Derby są spotkaniami, których w zasadzie nie trzeba zapowiadać. Wyjątkowy klimat, nieprzewidywalne scenariusze i bitwa o każdy centymetr boiska. Ale te w wydaniu katalońskim są jakby wyrwane z tego kontekstu. Tutaj faworyt jest z góry znany i przeważnie nie zawodzi. W ostatnich 30 latach Duma Katalonii przegrała na Camp Nou z Espanyolem tylko raz. Czy tym razem będzie podobnie? Początek hitu czternastej kolejki La Liga już o 17:00!
Napisać, że derby rządzą się swoimi prawami, to nie napisać nic odkrywczego. Ale pojedynek o panowanie w Barcelonie w ostatnich latach przebiega zgodnie z łatwo przewidywalnym scenariuszem, gdzie popularne Papużki raz po raz muszą uznawać wyższość bardziej utytułowanego rywala. Szczególnie, kiedy przychodzi im grać na Camp Nou.
Pamiętacie datę 21 lutego 2009 roku? To właśnie wtedy kibice Los Pericos po raz ostatni świętowali zwycięstwo w świątyni Dumy Katalonii. Krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa Barcelona Pepa Guardioli złapała zadyszkę i przegrała z Espanyolem 1:2. W pierwszej połowie czerwoną kartką ukarany został Keita, na początku drugiej Iván de la Peña strzelił dwie bramki, z czego jedną po fatalnym błędzie Valdésa. W tamtym spotkaniu Barça zdołała odpowiedzieć tylko jednym golem i derby przegrała, doznając pierwszej domowej porażki z Pericos od 1982 roku. Od tamtej pory statystyki dla popularnych Papużek są druzgocące.
Mecze z nieprzewidywalnym scenariuszem powiadacie? Od pamiętnej porażki zespołu Pepa Guardioli bilans derbów to osiem wygranych Dumy Katalonii i dwa remisy. W tym czasie Barcelona zdobyła dwadzieścia jeden goli, a straciła zaledwie dwa. Pericos w sumie nie zdobyli bramki od 455 minut, a ostatnie trafienie zaliczyli 8 stycznia 2012 roku (1:1). Dominacja Barçy nie podlega dyskusji, ale czy tym razem będzie podobnie?
Dla Espanyolu te derby nie mogły przyjść w gorszym momencie. Podopieczni Sergio Gonzáleza w Primera División zawodzą, zajmując odległą szesnastą pozycję w tabeli. Dopiero w ostatniej kolejce przeciwko Levante odnieśli pierwsze od 5 października zwycięstwo, co trochę poprawiło kibicom i samym piłkarzom humory. „Całe szczęście, że udało nam się przełamać serię pięciu meczów bez zwycięstwa. Uwierzyliśmy w siebie i mam nadzieję, że w końcu wygramy derby” - powiedział kilka dni temu Kiko Casilla. Dla Espanyolu to jeden z ważniejszych meczów w sezonie i z całą pewnością zrobią wszystko, żeby powtórzyć wyczyn Celty Vigo (ta wygrała na Camp Nou 1:0). Będzie to jednak niezwykle trudne, bo Papużki kompletnie nie radzą sobie na wyjazdach. W tym sezonie w gościach uzbierali w sześciu meczach cztery porażki i dwa remisy.
Czeka nas prawdziwy hit Primera División i można tylko żałować, że kibice gości nie zobaczą go z wysokości trybun. To na pewno odbiera temu pojedynkowi trochę kolorytu. Przypomnijmy, że po ostatnich wydarzeń w Madrycie, kiedy w okolicach Vicente Calderón starli się ze sobą ultrasi Atlético i Deportivo, co doprowadziło do śmierci jednego z nich, Hiszpania wydała wojnę pseudokibicom. W efekcie derby Katalonii uznano za mecz podwyższonego ryzyka, a fani Espanyolu nie dostali pozwolenia na wspieranie swoich ulubieńców ze stadionu.
Mecz Barcelony z Espanyolem to z całą pewnością coś więcej niż kolejny pojedynek o trzy punkty. W niedzielne popołudnie stawką będzie również duma z panowania w stolicy Katalonii. Na tę chwilę rządzi w niej Barcelona, ale Espanyol nie marzy o niczym innym niż o zdetronizowaniu największego rywala. Przynajmniej do następnych derbów.
Komentarze (479)