Najważniejszy turniej Starego Kontynentu został zakończony. Reprezentacja Portugalii nieoczekiwanie zdobyła główne trofeum, ale nie zabrakło także innych niespodzianek.
Turniej, w którym istotne role odegrali obecni i byli piłkarze FC Barcelony, zasługuje na odpowiednie podsumowanie na FCBarca.com. Opinie naszych redaktorów poniżej. Zachęcamy do przedstawienia własnych i dyskusji w komentarzach!
1. Co się podobało?
Ero: Dobry występ reprezentacji Polski i związane z tym emocje. W końcu nasza obecność na wielkim turnieju nie ograniczyła się do Świętej Trójcy, tj. mecz otwarcia -> mecz o wszystko -> mecz o honor. Osiągnęliśmy zadowalający wynik, grając wyrachowany futbol, co pozwoliło nam walczyć jak równy z równym z najlepszymi (odpadliśmy ze zwycięzcą, a na turnieju nie przegrywaliśmy ani przez minutę). Ten turniej to kolejny krok do przodu reprezentacji Nawałki, która od teraz będzie wymieniana jednym tchem obok (przykładowo) Francji, Hiszpanii, Niemiec, a nie gdzieś w drugiej kolejności jako ekipa gorszego sortu (jak było do tej pory).
n00stress: W turnieju, gdzie - bądźmy szczerzy - tak mało było dobrego futbolu, a ciekawe spotkania można policzyć na palcach jednej ręki, ciężko wskazać rzeczy, które podczas tego Euro się podobały. Ja z Francji zapamiętam (oprócz emocji związanych z meczami Polaków) kapitalnych Włochów, auty Islandii, a także rzut karny Simone Zazy. Największymi wygranymi Euro są jednak kibice - zarówno ci z Irlandii śpiewający serenadę pięknej blondynce* oraz ci z Irlandii Północnej z hitem Will Grigg’s on fire*.
Ściah: Obecność Polaków na turnieju i osiągnięcie przez nich dobrego wyniku. Jeszcze nigdy za swojego życia nie było mi dane czuć dumy z powodu naszych piłkarzy, ale wreszcie się doczekałem. Cała reszta schodzi na dalszy plan.
Robert Wojtczak (Robertinho): Reprezentacja Polski. Wreszcie wróciliśmy z turnieju międzynarodowego z tarczą. Nasza kadra tworzyła drużynę, co było widać zarówno na boisku, jak i poza nim (chociażby na materiałach wideo publikowanych przez PZPN). Oczywiście możemy doszukiwać się mankamentów w grze, czy niektórych decyzjach Adama Nawałki natomiast ogólne wrażenie jest bardziej niż pozytywne. Osiągnęliśmy największy sukces od ponad dwudziestu lat, a mecze naszej kadry oglądałem z przyjemnością pierwszy raz od czasów Leo Beenhakkera.
Challenger: Francja. Moim zdaniem najlepsza drużyna turnieju. Efektowne bramki (Payet), widowiskowe asysty (Giroud i Griezmann), najlepsza obrona w turnieju i jeden z lepszych bramkarzy. Obok Walii najbardziej na tym turnieju tworzyli drużynę, co trzeba docenić, bo to drużyna względnie młoda. Mieli mecze lepsze i gorsze, ale w sumie najprzyjemniej oglądało mi się ich grę.
Bardzo podobał mi się też system taktyczny Walii. Bazując na rzadkim dziś 5-3-2 płynnie przechodzili do 5-4-1 lub 3-5-2, zależnie od potrzeb, sytuacji i rywala. Świetny przykład drużyny świadomej taktycznie i inteligentnego trenera, który umiejętnie wykorzystał dostępny materiał. Wilmots powinien się z Colemanem umówić po meczu i długo notować. Nawałka – zdobyć numer.
Podobały się gole Robsona-Kanu, Nainggolana i Shaqiriego. I sytuacja, że to był całkiem fajny turniej. Z emocjami w grupach, golami zmieniającymi układ tabeli w ostatniej chwili (starczyłoby na kilka turniejów), fenomenem Islandii, wynikiem Polaków, sukcesem Walii. Jakości niedużo, ale ile frajdy. Zostaną mecze do zapamiętania: Islandia-Anglia, Walia-Belgia, Chorwacja-Hiszpania, Islandia-Francja, Francja-Niemcy. Było lepiej niż się spodziewałem.
Julia Cicha: Polacy. Zarówno piłkarze, jak i kibice. Choć piłkę oglądam przez ponad połowę mojego życia, nigdy jeszcze nie byłam tak dumna z naszej reprezentacji. Na tych mistrzostwach sprawiła, że trzy godziny spędzone w nieklimatyzowanym barze na ostatnim wolnym miejscu, zalewanie się potem i dostawanie palpitacji serca to nic. Było warto i za to dziękuję.
2. Co się najbardziej nie podobało?
Ero: Defensywne nastawienie drużyn, czego skutkiem najniższa od EURO 1996 średnia liczba goli na mecz połączona z niewielką dawką emocji podczas ich trwania, a także brak indywidualności godnych zapamiętania po tym turnieju.
n00stress: To proste - największym rozczarowaniem był brak dobrego futbolu. Za jakiś czas nie będziemy mieli, co wspominać - czy to indywidualnych występów największych gwiazd, czy też wyjątkowych meczów z różnymi zwrotami akcji. Tego wszystkiego po prostu brakowało.
Ściah: Turniej okazał się bardzo schematyczny i przesadnie taktyczny. Kunktatorstwo osiągnęło maksymalny poziom i większość meczów oglądało się ciężko. Oczywiście były wyjątki w postaci meczów Portugalii z Węgrami oraz Francji z Islandią (ewentualnie jeszcze Walia - Belgia), ale ogólnie widz na tym EURO nie miał łatwo. Nudy.
Robert Wojtczak (Robertinho): Atrakcyjność meczów. Niestety, ale dla kibica nie był to turniej, który zapadnie w pamięć. Większość zespołów grało asekuracyjnie i w konsekwencji nie padało wiele goli. Dużo lepiej pod tym względem wspominam poprzedni turniej w Polsce i Ukrainie, choć niedoścignionym wzorem dla mnie pozostają mistrzostwa świata we Francji z 1998 roku.
Challenger: Konstrukcja turniejowej drabinki, ale o tym na koniec. Poza tym wykartkowanie się Ramsey’a i przebieg finału. Portugalczycy przegrali „swoje” EURO 2004 z najpaskudniej grającą w tamtym turnieju Grecją, więc odwdzięczyli się wszystkim czymś podobnym. Mieli atuty (świetny turniej Pepe, Patricio w finale, momenty Naniego i Cristiano, solidna reszta) i kompetentnego trenera, ale zostaną zapamiętani jako jeden z najsłabszych zwycięzców turnieju tej rangi. Zdarza się, taki (też) jest futbol.
Swoje miejsce ma tu frajerstwo obrońców tytułu z Chorwacją. Perišić zrobił Hiszpanom „Tamudazo”.
Na pewno nie „nie podobało”, za to zawsze bawiło: odlot dziennikarzy nad grającą w ten sposób polską reprezentacją. Podopieczni Nawałki mieli w poszczególnych meczach wiele szczęścia, Portugalia mogła prowadzić 3:1… Relacje po każdym meczu jakby biało-czerwoni pakowali rywalom po pięć bramek. Choć doszedł do półfinału, niemieckie media potrafiły ocenić swój zespół krytycznie. Kwestia dojrzałości piłkarskiej kultury.
Julia Cicha: Nie będę oryginalna - poziom spotkań. Perełek znaleźć można niewiele, niespodzianek było sporo, emocji również, tylko gdzieś w tym wszystkim zgubiła się gra. Brak tempa, boiskowy minimalizm i taktyczne szachy. Pozostaje tylko pytanie, czy taka jest przyszłość futbolu, czy może był to jednorazowy przypadek.
3. Największe zaskoczenie?
Ero: Półfinał Walii.
n00stress: Półfinał Walii, ćwierćfinał Islandii, finał Portugalii.
Ściah: Sędziowie. Popełnili bardzo mało błędów, a tych wypaczających rezultat nie pamiętam w ogóle (karny dla Francji w meczu z Niemcami był oczywisty). Nie przeszkadzali w grze, panowali nad sytuacją i wznieśli się na dużo wyższy poziom niż piłkarze. Dla kontrastu warto wspomnieć o CA - mecze duże ciekawsze dla widza, ale katastrofalna postawa sędziów zepsuła odbiór turnieju.
Robert Wojtczak (Robertinho): Islandia. Takiego serca i ducha walki, jaki zaprezentowali piłkarze wraz z kibicami wyspy położonej w dalekiej północnej części naszego globu, nie pokazał nikt. Choć w piłkę grali bardzo prosto, to byli niebywale skuteczni i zastanawiam się który klub z powodzeniem zaadaptuje islandzką taktykę rozgrywania rzutów z autu.
Challenger: Wjazd Portugalii do fazy pucharowej „na” trzech remisach. Przed EURO taka opcja wydawała mi się niemożliwa. Mistrzostwo ekipy z takim bilansem grupy nie przeszło mi przez myśl. Futbolu, ile razy jeszcze zrobisz z ludzi głupków?
Julia Cicha: Islandia. Powiedziałabym, że dla wszystkich, tylko nie dla mnie, bo od dawna jestem zakochana w tym kraju, ale prawda jest taka, że zaskoczyli i mnie. Bardzo pozytywnie. Paradoksalnie, gdyby nie gol z doliczonego czasu gry w fazie grupowej, Islandia awansowałaby do 1/8 finału z trzeciego miejsca w grupie, czyli znalazłaby się w łatwiejszej połowie drabinki. Półfinał murowany. Jednak za ich postawę, waleczność i nieskomplikowany, ale przyjemny dla oka styl należą im się brawa. Nie mieli łatwych rywali i niewiele jest drużyn, które wróciły do domu tak "wygrane".
4. Który z piłkarzy/drużyn najwięcej zyskał/a po Euro?
Ero: Drużynowo Portugalia z wiadomych względów, a indywidualnie także jej przedstawiciele, mianowicie Cristiano Ronaldo i Renato Sanches. Ten pierwszy zdobył jedno z dwóch brakujących trofeów w jego piłkarskim CV, czekając na to od 2004 roku, a drugi potwierdził, że Bayern zrobił świetny interes kupując go.
n00stress: Mimo wszystko Portugalia. Można narzekać, że nie zasłużyli, że mieli łatwą drabinkę, ale w decydujących momentach grali kapitalnie w defensywie, co na turniejach jest po prostu najważniejsze. Dla mnie piłkarzem turnieju obok Antoine Griezmanna był Pepe, dzięki któremu Portugalczycy mogą teraz świętować. Zyskali chyba również Włosi, którzy troszkę mimo problemów kadrowych znów pokazali, że są drużyną turniejową, której nigdy nie można skreślać.
Ściah: Z piłkarzy na pewno Cristiano - wizerunkowo i sportowo. Zdobył wreszcie trofeum z reprezentacją (choć powątpiewam czy z nim na murawie Portugalia odniosłaby sukces, ale to mało istotne w perspektywie odbioru historii), dopisał do swojego sukcesu swoiste prawie męczeństwo z powodu urazu kolana i spróbował swoich sił jako szkoleniowiec - krótko mówiąc wygrał na każdym polu. Jeśli chodzi o drużynę, to oczywiście Portugalia. Kompromitacja w grupie, drabinka wyłożona czerwonym dywanem, ale w finale dzięki zmianie systemu z 460 na 451 wreszcie zaczęli konstruować akcje i zostali nagrodzeni świetnym uderzeniem Edera. Poza tym mają całkiem perspektywicznych piłkarzy, którzy potraktowani tak dużą dawką pewności siebie, mogą w przyszłości osiągać dobre rezultaty - wszak wszystko siedzi w głowie.
Robert Wojtczak (Robertinho): Cristiano Ronaldo. Nie tylko ze względu na zdobycie trofeum, ale przede wszystkim wizerunkowo. Piłkarsko to nie był dla niego najlepszy turniej, ba, cały sezon. W trakcie Euro pokazał jednak, że potrafi być liderem również mentalnym. Motywował kolegów przy jedenastkach z Polską, nie wspominając o tym co wyczyniał za linią boczną w finale. Po raz pierwszy zobaczyłem Ronaldo, który był liderem mentorem, a nie gwiazdą zespołu.
Challenger: Griezmann, to oczywiste. Rozreklamował się tym turniejem najlepiej jak się dało. Cieszę się, zasłużył sobie.
Drugie nazwisko to Ramsey. Kluczowy element walijskiej układanki i walijskiego sukcesu. Twarzą zespołu był Bale, bo za jego plecami tak skutecznie robił swoje gracz Arsenalu. Przegląd pola, gol, 4 asysty i absencja zabierająca Walii finał. Ramsey pokazał na tych mistrzostwach, jak wielkiej klasy zawodnikiem byłby od dawna, gdyby nie dziki faul Shawcrossa przed laty. Oby utrzymał taką formę dłużej.
Z drużyn: Francja i Walia. Przy kolejnej okazji jestem fanem.
Julia Cicha: Graziano Pelle i jego szósta co do wysokości pensja w historii? W końcu przestrzelony karny do czegoś zobowiązuje.
5. Złota Piłka dla Cristiano, dlaczego tak lub nie?
Ero: Prawdopodobnie tak, bo zdobył 2 najcenniejsze trofea w jednym roku (EURO i LM), co jest rzadkim wyczynem i choć w finałach obu rozgrywek był albo postacią drugoplanową (LM), albo wcale go nie było (EURO) to w mediach już jest postrzegany jako zwycięzca, choć pod względem czysto piłkarskim ten sezon w jego wykonaniu był najsłabszy od lat.
n00stress: Nie ma innej możliwości. Można mu wytykać, że w finale Ligi Mistrzów grał słabiutko, a w finale Euro doznał pechowej kontuzji, ale fakty są takie, iż był ważną częścią swoich drużyn, które na koniec triumfowały.
Ściah: Od kilku lat powtarzam jak mantrę, że Złota Piłka FIFA (w przeciwieństwie do historycznej Złotej Piłki France Football) jest śmiesznym trofeum marketingowym, które mają szanse wygrać tylko giganci wizerunkowi - naczelne facjaty Nike i Adidasa - Messi i Cristiano. Nie ma znaczenia jak bardzo inny zawodnik się wybije (Sneijder, Neuer, a teraz choćby Griezmann), bo nie liczy się już forma, tylko kto jest najbardziej rozpoznawalny na świecie. W związku z tym ponownie trzeba uwzględnić jedynie dwóch wspomnianych wcześniej kandydatów. Cristiano z Ligą Mistrzów i wygranym EURO wygra ten plebiscyt popularności w cuglach.
Robert Wojtczak (Robertinho): Przyznanie tej nagrody Fabio Cannavaro w 2006 roku było chyba pierwszym namacalnym dowodem, że w tym plebiscycie przede wszystkim liczą się trofea, nie indywidualne osiągnięcia. Ronaldo zdobył dwa najważniejsze trofea w Europie w tym roku, dlatego dla mnie sprawa jest już rozstrzygnięta i Złotą Piłkę otrzyma Portugalczyk.
Challenger: Najlepszym zawodnikiem EURO był Antoine Griezmann. Największy wpływ na wynik swego klubu w Lidze Mistrzów miał Antoine Griezmann. Złotą Piłkę dostanie Cristiano Ronaldo. To nagroda plebiscytowa, nie merytoryczna. Inny wynik jest niemożliwy.
Przegrany finał i zmarnowany karny nie mogły pomóc Messiemu. Jednak uważam, że jego szansom w kontekście ZP 2016 najbardziej zaszkodziła decyzja pofinałowa. Przegrany finał + rezygnacja z kadry – wizerunkowo najgorsze połączenie. O motywach Leo obszernie mówiliśmy z Eoren w podsumowaniu Copa Centenario. Nie każdy musi je przyjąć lub rozumieć. Za sekwencję porażka-rezygnacja wiele osób uzna/ło Leo za „przegrywacza”. Taka łatka nie pomaga w żadnym plebiscycie, gdzie rozstrzyga liczba głosów. Nieważne, co zrobi do końca roku on, nieważne, co zrobi Barca. Tegoroczna ZP Messiemu przepadła.
Obok mamy obrazki Cristiano płaczącego z bólu w finale, skaczącego na jednej nodze przy linii, motywującego każdego z kolegów przed dogrywką – piękna sportowa historia. Ludzie takie lubią. Niezdecydowani zagłosują na niego ze zwykłej sympatii i te głosy zdecydują.
Poza tym dobrze wiemy, jaki stosunek mają obaj do „Złotego Balona”… Cristiano? Proszę. Niech ma. Czuję, że Leo się odegra za cały ten sezon. Już za kilka miesięcy. Tam gdzie lubi najbardziej. Na boisku.
Julia Cicha: Tak, bo zasłużył. Tę nagrodę przyznaje się głównie za osiągnięcia zespołowe, a w tym aspekcie był w minionym sezonie po prostu najlepszy. Może czas zacząć przywiązywać nieco mniejszą wagę do liczby Złotych Piłek? Koniec końców nic dobrego z nich nie wynika...
6. Czy uważasz, że reforma Euro się przyjęła?
Ero: Nie, bo:
1) premiowanie 4 najlepszych drużyn z 3. miejsc wprowadziło więcej zamieszania w drabince niż to warte
2) dla finalistów jest to zawsze jeden mecz więcej w turnieju, co odbija się na jego poziomie (7 zamiast dotychczasowtych 6)
3) po prostu obniżyło to jego poziom
n00stress: Z jednej strony tak, ponieważ dzięki temu mieliśmy takie historie, jak Islandia, czy Walia, ale z drugiej strony nie można zapominać o poziomie rozgrywek, małej średniej bramek na mecz i piłkarskich spektakli, których po prostu nie było.
Ściah: Przed EURO byłem pozytywnie nastawiony do reformy, jednak rzeczywistość zweryfikowała wszystko. 24 drużyny to zbyt wiele na turniej w Europie, bo słabsi potrafią nadrobić wybieganiem i murarką, ale cierpi na tym atrakcyjność meczów. Powrót do 16 drużyn byłby wskazany. Mniej spotkań, ale za to większa jakość i przyjemność dla kibica.
Robert Wojtczak (Robertinho): Obawiałem się tego przed turniejem i moje obawy się potwierdziły. Rozszerzenie liczby drużyn poskutkowało obniżeniem poziomu turnieju i takimi cudami, jak Portugalia w półfinale z jednym zwycięstwem w ciągu 90 minut gry. UEFA podobno jednak zarobiła sporo więcej niż cztery lata temu, zatem powrót do starego formatu wydaje się niemożliwy. Strach pomyśleć co będzie w kolejnym turnieju, gdy mecze rozgrywane będą na terenie krajów całego kontynentu...
Challenger: Jestem ciekaw, kto wymyślił formułę, że I miejsce w jednej grupie premiowane jest spotkaniem w 1/16 z wiceliderem, a zwycięzca innej grupy ma grać z „trzecim miejscem”. To idiotyczne! Ten system kompletnie zaburzył harmonię obu stron drabinki. Mieliśmy dosłownie dwie niespodzianki (Anglia, Hiszpania) i układ fazy pucharowej stał się kiepskim żartem. Wszystkie mecze w „polsko-portugalskiej” połówce można było sobie darować do półfinału. Zestaw uczestników sprawił, że były albo przeraźliwie nudne, albo przykro jednostronne. Po drugiej stronie szlagiery leżały co rundę: Włochy-Hiszpania, Niemcy-Włochy, Niemcy-Francja. Każdy mógłby być finałem.
Taka dysproporcja i „przepakowanie” jednej strony turnieju dyskwalifikuje taki format na przyszłość. Lepsi rywale mocniej męczą. Bardziej niż z Portugalczykami, Francja przegrała z drabinką.
Co do 24 zespołów w finałach – jestem za. Czołowe ligi są maksymalnie „zajechane” meczami. Najlepsi przyjeżdżają przemęczeni. Główne role grają ich kontuzjowani kilka miesięcy koledzy, kolektywy bez gwiazd (Włochy, Francja), turniejowe glisty ślizgające się do kolejnych rund bez polotu albo zupełni outsiderzy. Jonathan Wilson stwierdził, że były to mistrzostwa na niepodejmowanie inicjatywy, ale to znak piłkarskich czasów i wyrównującego się na kontynencie poziomu: bardziej niż efektownie wygrać, nikt nie chce przegrać. Turniej z większą liczbą „kopciuchów” jest dziś atrakcyjniejszy. Takie drużyny dają pewność, że zostawią na boisku pot i serce. Faworyci „grożą” zostaniem Anglią lub Belgią 2016. A jeśli szczypta taktycznej błyskotliwości wystarcza do wyhodowania takiej Walii, to niech takich niespodzianek następne turnieje mają jak najwięcej.
Julia Cicha: Chyba się nie przyjęła, bo wszyscy na nią narzekają, a szkoda. Ja jestem jak najbardziej za jej utrzymaniem, z jedną "drobną" zmianą. Należy zmienić system wychodzenia z grup oraz ustalania par 1/8 finału. Bodajże goal.com proponował wdrożyć metody stosowane w Copa Libertadores i moim zdaniem jest to jakieś rozwiązanie. 16 drużyn, które wyszły z grupy ustawiamy w kolejności od najlepszej do najgorszej na podstawie ich postawy w fazie grupowej i ustalamy pary. Numer 1 z 16, 2 z 15 itd. Jednak jestem otwarta na propozycje, bo coś z tym należy zrobić.
A forma 24-zespołowego EURO mi się podoba, bo zawsze przyjemnie ogląda się piłkarskie sierotki, próbujące osiągnąć coś w wielkiej piłce. No i zawsze dłuższy turniej = więcej spotkań i więcej radości.
Komentarze (18)