Niepotrzebna bomba Valdésa

Robertinho

18 stycznia 2013, 14:29

146 komentarzy

Wczorajsza informacja o nieprzedłużeniu kontraktu przez Víctora Valdésa z Barceloną gruchnęła z ogromną siłą i wzbudziła komentarze nie tylko w Hiszpanii. Zawodnik, który przedzierał się przez praktycznie wszystkie szczeble szkółki Barcelony (od 1995 roku), zdecydował się na zakończenie swojej przygody z katalońskim klubem. Potwierdziły się tym samym plotki, które krążyły w mediach kilka dni temu.

Nie są znane przyczyny takiej decyzji, ale zawodnik nie musi się tłumaczyć z takiej decyzji. Być może się wypalił, potrzebuje nowego wyzwania, co byłoby zrozumiałe biorąc pod uwagę, że z Barceloną zdobył wszystkie możliwe puchary. Nikt nie może mu zabronić bycia ambitnym lub ciekawym innych lig europejskich czy świata. Być może w grę wchodzi kwestia pieniężna i Valdés doszedł do wniosku, że chce odłożyć trochę więcej grosza przed przejściem na piłkarską emeryturę i w tym przypadku również nie można mieć do niego pretensji. W Barcelonie swoją pracę wykonał i jeżeli taka jest jego wola to należy ją uszanować.

W podobnym tonie wypowiada się również wiceprezes Barcelony Carles Vilarrubí i z jednej strony ciężko się z tym zdaniem nie zgodzić. Jednakże jest w tym wszystkim druga strona medalu, po głębszym zastanowieniu bardzo nieprzyjemna. Jak poinformowały media wczorajsze negocjacje w sprawie nowej umowy dla zawodnika zakończyły się fiaskiem. W zasadzie nie były to jednak negocjacje, bo agent Valdésa od samego początku przyszedł z informacją, że decyzja zapadła i jest nieodwołalna, a jego klient wypełni jedynie do końca obecną umowę. Działanie takie może faktycznie zostać uzasadnione, jeżeli piłkarz nie wyraża chęci kontynuowania w danym zespole, ale skąd ten pośpiech w komunikowaniu decyzji? Dlaczego nalegano, by poinformować o tym od razu, a nie pod koniec sezonu, lub po jego zakończeniu?

Nie tak dawno klub pożegnał się z Pepem Guardiolą, który pod koniec sezonu 2011/2012 poinformował, że nie będzie kontynuował swojej pracy. Pogłoski o takiej decyzji szkoleniowca z Santpedor pojawiały się od początku zeszłego roku, ale oficjalne stanowisko pozostało nieznane aż do rozstrzygnięcia się wszystkich kluczowych rozgrywek, w których brała udział FC Barcelona. Dopiero na oficjalnej konferencji prasowej okazało się, iż dyrektor sportowy Andoni Zubizarreta wiedział o decyzji Pepa już w okolicach lutego. Takie rozwiązanie był najkorzystniejsze dla obu stron: klub dowiedział się odpowiednio wcześnie i mógł spokojnie znaleźć zastępcę, a także przygotować stosowne i zasłużone pożegnanie; z kolei Guardiola spokojnie kontynuował pracę wiedząc, że jego decyzja została zaakceptowana i uszanowana.

Nie wiemy, na razie, kto podjął decyzję o tak szybkim komunikacie, ale nie wynika z niej nic dobrego. Po pierwsze, przed problemem staje klub, który musi znaleźć zastępcę na jego miejsce. Nie chodzi jednak o kwestie sportowe, tylko finansowe. Informacja poszła w eter i komunikat jest jasny: „Barcelona MUSI kupić bramkarza”. Oczywiście zawsze można zdecydować się wychowanka, ale jeżeli sztab uzna, że należy sprowadzić kogoś spoza klubu istnieje bardzo duże ryzyko, że kluby mogą zawyżać kwotę odstępnego zdając sobie sprawę z potrzeb Barçy. Czy to nieetyczne z ich strony? Nie, taki jest rynek i jak zawsze w biznesie trzeba uważnie dobierać słowa, które przekazuje się do opinii publicznej, a wczorajsza informacja zdecydowanie zaszkodziła klubowi i zapewne utrudni wszelkie negocjacje.

Po drugie, w trudnej sytuacji zostaje postawiony trener drużyny. Jeżeli piłkarz ogłasza wszem i wobec, że nie chce przedłużyć kontraktu, oznacza to, że nie jest zainteresowany grą w obecnym zespole. A jeżeli nie jest zainteresowany, to może nie dawać z siebie wszystkiego na boisku i myślami wędrować do niedalekiej przyszłości i czekających go zmianach. Brak koncentracji i zaangażowania na boisku może odbić się na wynikach całej drużyny, dlatego taki piłkarz powinien wylądować na ławce rezerwowych do końca swojego pobytu w klubie. Valdés to nie jest jednak pierwszy lepszy piłkarz, tylko jeden z kapitanów i solidny filar drużyny od prawie dziesięciu lat. Powinien wylądować na ławce? Ile ludzi tyle opinii i każdy znajdzie solidny argument za swoją tezą, ale z takim problemem będzie musiał zmierzyć się Tito Vilanova i rozwiązanie go nie będzie łatwe.

Po trzecie, nie wysiada się z jadącego pociągu. Postawienie zarówno klubu, jak i drużyny czy kolegów przed faktem dokonanym w środku sezonu jest wysoce nieprofesjonalne. Jeżeli zdecydował o nieprzedłużaniu kontraktu powinien porozumieć się ze swoim agentem i wstrzymać z ogłaszaniem decyzji. Nie wiadomo jak będą zapatrywać się na to koledzy z szatni. Czy nie zrodzi to jakiś nieprzyjemnych sytuacji, potencjalnie niesprawiedliwego traktowania, w którym zawodnik zdecydowany do odejścia zajmuje miejsce innemu piłkarzowi? Prawdopodobnie nie, bo zespół zna się bardzo dobrze od wielu lat. Ale z szacunku do całego klubu, drużyny, kolegów, kibiców powinno zostać to rozegrane inaczej. Przykład Guardioli był modelowy, prawdziwie dżentelmeński. A tak pozostał niesmak i trudno będzie się go pozbyć.  

Powyższy tekst jest prywatną opinią autora i nie jest stanowiskiem całej redakcji FCBarca.com

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (146)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze