Kochany Iniesta - część I

KeyNew

17 maja 2011, 12:05

35 komentarzy
Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu Ramona Besy i Luisa Martína w El Pais. Miłej lektury.

Jest najbardziej kochanym piłkarzem w Hiszpanii. Nagradzany brawami, na wszystkich stadionach, za bramkę w finale Pucharu Świata. Teraz z Barçą będzie walczył o europejski tron. Oto historia zwykłego chłopaka, który stał się idolem.

Z danych na temat migracji, pochodzących z Departamentu Statystyki Urzędu Miasta Barcelony, wynika że w 1996 roku, 11 028 osób osiadło w stolicy Katalonii, 99 z nich pochodziło z Castilla-La Mancha. Jedną z tych osób był Andrés Iniesta Luján, 12-letni chłopiec, który chciał zostać piłkarzem. Iniesta spełnił swoje marzenie. Spowodował, że jego ojciec mógł rzucić pracę robotnika budowlanego, w wieku 40 lat i kupił dom swojej matce, zaraz po tym, jak podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt. Dzisiaj, w wieku 27 lat, jest mistrzem świata, właśnie został ojcem, jego ulubionym daniem jest kurczak z ziemniakami, a poza boiskiem pozostaje niezauważalny to tego stopnia, że może zostać pomylonym z kelnerem, jak się zdarzyło nie tak dawno temu. Nadal ma do spełnienia obietnicę i marzenie: pielgrzymkę do Camino de Santiago oraz podróż do Indii, aby zobaczyć Taj Mahal.

"Wierzę w przeznaczenie, bo rzeczy dzieją się dlatego, że muszą. Wierzę w Boga, ale w racjonalnych proporcjach. I nie praktykuję." Andrés Iniesta dostał swe imię po dziadku, ze strony ojca. W Fuentealbilli (prowincja Albacete) jest trzech Andrésów Iniestów: piłkarz i jego dwóch kuzynów, synów starszych braci ojca, José Antonio. Przypadkowo, jego dziadek ze strony matki, również nosił imię Andrés. Andrés Luján miał bar w mieście, który prowadził z córką, a został on zamknięty dziesięć lat temu.

Rozmowa z piłkarzem FC Barcelony miała miejsce w Ciutat Esportiva, przed treningiem. Andrés jest ubrany w koszulkę Nike; firmy która zatrudniła go jako młodego zawodnika, w zamian za ubrania i zestawy treningowe. Dziś jest jedną z ikon amerykańskiej marki. Kiedy Andrés był dzieckiem, jego ojciec oszczędzał trzy miesiące, aby móc kupić mu buty Adidas Predator.

Kiedy był mały, Andrés Iniesta Luján grał w piłkę nożną w la pista, jak nazywane jest centrum sportowe we Fuentealbilli. Ośrodek, z betonowym boiskiem, dwoma bramkami i dwoma koszami. Grał tam aż do ósmego roku życia, kiedy zdał egzamin wstępny do Albacete, 80 km. od domu. "Grałem w Albacete. Wiele się mówi, ale taka jest rzeczywistość. Mój ojciec był kibicem Athletiku, a ja wspierałem Albacete i Barcelonę, mój drugi zespół. W weekendy, w czasie mojej gry w zespole alevín, oglądałem grę Albacete, w walce o pierwszą ligę. Josico, Salazar, Catali, Jugo Oscar wypożyczony z Barcelony, Bjelica, Molina ... To był dobry rok, rok w którym awansowali. Świętowałem razem z miastem. Pewnego dnia zezłościłem się na Barcelonę, bo strzeliła Albacete siedem goli."

Grał anonimowo w Albacete, dopóki nie został wybrany najlepszym graczem turnieju Brunete, zorganizowanego przez dziennikarza Cadena Ser - José Ramóna de la Morenę. Trudno było nie zauważyć tego chłopca, tak "kolorowego" w swej grze i z tak bladą skórą, jak jego matka i siostra. Na turnieju obecni byli skauci z najlepszych zespołów, Realu Madryt i FC Barcelony. Albert Benaiges, jeden ze współpracowników Oriola Torta, który był odpowiedzialny za piłkę młodzieżową w FCB, wrócił na Camp Nou z kilkoma nazwiskami w swoim notatniku; i Iniestą w głowie.

Ale był jeden problem. Aby dołączyć do La Masíi trzeba było mieć ukończone czternaście lat, a Iniesta miał tylko dwanaście. Klub powiedział rodzinie, że będą zwracać szczególną uwagę na ich dziecko i zarezerwują miejsce dla niego, przez trzy kolejne lata. "To typowe dla tego okresu. Teraz wszystko dzieje się o wiele szybciej", mówi Rodolfo Borrell, były trener w La Masíi, obecnie trener zespołu poniżej osiemnastego roku życia, w Liverpoolu. Iniesta nie był sam, chłopak w tym samym wieku - Jorge Troiteiro - został również zauważony przez Benaigesa. Po dwóch tygodniach od turnieju Brunete, ojciec Troiteiro przyszedł do La Masíi z synem i powiedział: "Wy decydujecie: albo przyjmujecie mojego syna albo idziemy do Madrytu, ponieważ mój syn ma być piłkarzem". Profesor Tort, koordynator systemu szkolenia młodzieży zastosował najlepsze rozwiązanie: klub przyjął Troiteiro, a potem zgłosił się po Iniestę. "Przynajmniej we dwóch będą mogli trzymać się razem", mówił Rodolfo Borrell.

Matka Andrésa nawet nie rozważała możliwości wydania zgody na przejście, jej syna, do Barcelony, ale mąż przekonał ją, że oferta Barçy jest najlepsza dla kariery ich dziecka. "Może byłem zbyt twardy", wspomina teraz ojciec.

"Ojciec powiedział mi: czasem pociąg tylko raz w życiu przejeżdża obok Ciebie, a ja mu powiedziałem, że nie chcę jechać." Mimo, że jego odpowiedź była stanowcza, wciąż myślał o tym, co ojciec mu poradził, kiedy leżał w łóżku, z plakatami Laudrupa i Guardioli nad głową.

Aż pewnego dnia, Andrés podniósł głos, aby powiedzieć: "Tato, dzwoń do Barcelony." I ojciec zadzwonił.

Część druga wkrótce.

[źródło: Totalbarca/El Pais]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (35)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze