Oto kolejny artykuł z serii "Katalońska Pamięć", w których przedstawiane są osoby, miejsca, czy wydarzenia ważne z punktu widzenia historii FC Barcelony. Dziś pierwsza część artykułu o największej i najbardziej kontrowersyjnej porażce Barçy w meczu z Realem Madryt (11:1).
Gran Derbi, czy El Clásico, tak od lat określa się pojedynki między FC Barceloną i Realem Madryt. Historia tych meczów sięga do początków XX wieku, a rywalizacja między tymi klubami elektryzuje kibiców na całym świecie, nawet niekoniecznie sympatyzujących z którąś ze stron. Współcześnie patrzy się na te spotkania głównie z perspektywy rywalizacji czysto sportowej, starcia dwóch klubów ze ścisłej czołówki światowej piłki nożnej i ich największych gwiazd Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo. W ostatnich latach przylgnęło nawet określenie jako cantera contra cartera, (wychowankowie kontra portfel - hiszp.) ze względu na występowanie w składzie Barcelony głównie wychowanków klubu, podczas gdy Real preferuje wydawanie milionów euro na kupno nowych piłkarzy z innych klubów. Każdy mecz wywołuje obecnie ogromne napięcie zarówno na boisku, jak i poza nim. Kibice nie darzą się sympatią, by powiedzieć wręcz, że niektórzy z nich nienawidzą swoich największych rywali, co wynika w największym stopniu z niezwykle burzliwej historii.
W czasach reżimu Generała Francisco Franco Real Madryt był wspierany przez dyktaturę, a część culés twierdziła wręcz, że Real nie jest tylko wspomagany przez Franco, ale Real to Franco, podczas gdy dla wielu kibiców Królewskich sympatycy FC Barcelony zawsze byli i będą separatystycznycznymi szumowinami, stronniczością która rozniosła się wewnątrz Hiszpanii Franco, poza Katalonią. Weterani Barçy, jak Fuste, dobrze pamiętają tamte czasy: "Zawsze znajdowali się tacy, którzy chcieli mieszać polityków z tymi, którzy chcieli po prostu wyjść na boisko i grać w piłkę. Jako Katalończykowi nie podobało mi się to, co krzyczeli w naszym kierunku kibice. Miało to na mnie wpływ mimo tego, iż czerpałem radość z rozgrywania meczu. W pewnym sensie czułem się dumny, że mieli potrzebę obrażania nas. Wtedy naprawdę miałem wrażenie jakbyśmy faktycznie reprezentowali inny kraj, inną nacje, mimo tego, że słowa jakich używali były naprawdę straszne. Od 1941, roku w którym się urodziłem do dnia zakończenia kariery zawsze słyszałem te same obelg".
Jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii obu klubów miało miejsce w 1943 roku, podczas półfinału Copa Generalismo (obecny Puchar Króla). W poprzednim sezonie słabą postawę w lidze Barcelona - prawie spadła z ligi - tłumaczyła stronniczym sędziowaniem, wraz z często powtarzanym przeświadczeniem, że sędziowie otrzymują specjalne instrukcje od reżimu z zaleceniami działania przeciwko klubowi z Katalonii. W trakcie następnego roku Barça odzyskała jednak swoje poczucie wartości i zamierzała pokonać Real. Wprawdzie pierwsza połowa sezonu nie poszła drużynie tak dobrze, to druga część była spektakularna i gdyby nie porażka 5:2 decydującym spotkaniu z Athletic Bilbao na San Mames prawdopodobnie Duma Katalonii zdobyłaby mistrzostwo Hiszpanii. Ostatecznie zakończyli ligę na trzecim miejscu z czterema punktami straty do lidera. Real zajął wtedy dziesiąte miejsce. W ligowych Gran Derbi, w pierwszym meczu, 27 września 1942 roku na w Madrycie, Real wygrał 3:0, a w rewanżu na Les Corts padł remis 5:5 (10 stycznia 1943).
W pierwszym spotkaniu o finał pucharu, które odbyło się na stadionie Les Corts, blaugrana pewnie wygrała 3:0 po golach Valle, Escoli i Sospedry. Mecz naznaczony był przede wszystkim ostrymi faulami czterech piłkarzy Realu: Moleiro, Querejeta, Souto i Corona, włączając w to kopnięcie w brzuch ówczesnego gwiazdę Barcelony Escolę. Pomimo tego, że zwijającego się w agonicznym bólu piłkarza zniesiono na noszach przyznany został jedynie rzut wolny. W istocie po raz kolejny sędziowie byli przeciwko Barcelonie, co tylko podsycało ogień na trybunach wśród miejscowych kibiców, którzy jeśli nie oklaskiwali bramek swojego zespołu, głośno gwizdali i buczeli zarówno na sędziego, jak również rywali ze stolicy.
Wśród dziennikarzy obecnych tego dnia na stadionie był Eduaro Teus, były bramkarz Realu i późniejszy selekcjoner reprezentacji Hiszpanii, ówczesnie reporter madryckiej gazety Ya. Z jawną intencją prowokacji napisał długi artykuł wyolbrzymiający postawę publiczności na Les Corts do "zorganizowanej politycznej konspiracji przeciwko krajowi". "Tłum na Les Corts", kontynuował, "wygwizdywał piłkarzy Madrytu z jasną intencją zaatakowania reprezentantów Hiszpanii". Twierdził również - nietrafnie - że sędzia puścił uwadze znacznie większą ilość przewinień popełnionych przez zawodników Barcelony. Wygodnie pominięty został również fakt, że pakt przeciwko blaugranie, jaki związał się pośród sędziów, stał się tak wyraźny i systematyczny, że zmusił do reakcji nawet pro-frankistowski Zarząd Barçy. Wystosował on pismo z protestem wobec panującej sytuacji do Hiszpańskiego Narodowego Kolegium Sędziowskiego - pismo przy całkowitym braku zaskoczenia pozostało nie tylko bez odpowiedzi, ale było całkowicie zignorowane.
Zarzuty Teusa były tylko początkiem kampanii w Ya i innych madryckich gazetach, które miały jeszcze bardziej podgrzać anty-katalońskie nastroje przed rewanżowym meczem. Daleki od rozładowania rosnących emocji i napięcia był także zarząd madryckiego klubu, który wystosował przedmeczowy komunikat przypominający rzekomo pozbawione sportowego ducha zachowanie kibiców na Les Corts z jednoczesnym, nieprzekonującym apelem o spokój. Mimo tego, pod stadionem wraz z biletem miejscowi kibice otrzymywali darmowe gwizdki, podczas gdy drużynie ze stolicy Katalonii zgotowano niezapowiedzianą i przerażającą wizytę Dyrektora ds. Bezpieczeństwa Narodowego - José Finat y Escriva de Romani, hrabii miasta Mayalde.
Komentarze (44)