Nasi bordowo-granatowi
Wszystko, co pozostaje mi napisać, choć to "pozostaje" już w pierwszym zdaniu trochę kole w oczy, ale właśnie tak- wszystko, co pozostaje mi napisać to: jest ciężko; nawet więcej: jest cholernie ciężko. Zdjęcie zszokowanego Rijkaarda obok pytającego "co teraz będzie?" Puyola mówi samo za siebie. Więc co mi pozostaje napisać już na samym początku? Jest cholernie ciężko.
Wiadomym jest, że nie przeraża mnie tak wizja kupna skrzynki Heinekena, bo taki był zakład. Nie przeraża mnie nawet fakt, że jeśli ten koszmar się urzeczywistni, będę odbierał kolejne telefony, czytał kolejne smsy, wszystkie z tą samą treścią, "jak tam Twoja Barça?" To już nawet nie chodzi o to, że tegoroczny sezon zakończy się wielką klapą i porażką we wszystkich rozgrywkach. Z wielkim bólem przełknę również wiadomość, że mistrzem może być Real. Wszystko zniosę, ale jednego nie potrafię. Przeraża mnie stan, w którym nasza ukochana Barcelona właśnie się znalazła. Stan strachu.
Grają słabo. Boje się każdego spotkania jak gdyby tu chodziło, nie wiem, o spadek z Primera Divison. Boje się, bo grają słabo. Nic już nie idzie po naszej myśli. Jak nie porażka 0-4, to bramka w ostatniej minucie. Jakby tego mało Real pnie się jak burza i na dzień dzisiejszy to oni są liderem. W dodatku przed nami spotkanie z tym gnojkiem Torresem, co sobie zwykle przypomina, że on jest od strzelania bramek,jak gra przeciwko Blaugranie. Boje się, bo możemy stracić wszystko. No właśnie. Ale czy rzeczywiście możemy stracić wszystko?
Zastanawiam się wciąż czy istnieje i gdzie się znajduje granica kompetencji szarego kibica. Szary kibic. Nie, to w odniesieniu do wszystkich Cules nie pasuje. A szarzy nic a nic mnie nie obchodzą. Więc gdzie znajduje się granica kompetencji kibica FCB? Jak już powszechnie wiadomo, my Polacy, na polityce i futbolu znamy się najlepiej. Choć śmieszą mnie te wszystkie dysputy, kogo to bym ja nie ściągnął, a kto do Barçy się nie nadaje, nie komentuje tego. Śmieszy mnie to strasznie, krytykować nie będę, niech każdy choć raz się "poczuje". Wszak znamy się na tym doskonale. Podejrzewam jednak, że takie dyskusje są powszechnie znane na całym świecie i czy jest to kibic Barcelony czy Realu, zawsze ma coś do powiedzenia. Każdy ma własne "widzi mi się", a jak wiadomo każdemu dogodzić się nie da. Trzeba oddać się w cudze ręce i akceptować jego wybór. Zatem potrzebne to wszystko?
Może jestem dziwny, ale ja nie zastanawiam się "kogo bym chciał" w FCB. Mam oczywiście swoje marzenia co do stanowiska trenera, ale czy będzie Barce prowadził Franio Smuda czy Raul Lozano zaakceptuje wybór, byle tylko radził sobie z powierzonym zadaniem. To samo tyczy się piłkarzy. Ufam scoutom naszego klubu i kogo nie sprowadzą będzie to "mój gracz". (Chyba, że w klubie zostanie Giuly, to nadal będę psioczył pod nosem).
Jednak to wszystko jest tylko gadaniem. Mnie porusza coś innego. Wiem, przyzwyczaili nas ogólnie do tego, że sukces być musi. Ja też bym chciał zdobywać Ligi Mistrzów, mieć tuzin z rzędu zdobytych Pucharów Króla, a w Premiera Division śmiać się z innych, że co roku walczą o drugie miejsce; śmiać się z Realu, że znów im się nie udało. Bo kto by nie chciał? Ale wiem, że to przy tym poziomie rozgrywek jest niemożliwe. Potrafię więc, nie rzadko z płaczem, przyjąć porażkę. Nawet sezon bez tytułu. Bo każda porażka wzmacnia; bo porażka tego roku osładza zwycięstwo w przyszłym. To jest tylko sport.
Zanosi się, choć mam nadzieje, że nie stanę się złym prorokiem, na fatalnie zakończony sezon. Bez tytułu. Mnie to nie martwi. Płacze cicho po kącie, ale wiem, że ten sezon pokaże władzom, że nie mogą stać w miejscu. A kilku zawodników w takim "stanie constans" się znalazło. Potrzeba świeżej krwi. A może słabszy sezon Barçy pozwoli też Ronniemu znów grać na pełnym luzie, bez obaw, że zaraz któryś z obrońców będzie mu za wszelką cenę chciał wybić futbol z głowy. Te porażki też się czemuś przysłużą. Ja to rozumiem i nie odwracam się od klubu w tych trudnych chwilach. Nie mówię o żadnym z nich, że nie zasługuje na Barce (oprócz Giuly'ego - ale to od zawsze), nie ciskam nawet w Rijkaarda, choć prywatnie go nie cenie. Bo to w tym momencie niczemu się nie przysłuży.
Oczywiste jest to, że moje wynoszenie własnej osoby na szczyt, tak jakby moja opinia, pozytywna czy też nie, w ogóle do kogoś trafiała, jest zwykłym narcyzmem, ale robi tak większość. Każdy z nas ma poczucie, że jego zdanie się liczy. Ot urok demokracji. Myślą tak również Ci w Katalonii przynoszący białe chusteczki na stadion. Tylko czy któryś z nich pomyślał, że na te kilka kolejek do końca nikt przecież nie wyrzuci Franka, a do klubu nie trafi nowy zawodnik? Owszem grają tak słabo, że jak wspominałem boje się jakbyśmy walczyli o utrzymanie, ale chyba pora przypomnieć wszystkim, że my nadal mamy realne szansę na mistrzostwo Hiszpanii!
To zdjęcie Rijkaarda z Puyolem mówi samo za siebie. Oni wcale nie mają min pt. "straciliśmy mistrzostwo". Nie, oni mają miny "teraz to nas wszyscy zjedzą". Potrafię zrozumieć, że na drugi dzień po spotkaniu z Getafe czy Betisem wszystkie madryckie gazety zrobiły co należy, ale kiedy wszedłem na nasz portal i przeczytałem tytuł tematu przewodniego "Żałosna Barça..", oczy ze zdumienia przecierałem. Jak kibic, i to jakiekolwiek klubu, a już tym bardziej FC Barcelony, może napisać o swoim zespole, że jego poziom jest żałosny? Klubu, który wciąż walczy o mistrzostwo! Nie pojęte. Gdzie ta wiara i miłość? Gdzie nadzieja, która umiera ostatnia? Przyjaciół poznaje się w biedzie, mówi stare przysłowie, więc gdzie nasza przyjaźń, gdzie nasza miłość?
To zdjęcie mówi o tym, że oni boją się każdego następnego dnia bo my, kibice, im tego nie wybaczymy. Od zawsze w grze naszego klubu chodziło tylko o jedno: o radość i fantazję w kopaniu piłki. Więc czemu w tych najważniejszych momentach im to zabieramy? Przecież czy któremuś z nich możemy odmówić zaangażowania? Oni mogą nie być w formie, może Giuly trafił do tego klubu z przypadku, ale przecież to są "nasi chłopcy", nasi bordowo-granatowi, więc jak możemy mieć do nich o coś pretensje? A oni teraz zamiast cieszyć się grą boją się wyjść na boisko, bo nie daj boże ten głupi Torres znów będzie chciał podbić stawkę swojego kontraktu. Ten strach wróży tylko kłopoty, a zabija grę. Bez tego nie będzie FC Barcelony i żaden puchar czy tytuł nam tego nie zrekompensuje.
Postawie, jeśli trzeba będzie, tę skrzynkę piwa. Wypije ze smutku drugą, bo Real ma mistrza. Będzie bolało, ale wiem, że za rok, dwa, dziesięć znów zostaniemy mistrzami i to zwycięstwo będzie cenniejsze niż dziesiąte z rzędu. I mimo, że jest i jeszcze nie jednokrotnie będzie cholernie ciężko nigdy nie powiem o tym klubie i o jego grze, że jest żałosna. No chyba, że zostawią na przyszły rok Giuly'ego...
