FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@FcPortoFan1999 To prawda a ja jeszcze dodam że z Mioduskim to też nikt długo nie pogra, zwłaszcza trener...
Na krajowym podwórku to Legii absolutnie nie kibicuje. Ba! jest ona moim wrogiem. Natomiast w europejskich pucharach? To szczerze jest mi ich żal. Taki klub powinien regularnie grać w Lidze Europy i co dwa, trzy lata w Lidze Mistrzów(!) a nie raz na kilka lat...
0
@AlwaysBlaugrana Rzekłbym raczej: długo nie postrzela! :)
0
@FcPortoFan1999 Otóż to!
1
@Safrani Oj tam z tą ,,śmieszna" to przesadzasz. Co najwyżej przeciętna...
0
@KibicBarcy84 Nareszcie ktoś odważył się to powiedzieć prosto w ,,oczy". Gratulacje za odwage!
0
@FcPortoFan1999 Czyli że muszą się udać do psychologa?
7
Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:
23 lutego 1907 r. urodził się Roberto Eugenio Cherro, legendarny napastnik nazywany ,,Cabecita de Oro”(złota główka). Większość swojej kariery grał w Boca Juniors, strzelił 221 goli w 305 meczach dla klubu (we wszystkich oficjalnych rozgrywkach), co uczyniło go najskuteczniejszym piłkarzem Boca Juniors, dopóki jego rekord nie został pobity przez Martína Palermo w 2010 roku. Cherro zdobył pięć tytułów mistrzowskich z Boca, pięć razy był najskuteczniejszym strzelcem klubu a w latach 1926, 1928 i 1930 trzykrotnie został najskuteczniejszym strzelcem argentyńskiej Primera División. Wraz z Varallo i Benitezem Caceresem stworzył najgroźniejszy w dziejach tego słynnego klubu trójząb ataku. Znalazł się w składzie Argentyny na premierowe mistrzostwa świata w Urugwaju i zagrał w jednym spotkaniu. Z Argentyną brał udział w igrzyskach w Amsterdamie (srebrny medal) i triumfował w Copa América 1929 oraz 1937. W kadrze grał w latach 1926–1937, gdzie w 16 meczach zdobył 13 goli.
@Sysia11
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
@Arkon
7
Z miłości do futbolu:
Kręci się piłka a wraz z nią wiruje cały świat. Podejrzewa się że słońce to wielka płonąca futbolówka, która za dnia pracuje a w nocy, gdy do swoich zadań przystępuje księżyc, bawi się, skacząc po nieboskłonie. Nauka ma pewne wątpliwości co do tej teorii. Natomiast jest więcej niż pewne że świat kręci się wokół piłki. Futbol to najbardziej popularna pasja. Wielu miłośników uprawia ją na podwórkach i pastwiskach, o wiele więcej śledzi z zapartym tchem na ekranach telewizorów. To spektakl z udziałem 22 panów w krótkich spodenkach, uganiających się po boisku za piłką i kopiących ich z miłością. Pod koniec mundialu 1994, wszyscy chłopcy rodzący się w Brazylii otrzymywali na imię Romario a murawe stadionu w Los Angeles sprzedawano po kawałku niczym pizze po 20 dolarów za porcje. Szaleństwo godne wyższej sprawy? Prostacki, dziki biznes? Fabryka sztuczek sterowana przez właścicieli? Należe do tych, którzy wierzą że futbol może być czymś więcej: ucztą dla oka i radością dla ciała, które go praktykuje. Pewien dziennikarz zapytał niemiecką teolożke Dorothee Sölle: ,,Jakby pani wytłumaczyła dziecku, czym jest szczęście? Nie tłumaczyłabym – odparła. – Rzuciłabym mu piłke do zabawy”. Zawodowy futbol robi wszystko by pozbyć się tej szczęśliwej energii ale ona mimo to trwa nadal i dlatego być może, piłka nożna nie przestaje zaskakiwać. Jak mówi Angel Ruocco, to jest w niej najlepsze: zdolność do sprawiania niespodzianek. Żeby nie wiem jak bardzo technokraci starali się futbol zaprogramować w najmniejszych szczegółach a kierownictwo zmanipulować, on dalej chce być nieprzewidywalną sztuką. Kiedy najmniej się tego spodziewamy, dzieją się rzeczy nieprawdopodobne: karzełek udziela lekcji gigantowi a pokrzywiony czarnoskóry chudzielec ośmiesza greckiego atlete. Oto zadziwiająca pustka: historia powszechna ignoruje piłke nożną. Nie wspomina się o niej nawet mimochodem w krajach, gdzie futbol stanowi podstawowy symbol zbiorowej tożsamości. Gram a później jestem. Styl gry jest stylem bycia, który ujawnia cechy każdej społeczności i potwierdza jej prawo do różnorodności. Powiedz mi jak grasz a powiem ci kim jesteś. Od wielu lat w piłke nożna gra się na wiele sposobów i stanowi to odzwierciedlenie różnych charakterów narodowych. Odzyskanie tej różnorodności wydaje mi się bardziej potrzebne dziś niż kiedykolwiek wcześniej. Żyjemy w czasach uniformizacji widocznej nie tylko w futbolu ale także w innych obszarach. Nigdy przedtem świat nie był tak mocno zróżnicowany pod względem możliwości, które oferuje i równie egalitarny, jeśli chodzi o zwyczaje, które narzuca. Kto dziś nie umiera z głodu, umiera z nudów…
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@Comentateiro
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
@FCBMati10 Realu to wówczas nie nagrywałem, gdyż nie miałem skąd nagrywać. Jeśli nagrywałem, to tylko i wyłącznie z publicznej telewizji. Dopiero 2 lata później wykupiłem sobie cyfrowy polsat ale w nim tylko skróty Barcy puszczali, ktore też nagrywałem. Zresztą wogóle bardzo dużo mam tych meczów na dvd...
0
@etobzyk No popatrz! Ja również ten mecz nagrywałem na VHS, bodaj drugi, czy trzeci w kolejności Barcy, który nagrywałem(pierwszy to napewno ten z Milanem w fazie grupowym) . Później przerzuciłem to na dvd. Wprawdzie jakość analogowa ale jednak pamiątka jest!
1
@FCBMati10 No dokładnie! A swoją drogą, to kto jego trawi?
0
@tbas Tutaj akurat się zgodze co do napastników ale linia defensywna też do znacznej poprawy...
11
Pierwszy oficjalny mecz FC Barcelony przeciwko Jose Mourinho:
23 lutego 2005 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Chelsea FC 2:1 w ramach pierwszego starcia 1/8 Ligi Mistrzów. W 32 minucie samobójczego gola strzelił Beletti i goście wyszli na prowadzenie. Z kolei w 55 minucie za niebezpieczny atak na Victora Valdesa, czerwoną kartke ujrzał Didier Drogba. Blaugrana wciąż jednak biła głową w mur i Frank Rijkaard zdecydował się na wpuszczenie na boisko ,,jokera” w postaci Argentyńczyka Maxi Lopeza, sprowadzonego do klubu zaledwie miesiąc wcześniej. Roszada ta okazała się zbawienna bowiem Maxi odmienił losy meczu, zdobywając gola w 66 minucie i prezentując oryginalną ,,cieszynke” imitującą ruchy kurczaka. W 73 minucie mocnym strzałem z pola karnego gola zdobył genialny Samuel Eto’o i Barça ostatecznie wygrała ten mecz, lecz 2 tygodnie później przegrała pechowo w rewanżu, w wyniku czego odpadła z rozgrywek. Po meczu Mourinho głośno wyrażał oburzenie pracą szwedzkiego arbitra Friska i podburzał kibiców ,,The Blues” przeciwko niemu. Friskowi w kolejnych tygodniach grożono śmiercią, przez co 12 marca ogłosił zakończenie kariery sędziowskiej.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
0
@tbas Owszem inny mecz bo i całkawocie inny przeciwnik(czytaj prawie nie do przejścia). No właśnie w zasadzie to tej skuteczności brakuje a z Atleti będzie jeszcze gorzej z tą skutecznością, gdyż zwyczajnie nie będzie dużo okazji do strzelania, jeżeli wogóle jakieś będą...? A z tym: bardzo dobry mecz z Rayo, to się nie zgodze. Co najwyżej dobry...
0
@LOPEZ16 No ale ja włąśnie miałem na myśli strate poniesioną w lidze, czyli nie zdobycie mistrzostwa...
10
,,Pyrrusowe” El Clasico:
23 lutego 1941 r. FC Barcelona pokonuje na Estadio Chamartin Real Madryt 1:2 w przedostatniej kolejce Primera Division, po golach Jose Bravo i Mariano Martina. Honorowego gola dla gospodarzy zanotował Barinaga. Jednak to zwycięstwo na niewiele się zdało, gdyż w końcowej tabeli Blaugrana uplasowała się dopiero na 4 pozycji.
@Adran360
@AssisMoreira
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
2
No to teraz jestem bardzo ciekaw jak zaprezentujemy się przeciwko Atletico, po takim ,,piachu" jaki graliśmy wczoraj na ,,Gran Canaria"...
0
Z Rayo Vallecano nie wyglądało to za dobrze, więc dzisiaj stawiam remis 1:1...
5
@FCBparasiempre
22 lutego 1953 r. meczem Peru-Boliwia(0:1) zainaugurowano 22 edycje Copa America. Impreza miała się odbyć w Paragwaju, lecz znów powtórzyła się historia z 1924 roku. Paragwaj znękany wyniszczającymi wojnami i równie przewlekłymi niepokojami wewnętrznymi, nie stanął jeszcze na nogach. Słowem znów nie było warunków aby ten biedny kraj był w stanie zorganizować impreze o takiej randze. W efekcie CONMEBOL postanowił przenieść rozgrywki gdzie indziej. Wybór padł na stolice Peru, Lime. Gospodarze grający wówczas chyba najbardziej radosny i widowiskowy futbol na kontynencie, zdawali sobie sprawę iż peruwiańscy artyści przy wszystkich swych walorach grzeszą niefrasobliwością i dość powierzchownym stosunkiem do skomplikowanych zagadnień taktycznych. Dlatego zaangażowali europejskiego trenera, który tę wesołą gromadke uroczych lekkoduchów zagonił do katorżniczej pracy podczas półrocznego zgrupowania, mającego wymusić żelazną dyscyplinę. W rezultacie zespół został dobrany niezwykle starannie. Mistrz świata Urugwaj, potraktował turniej w Limie eksperymentalnie, mając przed sobą perspektywę obrony tytułu w Szwajcarii w 1954 r. Postanowiono więc sprawdzić nowy zaciąg młodszych piłkarzy, stanowiących bezpośrednie zaplecze pierwszej kadry. Jak zwykle bitną drużynę przysłała Boliwia. Dzielni górale szczycili się fenomenalnym technikiem Victorem Ugarte, który z roku na rok gruntował swą wysoką międzynarodową reputacje. Z kolei najsłabszy Ekwador nie miał nic do stracenia i może to właśnie nastawienie przyniosło mu dwa remisy, z których ten z Paragwajem był doprawdy zaszczytny. Wicemistrzowie świata, Brazylijczycy już nieco otrząsnęli się po szoku Maracany, po drodze pocieszając się tytułem mistrza turnieju Panamerykańskiego w 1952. Nadal grali wielcy rutyniarze: Danilo, Bauer i Zizinho a momentami również Ademir, lecz pozycje starych asów atakowała równie zdolna a może nawet zdolniejsza generacja. Obrońcy Djalma Santos i Nilton Santos mieli w niedalekiej przyszłości utworzyć parę dwukrotnych mistrzów świata, Do tych zaszczytów miał poprowadzić Canarinhos genialny dyrygent Valdir Pereira zwany Didi. Geniusz strategiczny pomocnika Fluminense w roku 1953 dopiero dojrzewał, lecz jego przebłyski potrafili dojrzeć przenikliwi obserwatorzy. Na prawym skrzydle pojawił się ktoś, kto udanie wypełnił luke pomiędzy Tesourinha a Garrinchą a mianowicie Julio Botelho, który podobnie jak oni był fenomenem dryblingu. Brazylia odzyskiwała pewność siebie i z takim składem była pewna zwycięstwa. Lecz oto znów, podobnie jak w 1949, na jej drodze pojawił się utrapiony Paragwaj. Cztery lata wcześniej był on o włos od pozbawienia Canarinhos niemal stuprocentowego tytułu a i tak swoją postawą zaimponował wszystkim. Tym razem ekipa ,,Guarani” postanowiła nie zaniedbać niczego, co mogłoby ja przybliżyć do upragnionego celu jakim był Puchar Ameryki.
Turniej w Limie stał pod względem sportowym przynajmniej na takim poziomie, na jakim leży stolica Peru. Wszystkie mecze przebiegały w atmosferze zażartej walki i obfitowały w niezliczone przykłady ambicji graniczącej z poświęceniem. Nawet skazani na pożarcie outsajderzy nie sprzedawali tanio skóry. Doświadczyli tego pewni siebie gospodarze w meczu otwarcia ulegając lekceważonej Boliwii. W tych mistrzostwach naprawdę nie było mocnych. Każdy prędzej czy później znajdował swojego pogromcę. Rozsierdzone Peru odegrało się na Brazylii, pokonując ją przy aplauzie 55 tys. widzów jednym golem. Chile po 3 golach nieuchwytnego Moliny pokonało 3:2 Urugwaj ale za to uległo gładko Paragwajowi 0:3. Brazylia uznała jednobramkową wyższość Peru, wcześniej w identycznym stosunku pokonując Urugwajczyków. Przed ostatnim teoretycznie meczem turnieju(Peru-Urugwaj) sytuacja była jasna. Paragwaj i Brazylia zgromadziły po 8 punktów, Peru i Chile miały ich po 7. Choćby najskromniejsze zwycięstwo dawało gospodarzom absolutny triumf i nawiązanie do pamiętnych dni glorii z 1939 r. Sprawa wydawała się przesądzona. ,,Celestes” grali wprawdzie nieźle ale gdzież im tam było do mistrzów świata z 1950. Jednak noc decydującego starcia okazała się jedną z najczarniejszych w dziejach peruwiańskiego futbolu. Na nic zdały się trudy wielomiesięcznego forsowanego zgrupowania i dyscyplinujące nauki. ,,Inkowie” ruszyli z ogromnym rozmachem odkryci jak na uroczystej paradzie. Ich cyrkowe popisy spotkały się ze stoicką obojętnością betonowej pary Gonzalez-Martinez. Cała drużyna Celestes zgromadziła się na własnej połowie skutecznie odpierając szaleńcze lecz nieskoordynowane ataki. Za to z rzadka, bez pardonu, wypuszczała ,,zatrute strzały”. Szybki skrzydłowy Pelaez dwukrotnie pokazał niefrasobliwej obronie peruwiańskiej jaki numer ma naszyty na błękitnej koszulce. Jeszcze Romero dobił osłupiałych gospodarzy na 0:3! Ten zaskakujący rezultat diametralnie odwrócił sytuacje. Na placu boju pozostały z dorobkiem 8 punktów Paragwaj i Brazylia. Dokładnie 1 kwietnia zmierzyły się one w dodatkowym(de facto finałowym) meczu. Ten bój Davida z Goliatem zelektryzował publiczność Paragwajczycy wyszli na boisko z taką determinacją, jakby mieli walczyć o życie. Brazylijczycy skupieni w równie zaciętym milczeniu. Rozgorzała twarda, bezlitosna batalia, w trakcie której nikt nie odstawił nogi. Trzeszczały kości ale obyło się bez przelewu krwi. Ozdobą tego dramatycznego meczu były iście homeryckie pojedynki, jakie toczyli najlepsi ,,cabezadores”, czyli główkarze obu zespołów- Herrera i Baltazar. Paragwajczyk w 98 przypadkach na 100 skakał wyżej ale dwukrotnie dał się wywieźć w pole i tyleż razy Riquelme wyciągał piłke z siatki. Jednak Herrera nie miał powodów do wstydu. Baltazar głową strzelał silniej i celniej niż nogą. Paragwajczycy byli wszakże o jedno trafienie lepsi. Bramkarza Castilho pokonali Atilio Lopez, wspomagający napastników Manuel Gavilan oraz uderzający jak grom Ruben Fernandez. Gdy brytyjski sędzia Dean odgwizdał koniec meczu przy stanie 3:2, ,,Guarani” pośród wiwatów wykonali runde honorową niemal pijani ze zmęczenia i bezgranicznego szczęścia. Powrót do kraju był jednym pasmem triumfów. Na lotnisku oczekiwały bohaterów narodowych nieprzebrane tłumy a na ulice wyległa chyba cała ludność Asuncion.
6
,,Guarani” po raz pierwszy i jak dotąd ostatni(czytajcie w odpowiedzi na komentarz):
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
2
Vamos ,,Niebiescy"! Vamos a ganar!
9
Nieco zapomniane legendy futbolu:
22 lutego 1969 r. urodził się duński napastnik Brian Laudrup. W marcu 2004 roku znalazł się na liście 125 najlepszych piłkarzy stulecia FIFA ogłoszonej przez Pelégo. Brian Laudrup urodził się w rodzinie o piłkarskich tradycjach. Jego ojciec i brat również byli piłkarzami. Karierę piłkarską rozpoczął w Brøndby IF wkrótce przenosząc się do niemieckiego Uerdingen. Już po jednym sezonie w tym klubie kupił go Bayern Monachium. Jego udane występy w zespole "Bawarczyków" poskutkowały transferem do zespołu Serie A-Fiorentiny. We Włoszech reprezentował również barwy Milanu, jednak w żadnym z tych klubów mu się nie wiodło. W lipcu 1994 opuścił Włochy i został zawodnikiem Glasgow Rangers, któremu pomógł w skompletowaniu dziewięciu z rzędu mistrzostw Szkocji (podczas pobytu Laudrupa w drużynie The Gers wygrywali ligę trzykrotnie). W 1998 Brian przeniósł się do Chelsea F.C., lecz nie rozegrał w barwach The Blues zbyt wielu spotkań i po kilku miesiącach odszedł do FC Kopenhaga. Rodzinne problemy spowodowały, że w 1999 odszedł do Ajaksu Amsterdam, w którym po jednym spędzonym sezonie zakończył profesjonalną karierę z powodu kontuzji. Dziś grywa wspólnie z równie popularnym bratem Michaelem w oldbojach Lyngby BK. Laudrup był kluczowym graczem reprezentacji Danii, w której rozegrał 82 spotkania i strzelił 21 bramek. Pomógł jej w zdobyciu Mistrzostwa Europy w 1992, grał także na Euro 1996 i w Mistrzostwach Świata 1998.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
10
Epokowe mecze Dumy Katalonii, które przeszły do historii:
22 lutego 2006 r. Barça pokonała na Stamford Bridge Chelsea 2:1 w ramach 1/8 Ligi Mistrzów. Przed pierwszym starciem w Londynie stadion ,,The blues” ironicznie był nazywany ,,Stamford Beach”, gdyż murawa była niezwykle zaniedbana i spore połacie trawy posypano piaskiem. Wydawało się to celowym zabiegiem pana Mourinho , mającym na celu osłabienie atutów Blaugrany w grze piłką po ziemi. W 36 minucie meczu nastoletni wówczas Messi przeprowadził rajd prawym skrzydłem, ograł Robbena i został brutalnie sfaulowany przez Asiera del Horno. Sędzia Hauge nie zawahał się i wyrzucił za ten faul Baska z boiska. Pomimo osłabienia, to gospodarze wyszli na prowadzenie, gdy w 59 minucie do własnej siatki po rzucie wolnym trafił Thiago Motta. Za to w 71 minucie Barça wyrównała, również za sprawą bramki samobójczej, której sprawcą był John Terry. W 79 minucie zwycięskiego gola strzelił niezawodny Samuel Eto’o. Był to jednocześnie gol numer 300 w Pucharze Europy/Ligi Mistrzów. Rewanż na Camp Nou nie był aż tak udany, jednak remis 1:1 wystarczył do awansu do ćwierćfinału. Mieliśmy wówczas ekstra ,,paczke”, Marquez z Puyolem czyścili niemal wszystko a Ronaldinho z Eto’o i częściowo już z Messim, dokonywali dzieła zniszczenia!
Przypomnijmy sobie te historyczne chwile:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
16
Nie tylko dla sympatyków ,,Albicelestes”:
Dokładnie 132 lat temu powstał Argentyński Związek Piłki Nożnej założony przez szkockiego imigranta Alexandra Watsona Huttona. Argentyński związek jest najstarszym w Ameryce Południowej oraz ósmym najstarszym na świecie. Od 1912 jest członkiem FIFA a od 1916 członkiem CONMEBOL.
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
@Sysia11
0
@michal2007 No czyli na Luis Companys bo Camp Nou w przebudowie. Dzieki za info
9
Niewytłumaczalna porażka w Lidze Mistrzów:
21 lutego 2007 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou z Liverpoolem 1:2 w pierwszym meczu 1/8 Champions Lig. Całe barcelonismo liczyło na to, że Blaugranie jako pierwszej uda się przełamać swoistą klątwe i wygrać Lige Mistrzów dwa razy pod rząd. Sprawy się jednak mocno skomplikowały po pierwszym meczu z ,,The Reds”. Chociaż już w 14 minucie Deco wyprowadził Barçe na prowadzenie, to przyjezdnym udało się odwrócić losy spotkania. Tuż przed przerwą fatalny błąd popełnił Valdes, który poślizgnął się na linii bramkowej i w efekcie sam strzelił sobie gola, jednak trafienie zapisano Bellamy’emu. W 74 minucie Bellamy dograł piłke do Johna Arne Riise i norweski obrońca wyprowadził Liverpool na prowadzenie. Wprawdzie w rewanżu podopieczni Rijkaarda wygrali 0:1 ale nie wystarczyło to do awansu.
Ależ byłem wówczas wściekły na Valdesa że odpierdzielił taki numer! Przecież jak się później okazało to wystarczył ,,nam” remis na Camp Nou aby wyeliminować Liverpool…
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
0
@Iniesta19820815 Podłączam się do pytania, gdyż może w końcu pupliczna teliwizja będzie transmitować ,,nas"?
0
Po losowaniu Ligi Mistrzów: Czy mam rozumieć że rewanż z Benfika zagramy na Estadio Luis Companys?
9
Zapomniane El Clasico, zapomniana ,,La Manita”:
21 lutego 1954 r. FC Barcelona rozgromiła na Les Corts Real Madryt 5:1(!) w 22 kolejce Primera Division. Gole dla Dumy Katalonii strzelali: Tejada(2), Cesar Rodriguez, Moreno oraz Manchon. Honorowe trafienie dla Królewskich zaliczył Di Stefano. To zwycięstwo pozwoliło zrównać się punktami z prowadzącymi ,,Los Blancos”, jednak na koniec sezonu to niestety Królewscy cieszyli się z mistrzostwa Hiszpanii wyprzedzając Blaugrane czterema punktami.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
8
@FCBparasiempre
Finlandia kojarzona jest ze sportami zimowymi. Zapewne każdy z nas pamięta wspaniałych skoczków narciarskich, jakimi byli Nykänen czy Ahonen. Narodowym dobrem „krainy tysiąca jezior” jest także reprezentacja hokeja, której wielką gwiazdą był Raimo Helminen. Gdzie tu miejsce na piłkę nożną, zapytacie? Takowe zawsze się znajdzie. Kadra narodowa, mimo że nigdy nie awansowała na żaden z wielkich turniejów, doczekała się świetnego piłkarza. Był nim Jari Litmanen, któremu zapewne nawet narty nie przeszkadzałyby w zdobywaniu przepięknych bramek. Miasto Lahti położone jest w odległości mniej więcej 100 km od stolicy kraju, Helsinek. W tym miejscu urodził się najprawdopodobniej najlepszy piłkarz w historii fińskiej piłki. Jari wychowywał się w sportowej rodzinie. Zarówno jego ojciec, jak i matka mieli do czynienia z piłką. Zapewne to pod ich wpływem połknął bakcyla i zdecydował się na tę dyscyplinę. Rozdarty pomiędzy miłością do hokeja, a piłki nożnej, Jari zdecydował się na futbol. W wieku 16 lat zadebiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Finlandii, grając przez trzy lata dla Reipas – trzykrotnego mistrza kraju oraz siedmiokrotnego zdobywcy pucharu krajowego. W późniejszym czasie zaliczył krótkie epizody w HJK oraz MyPa. Podczas finałowego meczu pucharu ligi w 1992, swą dobrą grą przykuł uwagę klubów zagranicznych. Zachwycony jego umiejętnościami był między innymi skaut Ajaxu Amsterdam, Ton Pronk. Całkiem odmiennego zdania był Louis van Gaal, który po pierwszych treningach chciał odesłać Fina do domu. Duchem opatrznościowym Jariego okazał się Gerard van der Lem, asystent trenera, który bardzo go lubił i tym samym stawał w jego obronie. ,,Odesłanie go z powrotem to zbyt surowa reakcja. On jest tutaj dopiero kilka dni, w całkiem nowym środowisku” – podsumował Gerard van der Lem. Okazało się, że wcześniej Litmanen mógł trafić do rumuńskiego Dynama Bukareszt, jednak do finalizacji transferu nie doszło. Zainteresowane nim były także PSV czy Leeds. Jednak nawet potężna Barcelona nie potrafiła doprowadzić do podpisania kontraktu z młodym Finem. To właśnie Ajax Amsterdam wygrał wyścig o podpis Jariego. Pierwszy sezon nie należał do najłatwiejszych. Na szpicy klubu z Amsterdamu występował Dennis Bergkamp, którego ciężko było wygryźć ze składu, dlatego też Jari sporo spotkań rozegrał w drużynie rezerw. Szansa nadeszła w kolejnym sezonie, gdy Dennis opuścił Holandię, przenosząc się do Interu Mediolan. Jego następcą miał być Dan Peterson, jednak doznał urazu, który wykluczył go z gry. Van Gaal dał szansę młodemu Litmanenowi, a ten ją wykorzystał i nie oddał już miejsca w podstawowej jedenastce. Nie marnował ani chwili, lecz zaczął ciężko pracować nad rozpoznawalnością swojego nazwiska. Przypomnę zawodników, którzy rozgrywali wielkie mecze dla Ajaxu: Marco Van Basten, Johan Cruyff, Frank Rijkaard, Ronald Koeman, Edgar Davids czy Clarence Seedorf. Historia tego klubu jest wypełniona legendarnymi nazwiskami, rozpoznawalnymi na całym świecie. Pośród nich, samych Holendrów, możemy wymienić piłkarza z małej Finlandii – Litmanena, który każdemu powinien kojarzyć się z tym zespołem. Jari nazywany był „profesorem” ze względu na swoją niesamowitą świadomość gry. Wdarł się na europejską scenę piłkarską w sezonie 1993/94 dzięki strzeleniu niesamowitej liczby 26 goli w sezonie, i to na pozycji cofniętego napastnika. Jego zespół zdobył tytułu mistrzowski, a Litmanen zdobył nagrodę najlepszego piłkarza w Holandii. Ajax był niepokonany przez cały ligowy sezon na długo, zanim podobne osiągnięcie powtórzył Arsenal. Po pokonaniu Rody Kerkrade drużyna wygrała ligę, wyprzedzając PSV Eindhoven, w którym pierwsze skrzypce grał Brazylijczyk Ronaldo. Kibice Ajaxu po czasie musieli zamienić tekst w swojej piosence, którą było „Volare” na „Litmaneeen, oh oooh, Litmaneeen, ohoohooh”. Podsumowując, Jari podczas swojej całej kariery aż ośmiokrotnie wybierany był piłkarzem roku w Finlandii przez dziennikarzy, a przez fiński związek piłki nożnej aż dziewięciokrotnie!
W swoim trzecim sezonie w Ajaxie stał się kluczową postacią zespołu, a klub obronił tytuł mistrzowski. Wspólnie z takimi piłkarzami jak Edwin van der Sar, Kanu czy Marc Overmars dotarł do finału Pucharu Europy, w którym zmierzyć mieli się z wielkim Milanem w Wiedniu na Ernst Happel Stadion. Litmanen wystąpił w nim do siedemdziesiątej minuty i został zmieniony przez Patricka Kluiverta, który okazał się gwiazdą tego wieczoru, strzelając bramkę na wagę zwycięstwa w 85 minucie spotkania. Kolejnym mistrzostwem klub mógł pochwalić się w sezonie 1995/96. Ekipa Ajaxu dotarła także po raz kolejny do finału europejskich rozgrywek, a gol Litmanena pozwolił jej odrobić jednobramkową stratę jeszcze w pierwszej połowie meczu. Po dogrywce i karnych Holendrzy musieli jednak uznać wyższość Juventusu. W roku 1995 Jari zajął trzecie miejsce w plebiscycie „Złotej Piłki”, wyprzedzili go jedynie Jürgen Klinsmann i grający w Milanie Liberyjczyk, George Weah. Za Litmanena wpływało wiele ofert, jednak ten nie wybierał się tak szybko poza granicę kraju tulipanów. Zespół opuścili m.in. Edgar Davids czy Michael Reiziger, Ajax oddał tytuł PSV, a czwarty sezon Jariego okazał się rozczarowaniem. ,,Atmosfera w Ajaksie jest ważniejsza niż pieniądze we Włoszech. Nie sądzę, abym gdziekolwiek indziej miał lepsze życie niż w Amsterdamie, więc zostaję. Zawdzięczam wszystko temu miejscu, to jest mój klub”– mówił Jari. Trzeba jasno sobie powiedzieć – tą wypowiedzią Litmanen zaskarbił sobie na zawsze wdzięczność. Był ich bohaterem do samego końca, czyli do 1999 roku, kiedy to opuścił Ajax na rzecz Barcelony. Siedem sezonów w Holandii zakończył świetnym dorobkiem 91 bramek w 159 meczach ligowych. Przenosiny Littiego na Camp Nou były wielkim krokiem w jego dotychczasowej karierze: po raz kolejny mógł trenować pod okiem byłego trenera Ajaxu, czyli van Gaala. W FC Barcelonie nie wiodło mu się najlepiej. Zyskał przydomek „piłkarza ze szkła” ze względu na liczne kontuzje. Ulotne przebłyski geniuszu pozwoliły mu zagrać tylko 21 spotkań w barwach blaugrany. Zwolnienie van Gaala i przybycie Lorenzo Serra Ferrera, który był wcześniej trenerem Betisu, również miało niekorzystny wpływ na Jariego. Zmiana trenera oznaczała zamknięcie rozdziału pod tytułem „Fin w Barcelonie”, zanim rozpoczął się on na dobre. Jako chłopiec Jari marzył o grze w barwach The Reds. Uwielbiał oglądać swoich idoli, którymi byli Kevin Keegan i Kenny Dalglish. Pozycja w Barcelonie, z której był niezadowolony, stworzyła szansę przejścia do ulubionego klubu z dzieciństwa. Gerard Houlier, ówczesny trener Liverpoolu gotów był wyciągnąć pomocną dłoń w stronę Jariego, którego kariera stanęła w miejscu. Dwa razy prosić nie było trzeba. Pogłoska stała się faktem – Litmanen trafił do Premier League. Dietmar Hamann, były reprezentant Niemiec, który po kilku sezonach gry w Bayernie Monachium przeniósł się na Wyspy, ciepło wspominał zawodnika z Finlandii. Jego wizja gry była niewiarygodna. Nie był najszybszy, gdy do nas przyszedł, ale jego debiut z Aston Villą był jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałem w koszulce Liverpoolu. Według kibiców z Liverpoolu Jari nie dostawał tylu szans, ile powinien dawać mu Houlier i jego asystenta Phil Thompson. Pomimo drobnych urazów, których doznawał, często miał większy czy mniejszy wpływ na losy spotkania. Przeważnie jednak zasiadał na ławce rezerwowych, co zaczęło być częstym powodem frustracji. Litmanena zabrakło podczas trzech ważnych finałów w zwycięskim sezonie 2000/01, właśnie z powodu kontuzji. Fin stanowił ważne ogniwo zespołu w Lidze Mistrzów w następnym sezonie 2001/02. Zaledwie kilka dni po niebywałej bramce z trzydziestu metrów przeciwko Tottenhamowi zdobył kolejnego świetnego gola, tym razem przeciwko Dynamo Kijów w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Zapunktował również przeciwko Romie w ważnym meczu na Anfield. Houlier wrócił wówczas na ławkę trenerską po operacji (miał sześciomiesięczną przerwę po ataku serca, pierwsze problemy zdrowotne dawały o sobie znać już podczas pracy w PSG). Kolejną bramkę Litmanen strzelił w meczu rewanżowym przeciwko Bayerowi Leverkusen. Liverpool nie zdołał jednak pokonać „Aptekarzy”. Po zaciętym boju ekipa, której kapitanem był Michael Ballack wygrała 4:2. Porażki tej nie można jednak nazwać wstydliwą – odpadli przecież z finalistą rozgrywek, który uległ w finale Realowi Madryt 1:2. Po zakończeniu sezonu pożegnano się z Litmanenem. Wrócił do Ajaxu, prowadząc go na drodze do półfinału Ligi Mistrzów.
Człowiekiem, który uratował moją karierę był Jari Litmanen. Był niesamowicie zaangażowany w to co robił. Mieliśmy wtedy trzech napastnikow: Machlas, Mido i ja. Jari mówił, co robić, trenował a przede wszystkim starał się, abym był lepszy na boisku. Sprawiał, że inni grali po prostu lepiej – Zlatan Ibrahimović. Późniejsza kariera to tułanie się po Finlandii, Niemczech czy Szwecji. Rzadko kiedy, jeśli w ogóle można spotkać gracza takiego kalibru, tej klasy i z taką pokorą, jaką posiadał Litmanen. Zaliczył niesamowite występy dla swojej reprezentacji, grając w niej ponad dwie dekady. W 2009 roku pisarz Paul Simpson stwierdził, że kariera tego zawodnika nie pokazała całości jego talentu. W zupełności zgadzam się z tą opinią. Kto wie, jak wyglądałaby przygoda Jariego, gdyby nie nękające go kontuzje. Nic nie zmienia jednak faktu, że jest on i przez najbliższe lata będzie największą gwiazdą fińskiej piłki.
Sukcesy:
Mypa Kuovola:
1 x Puchar Finlandii (1992)
AFC Ajax Amsterdam:
5 x mistrzostwo Holandii (1994, 1995, 1996, 1998, 2004)
3 x Puchar Holandii (1993, 1998, 1999)
3 x Superpuchar Holandii (1993, 1994, 1995)
1 x Puchar Ligi Mistrzów UEFA (1995)
1 x Superpuchar Europy (1995)
1 x Puchar Interkontynentalny (1995)
Liverpool FC:
1 x Puchar Anglii (2001)
1 x Puchar Ligi Angielskiej (2001)
1 x Tarcza Wspólnoty (2001)
1 x Puchar UEFA (2001)
1 x Superpuchar Europy (2001)
HJK Helsinki
1 x mistrzostwo Finlandii (2011)
1 x Puchar Finlandii (2011)