FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
O takich legendach Blaugrany warto a nawet trzeba pamiętać:
11 marca 1935 r. urodził się Eulogio Martinez, Paragwajczyk, jeden z najlepszych napastników w historii FC Barcelony. Cechowała go nie tyle skuteczność co boiskowa gracja a największym atutem Paragwajczyka była z pewnością łatwość zdobywania sobie pozycji strzeleckich. W granatowo-bordowych barwach występował przez 6 sezonów, w których zdobył 168 goli w 225 meczach. Eulogio jest pierwszym strzelcem gola na Camp Nou, w meczu otwarcia stadionu z reprezentacją Warszawy 24 września 1957 r. Ponadto warto również pamiętać że Martinez strzelił 7 goli(!) w meczu Copa del Rey przeciwko Atletico Madryt 1 maja 1957 r. zakończonym zwycięstwem 8:1! Wówczas przyćmił samego Kubale, który również swego czasu(10.02.1952) strzelił 7 goli w jednym meczu.
Europejskie trofea:
11 marca 1998 r. FC Barcelona zdobyła swój pierwszy tytuł pod wodzą Luisa van Gaala a był nim Superpuchar Europy. Uczyniła to w rewanżowym meczu z Borussia Dortmund na Westfalenstadion remisując 1:1. W pierwszym meczu na Camp Nou Barça wygrała 2:0(gole zdobyli Luis Enrique i Rivaldo z karnego), natomiast w rewanżu trafił Giovanni. To był ostatni Superpuchar rozgrywany systemem mecz i rewanż. To był również ostatni sezon Pepa Guardioli, który jednak nie występował w dwumeczu o Superpuchar.
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
0
@LambiPL Przepraszam ale w odróżnieniu od innych to ja tu przedstawiam dosyć ważne i wartościowe rzeczy dziejące się na codzień...
8
Teatr ,,Novedades”:
Jedną ze sztuk teatralnych pokazywanych w ,,Novedades”, jak powszechnie nazywano teatr była ,, L' honor del barri". Jej autorem był rysownik i satyryk Valenti Castanys i Borras, który firmował tekst pseudonimem ,, Dova". Wystawienie sztuki było częścią kampanii zorganizowanej przez tygodnik ,, La Rambla" na rzecz byłego piłkarza Marii Martineza Vallesa, w futbolowym świecie znanego jako ,, Rini", który zrządzeniem losu urodził się przy ulicy Industria, tuż przed stadionem FC Barcelony. Ten prawoskrzydłowy grający w takich klubach jak New Catalonia, Barça, Espanyol, Saragossa i Centre d'Esports Sants, doznał bardzo poważnej kontuzji kręgosłupa. Zmusiło go to do zakończenia przygody ze sportem a to z kolei spowodowało że wpadł w depresję. Wiedząc jak duże problemy finansowe miał Rini, jego koledzy z CE Sants odwiedzili Josepa Sunyola, wydawcę ,,La Rambli”, prosząc o pomoc. Żeby zdobyć pieniądze wpadli na pomysł zorganizowania spektaklu teatralnego. Skontaktowali się z Castanysem, który w 1925 roku w teatrze ,,Romea” miał premierę swojej sztuki ,, El partit diumenge"(Niedzielny mecz) aby specjalnie na tę okazję napisał tekst. Poza tym wielu piłkarzom zaproponowano udział w przedstawieniu w roli aktorów. Po kilku zamkniętych próbach 11 marca 1930 roku w ,,Casal del Esports’’ odbyła się premiera sztuki reżyserowanej przez Ramona. Sprzedano wszystkie bilety. W spektaklu wystąpili piłkarze: Ricardo Gallart, Manel Cros, Angel Arocha, Ricardo Zamora, Manuel Parera, Francesc Alcoriza, Vicenc Piera, Josep Samitier i Jose Padron. Udział wzięli również dziennikarze, jak Louis Aymani a nawet dyrektorzy Katalońskiej Federacji Piłkarskiej, w tym Salva czy Sunyol we własnej osobie. Do tego dobroczynnego przedstawienia dołączyły też zawodniczki z sekcji koszykarskiej Barçy Anita Gonzalez i Lina Vivarelli, które zagrały postaci kobiece. Dzięki wpływom z przedstawienia oraz anonimowym darowiznom uzbierano ponad 5000 peset dla Riniego. Byłemu piłkarzowi udało się dojść do siebie i niedługo potem zaczął pracować jako dozorca w centrum klinicznym Mutual Esportive de Catalunya, założonym w 1930 roku przez chirurga z Sabadel Emilego Moragasa i Ramireza, który w 1928 roku zajmował stanowisko doradcy FC Barcelony a w latach 1923-1929 był prezydentem klubu CE Sabadell. Jeśli chodzi o teatr, w którym odbył się Festiwal Pro-Rini, to działał on też w czasie wojny domowej. Ciągle wystawiano w nim opery aż w 1938 roku pożar wywołany bombardowaniem zniszczył lokal. Budynek był ruiną do 1953 roku, kiedy to odnowiła go firma ,,Teatro Novedades S.A”. Podczas święta ,,Festes de la Merca” w 1959 roku na nowo zaczął funkcjonować jako sala widowiskowa aż rok później, z inicjatywy ,,Grup Balana” został zamieniony na kino które mogło pomieścić 1600 widzów. Ta Grupa Inwestycyjna ożywiła także przyległy budynek znany jako ,,Palacio Novedades”, organizując w nim wiele widowisk a poza tym zbudowała też teatr Hotel Barcelona, będący dziełem Francesca Mitjansa i Miro, jednego z Architektów Camp Nou, kuzyna prezydenta Barçy Francesca Miro Sansa. W 1992 roku ,,Novedades” na powrót zaczął funkcjonować jako teatr, mimo że nadal wyświetlano w nim filmy. Wreszcie w maju 2006 roku budynek został definitywnie zamknięty wraz z ostatnim przedstawieniem grupy ,,La Cubana”, która wystawiła spektakl ,,La Cubana 25 anys".
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
1
Co to ma znaczyć! Co ta redakcja wczoraj wyczyniała!? Co klikne to jakaś chińszczyzna wyskakuje? Wstyd i hańba! Nawet nie mogłem komentarza o Messim wieczorem zamieścić. Cholerna redakcja bany to oni potrafią rozdawać za byle gówno!
13
Ku pamięci wybitnych legend Blaugrany:
10 marca, roku 1999 odbył się mecz w hołdzie wielkiemu Johanowi Cruijffowi. Duma Katalonii pokonała w tym meczu 2:0 zespół złożony z piłkarzy ,,Dream Teamu”(między innymi Zubizarreta, Koeman, Bakero, Begiristain, Stoiczkow, Laudrup czy Salinas) oraz gwiazd futbolu( wystąpili chociażby Mario Jardel czy Eric Cantona). Spotkanie oglądał komplet widzów na Camp Nou.
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
12
Trofea Blaugrany:
10 marca 1993 r. FC Barcelona zdobyła Superpuchar Europy pokonując w rewanżowym meczu na Camp Nou Werder Brema 2:1. Gole dla Barçy zdobyli Stoiczkow i Goikoatxea. Był to pierwszy zdobyty Superpuchar w historii Blaugrany. Oczywiście Dume Katalonii prowadził wówczas nie kto inny jak sam Johan Cruijff.
Przypomnijmy:
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
17
Feliz cumpleaños sympatyczny murzynku Samuelu! 44 lata temu urodził się Samuel Eto’o, mój ulubiony napastnik Blaugrany. Przy tej okazji chciałbym tylko dodać że po przybyciu do Barçy latem 2004 r. Eto’o i Deco, zakochałem się w Dumie Katalonii na amen! Już rok wcześniej, kiedy grał Ronaldinho sympatyzowałem z Blaugraną lecz nie miałem możliwości oglądania jej, jedynie śledziłem wyniki na telegazecie. Najbardziej właśnie uwielbiałem Eto’o, Ronaldinho i Puyola. Dopiero po pewnym czasie doceniłem wartość Xaviego, Iniesty czy choćby Marqueza. To były cudowne, niemal beztroskie czasy…
Jeśli ktoś chciałby poznać biografie Eto’o to mam dla niego taką oto strone: https://legendysportu.pl/samuel-etoo-czarna-perla/
Również Feliz cumpleaños Ivanie! 36 lat kończy dziś Ivan Rakitič, wszystkim cules bardzo dobrze znany pomocnik. Dziękujemy za wszystkie chwile radości i poświęcenie dla Dumy Katalonii. Bywaj zdrów!
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
9
Bezlitośni:
Jeden z Urugwajskich mistrzów świata, Pedro Petrone wyemigrował po mundialu w Urugwaju do Włoch. W 1931 r. zadebiutował we Fiorentinie, strzelając ponoć w swoim pierwszym meczu aż 11 goli(!) ale nie zagrzał długo miejsca w Italii. Zdobył tytuł najlepszego strzelca ligi włoskiej a Fiorentina gotowa była zaoferować mu wszystko czego zapragnął ale Pedro szybko znudziły się fanfaronady faszyzmu będącego u szczytu swojej potęgi. Nuda i nostalgia skłoniły go do powrotu do Montevideo, gdzie przez jakiś czas siał postrach wśród bramkarzy. Niespełna trzydziestoletni, musiał jednak porzucić futbol albowiem FIFA nałożyła na niego kare za niedotrzymanie kontraktu z Fiorentiną. Mówi się że Petrone mógł piłką burzyć ściany. Kto wie? Wiadomo z całą pewnością że po jego strzałach bramkarze mdleli i pękały siatki. Po drugiej stronie La Platy Argentyńczyk Bernabe Ferreyra również bombardował bramki z furią Posejdona. Kibice wszystkich klubów przychodzili specjalnie na stadion żeby obejrzeć ,,La Fiera”(Bestie). Piłka po jego strzałach, oddawanych z bardzo daleka, mknęła między obrońcami i wpadała do siatki często z bramkarzem. Przed, po i w trakcie meczów ze stadionowych głośników płynęło tango opiewające nieprawdopodobne kanonady tego zawodnika. W 1932 r. dziennik ,,Critica” zaoferował okrągłą sumke bramkarzowi, który zdoła powstrzymać Bernabe. Pewnego popołudnia tamtego roku zawodnik musiał w obecności dziennikarzy zdjąć swoje buty piłkarskie by przekonać ich że w czubkach nie ukrywa żelaznej sztabki.
@Sysia11
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Adran360
@Arkon
0
A jednak Real Madrid wygrał swój mecz pomimo że go nie oglądałem. To chyba działa głównie(gubienie punktów przez ,,Los Blancos"), kiedy grają na wyjazdach. Także przekonamy się co się wydarzy za tydzień na Estadio de la Ceramica...?
11
Czy wiemy że…
9 marca 1996 r. padł gol ligowy numer 4000 dla FC Barcelony. Zdobył go Guillermo Amor w przegranym 4:1 wyjazdowym meczu z Valencia CF. Ten pomocnik był jednym z pierwszych piłkarzy ukształtowanych w La Masíi, do której trafił w wieku 12 lat. W ciągu dekady spędzonej na Camp Nou zdobywał gole, które zapisały się w pamięci wielu culés.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@ShawnC No może nie od bardzo dawna ale powiedzmy od Nuneza...
10
@FCBparasiempre
FC Barcelona od dziesięcioleci firmuje się mottem „Mes que un Club” („Więcej niż klub”). Tymczasem także przez długi już czas jej włodarze zdają się sukcesywnie popadać w coraz to większy konflikt z ową zasadą. Za czasów generała Francisco Franco zespół ze stolicy nadmorskiego regionu stał się dla Katalończyków ostoją państwowości, a stadion miejscem, gdzie walczący z reżimem republikanie manifestowali swą odrębność. Pamiętne słowa „El Barca es mes que un club” wypowiedział prezydent Dumy Katalonii Narcis de Carreras w 1968 roku. Blaugrana zapracowała sobie na to miano między innymi dzięki działalności jego poprzedników z ofiarą reżimu frankistowskiego – Josepem Sunyolem na czele. Kolejni szefowie klubu od Josepa Lluisa Nuñeza, przez Sandro Rosella aż po panującego Josepa Marii Bartomeu zniszczyli to dziedzictwo. Dawali i dają do zrozumienia, że Barça w ich rękach zmierza w kierunku bycia tylko maszynką do zarabiania pieniędzy. Kiedy Nuñez wyraził chęć ubiegania się o najważniejszy stołek w klubie przed wyborami w 1978 roku, jego przeciwnicy wiedzieli, z kim mają do czynienia. Znany był już wówczas, jako magnat budowlany, z dążenia po trupach do celu, za który objął sobie sukcesywne poszerzanie swej władzy i wzbogacanie się. Kiedy rozpoczął swoje gierki, groźny konkurent, Victor Sagi podjął chyba najmniej logiczną decyzję z możliwych – wycofał się z wyborów. Przedsiębiorca zdyskredytował również Fernando Arino, posądzając go o skłonności komunistyczne, co w świetle sytuacji politycznej stało się nadzwyczaj szkodliwą łatką. Dalszą część kampanii Nuñeza stanowiły typowe populistyczne slogany odnoszące się do przyszłości Barçy pod jego sterami. W wyborach z maja 1978 triumfował, o niecały tysiąc głosów wyprzedzając „komunistę” Arino. I zaczęły się ponad dwudziestoletnie, kontrowersyjne rządy Nuñeza. Co rusz napotykał on głosy sprzeciwu, a do pierwszej głośnej akcji protestacyjnej doszło już niecały rok od objęcia urzędu. Kiedy po triumfie Dumy Katalonii w Pucharze Zdobywców Pucharu nad Fortuną Duesseldorf, samolot z Bazylei wylądował na El-Prat, Josepa Lluisa przywitały niespodziewane okrzyki „Neeskens si, Nuñez no”. Był to wyraźny znak, że same tytuły nie zamażą obrazu prezydenta w oczach cules. W celu poprawienia nastrojów społecznych rozpoczął negocjowanie ściągnięcia na Camp Nou Diego Maradony. Celu dopiął po trzech latach, ale przyniosło to efekt zgoła odmienny od zamierzonego. Maradona popadł w konflikt z prezydentem, któremu nie podobał się beztroski tryb życia „Boskiego Diego”. Wtedy to Argentyńczyk pierwszy raz zażył kokainę, kłótnią z Javierem Clemente trenującym baskijski Athletic pogorszył wizerunek klubu i decyzją Nuneza musiał odejść do Napoli. Mimo niemałego grona antagonistów Nuñez utrzymał się na stanowisku przez lata bez większych ekscesów. Aż do słynnego ,,Motin del Hesperia” – „Buntu w Hesperii”. W kwietniu 1988 w hotelu Hesperia zebrali się niemal wszyscy piłkarze FC Barcelona, by zaprotestować przeciwko obarczeniu ich odpowiedzialnością za oszustwa klubu przy okazji kontraktów. Malwersacjami zainteresował się fiskus, zarząd obciążył karami graczy. Po stronie podopiecznych stanął Luis Aragones. W hotelu zabarykadowała się wraz z trenerem niemal cała kadra Barçy. Wyjątkami byli Gary Lineker (powołany do reprezentacji), kontuzjowany Sergi Lopez i Bernd Schuster. Porozumienie osiągnięto dopiero, gdy Aragonesa zastąpił Johan Cruyff, który przeprowadził rewolucję po odejściu kilkunastu zawodników. Afera zniechęciła cules do przychodzenia na stadion, ale dziś wiemy, że jej konsekwencje zaprowadziły Blaugranę na szczyty światowego futbolu. Sukcesy z pierwszym Pucharem Europy w dziejach Barcy zjednały Cruyffowi serca cules, ale nie względy Nuneza. Owa para dżentelmenów nieustannie okazywała sobie wzajemną niechęć. Do tego stanu rzeczy przyczynił się na pewno konfliktowy i bezkompromisowy charakter Holendra. Cruyff, chcąc zaprowadzić w klubie własne porządki, jak to miał w zwyczaju przez dziesięciolecia, naraził się Nuñezowi, wkraczając w strefę wpływów prezydenta. Przypłacił to w 1996 roku, po dwóch latach bez trofeum, zwolnieniem. Warto dodać, że trener powiadomiony został przez wiceprezydenta – Joana Gasparta. To właśnie Joan Gaspart cztery lata później zastąpił zdymisjonowanego Nuñeza. By los zemścił się na najdłużej panującym prezydencie w historii klubu, musiało minąć czternaście lat. W 2014 roku dosięgła go ręka wymiaru sprawiedliwości i wrzuciła na 22 miesiące do więzienia, gdzie wciąż odsiaduje wyrok za korupcję.
Następca Nuñeza kojarzony jest nie z aferami, a z kryzysem czysto finansowym oraz sportowym. W 2003 roku, po ledwie trzech latach kadencji Gasparta urząd objął Joan Laporta. Wspominany jest na Camp Nou pozytywnie, przez pryzmat sportowych sukcesów, ale cieniem na jego wizerunku kładzie się, chociażby skandal szpiegowski. Ówczesny sternik Dumy Katalonii miał być u schyłku rządów zamieszany w szpiegowanie przez agencję Metodo 3 kilku wiceprezydentów klubu oraz niektórych piłkarzy (w tym Gerarda Pique). Co do bezpośredniego zleceniodawcy procederu krążyły sprzeczne hipotezy. Jedna mówiła o Laporcie, inna jednym ze współpracowników Joana, kolejna skupiała uwagę na Pepie Guardioli. Najgłośniejsze, bo najświeższe, są wpadki wizerunkowe i krętactwa duetu Sandro Rosell – Josep Maria Bartomeu. Brutalne zerwanie z ponad stuletnią tradycją rozpoczęło się w ich wykonaniu już po kilku miesiącach prezydentury pierwszego z wymienionych. W wyniku umowy sponsorskiej z ,,Qatar Sport Investments” bordowo-granatowe trykoty „splamiono” reklamą ,,Qatar Foundation” dla pokaźnego zastrzyku gotówki z kieszeni katarskich szejków. Odczucia cules pogorszyły się jeszcze bardziej, kiedy logo zamieniono po dwóch sezonach na emblemat ,,Qatar Airways”. Wiadro dziegciu wylało się na Rosella za parafowanie paktu z mającą chuligański charakter grupą ,,Boixos Nois”, by zajęła się dopingiem na Camp Nou. Po fali krytyki wycofano się z projektu zwanego ,,Grada d’Animacio”. Równanie legend z brukiem to również praktyka znana Rosellowi. Eric Abidal, Txema Corbella… Wyżej wymienionych potraktowano bez przysługującego im za wkład w sukcesy klubu szacunku. Sprawa Abidala to demonstracja braku sentymentów ze strony Rosella i spółki. Francuz, będący ważnym ogniwem jedenastki Blaugrany, zachorował w marcu 2011 roku na raka wątroby. Po szybkim leczeniu już parę tygodni później zdawało się, że wszystko zakończy się szczęśliwie. Na Wembley dostał nawet opaskę kapitana od Carlesa Puyola, dzięki czemu mógł odebrać puchar Ligi Mistrzów. Zdążył minąć rok od tamtej diagnozy i reprezentantem Trójkolorowych oraz całym Barcelonismo wstrząsnęła wieść o nawrocie choroby. Trzynastomiesięczna rehabilitacja po operacji przeszczepu organu przyniosła oczekiwany skutek: Abi wrócił na boisko w końcówce sezonu 2012/13, kiedy to akurat kończył mu się kontrakt z klubem. Rosell zdążył złożyć obietnicę, że jeśli Francuz choćby na minutę wybiegnie na plac gry – jego umowa z Dumą Katalonii natychmiast zostanie prolongowana. Słów tych nie poparły działania i 33-latek opuścił miasto Gaudiego na rzecz swojej pierwszej drużyny – AS Monaco. Txema Corbella to postać związana z szatnią FC Barcelony, w której odpowiedzialny był za sprzęt przez 35 lat. Zyskał sobie tak ogromny szacunek zawodników, że ochrzcili go „President”. Jego rola nie ograniczała się do pracy, utrzymywał przyjacielskie kontakty z każdym, kogo spotkał na swej drodze. W lipcu 2014 klub, kierowany wówczas – po styczniowej dymisji Sandro – przez dotychczasowego szefa Josepa Marię Bartomeu, zwolnił Corbellę znienacka bez podania powodu. Choć później doszło do porozumienia stron, dezaprobatę dla działań zarządu wyraził nawet Xavi. Wspomniana zmiana prezydenta podyktowana była skutkami kolejnej afery – Neymargate. Sprowadzony do stolicy Katalonii w letnim okienku transferowym 2013 roku napastnik kosztował… No właśnie, tak naprawdę do dziś nie wiemy ile i możliwe, że nigdy nie będzie to na sto procent pewne. Niezliczona liczba zmiennych i przeróżnych klauzul, z oszustwem podatkowym i procesem sądowym w tle zmiotła ze stanowiska Rosella. Pieniędzmi z kasy Barçy wzbogaciła się firma należąca do Neymarów (ojca i samego zawodnika) i brazylijskie fundusze inwestycyjne. Atmosfera zgęstniała na tyle, że Rosellowi podobno grożono, nie oszczędzając przy tym rodziny, co podał jako bezpośrednią przyczynę decyzji. Nie tak dawno parafowano „pakt wstydu” zwalniający Josepa Marię i Sandro z odpowiedzialności karnej, a pełnię winy przyznający klubowi. Dodatkowo budżet Blaugrany uszczuplał o 5,5 miliona w europejskiej walucie. W niniejszy sposób kilku szemranych osobników wspieranych przez swą świtę zaprzepaściło tradycję, ideały oraz wyrzuciło do śmieci kartkę z napisanym na niej cytatem opisującym FC Barcelone przed 1978 rokiem. Czy do tego da się powrócić? Perspektywa rysuje się marnie, ale nadzieja umiera ostatnia.
12
Czy Barça to nadal więcej niż klub?
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Comentateiro
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@FcPortoFan1999 Bez jakiego N?
1
Bayerze(!) no coż ty wyczyniasz!? Specjalnie chyba dają wygrać tytuł mistrzowski temu cholernemu Bayernowi... A niech mnie drzwi ścisną!
0
@budel17 Tyle że im głębiej wchodzi w las, tym więcej drzew przed nim...
6
Oj Pepitko nasz kochany dajże już sobie spokój z Manchesterem City i odpocznij. Przecież nam wszystkim serce sie kraje jak to widzimy...
9
@FCBparasiempre
Teófilo Cubillas to najlepszy zawodnik w dziejach peruwiańskiego futbolu. Podbił serca kibiców reprezentacji a z ukochanym klubem nigdy nie potrafił się rozstać, bo wracał tam trzy razy. Za każdym razem w innych okolicznościach. Bohater artykułu przyszedł na świat 8 marca 1949 roku w Limie. Od samego początku kariery do jej końca przylgnął do niego pseudonim ,,Nene” (Dzieciak) .Wszystko to ze względu na chłopięcy, infantylny wygląd – jedną z wizytówek Cubillasa. Bohater artykułu wychowywał się w Ponte Piedra, jednej z dzielnic na północy Limy. Karierę rozpoczął w niewielkim Huracan Boys i to tam pobierał pierwsze nauki w piłkarskim cechu rzemieślniczym. Jednak to nie Huracan stał się domem Cubillasa. Pewnego dnia drużyna Dzieciaka zmierzyła się w meczu towarzyskim z Alianza Lima – naówczas trzynastokrotnym mistrzem Peru. W sparingu spisał się wystarczająco dobrze, by szefostwo klubu z Limy uznało, że warto zaproponować mu choćby grę w kategoriach juniorskich. Z klubem o biało-granatowych barwach związał się praktycznie do końca swojej kariery. Dziwny to romans – z klubu czterokrotnie odchodził i trzykrotnie wracał. Legendą został jednak do końca. Jak się okazało, wyłowienie perełki, jaką był Cubillas, nie było jedynie pozyskaniem go dla samego pozyskania. To jedna z tych historii, w których okazuje się, że nadprzyrodzone siły zsyłają piłkarski talent na chudego, drobnego i niepozornego sukcesora. W lidze peruwiańskiej zadebiutował jako siedemnastolatek i – uwaga – w wieku tym został królem strzelców rozgrywek z dziewiętnastoma bramkami na koncie. Dodajmy tylko, że Cubillas grał na pozycji mediapunty, a więc łącznika pomocy i ataku (królem strzelców został także w 1970 roku). Na przestrzeni ligowych rozgrywek szybko poznano się na fenomenie ciemnoskórego młodzieńca – dysponował on kapitalną wizją gry, coraz lepiej uderzał z dystansu i częstował znakomitymi zagraniami ze stałych fragmentów – a przy tym piekielnie skutecznym wykończeniem akcji. German Leguia, kolega Cubillasa z reprezentacji, wspomina grę Cubillasa tak: „Myślał tak szybko, że gdy zastanawiałeś się, co on zamierza zrobić, on już dawno to robił”. Piłkarze, którzy dotychczas byli jego idolami, stali się jego równorzędnymi partnerami lub rywalami. Doskonała gra młokosa dała powody sztabowi reprezentacji, by powołać go do reprezentacji na mecze eliminacji do mistrzostw świata. W eliminacjach Peru znalazło się w grupie z Boliwią i Argentyną. Awansować mogła tylko jedna drużyna. Peruwiańczycy z Cubillasem w składzie pokonali na stadionie w Limie faworyzowaną Argentynę 1:0. Postawieni w trudnej sytuacji Albicelestes musieli wygrać, by myśleć o wyjeździe o Meksyku. Tak się jednak nie stało – na słynnej La Bombonerze reprezentacja w biało-czerwonych trykotach dzięki remisowi 2:2 wywiozła z niebezpiecznego terenu punkt i mogła zastanawiać się nad zakwaterowaniem w którymś z meksykańskich hoteli. Na światowym turnieju talent Cubillasa eksplodował. Za umiejętnościami Nene musiał stać ktoś więcej niż małe futbolowe bożki. To musiała być robota potężnego piłkarskiego boga.
W momencie debiutu Cubillasa w reprezentacji Peru selekcjonerem ekipy był Valdir Pereira. Słynny Didi. Jedna z twarzy brazylijskich sukcesów na przełomie lat 50. i 60., cichy strażnik sukcesu Garrinchy i Pelego na mundialach w Szwecji i Chile. Jak przyznawał Cubillas, to Valdir pomógł mu w ukształtowaniu swojego piłkarskiego „ja” – dzięki Didiemu dopracował grę lewą nogą, strzały z dystansu i rzuty wolne. Bardzo prawdopodobne jest, że pełna, choć krótka, symbioza szkoleniowca i jednej z największych gwiazd ekipy złożyła się na późniejsze sukcesy Peru. W pierwszym meczu (dla Peru był to w ogóle pierwszy występ w historii mistrzostw świata) Nene i spółka zmierzyli się z Bułgarią. Pomimo dwubramkowej przewagi Europejczyków do 50. minuty Los Incas zdołali ustrzelić gola kontaktowego (Gallardo), chwilę później wyrównać (Chumpitaz), a za kwadrans wyjść na prowadzenie. Jak łatwo się domyślić, za sprawą Cubillasa i jego fantastycznego rajdu, zakończonego siłowym strzałem w prawy dolny róg bramki Simeonowa. Drugi mecz – przeciwko drużynie Maroka – to kolejny popis umiejętności peruwiańskiego Dzieciaka… I kolejne dwie bramki, w głównej mierze składające się na pewne 3:0. Ostatni mecz, z RFN z fenomenalnym Gerdem Müllerem na czele, kończy się porażką 1:3 po hat tricku niemieckiego snajpera. I tutaj, choć w cieniu wielkiego Bombera, Cubillas zdołał zdobyć bramkę. Meksyk i cały świat mogły już w trakcie turnieju nieśmiało prorokować, komu należy się tytuł największego jego odkrycia. W tym wszystkim warto dodać, że na kilka dni przed meczem z Bułgarią w peruwiańskim Ancash doszło do jednego z największych w historii świata trzęsień ziemi. W wyniku połączonej z osunięciami ziemi, lawinami śnieżnymi i błotnymi katastrofy zginęło od 60 do 70 tysięcy osób – nie wspominając o dziesiątkach czy setkach tysięcy bez dachu nad głową. Nene po latach, w wywiadzie dla FIFA TV, wspomina, że dobra postawa na światowym czempionacie miała przynieść choć odrobinę ukojenia pogrążonym w żałobie Peruwiańczykom. W ćwierćfinale pojawia się poważna przeszkoda na drodze do sukcesu – Brazylia. Z Pele, Carlosem Alberto, Rivelino czy Tostao w składzie. Nikt się specjalnie nie łudził, że Peru stać na pokonanie jednego z faworytów. Już Niemcy obnażyli słabości Inków. Canarinhos zastosowali dość łagodny wymiar kary. Zwycięstwo 4:2 wystarczyło, by spokojnie przejść do kolejnej rundy i konsekwentnie maszerować po trzecie w historii mistrzostwo świata. Reprezentacja Peru wraca do domu. Ranny, obolały naród i tak jest dumny z Sotila, Perico, Challe i Gallardo. Największą radość przynosi jednak Nene – niepozorny, drobniutki dwudziestojednolatek z tytułem najlepszego południowoamerykańskiego piłkarza turnieju, najlepszego młodego piłkarza. Do tego z brązowym butem. Murowany transfer? Niekoniecznie. Po mistrzostwach młody atakujący wrócił do Alianzy. Transfer przyszedł dopiero w 1974 roku. Real Madryt? Barcelona? Benfica? Bayern? Żaden z nich. Złożona z największych gwiazd Ameryki Południowej ekipa przyjechała na mecz pokazowy do Bazylei, by zmierzyć się z europejską jedenastką marzeń. Oczywiście fantastycznym występem podbija serce przedsiębiorcy, Rudiego Reisdorfa, który postanowił ściągnąć go do FC Basel. Wiąże się z tym zabawna historia.
Biznesmen spytał Cubillasa, jaka jest jego wartość na rynku i ile trzeba za niego zapłacić. Cubillas, niewiele się zastanawiając, postanowił wymyślić sumę, według niego, nie do zapłacenia. ,,100 tysięcy dolarów” – miał odpowiedzieć Reisdorfowi. Dla szwajcarskiego bogacza suma ta okazała się fraszką. Nene nigdzie nie chciał odchodzić, ale podbita o kolejne dwieście tysięcy kwota ostatecznie przekonała działaczy Alianzy. W Szwajcarii nie czuł się zbyt komfortowo. Poczucie samotności, nadopiekuńczość ze strony Reisdorfa, konieczność dbania o dietę i pilnowania planu treningowego sprawiły, że Cubillas schudł w Bazylei osiem kilo! Do tego nieprzyjazny, mroźny klimat bardziej odstraszał od gry niż do niej zachęcał. Nieszczęśliwy piłkarz miał odejść do FC Barcelony, prawdopodobnie to jedna z większych strat dla hiszpańskiej piłki w latach siedemdziesiątych, że do transferu nie doszło. Transakcję miał ponoć utrudniać sam Reisdorf, mimo, że FC Barcelona gotowa była zapłacić blisko milion dolarów! Ostatecznie peruwiański crack wylądował w FC Porto. Nie był to oczywiście szczyt marzeń, ale przynajmniej udało się wyrwać z mroźnej Szwajcarii. Przyszłe sezony przyniosły odrobinę stabilności. Po wywalczeniu miejsca w składzie Porto pozostał tam przez trzy kampanie – raz udało się nawet zdobyć mistrzostwo Portugalii. To nadal wciąż nie było to… W międzyczasie europejskiej tułaczki świat piłki reprezentacyjnej po raz kolejny przypomniał sobie o bohaterze tekstu. Wszystko za sprawą Copa América w 1975 roku. Cubillasa okrzyknięto najlepszym zawodnikiem turnieju (choć w przypadku ówczesnej rywalizacji chyba łatwiej mówić o lidze, bo Copa América trwało od lipca do października i spotkania rozgrywano w każdym z krajów). I wcale nie było tak, że doskonały turniej dał szansę na prestiżowy transfer. Przeciwnie, Nene pozostał w Porto jeszcze przez dwa sezony… A potem wrócił do Limy. Tylko na dwa sezony. Potem przygoda na Florydzie. A tam, oprócz słońca, idylli i aligatorów, lukratywny kontrakt z Fort Lauderdale Strikers. Klubem skupiającym później całą piłkarską śmietankę towarzyską – Gerda Müllera, Gordona Banksa czy George’a Besta. Nie ukrywajmy – piłkarzy, którzy przychodzili tu świadomi, że mają najlepsze lata za sobą. W przyjaznym, subtropikalnym klimacie Cubillas doskonale się odnalazł. Został tu na dłużej – na cztery długie sezony… By znowu wrócić tam, gdzie zawsze czekano na niego z szeroko otwartymi ramionami. Rok 1978 to mistrzostwa w Argentynie. Następny wielki czempionat w wykonaniu atakującego reprezentacji Peru – niestety, tylko do drugiej rundy, w której Peru zebrało tęgie lanie od Argentyńczyków, Brazylijczyków i Polaków i nie zdobyło nawet bramki. Hat-trick w meczu z Iranem i dwa trafienia przeciwko Szkocji, w tym jedno zasługujące na miano jednej z najpiękniejszych bramek z rzutu wolnego w historii mistrzostw świata (strzelał zewnętrzną częścią stopy, czym zmylił chyba wszystkich obecnych na stadionie) zapisały się w annałach peruwiańskiej piłki. Jose Luis Chilavert opowiadał po latach: „Kiedy zobaczyłem, jak Cubillas bije rzuty wolne, powiedziałem sobie: ja też tak chcę!”
Na pierwszy rzut oka Alianza była jak wierna mu kobieta, którą Cubillas nieustannie zdradzał, wracał z podkulonym ogonem, a potem znów ją oszukiwał i od niej odchodził. I można śmiało się z takim założeniem zgodzić, gdyby nie to, że do stolicy kraju i umiłowanej drużyny wracał jako sensacja turnieju, syn marnotrawny czy wreszcie: jako kamień węgielny pod odbudowę zniszczonej drużyny. A konieczność takiej budowy nastąpiła pod koniec 1987 roku. Alianza Lima, już bez Teo, szykowała się do powrotu do domu po jednym z wyjazdowych meczów. Na pokładzie znajdowało się szesnastu piłkarzy, trzech sędziów, pięciu trenerów, cztery osoby z zarządu klubu, ośmioro członków załogi i osiem cheerleaderek. Tuż przed lądowaniem zdano sobie sprawę z awarii podwozia. Zaczęły się problemy z lądowaniem. Samolot wpadł do wody. Przeżyła tylko jedna osoba – pilot. Katastrofa wstrząsnęła całym światem piłkarskim. Ekipa, bliska zdobycia mistrzostwa, rozpadła się w tragicznych okolicznościach. W odtworzeniu zespołu pomogły między innymi chilijskie Colo Colo, zaprzyjaźnione z klubem z Limy. Do drużyny zgłosił się także Nene. Wówczas zbliżający się do czterdziestki, podstarzały, ale nadal czujący moralny obowiązek ratowania klubu kształtującego go piłkarsko… Bardziej niż realny ratunek był to prostu ludzki gest ze strony piłkarza. W polskim języku istnieje przysłowie „Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”. Jest, niestety, błędnie rozumiane i wyrwane z kontekstu – każe nam unikać powtarzania czegoś, czym paraliśmy się już wcześniej. Tak dla zasady. Sprawa ma się nieco inaczej, gdy zacytujemy pełną jego wersję: „Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo już inne napłynęły w nią wody”. Wynika, że do rzeczonej można wchodzić do woli – nawet i tysiąc razy. Po prostu zawsze będzie się to działo w innych okolicznościach. Tak, jak za każdym razem do Alianzy wracał inny Nene.
7
Wybitne legendy peruwiańskiego futbolu:
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Comentateiro
@Arkon
@Adran360
0
@Lucyffffer1922 Bezwzględnie!
1
@FcPortoFan1999 Oby nie złamał, gdyż Wilimowski to był geniusz, najlepszy piłkarz, jaki kiedykolwiek biegał po polskich boiskach...
9
Najszybszy hattrick w Ekstraklasie:
Absolutnym rekordzistą rozgrywek w tej klasyfikacji jest słynny Ernest Wilimowski. Najlepszy Polski piłkarz potrzebował 180 sekund, by zdobyć 3 gole w meczu z Cracovią 30 kwietnia 1939 roku. Wówczas Ruchu Chorzów pokonał "Pasy" 5:1.
Natomiast 3 gole w zaledwie 12 minut strzelił Efthymios Koulouris, zapisał się w historii Ekstraklasy jako autor najszybszego hattricka w wykonaniu obcokrajowca w historii Ekstraklasy. Jego Pogoń Szczecin rozbiła u siebie Ruch Chorzów 5:0 12 kwietnia 2024.
Trzecim w kolejności jest Tomasz Pekhart, który ustrzelił hattricka przeciwko Zagłębiu Lubin 21 marca 2021 roku a Legia wygrała ten mecz 4:0. Czeski napastnik potrzebował na to 13 minut.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Remontada:
8 marca 2017 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou PSG 6:1 w rewanżowym meczu 1/8 Ligi Mistrzów i dzięki temu awansowała do ćwierćfinału. Gole zdobywali: Luis Suarez, Messi, Neymar, Sergi Roberto oraz samobójczą Layvin Kurzawa. Honorowego gola dla PSG strzelił Edison Cavani.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
2
@LambiPL Nie wiem dlaczego ale dzisiaj po latach już zupełnie inaczej reaguje na porażki Barcuni, chyba bardziej już dusze w sobie te emocje ale też i zdecydowanie spokojniej to odbieram...
14
Collina skrzywdził całe barcelonizmo:
Dokładnie 20 lat temu FC Barcelona przegrała na Stamford Bridge z Chelsea FC 4:2 w rewanżowym spotkaniu ⅛ Ligi Mistrzów. Barça broniła wówczas jednobramkowej zaliczki z pierwszego meczu, lecz rewanż zaczął się fatalnie. Do 17 minuty gospodarze strzelili aż 3 gole i totalnie rozbili drużynę Rijkaarda. Bodaj przy pierwszym golu dla Chelsea, banalny błąd popełnił Xavi, tracąc piłke w środku pola. W 26 minucie ręką w polu karnym zagrał gracz ,,The Blues” i karnego wykorzystał Ronaldinho. W 38 minucie ponownie ,,Ronnie” strzelił gola i to jakiego!? To była magia… Wynik 3:2 dawał oczywiście Blaugranie awans do ćwierćfinału, jednak pomimo kilku dogodnych szans Barçy, to Chelsea w 76 minucie ze stałego fragmentu gry strzeliła gola i awansowała dalej. Jednak ten gol na 4:2 nie powinien być uznany ponieważ Victor Valdes był przytrzymywany przez Ricardo Carvalho, lecz Pierluigi Collina uznał gola, czym rozsierdził nie tylko mnie ale i wszystkich cules! Pamiętam jak nagrywałem ten mecz(pierwszy na Camp Nou również) na płyte wielonagrywalną, mając nadzieje na wspaniałą pamiątke zwłaszcza po golu Ronniego. Ależ byłem wkurwiony jeszcze na drugi dzień. Pamiętam jak dziś że z rana nie miałem ochoty na żadne śniadanie, zupełnie na nic. Ba! Mało nie rozjebałem szafek w kuchni waląc w nie pięścią! Nie dziwcie się, to był mój pierwszy sezon miłości do Barçuni…
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Niedoceniane i zapomniane legendy futbolu:
7 marca 1895 r. urodził się Manoel Nunes zwany Neco. Przygodę z piłką rozpoczął w 1911 roku w trzeciej drużynie klubu Corinthians Paulista. Do pierwszego zespołu przeszedł w 1913 roku. Rok później z 12 golami został królem strzelców pierwszej ligi stanu São Paulo. Jednocześnie razem z Corinthiansem pierwszy raz w swej karierze zdobył mistrzostwo stanu São Paulo. W 1915, gdy Corinthians nie brał udziału w oficjalnych rozgrywkach, gdyż z powodu politycznych zawirowań był bliski bankructwa, Neco w meczach oficjalnych grał w barwach klubu Mackenzie São Paulo, a w barwach Corinthiansu grał tylko w meczach nieoficjalnych. W 1916 po raz drugi sięgnął ze swym klubem po tytuł stanowego mistrza. Jako piłkarz klubu Corinthians Paulista wziął udział w turnieju Copa América 1917, gdzie Brazylia zajęła trzecie miejsce. Neco zagrał we wszystkich trzech meczach: z Argentyną, Urugwajem i Chile. Wciąż jako gracz Corinthians wziął udział w turnieju Copa América 1919, gdzie Brazylia triumfowała. Neco zagrał we wszystkich czterech meczach: z Chile (zdobył 2 gole), Argentyną, Urugwajem(również 2 gole) i w decydującym o mistrzowskim tytule barażu z Urugwajem. Neco był bohaterem pierwszego spotkania z zespołem Urusów, kiedy to goście prowadzili już 2:0. Jego 2 gole dały remis, który pozwolił Brazylii poszukać szansy na mistrzostwo w barażu. Łącznie zdobył 4 gole i razem z Friedenreichem podzielił tytuł króla strzelców turnieju. Po raz ostatni w mistrzostwach kontynentu wziął udział podczas turnieju Copa América 1922, gdzie Brazylia po raz drugi zdobyła mistrzostwo Ameryki Południowej. Neco zagrał we wszystkich pięciu meczach zdobywając jednego gola w decydującym o mistrzowskim tytule boju z Paragwajem. Zdobycie 2 goli wystarczyło, by Neco został wicekrólem strzelców. Neco zaliczany jest do najwybitniejszych piłkarzy klubu Corinthians, w którym w ciągu 17 lat rozegrał 315 meczów i zdobył 239 goli (w tym w lidze 296 meczów i 235 goli). W latach 1917-1922 rozegrał w reprezentacji Brazylii 15 meczów i zdobył 8 goli. Po zakończeniu kariery piłkarskiej w 1930 kontynuował pracę trenerską w klubie Corinthians, z którym w 1937 zdobył kolejne mistrzostwo stanowe. Znany był jako odważny i przebojowy drybler. Charakteryzował się przy tym bardzo wybuchowym charakterem – gdy był trenerem klubu Corinthians zawieszony został na 18 meczów za uderzenie sędziego. Jest jedynym piłkarzem brazylijskim, któremu wystawiono pomnik – jego statua znajduje się w mieście São Paulo w parku São Jorge.
@Adran360
@AssisMoreira
@Comentateiro
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Argentina Campeon!
7 marca 1959 r. Argentyna rozgromiła Chile 6:1(4:1) na Estadio Monumental w Buenos Aires. Ten mecz zainaugurował 26. edycje Copa America. Miejscem zmagań o Puchar Ameryki po raz siódmy było Buenos Aires, historyczna kolebka tej imprezy. Monumentalny stadion otworzył podwoje dla 85 tys. widzów, po cichu marzących o wielkim rewanżu za doznanie rok wcześniej upokorzenia. Gospodarze chcąc zmazać palące wspomnienie szwedzkiej ,,Verguenza” czyli hańby i wstydu, kompletnie zmienili zespół. Załamany druzgocącą, nie zawsze sprawiedliwą krytyką odszedł legendarny Guillermo Stabile, pod wodzą którego Albicelestes 6-krotnie(!) zdobywali Copa America. Stworzono szkoleniowy tercet: Victorio Spinetto, Jose della Torre i Jose Barreiro, wspomagany przez grono wytrawnych specjalistów. Ostatecznie szefem trenerskiego triumwiratu został Spinetto, świetny środkowy pomocnik Velez Sarsfield i Independiente, którego nieszczęściem był nadmiar znakomitości na tej pozycji, toteż mimo niewątpliwej klasy w reprezentacji grywał nie często. Obdarzony wybuchowym temperamentem bywał nawet wyrzucany z boiska, lecz miał też niezwykły autorytet i moralną charyzmę, czyniąc zeń postać, jakich niewiele zna historia argentyńskiego futbolu. Po raz pierwszy w dziejach zorganizował on długie zgrupowanie w górach nie opodal Mendozy. Klimatyczne warunki sprzyjały ładowaniu akumulatorów, czym zajmował się wybitny fachman w tym zakresie, nasz rodak z pochodzenia, Adolfo Mogilewski, który pomagał jeszcze Stabilemu w 1955 roku. Zmusił on argentyńskich indywidualistów do ciężkiej pracy a co ważniejsze, metodycznej pracy, niezwykle przy tym urozmaiconej. Oprócz zajęć typowo futbolowych, piłkarze grali w kosza, siatkówkę oraz dużo pływali. Mogilewski starannie dbał o diete i higieniczny tryb życia. Ze starego składu pozostali tylko genialny drybler Corbatta, rutynowany obrońca Lombardo i równie doświadczony pomocnik Mouriño. Szkielet drużyny tworzyli zawodnicy mistrza kraju Racingu: bramkarz Negri, obrońca Murua oraz napastnicy Corbatta, Pizzuti, Manfredini, Sosa, i Belen. Cennym uzupełnieniem był masywny i twardy niegdyś Dellacha, stoper Bernardo Griffa, pracowity pomocnik polskiego pochodzenia Ladislao Cup oraz drobny, zwinny łącznik Calla z Boca Juniors. Na zmiany wchodzili też nieokiełznany drybler Guenzatti i mający zadatki na groźnego strzelca Juan Jose Rodriguez z Boca Juniors. Ton grze nadawali ,,akademicy” z Racingu. Z kolei szybki obrońca Boca Juniors, Juan Carlos Murua zasłynął dżentelmeńskim gestem, kiedy dostrzegłszy kątem oka wijącego się z bólu Paragwajczyka, wybił piłke na aut. Wzbudziło to aplauz trybun, nie wiedzących przecież, iż identycznym gestem w Brazylii popisał się nieco wcześniej legendarny Garrincha. Gwoli ścisłości Argentyna wygrała z Paragwajem 3:1. Nie było w ekipie Albicelestes(oprócz Corbatty) gwiazd godnych stanąć w jednym rzędzie obok minionych sław tej miary co Moreno, Pedernera czy Sivori. Jednak był to właśnie zespół w pełnym słowa znaczeniu zwarty, silny psychicznie, zmobilizowany, doskonale wybiegany i przygotowany fizycznie do trudów długiego turnieju. Tymi walorami Argentyńczycy górowali nad rywalami, z opromienioną mistrzowskim złotem Brazylią włącznie. Atmosfera w drużynie była wspaniała. Krótko przed meczem z Urugwajem cała ekipa zebrana w szatni dodawała sobie ducha chóralnym śpiewem przy akompaniamencie akordeonu.
Z kolei Canarinhos przywieźli do Buenos Aires niemal w komplecie ,,szwedzkich” bohaterów sprzed roku. Zabrakło tylko Vavy, którego jednak udanie zastąpił Valentim z Botafogo, strzelec hattricka w wygranym meczu z Urugwajem. Obie drużyny miały zadawnione porachunki, które postanowiły ,,uregulować” właśnie przy tej okazji. Rozpoczeło się od kilku względnie niewinnych incydentów, które rychło przekształciły się w regularną bijatykę. Stopniowo dołączali do niej rezerwowi, trenerzy i personel pomocniczy. Słynny łysy masażysta Brazylijski Americo, swój zawodowy kunszt wypróbował osobiście na Williamie Martinezie, powalonym przezeń na murawę i cudem uratowanym od uduszenia. Wreszcie do akcji musiały wkroczyć dodatkowe siły argentyńskiej policji. Dopiero po pół godzinie jako tako opanowano sytuację i mecz potoczył się dalej, jak gdyby nigdy nic, chociaż już tylko z udziałem 18 zawodników, bowiem pozostałych czterech sędzia usunął z boiska. Trzeba przyznać że(pomijając ten skandaliczny epizod) mistrzowie świata potwierdzili swą klase. Garrincha rywalizował z Corbattą o miano najlepszego dryblera kontynentu. Didi po profesorsku kierował grą, zaś sam Pele udowodnił wszem i wobec że istotnie jest futbolowym fenomenem. Strzelił jednego gola z Peru, dwa z Chile, jednego z Boliwią, popisał się hattrickiem w meczu z Paragwajem oraz jednego gola w decydującym meczu z Argentyną. Te 8 goli dało mu(w jedynym występie w Copa America) tytuł ,,goleadora”. Jednak nawet jego kapitalne popisy nie zapewniły Brazylii prymatu na kontynencie. Punkt stracony z Peru kosztował ją akurat tyle, by dać się minimalnie wyprzedzić gospodarzom, nad którymi w bezpośrednim pojedynku górowali techniką, lekkością i swobodą. W innych ekipach pojawiło się paru interesujących zawodników. Do elity powrócił Paragwaj. Talentem błysnął obrońca Juan Vicente Lazcano a także strzelec hattricka w meczu z Boliwią, malutki, krągły Cayetano Re, którego snajperskie predylekcje postanowili wykorzystać trenerzy FC Barcelony. W Chile dobrze zaprezentowali się przyszli bohaterowie MŚ 1962, przytomny stoper Raul Sanchez i ofensywny pomocnik o potężnym strzale z dystansu, Eladio Rojas. Ich walory wystarczyły do pokonania 1:0 Urugwaju, dziwnie apatycznego i ospałego. Być może Celestes byli już myślami przy turnieju ,,extraordinario”, który za kilka miesięcy miał się odbyć w Ekwadorze. Tak czy owak sprawili wielki zawód, chociaż we wspomnianym meczu z Brazylią objawili wybitne zdolności pięściarskie. Przeżycia te przypłacił utratą zdrowia i krańcowym załamaniem trener a przede wszystkim mistrz świata z 1930 Hector Castro. Nieźle wypadło za to Peru, którego linia napadu grała efektownie i z polotem. Oprócz znanych już asów jak Gomez Sanchez, Terry czy Seminario, powszechne uznanie wzbudzili dwaj kolejni piłkarze a mianowicie Miguel Angel Loayza oraz Juan Joya. Tak więc w 1959 roku Brazylia zachowała honor ale to Argentyna obroniła tytuł mistrzów Ameryki, remisując w ostatnim meczu z Canarinhos 1:1 po golach Pizzutiego i Pelego.
@Sysia11
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
8
Polskie kluby w europejskich pucharach:
7 marca 1979 r. Wisła Kraków pokonała Malmö FF 2:1 w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Europy. W 1979 roku Wisła miała wspaniałą drużynę, złożoną głównie z wychowanków. Adam Nawałka, Andrzej Iwan, Zdzisław Kapka, Henryk Maculewicz, Kazimierz Kmiecik, Marek Wróbel czy Marek Motyka – te nazwiska co dwa tygodnie przyciągały na stadion Białej Gwiazdy kilkunastotysięczną widownię a gdy nadchodziły mecze w Europie – na stadionie pojawiało się ponad trzydzieści tysięcy osób. Drużyna Oresta Lenczyka w pierwszej rundzie pokonała Brugge KV, a w drugiej – dzięki większej liczbie bramek zdobytych na wyjeździe – odprawiła z kwikiem Zbrojovkę Brno. To nie były czasy, gdy polski klub musiał przedzierać się przez skomplikowany system kwalifikacji, by dotrzeć choćby do fazy grupowej. Po odprawieniu Belgów i Czechów Wisła znalazła się w gronie ośmiu najlepszych drużyn w Europie. W marcu 1979 roku drodze krakowian do półfinału stanęli mistrzowie Szwecji, Malmö FF. W pierwszym meczu w Krakowie wiślacy wygrali 2:1. W rewanżu długo utrzymywał się wynik bezbramkowy, a gdy w 58. minucie Kazimierz Kmiecik wyprowadził Białą Gwiazdę na prowadzenie, przed radioodbiornikami w Krakowie rozpoczęło się święto. Półfinał był na wyciągnięcie ręki. W końcówce jednak obrona wiślaków rozpadła się jak stary samochód. W ciągu 25 minut krakowianie stracili cztery gole i musieli się pożegnać z marzeniami o finale. ,,To nie Malmö wygrało. To Wisła przegrała” – skonstatował smutno Lenczyk.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Campeonato Sudamericano de Selecciones:
7 marca 1957 r. Urugwaj pokonał Ekwador 5:2(2:2) na Estadio Nacional w Limie. To był mecz otwarcia 25 edycji Copa America. Większość historyków futbolu starszej daty skłania się ku opinii iż prawdziwą chwałę rozgrywkom Copa America, porównywalną pod względem poziomu i atrakcji ze ,,złotą dekadą” lat 40-tych przywrócił dopiero turniej w Limie. Po pierwsze była to pierwsza w dziejach piłki latynoamerykańskiej impreza filmowana tak obszernie że zapis na taśmie pozwala istotnie wyrobić sobie niezłe wyobrażenie o tym, co się działo na murawie Estadio Nacional. Po drugie, nigdy jeszcze frekwencja nie dopisała w takim stopniu. Wystarczy powiedzieć iż żaden z meczów nie zgromadził mniej niż 40 tys. widzów a przeciętna wahała się w granicach 50 tysięcy! Po trzecie, po różnych doświadczeniach organizatorzy zapewnili kompletną obsade sędziowską z Europy. Tradycja zapraszania arbitrów europejskich miała w Ameryce swoje uzasadnienie. Miejscowi sędziowie niejednokrotnie nie potrafili sobie poradzić z niesfornymi piłkarzami, często też kwestionowano ich kompetencje i bezstronność. Po czwarte turniej w Limie stał się symboliczną sztafetą pokoleń. Po raz ostatni o Copa America walczyły żywe legendy, najwybitniejsi przedstawiciele pokoleń, właśnie schodzących z areny: Brazylijczyk Zizinho, Argentyńczyk Nestor Rossi, Kolumbijczyk Efrain Sanchez, Peruwiańczyk Valeriano Lopez czy też Chilijczyk Jorge Robledo. Ponieważ natura nie znosi próżni, na firmanencie wschodziły nowe gwiazdy o równie olśniewającym blasku: Sivori, Corbatta, Maschio, Angelillo, Garrincha, Pepe, Evaristo, Santamaria, Goncalvez, Sasia, Gamboa czy Benitez z Peru. Po piąte, mistrzostwa stały na dawno nie oglądanym poziomie.
Każdy mecz był wydarzeniem i stanowił niezapomniane widowisko. Aż cztery drużyny reprezentowały zbliżoną najwyższą klase, tocząc niezwykle wyrównane, dramatyczne boje. Obyło się bez skandali, dramaty sportowe nie okazały się tragediami jak w Chile w 1955. Dominował nastrój wielkiego święta, futbolowej fiesty, radosnej i otwartej. Wobec tak nastawionej publiczności sami piłkarze dokładali starań aby wypaść jak najefektowniej i nie zawieść oczekiwań. Toteż grali fair, pięknie, ofensywnie, demonstrując wysoki kunszt techniczny. Wreszcie po szóste, turniej wyłonił mistrza nad mistrzami. Argentyna wprawiła w zachwyt najwybredniejszych nawet koneserów. Od czasów Moreno, Mendeza, Pedernery i Loustau nikt nie grał z taką swobodą, lekkością i finezją a zarazem tak mądrze i skutecznie. Legendarny Stabile osiągnął ze swoją drużyną w Limie same szczyty futbolowej maestrii. To była ekipa jaka trafia się raz na kilka dziesięcioleci. Stabile pozostawił w składzie trzech, czterech wypróbowanych wcześniej zawodników. Dellacha i Vairo w obronie, na lewym skrzydle Cruz w ostatniej chwili zastąpił zeszłoroczną rewelacje, Antonio Garabala, no i wreszcie legendarnego Omara Sivoriego, który właśnie w Limie objawił pełna skalę swego już nie talentu ale wręcz piłkarskiego geniuszu. Już w samym turnieju oczarowali natomiast nowicjusze: genialny Nestor Rossi, Corbatta, Maschio, Angelillo i Maschio. Nestor Rossi w trakcie meczu z Brazylią toczył zacięte pojedynki z niezwykle zręcznym Didim, który raz udanie założył Rossiemu ,,siatke”. Kiedy po kilkunastu minutach Didi powtórzył ten numer, Nestor donośnie ryknął na osłupiałego Brazylijczyka: ,,Raz to jeszcze mogę zrozumieć ale żeby w jednym meczu Rossiemu zrobić dwa ,,tunele” to już naprawdę za dużo, to skandal!”. Podczas turnieju w Limie Argentyna szła jak burza, dosłownie zmiatając kolejnych przeciwników. Dopiero w ostatnim meczu z gospodarzami, kiedy już wszystko było przesądzone, pofolgowała sobie i grając na ćwierć gwizdka dała Peruwiańczykom satysfakcje honorowego zwycięstwa.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
@Arkon
10
Rekord ,,La Pulgi”:
7 marca 2012 r. Lionel Messi ustanowił rekord Ligi Mistrzów. Podczas meczu rozgrywanego na Camp Nou z Bayerem Leverkusen(wygranym 7:1), Leo strzelił aż 5 goli! Pozostałe 2 gole strzelił Christian Tello. Jednak 2,5 roku później rekord ten wyrównał były zawodnik Szachtara Luiz Adriano, który 5 goli wbił przeciwko Bate Borysów. Wprawdzie nie oglądałem meczu na żywo ale na pamiątke nagrałem go później na płytke z powtórki bodaj na TVP Sport.
Przypomnijmy sobie:
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11