Aż chciałoby się powiedzieć teraz: nigdy nie będziesz szła sama FC Barcelono, tylko niech niektórzy zrozumieją twoje piękno.
ps. jeśli chodzi o ludovica giuly to oczywistym jest, że to tylko moja subiektywna ocena. Ja nie mam nic do niego, ja go po prostu nie lubię ;)
Wiadomym jest, że nie przeraża mnie tak wizja kupna skrzynki Heinekena, bo taki był zakład. Nie przeraża mnie nawet fakt, że jeśli ten koszmar się urzeczywistni, będę odbierał kolejne telefony, czytał kolejne smsy, wszystkie z tą samą treścią, "jak tam Twoja Barça?" To już nawet nie chodzi o to, że tegoroczny sezon zakończy się wielką klapą i porażką we wszystkich rozgrywkach. Z wielkim bólem przełknę również wiadomość, że mistrzem może być Real. Wszystko zniosę, ale jednego nie potrafię. Przeraża mnie stan, w którym nasza ukochana Barcelona właśnie się znalazła. Stan strachu.
Grają słabo. Boje się każdego spotkania jak gdyby tu chodziło, nie wiem, o spadek z Primera Divison. Boje się, bo grają słabo. Nic już nie idzie po naszej myśli. Jak nie porażka 0-4, to bramka w ostatniej minucie. Jakby tego mało Real pnie się jak burza i na dzień dzisiejszy to oni są liderem. W dodatku przed nami spotkanie z tym gnojkiem Torresem, co sobie zwykle przypomina, że on jest od strzelania bramek,jak gra przeciwko Blaugranie. Boje się, bo możemy stracić wszystko. No właśnie. Ale czy rzeczywiście możemy stracić wszystko?
Zastanawiam się wciąż czy istnieje i gdzie się znajduje granica kompetencji szarego kibica. Szary kibic. Nie, to w odniesieniu do wszystkich Cules nie pasuje. A szarzy nic a nic mnie nie obchodzą. Więc gdzie znajduje się granica kompetencji kibica FCB? Jak już powszechnie wiadomo, my Polacy, na polityce i futbolu znamy się najlepiej. Choć śmieszą mnie te wszystkie dysputy, kogo to bym ja nie ściągnął, a kto do Barçy się nie nadaje, nie komentuje tego. Śmieszy mnie to strasznie, krytykować nie będę, niech każdy choć raz się "poczuje". Wszak znamy się na tym doskonale. Podejrzewam jednak, że takie dyskusje są powszechnie znane na całym świecie i czy jest to kibic Barcelony czy Realu, zawsze ma coś do powiedzenia. Każdy ma własne "widzi mi się", a jak wiadomo każdemu dogodzić się nie da. Trzeba oddać się w cudze ręce i akceptować jego wybór. Zatem potrzebne to wszystko?
Może jestem dziwny, ale ja nie zastanawiam się "kogo bym chciał" w FCB. Mam oczywiście swoje marzenia co do stanowiska trenera, ale czy będzie Barce prowadził Franio Smuda czy Raul Lozano zaakceptuje wybór, byle tylko radził sobie z powierzonym zadaniem. To samo tyczy się piłkarzy. Ufam scoutom naszego klubu i kogo nie sprowadzą będzie to "mój gracz". (Chyba, że w klubie zostanie Giuly, to nadal będę psioczył pod nosem).
Jednak to wszystko jest tylko gadaniem. Mnie porusza coś innego. Wiem, przyzwyczaili nas ogólnie do tego, że sukces być musi. Ja też bym chciał zdobywać Ligi Mistrzów, mieć tuzin z rzędu zdobytych Pucharów Króla, a w Premiera Division śmiać się z innych, że co roku walczą o drugie miejsce; śmiać się z Realu, że znów im się nie udało. Bo kto by nie chciał? Ale wiem, że to przy tym poziomie rozgrywek jest niemożliwe. Potrafię więc, nie rzadko z płaczem, przyjąć porażkę. Nawet sezon bez tytułu. Bo każda porażka wzmacnia; bo porażka tego roku osładza zwycięstwo w przyszłym. To jest tylko sport.
