i można z nim polemizować). Hiszpański dziennik Marca już ogłosił na swoich łamach, iż drużyna ze stolicy Hiszpanii trafiła na słabego przeciwnika, sami zawodnicy Realu też z kurtuazją nie przesadzają i na ich twarzach częściej widać uśmiech, niż objawy niepewności. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o prasę polską – tu juz nie panuje taki optymizm, bo i podstaw ku temu nie ma żadnych. Zawodnicy Wisły też robią dobrą minę do złej gry, np. Uche chce pokazać R.Carlosowi kilka swoich sztuczek. Optymistycznie o szansach piłkarzy z Krakowa wypowiadaja sie także trener naszej reprezentacji, czy też szef PZPN, ale są to odosobione głosy, bowiem większość skazała juz polski klub na straty.

Większość, ale nie wszyscy, gdyż zupełnie inne nastroje panują wśród polskich fanów FC Barcelony, która całkiem niedawno, dokładniej w sezonie 2001/2002, miała przyjemość spotkać sie z Wisła na tym samym etapie, tych samych rozgrywek - ogólnie można zwrócić uwagę na "szczęście" Białej Gwiazdy do hiszpańskich zespołów. Otóż lokalni cules w większości przyjęli wyniki losowania z uśmiechem na ustach i wierzą w wyeliminowanie odwiecznego wroga ich ukochanej drużyny, ich dumy, Dumy Katalonii. Byłoby to najcudowniejsze uczucie, gdyby Real został wyeliminowany z Ligi Mistrzów i to do tego przez przedstawiciela polskiej piłki nożnej, ale nie wiadomo czy byłoby to dobre rozwiązanie dla całej dyscypliny. W niedawno zakończonych Mistrzostwach Europy triumfowała Grecja na czele z jej niemieckim trenerem i niestety najgorszym z możliwych stylów gry w piłkę nożną jaki tylko prawdziwy fan tego sportu jest w stanie sobie wyobrazić. Przed ME tylko greccy patrioci dawali swojej reprezentacji jakiekolwiek szanse na choćby wyjście z grupy, ale żelazna dysyplina taktyczna, skupienie maksymalnej uwagi na obronie i zachowaniu "czystego konta bramkowego" z jednoczesną wiarą w wykorzystanie choć jednej szansy w kontrataku, doprowadziło ten zespół aż do ostatecznego zwycięstwa. Cieszyła się cała Grecja, płakał cały świat prawdziwych kibiców futbolu, bo nikt z nich nie chce oglądać zwycięstw odnoszonych w takim stylu. Niestety, kiedy staje naprzeciw siebie "Dawid z Goliatem" nie może być mowy o pięknej, radosnej, otwartej grze. Obawiam się, że w czekających nas pojedynkach Wisły z Realem dojdzie do powtórki z "greckiej" rozrywki, przy czym od razu dodam, iż zdaje sobie sprawę z odmiennych stylów reprezentowanych przez Helladę i drużynę z Polski, ale znów naprzeciw siebie staje potentat z Kopciuszkiem. Dlatego zastanawiam się nad głębokim uśpieniem swego patriotyzmu i stonowaniem niechęci dla drużyny z Madrytu, gdyż mam świadomość, że tak może być lepiej dla piłki nożnej. Brak Realu w tych elitarnych rozgrywkach jest stratą dla całej piłki nożnej, dla prawie całego świata, brak Wisły jest stratą dla kilku milionów Polaków. W tym wszystkim pociesza mnie jedna myśl - będę najdumniejszym na świecie kibicem Blaugrany, kiedy mój ukochany klub pokona w wielkim finale Champione League swego odwiecznego wroga. A jeśli chodzi o Polskę, to już dawno pogodziłem się z regułą, iż "wszystko co najlepsze już było".
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze