FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
8
Sympatyczne legendy futbolu(w odpowiedzi na komentarz):
@Adran360
@Arkon
@Comentateiro
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
12
Wybitne postacie austriackiego futbolu:
16 lutego 1929 r. urodził się Gerhard Hanappi. To jedna z najwybitniejszych postaci w historii austriackiej piłki. Karierę rozpoczynał jako 17 latek w Wackerze Wiedeń (72 mecze i 16 goli), ale został legendą innego stołecznego zespołu – Rapidu (382 występy i 120 goli we wszystkich rozgrywkach), z którym seryjnie zdobywał kolejne krajowe trofea. Już w wieku 19 lat debiutował w reprezentacji Austrii, w której był kluczową postacią przez 14 lat (93 mecze i 12 goli). Występujący na pozycji pomocnika Hanappi uchodził za artystę futbolu, który bez problemy mógł grać na każdej pozycji. Po zakończeniu kariery został architektem i zaprojektował nowy stadion Rapidu (Weststadion), przemianowany po jego śmierci na Gerhard Hanappi Stadium. Obecnie, po zburzeniu Gerhard Hanappi Stadium, plac przed nowym Allianz Stadion nosi imię tego legendarnego austriackiego piłkarza.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
12
Referendum ,,Elefant Blau”:
16 lutego 1998 r. ogłoszono głosowanie nad wotum nieufności wobec prezydenta Nuñeza. Referendum odbyło się z inicjatywy organizacji ,,Elefant Blau” założonej 14.12.1997 r. przez Joana Laporte i Sebastiana Rocę. Jej członkowie potępiali rządy Nuñeza i chcieli udowodnić że klub popadł w ogromne długi. W styczniu 1998 r. ,,Elefant Blau” udało się zebrać ponad 6 tysięcy podpisów co było podstawą do organizacji głosowania przeciwko prezydentowi. Instytucja krytykowała odejście Ronaldo, słabą pracę z wychowankami, wysoką pożyczkę, którą zaciągnął klub oraz wypłacenie firmie ,,Kappa” wyższego odszkodowania za zerwanie umowy niż to wynikało z porozumienia. ,,Elefant Blau” nie zgadzała się również na liczne przywileje ze strony klubu dla przestępczych grup kibicowskich, wypominała brak budowy obiecanego miasteczka sportowego i alarmowała iż zarząd chce ograniczyć prawa socios. Działacze klubu bronili się twierdząc że nie powinno się przeprowadzać głosowania z przyczyn formalnych. Negowali również większość zarzutów, twierdząc iż Zgromadzenie Generalne wyraziło zgode na pożyczkę, wniosek nie precyzuje o jakie grupy kibicowskie chodzi a transfer Ronaldo nastąpił z winy poprzedniego zarządu(choć ówczesnym prezydentem był także Nuñez). 6 marca socios opowiedzieli się za pozostawieniem władz klubu ale rok później, również dzięki działalności ,,Elefant Blau”, Nuñez podał się do dymisji. Organizacja wystawiła do wyborów Lluisa Bassata, który przegrał jednak z Joanem Gaspartem. Po tym wydarzeniu niespodziewanie ,,Elefant Blau” uległa rozwiązaniu.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
1
@blakkudium Oj! a ja myślałem, nie wiem czemu(?) że dzisiaj niedziela!
5
O! prosze bardzo! Jak to fajniutko nie oglądać i nie śledzić wroga naczelnego- Realu Madrid! Wówczas ten wróg traci 2 punkty i od razu sportowe życie jest piękniejsze ale pod warunkiem że nasza Barcunia odrobi jutro punkty do ,,prześcieradeł"
7
Legendy holenderskiego futbolu:
Coenraadt „Coen” Moulijn urodził się 15 lutego 1937 r. w Rotterdamie i dorastał w starej północnej części miasta. Jako mała anegdota, tuż za rogiem mieszkał znacznie młodszy Wim Jansen, kolejny ,,Feyenoorder par excellence”, który z wielkim zainteresowaniem śledził wyczyny swojego sławnego sąsiada. Moulijn ćwiczył kopnięcie o ścianę, którego później używał również Jansen. Moulijn zadebiutował w wieku 17 lat w klubie piłkarskim Xerxes, klubie z Rotterdamu. Zawodnik błyszczy pomimo młodego wieku i po sezonie jako zawodnik wyjściowy w swoim pierwszym klubie opuszcza Xerxes i przechodzi do Feyenoordu, który właśnie kupił go za 25 000 guldenów. Holenderski skrzydłowy zagrał swój pierwszy mecz w barwach Feyenoordu 18 września 1955 r. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Stając się legendarnym lewym skrzydłowym tej holenderskiej drużyny, był wirującym skrzydłowym, bardzo zręcznym i bardzo dobrze podającym. Jako filar drużyny, był pięciokrotnie koronowany na mistrza kraju, dwukrotnie wygrał Puchar KNVB i pomógł Feyenoordowi stać się piłkarską superpotęgą. W 1970 r., 15 lat po przybyciu, to było poświęcenie dla skrzydłowego, który pozwolił swojej drużynie wygrać Ligę Mistrzów z Celtic Glasgow a następnie wygrać Puchar Interkontynentalny 1970 z Estudiantes de la Plata. Lojalny wobec swojego klubu, Moulijn nigdy nie chciał opuszczać Feyenoordu, mimo że oferty były. Na początku lat 60. to właśnie FC Barcelona próbowała zrekrutować zawodnika, ale bez powodzenia. Nazywany „Mister Feyenoord”, skrzydłowy rozegrał 487 oficjalnych meczów i strzelił 84 gole w klubie. Jego specjalny drybling był swego rodzaju zwodem, nurkował do środka, zanim wyszedł na zewnątrz, powtarzał ten gest rok po roku, zawsze z takim samym powodzeniem. Stopa tak dobrze przylegała do jego stopy, że niewielu obrońców było w stanie pokonać go jeden na jednego. Uważany za ,,Johana Cruyffa” Feyenoordu, pozostawił swój ślad w historii swojego klubu. Ponadto jest również legendą holenderskiej drużyny narodowej, z którą rozegrał 38 meczów, zdobywając 4 gole. Logiczne jest, że został wybrany najlepszym piłkarzem w historii Feyenoordu w 1999 roku. Pozostanie tym dyskretnym i skromnym człowiekiem, który zawsze wspierał swoją drużynę. Niestety, Coen Moulijn zmarł 4 stycznia 2011 roku w wieku 73 lat, dotknięty udarem mózgu w Sylwestra. Jego śmierć wywołała spore emocje w Rotterdamie, gdzie był jedną z najpopularniejszych postaci. Nie jest niczym niezwykłym, że ,,De Kuip” śpiewa piosenkę na jego cześć. Maskotka klubu nazywa się „Coentje”, jego drugi pseudonim, małe mrugnięcie. Jest też jego naturalnej wielkości brązowy pomnik, który spogląda na dziedziniec stadionu. Pierwszy raz dla holenderskiego piłkarza na długo przed Cruyffem. Absolutna klasa.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
1
@Safrani Też mam takie wrażenie. Jednak gdybym w tamtych latach śledził lige przynajmniej tak jak teraz, to raczej by mnie to nie dziwiło...
0
@addept On ma taką agresywną nature piłkarza i obawiam się że to się nie zmieni...
10
Żywe legendy rodzimego futbolu:
15 lutego 1966 w Piasecznie urodził się Roman Kosecki . Od lat jest obecny na polskiej scenie sportowej i politycznej. W czasie kariery piłkarskiej występował na pozycji napastnika lub pomocnika. Karierę piłkarską rozpoczynał w klubie RKS Mirków (1980–1983), następnie był zawodnikiem RKS Ursus (do 1986). W latach 1987–1990 był związany z klubami warszawskimi – Gwardią i Legią. W barwach Legii Warszawa wystąpił w 51 meczach oficjalnych i strzelił 12 goli, świętował zdobycie dwóch Pucharów Polski (1989, 1990) oraz Superpucharu Polski (1989). Przeniósł się następnie do klubów zagranicznych; był kolejno graczem tureckiego Galatasaray SK (1991–1992), hiszpańskich Osasuny Pampeluna (1992–1993) i Atlético Madryt (1993–1995), francuskich FC Nantes (1995–1996) i Montpellier HSC (1996–1997). W 1997 przez krótki czas ponownie grał w Legii; ostatnie lata kariery zawodniczej spędził w USA, gdzie z Chicago Fire zdobył mistrzostwo i Puchar USA (1998). Zaliczył 69 występów w reprezentacji narodowej (jest tym samym członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta). Debiutował jako zawodnik drugoligowej Gwardii Warszawa w meczu przeciwko Rumunii w 1988. W czternastu meczach pełnił funkcję kapitana. Zakończył karierę reprezentacyjną, gdy w meczu ze Słowacją w Bratysławie (11 października 1995) otrzymał czerwoną kartkę za demonstracyjne zdjęcie koszulki w trakcie dokonywania zmiany. Założył szkółkę piłkarską w Konstancinie-Jeziornie pod nazwą MUKS Kosa Konstancin, zajmującą się szkoleniem młodzieży. W latach 2002–2005 zasiadał w radzie gminy Konstancin-Jeziorna. W wyborach parlamentarnych w 2005, otrzymując 4395 głosów, został wybrany na posła V kadencji . W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz drugi uzyskał mandat poselski, otrzymując 6847 głosów. W 2007 ogłosił, że będzie kandydował w wyborach na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, lecz niedługo potem zrezygnował z tych zamiarów, twierdząc, że polskiej piłce niepotrzebny jest prezes związany z partią polityczną. W wyborach parlamentarnych w 2011 z powodzeniem ubiegał się o reelekcję do Sejmu, dostał 4603 głosy. 26 października 2012 przegrał wybory na prezesa PZPN, jednak po wygranej Zbigniewa Bońka został wiceprezesem związku ds. szkoleniowych. Funkcję tę pełnił do 2016.
@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
9
,,La Manita” i hattrick Messiego:
Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Levante UD 5:0 w 23 kolejce Primera Division. Lionel Messi skompletował hat-tricka a Luis Suarez wszedł z ławki i strzelił pięknego gola nożycowym wolejem, dzięki czemu Barcelona rozgromiła Levante 5-0, zmniejszając stratę do Realu Madryt do zaledwie jednego punktu. Luis Enrique dokonał aż ośmiu zmian w wyjściowym składzie na wtorkowy mecz półfinału Pucharu Króla z Villarrealem. Faworytem był Pedro Rodriguez a Suarez został zastąpiony przez Messiego i Neymara. Wynik ten oznaczał że Blaugrana wygrała już 11 kolejnych meczów od przegranej z Real Sociedad na początku roku a zawodnicy Enrique'a są w szczytowej formie. To był kolejny pokaz olśniewającego futbolu, gdy Levante zostało zmiażdżone przez szalejących Katalończyków. Neymar dał Barcelonie prowadzenie po 17 minutach, posyłając woleja nad bramkarzem po precyzyjnym podaniu Messiego na dalszy słupek. Messi sam trafił do siatki siedem minut przed przerwą, przejął piłkę prostopadłą i spokojnie wykończył ją w dolnym rogu. Argentyńczyk strzelił swojego drugiego gola a trzeciego dla Barcelony tuż przed upływem godziny, kończąc strzałem z bliskiej odległości po dośrodkowaniu Pedro z podania Sergio Busquetsa nad głową. Messi skompletował hat-tricka z rzutu karnego, po faulu Ivana Lopeza na Neymarze ale punktem kulminacyjnym meczu był moment, gdy Suarez potężnym, nożycowym kopnięciem umieścił piłkę w dolnym rogu bramki Diego Marino.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
@Arkon
10
Blaugrana w Primera Division:
15 lutego 1948 r. FC Barcelona rozgromiła na ,,Les Corts” Real Sociedad San Sebastian aż 6:1 w 20 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy zdobywali: Seguer(2), Basora(2), Navarro oraz Florencio. W tamtym sezonie podopieczni urugwajskiego szkoleniowca Enrique Fernandeza sięgnęli po trzecie w historii mistrzostwo Hiszpanii wyprzedzając o 3 punkty CF Valencie.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
8
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
14 lutego 1956 r. urodził się Krzysztof Adamczyk, napastnik, 3-krotny reprezentant kraju. 12 listopada 1980 roku, stadion Sarria w Barcelonie. Polacy grają towarzyski mecz z Hiszpanią. Do przerwy prowadzą 1:0. Jest nieźle bo akurat z tym rywalem nie wygrali nigdy wcześniej. Również nigdy wcześniej Krzysztof Adamczyk nie zagrał w reprezentacji. Trener Ryszard Kulesza pozwala mu wejść na boisko w 72 minucie. Na 3 minuty przed końcem gospodarze mają rzut karny i jest już remis. Hiszpanom się spieszy, widać że zależy im na zwycięstwie. Polacy jednak mają podobny plan. ,,Piłke na środku miał Zbyszek Boniek, przyspieszył, zagrał mi na lewą stronę a ja dośrodkowałem w pole karne, gdzie był już Andrzej Iwan. Trafił na 2:1!”- relacjonował Adamczyk. Zbliżały się kwalifikacje do mistrzostw świata w Hiszpanii i ówczesny napastnik Legii mógł być pełen optymizmu. Wejść do gry w debiucie z mocnym rywalem i zaliczyć asyste na wagę zwycięstwa- marzenie każdego nowicjusza! Parę tygodni później w kadrze na pierwszy eliminacyjny mecz z Maltą jednak go nie było. Siłą rzeczy ominęła go też afera na Okęciu, czego akurat nie żałował. Czarnymi bohaterami zostali czterej piłkarze łódzkich klubów, sami liderzy: Boniek, Młynarczyk, Żmuda i Śp. Terlecki. Odesłano ich do kraju więc paradoksalnie szanse Adamczyka na występ w La Valetta nawet by wzrosły. Dlaczego więc go tam nie było? ,,Sam się wykreśliłem. Ten jeden raz. Młodzieńcza głupota. Miałem do odebrania samochód w zachodnich Niemczech. Fiat 123, używany ale zaledwie jednoroczny. U nas w ministerstwie obrony narodowej generałowie takimi jeździli, więc te bryke koniecznie chciałem sprowadzić z Kilonii ale powiem więcej: miałem tam się spotkać z moją byłą dziewczyną. Znaliśmy się jeszcze z Gdańska, wyjechała kiedyś na stałe do RFN i była okazja żeby się z nią zobaczyć. Dziewczyna, samochód… No jak tu się nie skusić?”- wspominał Adamczyk. Dostał zgode z wojskowego klubu, co też było dużym osiągnięciem, więc nie zastanawiał się już ani chwili. A reprezentacja? Nie zając, nie ucieknie. Oczywiście ta jedna nieobecność nie przekreślała jego planów, zwłaszcza że trener Kulesza cenił Adamczyka i szybko by z niego nie zrezygnował. Problem w tym że w wyniku wspomnianej afery na Okęciu spadła selekcjonerska głowa. Nowym szefem kadry został Antoni Piechniczek, lecz on specjalnego przekonania do Adamczyka nie miał. ,,Wystąpiłem tylko w jego debiucie, na wyjeździe z Rumunią. Już do przerwy przegrywaliśmy 0:2, ,,kaszanka” była straszna, wyglądało to beznadziejnie. Wszedłem w końcówce na niecałe 20 minut. I koniec, już nigdy więcej nie dostałem powołania”- opowiadał Adamczyk. Ma czego żałować, ponieważ był w bardzo dobrej formie. W sezonie 1980/81 z 18 golami w 28 meczach został królem strzelców ekstraklasy. Wszedł do wymagającej szatni Legii i w niej nie zginął. Wywalczył snajperski tytuł i 2 Puchary Polski, choć w pamiętnym finale z Lechem Poznań(5:0) w Częstochowie nie wystąpił, ponieważ był świeżo po operacji łąkotki. Przez wiele lat był ważnym zawodnikiem Legii, trafił też pod skrzydła Śp. Kazimierza Górskiego, który po powrocie z Grecji zajął się drużyną z Łazienkowskiej. Po niespełna 6 latach, w czerwcu 1984 r. Adamczyk musiał odejść. Dlaczego? ,,Mówiąc najkrócej: Kopa mnie wykopał”- złośliwie komentuje rozczarowany piłkarz. Trener Jerzy Kopa po swojemu układał zespół. Akurat dla Adamczyka nie widział miejsca. ,, Mam do niego żal, bo choć oczywiście każdy trener ma prawo do suwerennych personalnych decyzji, to powinien umieć powiedzieć to odstawionemu piłkarzowi prosto w oczy. Lecz on wykonywał jakąś krecią robote, żeby odsunąć mnie i paru innych piłkarzy, jak pamiętam także Miłoszewicza, Tumińskiego czy Barana. Były jakieś jego bzdurne zarzuty że sprzedaliśmy mecz. Krew się we mnie burzyła bo nawet nie wiedziałem jak się bronić. Zmiana klubu była więc najsensowniejszym wyjściem. Rok wcześniej miałem oferte z Rapidu Wiedeń. Byłem nawet na testach w drużynie Otto Baricia ale wtedy Legia mnie nie puściła. Potem przez, jak się okazało, ostatni sezon więcej się męczyłem niż grałem. Nieustannie wypychano mnie na margines. O to właśnie miałem największe pretensje. Nie lepiej od razu powiedzieć: ,,Nie chce cię w drużynie, musisz odejść!”? Kopa tego nie potrafił”- komentował Adamczyk. Pamiętał o nim Andrzej Strejlau. Trafił do prowadzonej przez niego Larisy. Najpierw grał w drużynie razem z Kmiecikiem a potem z Kupcewiczem. ,,Dobrze się tam czułem, trochę goli nastrzelałem, do tego było sporo asyst. Kibice mnie lubili. ,,Czik, czik, Adamczik”- skandowali z trybun”- uśmiecha się wychowanek Gedanii. Adamczyk występował też w lidze austriackiej, po czym na przejście do cypryjskiego Apollonu Limassol namówił go Jerzy Engel. Tam grał ze Stefanem Majewskim, potem z Eugeniuszem Ptakiem. Na koniec wojaży wylądował w szwedzkim Höör. ,,Nie chciałem tam jechać ale mam szwagra Szweda. Zależało mu i tylko dlatego się zgodziłem. To była trzecia liga, występowałem jako grający asystent trenera. Wytrzymałem tam jedynie rok. Szwecja jest nudna”- wyjaśniał Adamczyk. Ostatni mecz zagrał jednak w Polsce. ,,Stary kumpel z Legii Waldek Tumiński prowadził Pogoń Grodzisk Mazowiecki i poprosił mnie bym jeszcze u niego pograł. Zagrałem raz, akurat z Mazurem Karczew. Znowu strzeliłem gola, tak jak kiedyś w rezerwach Legii. A po meczu mówię: ,,Waldek, za daleko mam. Przecież nie będę dojeżdżał dzień w dzień z Warszawy”. I to już był naprawdę koniec grania!
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Adran360
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
14 lutego 1921 r. w Bismarckhütte urodził się Walter Brom. Dysponował fenomenalnym wręcz refleksem i intuicją oraz kocią zwinnością i zręcznością. W wieku 17 lat pojechał z reprezentacją na mistrzostwa świata do Francji w 1938 r. Do dzisiaj jest najmłodszym powołanym bramkarzem na tę imprezę i raczej się nie zanosi, żeby ktoś miał go pobić. Od najmłodszych lat związany z Ruchem. Został jego zawodnikiem już w wieku 13 lat. Wcześniej występował w szkolnym zespole z ulicy 16 sierpnia. Nie było wówczas żadnych szkółek ani juniorskich zespołów a młodzi adepci futbolu grali najczęściej w parkach, na skwerach czy na placach. Brom chętnie brał udział w tych meczach, choć nie zawsze występował w bramce. Jego brat wspominał, że Walter lubił też strzelać gole. Szybko jednak poznano się na jego bramkarskim talencie. Kiedy Józef Kałuża powołał go do reprezentacji, Brom miał ledwie dziewięć ligowych meczów na koncie. We Francji co prawda nie zagrał, ale Edward Madejski bardzo cenił swojego młodego konkurenta. Znakomicie rozwijającą się karierę przerwał kataklizm II wojny światowej. W czasie okupacji Brom występował w klubach niemieckich. Na krótko został wcielony do Wehrmachtu, ale zwolniono go z powodu choroby uszu. W 1942 r. został dożywotnio zdyskwalifikowany za uderzenie sędziego. Brom przerzucił się wtedy na piłkę ręczną, ale karę wkrótce złagodzono i w latach 1943-44 występował już w reprezentacji Śląska. Kiedy w marcu 1945 r. Ruch rozgrywał swoje pierwsze mecze, to z przedwojennej ekipy zostali tylko Karol Dziwisz i właśnie Walter Brom. Razem z reprezentacją Śląska pojechał na tournée do Szkocji, gdzie swoją grą oczarował miejscowych dziennikarzy. Dziwili się oni jak to możliwe, że bramkarz o takich umiejętnościach nie grał w reprezentacji Europy. Najlepsze lata zabrała mu wojna, ale w pełni rozwinąć talentu nie pomogły też nałogi. Brom miał problem, żeby odmówić kolegom od kieliszka, co powodowało coraz częstsze zawieszenia. W Ruchu grał do 1950 r., potem przeniósł się do RKS Batory, a następnie do Stali Poręba. Karierę chciał zakończyć w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie trenerem był Teodor Peterek, ale postawione przez żonę ultimatum spowodowało, że po tygodniu wrócił do domu. Talentem przerastał wszystkich bramkarzy jakich kiedykolwiek widziano w Polsce. Człowiek o niewiarygodnym refleksie, wspaniałej technice chwytów i bezbłędnej grze na przedpolu – charakteryzowali go fachowcy.
@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
9
Wybitne, lecz nieco zapomniane legendy futbolu:
14 lutego 1951 r. w Doncaster urodził się Kevin Keegan, dwukrotny zdobywca Złotej Piłki ,,France Football”: w 1978 i 1979 roku. W 1982 roku w barwach Southampton został królem strzelców Premiership. W barwach Liverpoolu rozegrał 323 mecze i strzelił 100 goli. Był jednym z najskuteczniejszych napastników lat 70-tych, z FC Liverpool trzykrotnie zdobył mistrzostwo kraju oraz Puchar Mistrzów i dwa razy Puchar UEFA. Sportową karierę udanie kontynuował w Hamburgerze SV. Od 1999 do 2000 roku był selekcjonerem reprezentacji Anglii. Później ze zmiennym szczęściem prowadził Manchester City. Jest wychowankiem lokalnego Scunthorpe United. W 1971 roku w wieku dwudziestu lat został kupiony na 35 tysięcy funtów przez Liverpool. Wcześniej bacznie przyglądali mu się wysłannicy Coventry City, ale ostatecznie uznali, że jest zbyt słaby fizycznie. W sierpniu 1971 roku zadebiutował w barwach nowego klubu i po dwunastu sekundach przebywania na boisku strzelił gola w meczu z Nottingham Forest F.C.. Rok później po raz pierwszy zagrał w reprezentacji Anglii. W ciągu kolejnych pięciu lat Keegan wraz z Walijczykiem Johnem Toshackiem stał się liderem linii ataku i zdobył dla Liverpoolu wiele decydujących o zwycięstwie goli. W 1973 roku drużyna prowadzona przez Szkota Billa Shankly'ego po siedmioletniej przerwie odzyskała tytuł mistrza Anglii, a kilka tygodni później pokonała Borussię Mönchengladbach z Vogtsem, Netzerem i Heynckessem w składzie, w finale Pucharu UEFA. Aby wyłonić zwycięzcę trzeba było rozegrać aż trzy mecze, w pierwszym padł bowiem bezbramkowy remis. Liverpool najpierw wygrał 3:0 (dwa gole strzelił Keegan), a dwa tygodnie później uległ podopiecznym Hennesa Weisweilera tylko 0:2 i mógł cieszyć się z cennego trofeum.
W następnym sezonie Liverpoolczycy triumfowali w rozgrywkach o Puchar Anglii – w finale zwyciężyli 3:0 Newcastle United, a dwukrotnie do bramki Srok trafiał właśnie Keegan. W roku 1976 zespół prowadzony już przez Boba Paisleya powtórzył wyczyn sprzed trzech lat i ponownie zdobył mistrzostwo kraju i Puchar UEFA (w dwumeczu finałowym pokonał FC Brugge 3:2 i 1:1 – w każdym spotkaniu Keegan strzelił gola). Rok później Liverpool obronił tytuł mistrza Anglii oraz po raz kolejny okazał się lepszy od Borussii Mönchengladbach, tym razem w finale Pucharu Mistrzów. Po tym spotkaniu Keegan postanowił wyjechać za granicę. Długo przebierał w ofertach znanych klubów z Kontynentu, aż w końcu zdecydował się przyjąć propozycję Hamburgera SV, triumfatora Pucharu Zdobywców Pucharów. W Liverpoolu szybko znalazł godnego siebie następcę w osobie Kenny'ego Dalglisha. W Hamburgu Keegan piłkarsko dojrzał i dzięki dobrym występom w Bundeslidze oraz europejskich pucharach dwukrotnie odbierał Złotą Piłkę, przyznawaną przez magazyn France Football dla najlepszego zawodnika klubów Starego Kontynentu. W czerwcu 1980 roku po przegranym finale Pucharu Mistrzów z Notthingham Forrest oraz nieudanych mistrzostwach Europy niespodziewanie rozwiązał kontrakt z HSV i powrócił do Anglii. Przez dwa sezony występował w barwach Southampton FC. W reprezentacji Anglii grał na Euro 1980 oraz Mistrzostwach Świata 1982, ale Synowie Albionu na początku lat 80. przeżywali regres formy. Kiedy po mundialu nowym selekcjonerem został Bobby Robson, który zapowiedział, że Keegan przestanie być kluczowym zawodnikiem w jego kadrze, zawodnik Southampton postanowił pożegnać się z drużyną narodową. Rozegrał w niej 63 mecze, w tym 31 jako kapitan, i strzelił 21 goli. W wieku 31 lat podpisał kontrakt z drugoligowym Newcastle United, w którym w ciągu dwu lat wystąpił 78 razy, zdobywając 48 bramek. W sezonie 1983-84 pomógł mu w awansie do ekstraklasy. Kilka tygodni później zakończył piłkarską karierę. W reprezentacji Anglii od 1972 do 1982 roku rozegrał 63 mecze (31 jako kapitan) i strzelił 21 goli.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
3
@Lionel_Messi10 Dokładnie tak! Jak tylko zakończy kariere napisze o nim biografie w komentarzu a może nawet, jak jeszcze nie zakończy...
9
Panie i panowie dzisiaj 37 lat kończy Angel Di Maria, znakomity argentyński skrzydłowy, mistrz świata i mistrz Ameryki Południowej. Takiego skrzydłowego dawno Argentyna nie miała…
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
9
Blaugrana w Lidze Mistrzów:
14 lutego 2012 r. FC Barcelona pewnie pokonała na wyjeździe Bayer Leverkusen 1:3 w 1/8 Champions League. Gole dla gości zdobyli: Alexis Sanchez(41 i 55 minuta) oraz Messi w 88 minucie. Honorowe trafienie dla gospodarzy zanotował Kadlec w 52 minucie.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
10
Grande Espectacolo El Clasico:
14 lutego 1999 r. FC Barcelona pokonała w klasyku Real Madryt 3:0 w ramach 22 kolejki Primera Division. Gole dla Blaugrany zdobyli: dwie Lusi Enrique oraz jedną(w drugiej połowie) Rivaldo. Czerwoną kartke w tym meczu zarobił nie kto inny jak Roberto Carlos. Był to drugi sezon pod wodzą Luisa van Gaala i drugi z kolei wywalczony tytuł mistrza Hiszpanii. Przy okazji chciałbym przypomnieć iż w owym sezonie w barwach FC Barcelony zadebiutował Patrick Kluivert a w meczu Ligi Mistrzów zadebiutował z kolei Xavi Hernandez.
Popatrzmy:
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
1
@MOLESTA To prawda, dlatego też warto wspominac tego wspaniałego snajpera...
8
Wyczyn godny podziwu:
14 lutego 1960 r. FC Barcelona odnotowała jedno z największych zwycięstw w swojej historii, pokonując w 22 kolejce Primera Division UD Las Palmas aż 8:0! W dodatku aż 5 goli(!) w tym meczu ,,huknął” znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez. Pozostałe trafienia zaliczyli Sucu, Verges i Olivella. Więcej niż 5 goli w jednym meczu La Liga dla Barçy strzelił tylko genialny Ladislao Kubala.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
0
@Bocheno1 Kiedy gra i z kim gra bo ja troche chory z roboty wróciłem i nic nie wiem...
10
Feliz cumpleaños panie Hans:
14 lutego 1953 r. urodził się Hans Krankl, austriacki napastnik. Do Barcelony przybył w 1978 r. i już w pierwszym sezonie gry zdobył Trofeo Pichichi dla najlepszego snajpera La Liga(29 goli). Z FC Barceloną sięgnął po Puchar Zdobywców Pucharów. Na krótko przed finałem tego pucharu, miał wypadek samochodowy, w którym poważnie ucierpiał. Mimo kłopotów ze zdrowiem zdecydował się zagrać w finale i nawet strzelił decydującego gola w dogrywce. W kolejnym sezonie Krankl zaczął grać gorzej i popadł w konflikt z trenerem. ,,Moim jedynym problemem jest trener Joaquim Rife, który wymaga ode mnie rzeczy nadprzyrodzonych”- żalił się później Hans. W styczniu 1980 r. opuścił więc Blaugrane i wyjechał do Austrii. Po kilku miesiącach gry w ojczyźnie stwierdził iż może wrócić do Barcelony jeżeli zmieni się trener i znacząco wzmocni się drużyna. Krankl wrócił więc na krótko do Barcelony lecz tylko na początek sezonu 1980/81 po czym na dobre pożegnał się z Dumą Katalonii.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@mkord Jak mam to rozumieć?
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
13 lutego 1907 r. urodził się Józef Kotlarczyk, napastnik i pomocnik. Kotlarczyk to nazwisko, które jest silnie związane z krakowską Wisłą. W klubie tym występował Józef, jego brat Jan a także syn Jana – Tadeusz. Każdy z nich w istotnym stopniu zapisał się w wiślackiej historii. My wspominamy Józefa, który zrobił chyba największą karierę z całej trójki. Józef Kotlarczyk urodził się 13 lutego 1907 r. w Krakowie i podobnie jak brat rozpoczynał swoją przygodę piłkarską w lokalnym Nadwiślanie. Gdy ten trafił do Wisły, szybko polecił młodszego Józefa sztabowi. Początkowo miał on występować w rezerwach, jednak świetny debiut uwieńczony dwoma golami dał mu przepustkę do pierwszego składu. W tym Józef występował przez 12 kolejnych sezonów, rozgrywając 244 mecze i zdobywając 13 goli. Pobił on tym samym rekord swojego brata o 13 występów. Podobno nie miał słabych punktów. Podobnie jak Jan był wysoki i silny. Ponadto charakteryzował się niespożytą kondycją i świetną techniką. Przez blisko 10 lat duet Kotlarczyków rządził środkiem pola a efektem były dwa mistrzostwa Polski. Poza grą w Wiśle, bracia występowali w reprezentacji. Prawdziwym ukoronowaniem kariery Kotlarczyka a zarazem spełnieniem marzeń był udział w igrzyskach olimpijskich w Berlinie w 1936 r. w dodatku w roli kapitana drużyny. Łącznie w kadrze zagrał w 30 meczach, co było rekordowe jak na ówczesne czasy. Karierę klubową i reprezentacyjną piłkarza zakończyła wojna. Co prawda próbował grać w meczach konspiracyjnych, ale nie był w stanie osiągnąć wcześniejszej jakości piłkarskiej. Powrócił do wyuczonego zawodu ślusarza i prawdopodobnie angażował się w działalność konspiracyjną. Po wojnie wrócił do futbolu w roli trenera, jednak nie odniósł na tym polu większych sukcesów. Zmarł na zawał w 1959 r. W Reprezentacji rozegrał 30 spotkań.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
@FcPortoFan1999 Jadwiga? a nie Iga?
1
@mekston Przecież Igunia jest wielką gwiazdą i basta!
10
Ku pamięci wybitnych legend Dumy Katalonii:
13 lutego 1964 r. w Barcelonie zmarł Paulino Alcantara. Do czasu pojawienia się Kubali i Messiego, był to fenomen i geniusz w jednym. O istnieniu tak wybitnego piłkarza powinien wiedzieć każdy cule bez wyjątku. Filipińczyk miał równo 15 lat, 4 miesiące i 15 dni kiedy zadebiutował w barwach Dumy Katalonii. Jest on najmłodszym piłkarzem jaki debiutował w Dumie Katalonii. Mało tego, w debiucie ustrzelił hattricka a Barça pokonała wówczas Catala SC 9:0! Paulino w ciągu swojej gry dla Blaugrany strzelił 369 goli w 357 meczach! Paulino Alcantara został pochowany na cmentarzu w dzielnicy ,,Les Corts”, gdzie spoczywają także inni wielcy barcelońscy piłkarze, jak Josep Samitier, Cesar Rodríguez, Ladislao Kubala, czy charyzmatyczny bramkarz Javier Urruticoechea. Ceremonia jego pogrzebu była szczerym wyrazem bólu całego barcelonizmo. Więcej o tej wyjątkowej legendzie opisze przy okazji debiutu Paulino w ,,naszej Blaugranie”, czyli 25 lutego.
@Sysia11
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
10
Feliz cumpleaños Rafa!
13 lutego 1979 r. w Zamorze urodził się Rafael Marquez Alvarez, bez wątpienia najlepszy meksykański defensor jaki grał w FC Barcelonie. Rafa jest wychowankiem Atlasu Guadalajara. To właśnie w tym klubie zaliczył debiut w lidze meksykańskiej mając niewiele ponad 17 lat. Po spędzeniu trzech lat w klubie z Guadalajara, Rafael postanowił przenieść się na Stary Kontynent. Jako jeden z pierwszych po usługi młodego defensora zgłosił się madrycki Real. Jednak zawodnik sam odrzucił możliwość przejścia do zespołu Królewskich, co nie zbyt spodobało się działaczom Atlasu. Jednak oferta AS Monaco została zaakceptowana zarówno przez piłkarza i jego klub. W debiutanckim sezonie w Europie Marquez wraz z AS Monaco wygrał mistrzostwo ligi francuskiej oraz Superpuchar Francji pokonując Nantes. Rafa był filarem zespołu na udokumentowanie, czego otrzymał tytuł dla najlepszego obrońcy sezonu 1999/2000. Na koniec swojej przygody z ligą nad Sekwaną Marquez i jego Monaco zdobyło Puchar Ligi. Meksykanin znów postanowił skorzystać z lawiny ofert transferu spływających na biurko dyrektora sportowego klubu z Monaco. Wybrał FC Barcelonę. Postanowił pomóc odbudować potęgę Blaugrany po kilku latach marazmu. Łącznie w klubie z Księstwa Meksykanin wystąpił w 87 meczach i strzelił 5 goli. W lipcu 2003 roku Marquez podpisał czteroletni kontrakt z Blaugraną i zarezerwował sobie koszulkę z numerem 4. FC Barcelona przelała na konto AS Monaco 5,25 miliona Euro i Rafa stał się pierwszym reprezentantem Meksyku w klubie z Camp Nou. Przybycie do klubu wychowanka Atlasu pozostało w cieniu transferu Ronaldinho z PSG za 38 milionów Euro. W debiutanckim sezonie w barwach Dumy Katalonii Rafael rozegrał dwadzieścia jeden spotkań. Pierwszy występ ligowy przypadł 9 sierpnia 2003 roku w spotkaniu z Sevillą CF(1:1). W sezonie 2003/2004 pod wodzą Franka Rijkaarda i z Marquezem w składzie FC Barcelona wywalczyła wicemistrzostwo Hiszpanii.
W kolejnej odsłonie sezonowych realiów Meksykanin musiał przystosować się do gry na pozycji defensywnego pomocnika. Gra na tej pozycji nie była mu obca, gdyż występował na niej w reprezentacji i AS Monaco. Przyczyną przesunięcia Rafy do drugiej linii była plaga kontuzji w pierwszym zespole. Przewlekłe urazy leczyli Thiago Motta, Edmílson oraz Gerard López. Jednak losowe przeciwności nie pokrzyżowały planów Blaugranie, która wywalczyła tytuł mistrza w sezonie 2004/2005. Był to pierwszy tytuł Rafy na Camp Nou. Barcelona powróciła na szczyt po sześciu słabszych sezonach. Rafael rozegrał trzydzieści cztery spotkania w lidze, sześć w Lidze Mistrzów i zdobył trzy gole. A to był dopiero początek dobrych czasów dla zawodnika. W następnym sezonie Blaugrana po cudownej grze obroniła prym w La Liga i wygrała po raz drugi w historii Ligę Mistrzów pokonując w paryskim finale Arsenal Londyn (2:1). Rafael bezsprzecznie obok Carlesa Puyola dzielił i rządził w obronie Barcelony, ale rozegrał tylko dwadzieścia pięć spotkań w lidze gdyż miał problem z kontuzją stopy. W formie wdzięczności klub zaproponował Marquezowi nowy kontrakt. Nowa umowa obowiązywała do 30 czerwca 2010 roku. Kolejne dwa sezony były bardzo słabe w wykonaniu Rafy, w dodatku nie opuszczał go pech i kontuzje. W sezonie 2006/2007 wystąpił tylko w dwudziestu jeden z trzydziestu ośmiu spotkaniach La Liga. W kolejnym sezonie poprawił swój wynik z przed roku o jedno spotkanie. Coraz głośniej zaczęto mówić o końcu przygody Marqueza z Dumą Katalonii. W prasie pojawiały się różne spekulacje transferowe. Najczęściej mówiono o Atletico Madryt. Jednak objęcie przez Josépa Guardioli roli szkoleniowca pierwszego zespołu oraz szczera rozmowa z zawodnikiem wpłynęła na zmianę decyzji Marqueza. Postanowił pozostać i powalczyć o miejsce w drużynie. Okazało się to świetnym posunięciem. Znów z Puyolem stworzył duet stoperów, którego było bardzo trudno pokonać. Wysoka forma Meksykanina była jednym z największych zaskoczeń sezonu 2008/2009. Guardiola pozwolił grać Rafaelowi tak jak lubi. Wyprowadzał piłkę z linii obronnej, decydował o rozegraniu ataku pozycyjnego, rozrzucał długie podania na skrzydła. Od zawsze wychowanek Atlasu charakteryzował się wizją gry, jednak jeszcze nigdy nie miał tak dużej roli w rozgrywaniu akcji ofensywnych. Do pełni szczęścia w sezonie, w którym Barça wygrała potrójną koronę (wygrała Ligę Mistrzów, La Ligę oraz Copa del Rey) zabrakło zdrowia. Marquez zerwał więzadło krzyżowe w kolanie 28 maja 2009 w meczu z Chelsea Londyn. Uraz wyłączył go z gry na pięć miesięcy. W międzyczasie, gdy Meksykanin się kurował jego koledzy z zespołu wywalczyli przed rozpoczęciem sezonu 2009/2010 Superpuchar Hiszpanii oraz Superpuchar Europy. Systematycznie obrońca nadrabiał braki spowodowane kontuzją i już w trakcie sezonu znów stał się filarem defensywy Blaugrany. Marzeniem Marqueza jest zakończyć karierę w Katalonii. Piłkarz sam w wywiadach i swoją postawą utożsamia się z klubem i podkreśla swoje przywiązanie do barw. Jednak możliwa jest opcja wyjazdu Rafy do MLS lub powrót do meksykańskiej ligi na ostatnie lata gry. Z opcji transferu do ligi MLS Rafa był zmuszony skorzystać, ponieważ w swoich planach nie uwzględniał go Pep Guardiola. 31 lipca 2010 roku, FC Barcelona doszła do porozumienia w kwestii rozwiązania kontraktu piłkarza, który kilka dni później oficjalnie podpisał umowę z New York Red Bulls.
Rafael Marquez jest uważany za najwybitniejszego obrońcę rodem z Meksyku i obok Hugo Sáncheza najlepszego w historii piłkarza z kraju Azteków. Zawsze imponował elegancją w grze, pewnością w interwencjach, umiejętnościami ofensywnymi kapitalnie gra głową przy niezbyt imponujących warunkach jak na stopera.. Porównywany do Franza Beckenbauera oraz Ronalda Koemana. Podobnie jak Holender Marquez również świetnie wykonuje stałe fragmenty gry – szczególnie rzuty wolne. W 2008 roku wygrał towarzyski turniej rozgrywany w Seattle z pulą nagród ponad milion dolarów. W wykonywaniu wolnych pokonał min. Lionela Messiego, Ronaldinho Gaucho, Davida Beckhama i wielu innych piłkarzy. Grając w Dumie Katalonii Rafa zdobył dwukrotnie Lige Mistrzów, 4-krotnie mistrzostwo Hiszpanii, puchar Hiszpanii, 3-krotnie Superpuchar Hiszpanii, Superpuchar Hiszpanii oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Za wszystko pięknie dziękujemy!
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Safrani
@Symson
6
@FCBparasiempre
,,Byłem królem… A wy pierwsi, bezduszni idioci, przyznacie, że byłem królem…” – to pierwsze słowa głównego bohatera filmu ,,Heleno”, poświęconemu najbardziej zapomnianej legendzie brazylijskiego futbolu. Powyższe słowa idealnie odzwierciedlają jego osobowość. Nie wiadomo, co u Heleno De Freitasa było większe – samouwielbienie czy talent do piłki nożnej. Między innymi te dwie cechy sprawiają, że jest on jedną z najbardziej fascynujących postaci w historii piłki nożnej. Każda epoka czy też dziesięciolecie brazylijskiego futbolu ma swój symbol. Najpierw był Arthur Friedenreich smarowany pudrem ryżowym, aby żadnego białego człowieka w Brazylii nie kuła w oczy świadomość gry z czarnym. Lata przedwojenne to – według legendy – bosonogi Leonidas, któremu na mundialu we Francji w 1938 roku kroku dotrzymywał jeden z najbardziej kontrowersyjnych zawodników w historii polskiej piłki nożnej, czyli Ernest Otto Prandella, bardziej znany jako Ernest Wilimowski. Na innym mundialu, w Szwecji, dwadzieścia lat później narodziła się legenda Pelégo. Niespełna osiemnastoletni gracz Santosu wraz z kolegami zdobył pierwsze dla Brazylii mistrzostwo świata, spełniając obietnicę z dzieciństwa, kiedy to słuchający w radio – jak napisał urugwajski poeta Eduardo Galeano – ,,najbardziej donośnej ciszy w historii futbolu” – dziesięcioletni Edson Arantes do Nascimento, wtedy zwany jeszcze Dico poprzysiągł zemstę i zdobycie upragnionego przez Brazylijczyków Pucharu Julesa Rimeta. Później Brazylia miała swoich kolejnych idoli: destrukcyjnego w swym radosnym i beztroskim sposobie bycia Garrinchę, niespełnionego Zico, niepokornego Romario, walczącego z nadwagą nie tak skutecznie jak z rywalami Ronaldo, nonszalanckiego w swojej radości z grania Ronaldinho, aż po dzisiejszą gwiazdkę, czyli Neymara. Niestety, w dyskusji o największych wirtuozach brazylijskiego piłkarstwa zapomina się o jednej postaci. Być może dlatego, że najlepszy moment jego kariery przypadł na czasy niepokoju o byt, a nie niepokoju o mecz, czyli okres II wojny światowej. Być może o bohaterze mojego tekstu zapomniano, ponieważ w odróżnieniu od Pelégo czy Ronaldo niczego wielkiego nie wygrał. Niespełnienie. To właśnie wraz z nieprzeciętnym talentem wykreowało jego legendę. W 1937 roku prezes Botafogo Carlito Rocha, będąc na Copacabanie, zwrócił uwagę na pewnego młodzieńca, który całkiem sprawnie żonglował…pomarańczami. Rocha błyskawicznie sprowadził młodziana do swojego klubu. W 1939 roku De Freitas zadebiutował w dorosłej drużynie Botafogo. W ciągu dziewięciu lat gry dla ,,Fogão”, Heleno w 235 meczach strzelił 209 goli. Niemal każdego fetował tańcząc sambę. Jego gra również miała w sobie coś z tańca, coś ze sztuki. Eduardo Galeano tak wspomina jedną z jego wielu bramek: ,,Heleno odwrócony plecami do bramki rywala, przyjął piłkę na pierś. Obrócił się, nie pozwalając futbolówce upaść, cały czas balansując nią na klatce piersiowej, wyginając się niczym gimnastyk. Między nim a bramką znajdowali się wszyscy obrońcy Flamengo – wydawać by się mogło, że jest ich nieskończenie wielu. Heleno przechylił się zatem do tyłu i nienaturalnie wygięty, z piłką na sobie wbiegł między zaskoczonych obrońców, nie wiedzących czy faulować czy odpuścić. Uczynili to drugie, a De Freitas spokojnie umieścił piłkę w siatce i wydał z siebie okrzyk radości, niczym lew, król zwierząt. Jednym z atutów urodzonego w 1920 roku Heleno bez wątpienia była pewność siebie. To dzięki niej mógł brylować na salonach Rio de Janeiro. Nazywano go ,,królem Rio”. Był przedstawicielem piłkarskiej inteligencji. Słuchał jazzu, czytywał Szekspira i Dostojewskiego. Jego ojciec był właścicielem ogromnej plantacji kawy, dzięki czemu dzieciństwo Heleno nie wpisywało się w kanon biednego, skromnego, pełnego wyrzeczeń okresu, charakterystycznego dla wielu gwiazd brazylijskiej piłki nożnej. Wyższe wykształcenie (studia prawnicze), elokwencja i świadomość swojej siły sprawiała, że przyciągał wiele kobiet. Grając przez krótki czas w kolumbijskim Atlético Junior, poznał laureata Literackiej Nagrody Nobla z 1982 roku, autora ,,Stu lat samotności” Gabriela Garcíę Márqueza , który pisał o nim: ,,Jako piłkarz Heleno pluł ogniem i lodem jednocześnie-był kimś więcej niż napastnikiem. Cały czas dawał innym powody, by mówili o nim źle.
Jeszcze jeden cytat od Galeano: ,,Miał twarz Rudolfa Valentino i temperament wściekłego psa. Na boisku był zwierzęciem. Pewnej nocy w kasynie, przegrał wszystkie pieniądze jakie miał. Następnej nocy, Bóg jeden wie gdzie to było – przegrał swoją chęć do życia.” De Freitas nie znosił sprzeciwu i bylejakości. Przed rozpoczęciem jednego z kolejnych sezonów w Botafogo, Heleno postanowił wpłynąć na poczynania swoich kolegów przemową motywacyjną. ,,Król Rio” wjechał na murawę boiska treningowego na motocyklu, po czym zarzucił piłkarzom ,,Fogão” brak zaangażowania, ambicji i przeciętność. Jedną z obsesji Heleno było zdobycie mistrzostwa stanu Rio de Janeiro z Botafogo. Niestety, nigdy mu się ta sztuka nie udała. Po kolejnej porażce w 1947 roku, De Freitas zdemolował szatnię, a jego ręce ociekały krwią. Koledzy z zespołu, trener Flávio Costa oraz prezes Carlito Rocha coraz częściej mieli dość fochów i wybuchów Heleno, który właśnie z tego powodu doczekał się pseudonimu ,,Gilda”, na cześć równie kapryśnej postaci granej przez Ritę Hayworth w filmie o tym samym tytule. Pewnego dnia Costa wytknął bohaterowi tekstu bumelanctwo. Po treningu Heleno podszedł do trenera i…wymierzył do niego z pistoletu. Na całe szczęście, w magazynku nie było żadnego naboju. Prezes w 1948 roku zdecydowali, że Heleno musi opuścić Botafogo. Sprzedano go do Boca Juniors Buenos Aires. De Freitas źle znosił nieobecność żony Ilmy i dziecka. Dodatkowo dokuczał mu chłód stolicy. Heleno zdarzało się trenować… w płaszczu. Podczas pobytu w Argentynie podobno miał mieć romans z Evą – żoną dyktatora Juana Perona. W 1949 de Freitas chciał wrócić do Botafogo, jednak prezes Rocha nie był zainteresowany powrotem czupurnego gwiazdora i Heleno związał się z Vasco da Gama. W końcu zdobył upragnione mistrzostwo stanowe, jednak wtedy niewiele już zostało z blasku ,,króla Rio”. Uzależnienia od alkoholu, papierosów i eteru oraz niechęć przed podjęciem leczenia przeciwko kile wyniszczały jego organizm. Podobny los spotka później kolejnego bożyszcza Botafogo: kochającego życie, czerpiącego z niego pełnymi garściami. Nazywano go Garrincha…
Heleno De Freitas tak jak, chociażby George Best nigdy nie dostąpił zaszczytu gry na mistrzostwach świata. II wojna światowa niewątpliwie zabrała mu dwie okazje ku temu, aby wystąpić w najbardziej prestiżowych rozgrywkach. Nie było mu również dane wygranie Copa America. W 1945 roku został nawet królem strzelców imprezy wraz z Argentyńczykiem Norberto Méndezem. Niestety, w finale lepsi okazali się ,,Albicelestes”. Rok później Brazylia ponownie musiała zadowolić się srebrem. Innym niezrealizowanym marzeniem Heleno był występ na mundialu rozgrywanym w jego ojczyźnie. Niestety w 1950 roku był on już cieniem samego siebie. Na dodatek selekcjonerem reprezentacji Brazylii był znienawidzony przez gwiazdora Flávio Costa. Wielu kibiców uważa jednak, że z Heleno na boisku zamiast króla strzelców turnieju Ademira, nie doszłoby do tragedii, którą Brazylijczycy nazywają ,,Maracanãzo”. Rok po klęsce brazylijskiej reprezentacji na Maracanie, Heleno dostąpił zaszczytu wystąpienia na tym legendarnym obiekcie, już w barwach klubu América. Na murawie wyglądał na zagubionego i rozkojarzonego. W 35 minucie sędzia wyrzucił go z boiska po brutalnym faulu na jednym z przeciwników. W ten sposób pożegnał się z futbolem. Choroba psychiczna i poczucie niespełnienia nękały jego umysł i duszę. Z chorobą nie radził sobie tak dobrze jak z rywalami na boisku czy też kobietami na bankietach. Na prośbę rodziny w 1953 roku został umieszczony w ośrodku leczniczym w Barbacenie. Tam również pokazywał, jak bardzo trudny miał charakter. Kiedy dowiedział się z radia, że Brazylia, bez niego, w końcu zdobyła upragniony Puchar Świata, podjął nieudaną próbę samobójczą, odpalając kilkanaście papierosów naraz. Innym razem chciał się zabić, połykając wycinki z gazet, będące ozdobą jego pokoju i dowodem na to, że człowiek, którym dziś zawładnął obłęd, kiedyś władał milionami serc w całej Brazylii. Bóg chyba bacznie obserwował jego poczynania, bowiem zabrał go do siebie zaledwie rok po historycznym triumfie ,,Canarinhos”. Miał 39 lat. Szkoda, że nie spełnił innych jego próśb, bo tak wielki piłkarz jak Heleno De Freitas bez wątpienia na to zasłużył.
6
Zapomniany król:
@Adran360
@AssisMoreira
@Comentateiro
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson