U wielu culés kac moralny po niedzielnej porażce w El Clásico na Camp Nou jeszcze nie minął, tymczasem już trzeba szykować się na kolejne starcie dwóch najlepszych drużyn w Hiszpanii. I choć negatywne wrażenie z pierwszego spotkania nie daje zbyt wielu powodów do optymizmu, kibice Barçy z pewnością liczą na reakcję swoich graczy spowodowaną zwykłą, sportową złością. Jak wiele ta złość jest w stanie zdziałać - przekonamy się już dziś. Początek rewanżowego starcia o Superpuchar Hiszpanii na Santiago Bernabéu o godz. 23:00.
Gwoli wstępu warto zaznaczyć, że nie wszystko w niedzielnym meczu zasługiwało na słowa krytyki. Oczywiście wynik mówi co innego, jednak wystarczyłaby jedna-dwie wykorzystane sytuacje (jak chociażby strzał Busquetsa na niemal pustą bramkę), a rozmowy przed dzisiejszym pojedynkiem wyglądałyby zupełnie inaczej. Nie ma co jednak gdybać - Barça zagrała miernie, zaś Real celnie wypunktował jej słabości, zdobywając gole po dwóch klasycznych dla siebie kontrach.
Remontada nie jest jednak niemożliwa. Kto jak kto, ale Barça po zeszłosezonowych przygodach w Lidze Mistrzów powinna coś na ten temat wiedzieć. Żeby jednak odrobić stratę trzech bramek, należy znacząco poprawić grę w ataku, która w pierwszym meczu, delikatnie mówiąc, nie powalała na kolana. Widoczny był brak Neymara, pod którego nieobecność zniknął w Barcelonie pewien pierwiastek nieprzewidywalności. Z całym szacunkiem dla Gerarda Deulofeu, ale buty Brazylijczyka to wciąż za duży dla niego rozmiar. Nie do końca funkcjonowała również pomoc, w której często pozostawały spore luki, wręcz zapraszające piłkarzy Realu na połowę Barcelony. Nieskutecznością w strzałach i dryblingach popisał się także Luis Suárez, od którego wymaga się zdecydowanie więcej jakości.
Nie powinno zabraknąć zmian w składach. Zwłaszcza Ernesto Valverde ma spore pole do popisu w tej kwestii. Od wczoraj wiemy, że na pewno nie zagra Andrés Iniesta, który naciągnął mięsień w pierwszym spotkaniu. Poza tym zabraknie Ardy, Munira, Vermaelena oraz Sampera, na których trener Blaugrany nie liczy i którym stanowczo daje do zrozumienia, by szukali sobie nowych klubów. Po stronie rywala znacząca strata: nie zagra Cristiano Ronaldo, ukarany pięciomeczowym zawieszeniem za odepchnięcie sędziego po obejrzeniu czerwonej kartki w niedzielnym El Clásico. Według katalońskich mediów miejsce nieprzekonującego Deulofeu powinien zająć Denis Suárez, zaś za Iniestę na murawie pojawi się Sergi Roberto. Na debiut nie ma szans nowy nabytek Barçy Paulinho, który oficjalnie zaprezentowany zostanie dopiero jutro. W przypadku Realu brak portugalskiej gwiazdy nie sugeruje żadnych zmian w stosunku do podstawowej jedenastki Królewskich z niedzieli.
Wynik starcia na Camp Nou z pewnością uwarunkuje przebieg zawodów od początku: to Barça będzie zmuszona zaatakować wyżej, wręcz szturmować bramkę rywala. Z kolei Realowi wystarczy defensywne nastawienie i wyczekiwanie na kontratak. Zdaniem bukmacherów z STS odrobinę większe szanse na sukces ma ekipa Los Blancos. Każda złotówka postawiona na zespół z Madrytu pomnożona zostanie o 2,5. Zwycięstwo Blaugrany warte jest z kolei 2,85 początkowej stawki.
Nie jest to moment na rzucanie górnolotnych frazesów o remontadzie czy tez przysłowiowym "jeżdżeniu na tyłkach". Większość z nas widziała mecz sprzed trzech dni i zdaje sobie sprawę, że obie drużyny znajdują się na odległych biegunach formy. Z jednej strony mamy chwalony przez wszystkich (zasłużenie zresztą) i opromieniony zdobyciem kolejnego trofeum Real, z drugiej zaś pozbawioną kluczowego zawodnika i będącą w fazie przebudowy Barcelonę. W sporcie nie ma jednak nic niemożliwego. Przekonywaliśmy się o tym wielokrotnie i z chęcią przekonamy się po raz kolejny. Wystarczy odrobina wiary. Força Barça!
Komentarze (109)