Zanosi się, choć mam nadzieje, że nie stanę się złym prorokiem, na fatalnie zakończony sezon. Bez tytułu. Mnie to nie martwi. Płacze cicho po kącie, ale wiem, że ten sezon pokaże władzom, że nie mogą stać w miejscu. A kilku zawodników w takim "stanie constans" się znalazło. Potrzeba świeżej krwi. A może słabszy sezon Barçy pozwoli też Ronniemu znów grać na pełnym luzie, bez obaw, że zaraz któryś z obrońców będzie mu za wszelką cenę chciał wybić futbol z głowy. Te porażki też się czemuś przysłużą. Ja to rozumiem i nie odwracam się od klubu w tych trudnych chwilach. Nie mówię o żadnym z nich, że nie zasługuje na Barce (oprócz Giuly'ego - ale to od zawsze), nie ciskam nawet w Rijkaarda, choć prywatnie go nie cenie. Bo to w tym momencie niczemu się nie przysłuży.
Oczywiste jest to, że moje wynoszenie własnej osoby na szczyt, tak jakby moja opinia, pozytywna czy też nie, w ogóle do kogoś trafiała, jest zwykłym narcyzmem, ale robi tak większość. Każdy z nas ma poczucie, że jego zdanie się liczy. Ot urok demokracji. Myślą tak również Ci w Katalonii przynoszący białe chusteczki na stadion. Tylko czy któryś z nich pomyślał, że na te kilka kolejek do końca nikt przecież nie wyrzuci Franka, a do klubu nie trafi nowy zawodnik? Owszem grają tak słabo, że jak wspominałem boje się jakbyśmy walczyli o utrzymanie, ale chyba pora przypomnieć wszystkim, że my nadal mamy realne szansę na mistrzostwo Hiszpanii!
To zdjęcie Rijkaarda z Puyolem mówi samo za siebie. Oni wcale nie mają min pt. "straciliśmy mistrzostwo". Nie, oni mają miny "teraz to nas wszyscy zjedzą". Potrafię zrozumieć, że na drugi dzień po spotkaniu z Getafe czy Betisem wszystkie madryckie gazety zrobiły co należy, ale kiedy wszedłem na nasz portal i przeczytałem tytuł tematu przewodniego "Żałosna Barça..", oczy ze zdumienia przecierałem. Jak kibic, i to jakiekolwiek klubu, a już tym bardziej FC Barcelony, może napisać o swoim zespole, że jego poziom jest żałosny? Klubu, który wciąż walczy o mistrzostwo! Nie pojęte. Gdzie ta wiara i miłość? Gdzie nadzieja, która umiera ostatnia? Przyjaciół poznaje się w biedzie, mówi stare przysłowie, więc gdzie nasza przyjaźń, gdzie nasza miłość?
To zdjęcie mówi o tym, że oni boją się każdego następnego dnia bo my, kibice, im tego nie wybaczymy. Od zawsze w grze naszego klubu chodziło tylko o jedno: o radość i fantazję w kopaniu piłki. Więc czemu w tych najważniejszych momentach im to zabieramy? Przecież czy któremuś z nich możemy odmówić zaangażowania? Oni mogą nie być w formie, może Giuly trafił do tego klubu z przypadku, ale przecież to są "nasi chłopcy", nasi bordowo-granatowi, więc jak możemy mieć do nich o coś pretensje? A oni teraz zamiast cieszyć się grą boją się wyjść na boisko, bo nie daj boże ten głupi Torres znów będzie chciał podbić stawkę swojego kontraktu. Ten strach wróży tylko kłopoty, a zabija grę. Bez tego nie będzie FC Barcelony i żaden puchar czy tytuł nam tego nie zrekompensuje.
Postawie, jeśli trzeba będzie, tę skrzynkę piwa. Wypije ze smutku drugą, bo Real ma mistrza. Będzie bolało, ale wiem, że za rok, dwa, dziesięć znów zostaniemy mistrzami i to zwycięstwo będzie cenniejsze niż dziesiąte z rzędu. I mimo, że jest i jeszcze nie jednokrotnie będzie cholernie ciężko nigdy nie powiem o tym klubie i o jego grze, że jest żałosna. No chyba, że zostawią na przyszły rok Giuly'ego...
Aż chciałoby się powiedzieć teraz: nigdy nie będziesz szła sama FC Barcelono, tylko niech niektórzy zrozumieją twoje piękno.
ps. jeśli chodzi o ludovica giuly to oczywistym jest, że to tylko moja subiektywna ocena. Ja nie mam nic do niego, ja go po prostu nie lubię ;)
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)