Messi zmienia oblicze Barcelony
Po prawie dwóch miesiącach poza boiskiem Leo Messi porusza się po nim jakby w ogóle nie miał przerwy w grze. Powrót Argentyńczyka był jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń sportowych w Katalonii. Można powiedzieć, że kibice Barçy nie zawiedli się na swoim ulubieńcu. Wczoraj wydawało się, że Leo Messi jest jedynym piłkarzem, który potrafi wyrwać Barçę z kryzysu, jaki ostatnimi czasy dopadł tę drużynę.
Mając w głowach półfinał z Manchesterem, Barça 'przespała' wczorajsze spotkanie. Pomimo że był to prestiżowy, derbowy mecz, piłkarze Rijkaarda nie potrafili wstrzelić się w bramkę Kameniego. Atak Dumy Katalonii stworzył co prawda kilka klarownych sytuacji, ale bramkarz Espanyolu spisywał się tego wieczora bezbłędnie.
Po pierwszej połowie Rijkaard zdecydował się nie oszczędzać Messiego i wprowadził go na boisko. Była to chyba najlepsza decyzja Holendra w tym meczu, gdyż Argentyńczyk od razu wniósł świeży powiew do ofensywnej gry swoich kolegów. Piłkarz ten potrzebował tylko dwóch minut, aby udaną akcją zasłużyć sobie na aplauz publiczności na Camp Nou. W tym meczu potwierdził, że będzie głównym zagrożeniem dla obrony "Czerwonych Diabłów". Messi zrewolucjonizował grę. Walczył, jak gdyby niedawne problemy z jego udem dotyczyły kogoś innego. Nie "pytał się" o piłkę, ale śmiałymi wejściami zabierał ją rywalom. W ciągu pierwszych pięciu minut ściągnął na siebie uwagę niemalże całej formacji defensywnej Espanyolu. Niczym lokomotywa przesuwał się wzdłuż prawego krańca boiska wprowadzając popłoch w szykach obronnych przeciwnika. Można powiedzieć, że w drugiej połowie był najjaśniejszą postacią w drużynie bordowo- granatowych.
Barca, prowadzona przez Messiego, raz po raz próbowała dostać się pod bramkę Espanyolu. Niestety, pomimo jego wysiłków, próby te zazwyczaj kończyły się niepowodzeniem. Choć Argentyńczyk dwoił się i troił, przeciwnicy w biało-niebieskich strojach zdołali powstrzymać Barcelonę. Desperackie ataki nie przyniosły spodziewanego skutku.
Na uwagę zasługuje postawa Eto'o. Kameruńczyk bardzo się starał, jednak w obliczu sytuacji okazywało się, że dobre chęci to nie wszystko. Pomimo dobrego prowadzenia piłki, można stwierdzić, że największej 'armacie' drużyny zabrakło wczoraj prochu. Za którymś razem wydawało się wręcz, że los zaprzysiągł się przeciwko Eto'o. Na kilka minut przed końcem po podaniu Iniesty piłka przeleciała parę centymetrów ponad głową Kameruńczyka. Jeśli tak ma wyglądać gra naszego najlepszego napastnika w środę, należy dziękować niebiosom za to, że Lionel Messi powrócił już do pełni formy.
[źródło: Sport]
Mając w głowach półfinał z Manchesterem, Barça 'przespała' wczorajsze spotkanie. Pomimo że był to prestiżowy, derbowy mecz, piłkarze Rijkaarda nie potrafili wstrzelić się w bramkę Kameniego. Atak Dumy Katalonii stworzył co prawda kilka klarownych sytuacji, ale bramkarz Espanyolu spisywał się tego wieczora bezbłędnie.
Po pierwszej połowie Rijkaard zdecydował się nie oszczędzać Messiego i wprowadził go na boisko. Była to chyba najlepsza decyzja Holendra w tym meczu, gdyż Argentyńczyk od razu wniósł świeży powiew do ofensywnej gry swoich kolegów. Piłkarz ten potrzebował tylko dwóch minut, aby udaną akcją zasłużyć sobie na aplauz publiczności na Camp Nou. W tym meczu potwierdził, że będzie głównym zagrożeniem dla obrony "Czerwonych Diabłów". Messi zrewolucjonizował grę. Walczył, jak gdyby niedawne problemy z jego udem dotyczyły kogoś innego. Nie "pytał się" o piłkę, ale śmiałymi wejściami zabierał ją rywalom. W ciągu pierwszych pięciu minut ściągnął na siebie uwagę niemalże całej formacji defensywnej Espanyolu. Niczym lokomotywa przesuwał się wzdłuż prawego krańca boiska wprowadzając popłoch w szykach obronnych przeciwnika. Można powiedzieć, że w drugiej połowie był najjaśniejszą postacią w drużynie bordowo- granatowych.
Barca, prowadzona przez Messiego, raz po raz próbowała dostać się pod bramkę Espanyolu. Niestety, pomimo jego wysiłków, próby te zazwyczaj kończyły się niepowodzeniem. Choć Argentyńczyk dwoił się i troił, przeciwnicy w biało-niebieskich strojach zdołali powstrzymać Barcelonę. Desperackie ataki nie przyniosły spodziewanego skutku.
Na uwagę zasługuje postawa Eto'o. Kameruńczyk bardzo się starał, jednak w obliczu sytuacji okazywało się, że dobre chęci to nie wszystko. Pomimo dobrego prowadzenia piłki, można stwierdzić, że największej 'armacie' drużyny zabrakło wczoraj prochu. Za którymś razem wydawało się wręcz, że los zaprzysiągł się przeciwko Eto'o. Na kilka minut przed końcem po podaniu Iniesty piłka przeleciała parę centymetrów ponad głową Kameruńczyka. Jeśli tak ma wyglądać gra naszego najlepszego napastnika w środę, należy dziękować niebiosom za to, że Lionel Messi powrócił już do pełni formy.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)