Ostatnie deklaracje Sergio Busquetsa w wywiadzie dla ESPN, gdzie piłkarz zapewniał, że jedynie jego partnerka i Pep Guardiola mogliby namówić go do zmiany klubu, ponownie przesunęły na pierwszy plan zaległą kwestię przedłużenia kontraktu hiszpańskiego pomocnika.
Cytowana wypowiedź nie była jedyną utrzymaną w takim tonie. Głównym przesłaniem wywiadu było to, że Busquets chciałby spędzić jeszcze wiele lat w Barcelonie, o czym wie Pep, który nie będzie namawiał go do przejścia do innego klubu. Mimo zainteresowania ze strony PSG i Chelsea Hiszpan chce zostać, ale pragnie również, by Bartomeu wywiązał się z danej obietnicy, kiedy to powiedział, że podwyższy pomocnikowi pensję. Busquets chce znajdować się na liście płac tuż za tridente, a obecnie mówi się, że np. Iniesta i Piqué zarabiają więcej od niego.
Bartomeu podkreślił jednak, że przed podwyżką dla Busquetsa klub musi zapewnić sobie wpływy z kontraktu z Nike. Busi to akceptuje. Jednak zarówno on, jak i jego agent Josep Maria Orobitg chcą, by rozmowy zaczęły się jak najszybciej. Tak jak w przypadku Neymara, z którym prowadzone są rozmowy, mimo że przedłużenie jego umowy zostanie ogłoszone dopiero po 1 lipca, Busquets chce, by i z nim rozpoczęto już negocjacje. Nie chce czekać do lata, które nie jest dobrą porą na takie rozmowy ze względu na transfery, i boi się, że wszystko opóźni się do przyszłego sezonu. Z kolei klub się nie spieszy i opóźnia to, co zapowedział Hiszpanowi prezydent. Bez pośpiechu i w odpowiednim czasie. Mówią, że teraz nie jest odpowiedni moment.
Komentarze (31)