Ogromny talent, dla wielu absolutny punkt odniesienia, jeden z pierwszych w historii napastników, którzy obecnie są nazywani fałszywymi dziewiątkami. Najlepszy strzelec w historii CD Castellón i prawdziwy bohater dla miejscowej ludności. Na jego całą świetnie zapowiadającą się karierę cień rzuciła wojna, natomiast na nieudaną przygodę w Barcelonie wpłynęła niechęć ze strony trenera Josépa Samitiera. Basilio Nieto Barranco to kolejny piłkarz w cyklu Wielkich zapomnianych, który podczas swojej kariery zderzył się z bezwzględną rzeczywistością.
Basilio Nieto Barranco urodził się 8 sierpnia 1916 w Walencji. Przygodę z futbolem rozpoczął natomiast w Instytucie Luisa Vivesa w rodzinnym mieście. Co ciekawe, pierwsze piłkarskie kroki stawiał jako bramkarz… Jednak kiedy udowodnił swoją skuteczność w roli napastnika szybko został dostrzeżony przez największy klub w regionie – Valencia CF. Zdecydował się tam przenieść, aby rozwijać się sportowo. I zrobił to. W jednym sezonie zdobył aż 45 bramek. Projekcja Basilio była nie do pobicia. Miał wszystko, aby w przyszłości stać się punktem odniesienia. Ale wybuchła wojna i został zmobilizowany do armii.
Przeklęta wojna i eksplozja w Castellón
W związku z obowiązkami wobec ojczyzny przeniósł się do Caldetes, gdzie poznał swoją przyszłą żonę, a następnie do Kordoby. Na tym etapie występował w amatorskich drużynach wojskowych i idea przejścia na zawodowstwo nie rysowała się jako priorytet. Życie zweryfikowało jego marzenia. Doświadczył surowości rzeczywistości. Po wojnie wrócił do Valencii, jednak drzwi na Mestalla były już dla niego zamknięte przez obecność legendarnego Edmundo Mundo Suáreza i innych gigantów w składzie Valencii. Przyjaciele namawiali go, aby odbudował formę w jednym z lokalnych klubów i po zaledwie dwóch meczach Basilio Nieto Barranco uległ namowom i przystał na ofertę CD Olímpico de Játiva.
Po rocznym wypożyczeniu jego talent dostrzeżono w CD Castellón, które zaoferowało za piłkarza kwotę 5 tysięcy peset i wynagrodzenie dla samego Basilio na poziomie 300 peset miesięcznie. W tym czasie to była oferta niemożliwa do odrzucenia. I w Castellón de la Plana piłkarz po prostu eksplodował! Nie był typowym środkowym napastnikiem. Graczy o charakterystyce Basilio obecnie nazywa się fałszywymi dziewiątkami. Kroniki wspominają go jako piłkarza bardzo mobilnego, który grał zawsze z wysoko uniesioną głową, cofał się po piłkę, tworzył wolne przestrzenie, nigdy nie stał w miejscu i zawsze chciał był pod grą. Już w swoim pierwszym sezonie w Castellón (1940/1941) poprowadził zespół do awansu do Primera División, gdzie reprezentował barwy klubu z El Sequiol jeszcze przez trzy lata. W tym czasie stał się prawdziwym bohaterem kibiców z Castellón de la Plana.
Gloria i chwała niczym dla Samitiera
Był najlepszym strzelcem drużyny w każdym sezonie, ponadto do tej pory na kartach historii klubu CD Castellón widnieje jako najlepszy strzelec wszech czasów z 122 bramkami w 176 oficjalnych spotkaniach. Kibice drużyny, która obecnie występuje w odległej Segunda División B, utożsamiają piłkarza znanego jako Basilio z najlepszym i najbardziej chwalebnym etapem w historii klubu. Po czterech wspaniałych latach po piłkarza z Walencji zgłosiła się sama FC Barcelona i zespół z Castellón de la Plana mocno odczuł jego odejście, nigdy nie odzyskując swojego blasku z początku lat 40-tych. Na Les Corts wychowanek Valencii zadebiutował przeciwko Constancia de Inca, jednak to nie był dobry start. Nieco później w Pucharze Króla kataloński zespół został wyeliminowany przez Sevillę (2:5 na Nervión i 1:1 w Barcelonie). Potrzebne były zmiany.
Przed sezonem 1944/45 zatrudniono nowego trenera, którym okazał się być legendarny Josép Samitier, co obudziło nowe nadzieje w Basilio i innych zawodnikach Barçy, ale prawda była taka, że o ile Samitier okazał się być wielkim szkoleniowcem w historii Klunu, to samemu piłkarzowi „uczynił życie nieszczęśliwym”, jak pisały katalońskie gazety. Mister po prostu nie lubił jego gry. Preferował stawiać w ataku na piłkarzy wywodzących się ze starej szkoły, prawdziwych drapieżców pola karnego z niezawodnym instynktem strzeleckim, grających blisko bramki. Basilio Nieto Barranco ze swoim charakterystycznym stylem gry nie miał miejsca w koncepcji Josépa Samitiera, dlatego ten postawił na nim krzyżyk. Dowód nietrudno znaleźć w statystykach – piłkarz za kadencji trenera ze stolicy Katalonii wystąpił w czterech ligowych meczach między 5 a 8 kolejką, kiedy Barça zanotowała dwa zwycięstwa (Sabadell i Sporting Gijón), remis (Murcia) i porażkę (Real Madryt) w dniu 12 listopada 1944 roku.
Schyłek kariery piłkarskiej i lata późniejsze
Niechęć trenera w połączeniu z silną konkurencją ze strony takich graczy, jak César Rodríguez, Mariano Martín, Josép Escolà i Josép Valle spowodowała, że Basilio zagrał zaledwie w kilku spotkaniach w koszulce Barcelony, jednak swoją przygodę w Katalonii wspomina bardzo dobrze. Zyskał tam wielu przyjaciół ze względu na swoją wspaniałą osobowość, dzielił szatnię z wielkimi piłkarzami, zdobył również Mistrzostwo Hiszpanii. Jednak taka sytuacja mu nie odpowiadała i postanowił wrócić do CD Castellón, skąd odchodził w glorii i chwale. Gdyby mało było nieszczęść zastał tam kompletnie inny zespół, pogrążony w kryzysie – on sam również nie był tak skuteczny, jak przed odejściem. W efekcie w klubie, gdzie spędził najlepsze lata kariery rozegrał kolejne dwa sezony (1945/46 i 1946/47); niestety w tym drugim zespół z El Sequiol po sześciu latach gry w Primera División spadł do drugiej ligi, w następstwie czego 32-letni Basilio wrócił do stolicy Katalonii, ale nie do Barçy, zaś do Espanyolu.
W barwach RCD Espanyol spędził jednak zaledwie rok, po czym przeniósł się do innego znanego klubu z Katalonii - CD Sabadell. Przed końcem sportowej kariery w roku 1950 bronił jeszcze barw Balompédica Linense. Po ostatecznym rozstaniu z futbolem Basilio Nieto Barranco zdecydował się pozostać na katalońskiej ziemi – w Arenys de Mar, gdzie mieszkała jego żona Isabel Soler i dwie córki - María Isabel oraz María del Carmen. W tej nadmorskiej miejscowości Basilio odkrył w sobie coś więcej, niż talent piłkarski – mianowicie okazało się, że ma smykałkę do interesów. Początkowo trudnił się produkcją i handlem mydła i wełny, następnie zajął się branżą związaną z perfumami i to był jego wielki sukces. W związku z tym Hiszpan miał czas na pielęgnowanie swojej pasji do futbolu, jako trener. Gavà, Mataró oraz Arenys de Mar to katalońskie kluby, które miały możliwości i przyjemność korzystania z jego wiedzy – z każdą z tych drużyn miał wielkie sukcesy. Był również asystentem Manuela Cruza w swoim ukochanym Castellón, ale ta przygoda nie miała szczęśliwego końca. Zmarł na ziemiach Arenys de Mar w dniu 7 listopada 2007 roku w wieku 91 lat.
Komentarze (3)