W swoich ostatnich dniach Tito Vilanova poprosił Sandro Rosella, który już wcześniej zrezygnował ze stanowiska prezydenta klubu, o pewną przysługę.
Tito nie chciał zostawiać niczego na barkach swoich bliskich. W ostatnich dniach planował nawet swój własny pogrzeb, prosząc żonę Montse, by odbył się on w ciszy i spokoju, bez medialnego zgiełku.
Jednak nie organizacja ostatniej drogi była dla trenera najważniejsza. Priorytetem było zapewnienie przyszłości dla żony, dzieci i najbliższych przyjaciół. Jordi Roura i Aureli Altimira, bo o nich mowa, towarzyszyli Vilanovie od samego początku, gdy poznali się w La Masíi, aż do końca. W trakcie ostatniego spotkania z Sandro Rosellem, który wtedy nie pełnił już funkcji prezydenta, ale miał świetny kontakt z Josepem Marią Bartomeu, Tito poprosił o nowe umowy dla obu panów.
Zdając sobie sprawę z faktu, iż Gerardo Martino nie zostanie dłużej na stanowisku i odejdzie z klubu razem ze swoimi współpracownikami, Tito wiedział, że w pierwszym zespole zabraknie miejsca również dla Roury i Altimiry. Z tego powodu poprosił Rosella o zapewnienie im miejsca w barcelońskiej szkółce, gdzie będą mogli przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie młodym adeptom futbolu.
Zmiany na stanowiskach kierownicznych w La Masíi nie były zatem efektem sankcji nałożonych przez FIFA. Altimira i Roura, którzy zastąpili na stanowiskach Guillermo Amora i Alberta Puiga, byli ludźmi wybranymi przez Tito Vilanovę. Jego ostatnie pragnienie stało się rzeczywistością.
Komentarze (92)